WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 17 marca 2019

Bloki. Obraz niedokończony.

Myślałam, że tylko ze snów wynikają obrazy, ale to działa i w drugą stronę, jestem pewna. Po raz kolejny śnił mi się "mój" dom. Zrujnowanie frontu pozwalało zajrzeć, co znajduje się we wnętrzu budynku.
Pokoje bardzo wysokie, jak w secesyjnych kamienicach, na ścianach obrazy. To wyglądało na przygotowanie do remontu, nie wzbudzało w ogóle mojego niepokoju.


Na to wszystko patrzyłam z mieszkania na wzgórzu.



Postanowiłam przeczekać zaczynającą się noc, by o świcie, kiedy nikogo nie ma, zakraść się do "mojego" domu i obejrzeć obrazy z bliska. Może je zabrać stamtąd?


Sen - niestety...! - został przerwany.
Nie wiem, co znajdowało się na tamtych obrazach. Poza ogólną kolorystyką.
Taką kolorystyką :


Zostawię go w takim stanie. Na razie. Daję sobie tydzień na "dośnienie" dalszego ciągu. Wiem, że czegoś w tym obrazie brakuje. Chcę poczekać na rozwiązanie ze snu, ale jeśli nie nastąpi, mam plan B.
Tymczasem na noc będę używać zapachu, w którym malowałam obraz, czy pomoże, nie wiadomo, ale kto wie (V. Intense Pigueta, słodko - owocowy, bardzo mocny, choć przyjazny)

                                                      *   *   *

Ludzie. W poprzednim wpisie konkurs. Zajrzyjcie. Do środy trwa. Można wygrać mój obrazek. Tak tylko piszę, bo jedna z konkursowych wypowiedzi podoba mi się szczególnie.

środa, 13 marca 2019

KONKURS z nagrodą



Drodzy Czytelnicy.
Zapraszam do udziału w wiosennym konkursie pt. "Co to może być".

Rzecz dotyczy ostatniego obrazu "Obiekt ze Strzałką". Proszę o interpretację obrazu. Może być swobodna. Opowiedzcie mi, co widzicie, jak to rozumiecie. Nie chodzi o to, żeby zgadywać, o co MI chodziło, lecz o to, jak WY odbieracie to, co na obrazie.

Odpowiedzi pisemne proszę zamieszczać w postaci komentarzy pod konkursowym postem lub na stronie fb Brulion Malarski.

Nagrodą jest mój mini obraz o formacie zeszytu (B 5), można wybrać sobie następującą wersję kolorystyczną : barwy ciepłe / zimne / neutralne.

Rozstrzygnięcie 20.03, w Pierwszy Dzień Wiosny.

POWODZENIA!!!

Premiera - Obiekt ze Strzałką

"Początkowo nie mają pojęcia, gdzie się znajdują. Coś, z czym nigdy się nie spotkali - scena obrotowa, kurtyny i dekoracje wywołują ich niepokój, który szybko łagodzi konstatacja, że budynek jest po prostu nawiedzony. H. próbuje "ich" zrozumieć : „Oni są zupełnie inni niż ja. Potrafią czuć, widzą kolory i słyszą dźwięki, ale co czują, widzą i słyszą i dlaczego, to ich nic nie obchodzi. Na przykład zupełnie ich nie interesuje, dlaczego wiruje podłoga”.


Teatr.

Potrzeba zbadania tajemnic budynku wiedzie H. do rekwizytorni, w której styka się ze światem iluzji, kompletnie zdezorientowany. "Wszystko wokół niego udawało coś innego, niż było w rzeczywistości, oszukiwało pięknymi barwami. Gdy wyciągał rękę i dotykał, okazywało się, że jest zrobione z papieru, drewna lub gipsu. Złote korony były lekkie, kwiaty były kwiatami papierowymi, skrzypce nie miały strun, pudełka – dna, a książki nie dawały się otworzyć”.



Pomiędzy realnością a fikcją, zagubiony - H. zwierza się M.
– Jest tak, jak gdyby wszystko było niczym.
– A czy jest czymś? – spytała M.


  „Teatr jest najważniejszą rzeczą na świecie, gdyż tam pokazuje się ludziom, jakimi mogliby być, jakimi pragnęliby być, choć nie mają odwagi, i jakimi są” – dowiadują się od inspicjentki.


Zaczynają marzyć :
„Móc być kimś innym, niż się jest. Nikt nie mówiłby już: »To idzie M.«, tylko: »Spójrzcie na tę smutną damę w czerwonym aksamicie... na wielką primadonnę... Ona na pewno wiele wycierpiała...«”.
Wystawiają przedstawienie.

Ja maluję.


Obiekt ze Strzałką
70 x 50 cm
akryl na płycie

Obraz malowałam w zapachu 611 Extreme Giovanny Antonelli (poniżej)


UWAGA
W najbliższym odcinku - jeszcze dziś, Konkurs Wiosenny z nagrodą w postaci obrazu mojego autorstwa.

środa, 6 marca 2019

Jestem z miasta. Premiera

Zeby tylko nie zapeszyć. Niemożliwe, ale skończyłam ten obraz. Ciągnie mnie do następnego, będzie na końcu. Albo nie, jeszcze nie.
O czym to ja... skończyłam obraz. Ile to trwało, ze trzy miesiące. Często ludzie pytają, ile czasu zajmuje mi namalowanie jednego obrazu. Mogę mówić tylko o poszczególnych etapach - co jeden, dwa dni. Na którym się skończy, tego nie wiem.


Jestem z miasta.


Odpoczywam chodząc ulicami, odkrywając skróty. Zatrzymuję się, kiedy mi się podoba i robię zdjęcia.



Miasto ma jednak dwie wady (z mojego punktu widzenia) : nie ma w nim przestrzeni, jaką lubię - bezkresu



I panuje hałas.
Zawsze śniły mi się domy, ale teraz nastąpiła wręcz inwazja. Oczywiście, jest cała symbolika, ale nie wchodzę w to.


Wchodzę za to do pomieszczeń w moich snach, znam je, choć w realu tam nie byłam.
Zaglądam do okien




Pamiętacie, a jak nie, to przypomnę, że na poprzedniej wersji na ścianie była morda.
Zlikwidowana.
Irytowała mnie "literatura".

Teraz jest... cicho


Kto by pomyślał... chciałam się przeprowadzać do lasu, ale po tym, jak wycięli część drzew na Mojej Promenadzie, dwa lata będzie w tym roku, nie zdecydowałam się tam pojechać. Wciąż opłakuję to miejsce... ale i poznaję nowe, a miasto nie jest już moim wygnaniem.
Lepiej mi teraz niż żyć w dysonansie.

Ale w obrazach swoich życia jeszcze (?) nie zamieszczam. Co najwyżej oczy w kałuży.

Dom Ze Swiatełkiem
70 x 50 cm
Akryl na płycie


Jestem z miasta. A konkretnie z Sadyby.


Widać na nim mój dom, moją szkołę i nawet tajemniczy domek z moich ostatnich obrazów...

środa, 27 lutego 2019

Radosne dobijanie obrazu

Oprawiłam obraz pięknie, chciałam powiesić na ścianie i wtedy się okazało, że jest jeszcze niegotowy.
Co zrobić, dwa dni temu czułam, że to jest to, koniec ostateczny, dziś, po malowaniu nowego (zresztą) chciałabym dokonać MALEŃKICH zmian.
Sama się śmieję, bo z tych poprawek często wynika nowa praca... chociaż za prawie każdym razem wydaje mi się, że to kwestia kwadransa (po czym następuje tydzień roboty).


A tak zmieniał się obraz - w kolejności chronologicznej:



Potem wykonał zwrot o 180 stopni -


...po czym :


zrobił się niebieski



Potem jakiś taki pastelowy


Potem była jazda z pomarańczowym i na razie tak zostało


Już wiem, co mam zrobić, tzn tak mi się wydaje, hehe.
Proszę nie podpowiadać.
Żarcik taki.

Ascendent w Pannie. Dlatego jestem taka upierdliwa.

środa, 20 lutego 2019

Życie jak sen

Kiedy to się zaczęło?
Późną jesienią zeszłego roku zostałam włączona do programu zdrowotnego. Chodzi o ustabilizowanie sytuacji. Na początku nie odczuwałam żadnych zmian (czytaj: skutków ubocznych), ale od ponad miesiąca śpię jak nigdy dotąd.
Zawsze, właściwie taki to los sów, w pełni formy zaczynałam być po południu i później, ale żeby walczyć ze sobą niemal cały dzień, żeby sobie nie chrapnąć, to się nie zdarzało.
No więc, ten tego, przestałam walczyć.
Sypiam kiedy mogę, tak to ujmę.


Czy różni się dzienny sen od nocnego? Zdecydowanie tak. Jest intensywniejszy, po parę "odcinków" w jednej sesji. Zamykam oczy i przenoszę się do innej rzeczywistości, jak w filmie fabularnym, w którym zresztą występuję jako jedna z postaci, wcale nie zawsze pierwszoplanowa.


Właściwie zaczęłam czekać na te sny.



Warstwę fabularną pomijam świadomie, co nie znaczy, że nie ma znaczenia.
Jednak jako tworzywo do obrazów liczy się nastrój, budowany kolorem i światłem.



Przecieram więc szybkę w okienku wyobrazni. W okienkach - bo każde jest inne.


Drzwiczki są otwarte


Coś patrzy z kałuży? Czy mi się wydaje?


Dobrych parę tygodni i święto. Siedzę i patrzę.


Nie ma ani jednego przypadkowego detalu


"Ekran Mandarino"
70 x 50 cm
akryl na płycie


Ten obraz idzie do mnie na ścianę.
Jest pierwszym, w którym zawarłam wszystko, co chciałam.
Od wczoraj mam nowy podpis, bardzo specjalny, bo Gustaw w tym maczał paluszki. Napiszę wkrótce.

W jakim kolorze będzie dzisiejszy sen?
Nie mam nic przeciwko pomarańczowi.

niedziela, 17 lutego 2019

Pogoń za ogonem

Naprawdę komiczne.
Maluję obraz "z nastrojem" i w zamyśle kojący, tymczasem we mnie nie ma spokoju.
Roznosi mnie energia, która nic konkretnego nie daje, poza chęcią niszczenia.

Tak było :





Całkiem przyjemne kolorki, pastelowa miękkość.
To nie. Nie pasowało mi. Wkurzał mnie ten obraz.
Musiałam wziąć pumeks i wytrzeć ile się dało.

Przypomina mi się zdarzenie z liceum. Nasza wychowawczyni, pani K. sprawiała wrażenie poczciwej, spokojnej osoby, ale moja klasa dała jej strasznie w kość. Kobieta, którą miano za zrównoważoną, przeżyła z nami gehennę - szkolną wycieczkę. Dziwne, że wszyscy cało wrócili, naprawdę.
Kiedy nadeszła godzina wychowawcza, pani K. weszła do klasy, jakby ją ktoś wystrzelił, czerwona na twarzy, potem zbladła, chwyciła dłonią kant biurka, aż jej palce zsiniały i nagle ryknęła histerycznie :
"Pamiętajcie, że jestem waszym przyjacielem!!! ROZUMIECIE???!!!"

Takie to moje malowanie teraz jest.



Kiedyż ja się uspokoję, do ciężkiej cholery!