WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 22 marca 2015

Shalimar Guerlain - prapoczątek

Czas na kolejny zapach - gigant - Shalimar. Jego twórcą był Jacques Guerlain, w 1925 roku.
Równo 90 lat temu!
Dla mnie to perfumy niezwykłe w najlepszym znaczeniu tego słowa. Bardzo oryginalne - choć minęło tyle lat, nic podobnego nie wymyślono. Słodki, ciężki, tajemniczy, zmysłowy, odbieram go jako woń kompletną. Nie lubię takich dzieł rozbierać na czynniki, bo (może dziwaczę) w jakiś sposób to upraszcza piękno, nawet mu uwłacza.
Więc... jaki jest dla mnie Shalimar? Wyrazisty, nieodgadniony, ma taką specyficzną nutkę, bliską mi zresztą, którą nazwałabym "gorący orient". PRAWIE nie do przyjęcia - piszę "prawie", bo to mnie właśnie do niego przyciąga i gdy mam Shalimar na nadgarstku, zmusza do ciągłych inhalacji.
Ale całościowo nosić bym chyba wciąż nie mogła - zbyt duża, zbyt przytłaczająca dawka.
Mam jednak zawsze próbkę i w chwilach, kiedy potrzebuję silnych bodźców, zatopienia się niemal w innej rzeczywistości - S. jest jak znalazł.

Na wystawę w Mon Credo dwa lata temu namalowałam duftart na ten temat


Owszem, piękny, dekoracyjny - ale potraktowany w dużym dystansem.
Teraz chciałabym zawrzeć w obrazie ciepło, zmysłowość (po ram kolejny!), dać się porwać tym perfumom.

Dlatego wybrałam za temat... twarz.
A konkretnie - oczy.





Oczy widoczne za kwefem. A co.


Zarys "zrobił się" niemal sam, aż nie do uwierzenia - ale teraz już wiem, że miłe złego początki!
Praca jest ciężka i do granic nadwyręża moje siły - przede wszystkim psychiczne.

Co gorsza, domownikom nie jest ze mną łatwo - dziś z wściekłości roztrzaskałam okulary (nie te od Bodycha), tłukąc nimi o ziemię. Rozdrażnienie, ze bez kija nie podchodź.
Kiedy to czytacie, jestem wyczerpana, wkurzona, zdegustowana, sama siebie kopnęłabym w tyłek (za złe zachowanie).

ALE żeby nie żegnać się w tak kiepskim nastroju, coś Państwu pokażę. Takie zdjęcie przysłała mi znajoma :



 Ha! Myślę sobie - smycz jakaś obca, takiej nie mam.
Przyglądam się, przyglądam - potem na Pepę - rety, to nie ona!
Oryginał wygląda tak :


 Zdaniem Wojtka mamy dowód, że Pepa jest psem rasowym.

5 komentarzy:

  1. Oj, znam ten rodzaj wściekłej bezsilności (w takich chwilach Bogu dziękuję, że nie mam broni, bo niechybnie strzeliłbym sobie w łeb!) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam... obraz do zniszczenia, cholera! To wystarczy za broń

      Usuń
  2. A mnie się te oczy już podobają <3

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ci powiem, że mi się takie bezsilne, bolesne, nerwowe dni zdarzają, gdy pracuję nad stroikami, na przykład. Czasem nie mogę złapać tej jednej nitki i męczę się bardzo, bo czas goni, albo zamówienie jest a we mnie narastają wątpliwości, nerwy, stres. A gdzie mi do ciebie z tym, co robię :) tak tylko chciałam dać znać, że jest nas więcej ;) M.M.

    OdpowiedzUsuń