WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 17 lutego 2017

Pocztówka z uzdrowiska - wiadomości lokalne

Basen.
Jedno z najbardziej (mnie) stresujących miejsc.
I nie chodzi o pływanie czy narażenie się na zaskakujące widoki po wejściu do sauny (70+ i mam na myśli wiek a nie temperaturę).
Przebieralnia.
Z mokrą podłogą. Wchodzimy z Gustawem do rodzinnej szatni, dostajemy szafkę (możemy i dwie). Prawdziwy problem pojawia się przy wyjściu - przechodzę przez brodzik odkażający stopy - przez co je moczę. Klapki też mokre.
Pytanie za 1000 punktów: JAK założyć rajstopy, przy mokrej podłodze i klapkach i przejść do szatni? Odpowiedz : nie da się. Zanim to odkryłam, naprawdę straciłam wiarę w swoją inteligencję. Więc zanim wpadłam na pomysł, żeby klapki wziąć w rękę, szłam do szatni wściekła, w szlafroku, co chwila cofając się po zapomnianą rzecz lub poszukując jej w jednej z pierdyliarda przegródek czy kieszonek.
A czas cyk cyk - licznik bije.

Miałam pomysł, żeby kurtki zostawić na zewnątrz, poza przebieralnią, ale niestety nie ma tam dozoru.
"Pani nie wie, co się może przydać złodziejowi" - z zagadkową miną oznajmiła mi panienka w recepcji.
"Dzięki kamerze złapaliśmy babkę, która ukradła buty. I wie pani, co powiedziała policji? "I tak były niedobre" i się obraziła"

Uzdrowisko ma swoją specyficzną i mnie osobiście bardzo przygnębiającą atmosferę. Większość osób w wieku dojrzałym, ale i oni przecież chcą się bawić. Dla zachęty głośniki na tzw. fajfach (od five o'clock - potańcówki, zaczynające się od ok. piętnastej) wystawione są na zewnątrz, więc Aleja Nadmorska rozbrzmiewa przebojami typu "Kaczuszki", "Żółte kalendarze", "Niech żyje wolność", śpiewanymi najczęściej przez panów o temperamencie kościelnego organisty.
Wyróżnia się artysta z hotelu Ikar - pan Szczupak, który niestety nie tylko śpiewa, ale i komponuje.


Uzdrowisko... trudno dostać papierosy i ja się temu nie dziwię, prędzej by mi ręka uschła, niż bym zapaliła na plaży. Niestety, nawet kiedy już pójdzie się do miasta, przez kładkę nad torami i kupi fajki, paczkę ozdabiają ku przestrodze okropne zdjęcia. Nie za bardzo się przyglądałam, ale są jakieś nieszczęsne płody, czarna stopa, dziąsła z dziurawymi szczątkami zębów. U pana sprzedającego "w trafice" znalazłam, uff, dawne modele bez hardkoru. "Muszę szybko je sprzedać, bo wg przepisów wszystkie paczki mają mieć te fotografie - widziała pani tę dziurkę w gardle po wasektomii?" (nie zdobyłam się na wytłumaczenie, co to jest wasektomia, ale może jeszcze to zrobię. Kiedyś.)

Oczywiście oferuje się tu liczne zabiegi i usługi upiększające, tylu fryzjerów na metrze kwadratowym jeszcze nie widziałam. Roi się od odchudzań - następnym razem zapytam, co to jest ten zabieg kawiorowy


...i różnych SPA. "Spa jest bardzo dobre dla kobiet" z miną znawcy stwierdził Gucio "Upudrują cię i wyczyszczą każdy kącik".

Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że dla szumu morza warto jechać ileś tam kilometrów. A jeśli jeszcze działa buczek mgłowy, wpadam niemal w ekstazę
Bo mgła się nasila


Można się w niej zatopić


...tylko biały szum.
I tęskny dzwięk syreny.
I słona wilgoć osiadająca na twarzy.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Morze z Jaskółką w tle

Najpierw się pochwalę - moja Jaskółka, pierwszy obraz, wystawiony przez warszawską Pragalerię na aukcję (Młodej Sztuki hehe) został sprzedany.




Baaardzo ucieszyły mnie te wieści z Warszawy.
Co prawda dawno, dawno temu wstawiałam obrazy do galerii, ale dalszego ciągu to nie miało.
Od tamtych czasów, mam wrażenie, galerie zmieniły strategię i aktywniej zabiegają o klientelę, więc i przede mną otwierają się nowe możliwości.

Obrazów do wstawienia jeszcze nie mam - wszystkie znajdują właścicieli wcześniej. No, prawie nie mam, bo jest Autoportret, chowany na takie okazje



...oraz Pod Wiatr (z poprzedniego wpisu), nad którym praca została dramatycznie przerwana wyjazdem.

Te dwa może najwięcej mówią o mnie i na dodatek są zgodne z Nową Definicją, o której nareszcie więcej będę mogła powiedzieć w marcu.

Tymczasem cieszę się morzem - kołobrzeską plażą.



Co tu dużo mówić, zimno jest. Tak zimno, że ciężko robić zdjęcia. Potem chucham w rękawiczkę, czucie w palcach powoli się odnawia.



Gustaw zbiera kije na różne okazje (z braku kamieni zapewne) i sprawdza twardość lodu i charakter podłoża - bo plaża przemarznięta do spodu. Podczas wiatru płachty piasku przemieszczają się jak szybko mknące chmury.


I szkicuję, szkicuję - pomysły na nowe obrazy.
Na wiosnę - o ile w ogóle nadejdzie, cholera jasna.

wtorek, 7 lutego 2017

Nie kijem go, to pałką

Nie kijem go, to pałką - czyli jak nie można mieć pierwszego, to się bierze drugie.
Czyli jak utknęłam w pierwszym obrazie, to se namaluję nowy, hej.

Jeszcze nieskończony.
Jakoś mi to tym razem nie przeszkadza w pokazywaniu.


Samą sylwetkę jeszcze zmodyfikuję, odrobinkę.
Nadałam tytuł "Pod wiatr".


Aż się prosi, żeby go rozwiązać w stylu japońskim - znak, minimalizm itp.


Ale... to będzie obraz wg nowej reguły, więc do końca nie wiem, co tam się zadzieje.
Howgh.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Krok drugi - realizacja

Ech, maluję pierwszy obraz wg nowej dyrektywy, to bardzo silne przeżycie.
W sumie, nie przypuszczałam, że aż tak.
Niestety albo stety, nie tylko nie mam potrzeby pokazywania rezultatów przed końcem, ale wręcz nie chcę. Na razie nie jestem zadowolona, moje wymagania są bardzo duże.

To nie ma być początek serii, ale reszty mojej pracy twórczej
.
W praktyce okazuje się, że dostaję coś innego, niż oczekiwałam i zaczynam rozumieć, co mówiła Karolina Matyjaszkowicz, stwierdzając, że "podąża za obrazem, pyta, czego on potrzebuje" (bohaterka jednego z Krytycznych Czwartków). Wierną towarzyszką moich zmagań jest Pepa


Nie mam, powiem szczerze, zielonego pojęcia, kiedy (i czy w ogóle!) uznam mój obraz za skończony.
Wszystko się zmienia, pochłania mnie bez reszty...

Tutaj widzicie na sztalugach, nad którą dyktą pracuję - aktualnie wygląda jeszcze inaczej


Do tego wszystkiego za 3 dni wyjeżdżam nad morze na dwa tygodnie, nie ma szans, żebym skończyła wcześniej, ale może uda mi się pokazać Sosny o Zachodzie wg dawnego stylu.
Chyba, że nie wytrzymam i je również potraktuję "po nowemu".

środa, 1 lutego 2017

Krok pierwszy

Malewicz, twórca pamiętnego obrazu Czarny Kwadrat na Białym Tle, zanim go namalował, latami eliminował to, co mógłby umieścić na obrazie - aż doszedł wreszcie to owego Kwadratu.
Jeśli się tego nie wie, obraz można skwitować wzruszeniem ramion - a jeśli wie - również!
Kto mi zabroni?
Jestem przeciwna obrazom, do rozumienia których trzeba przejść specjalne szkolenie, i to jest moja eliminacja. Tak.

(wyobrażam sobie, że inny ktoś, nie Malewicz, mógłby dojść drogą eliminacji do kropki - punktu, albo do... nie - malowania (i miałby swoją rację) - i co z tego? Anegdota, i tyle)

Dlatego nie będę pisać, co mi przyświecało, kiedy przyszedł do mnie... to nie był pomysł, to coś więcej.
Zdarzyło się 23go stycznia o godzinie 2.44 w nocy. Leżałam w ciemnościach, w półśnie - aż tu nagle, jakby mnie oświeciło, naprawdę. Zerwałam się na równe nogi. Myślałam, że mnie, która wszystko racjonalizuje, coś takiego się nie zdarzy... a jednak.
Najważniejsze dzieje się w podświadomości - rozum, inteligencja, wydają się dostarczać odpowiedzi, a guzik tam!
Moja przyjaciółka, gdy ma jakiś problem do rozwiązania - zostawia go, rozwiązanie przychodzi "samo", zazwyczaj w najmniej przewidywanym momencie. Przypomniałam sobie, gdy mi to opowiadała.

Ponad tydzień MAM TO, przyglądam się mu i mi się podoba - a jednocześnie GO nie zrealizowałam jeszcze w żadnym obrazie. Jak ktoś, kto dostaje zapakowany prezent i nosi go przy sobie, specjalnie odkładając na potem moment otwarcia.


Tu będzie COŚ.


I w zasadzie nie tyle COŚ będzie ważne, ile JAK.

Jutro zaczynam rozpakowywać prezent. Wydaje mi się, że wiem, co zawiera, ale i tak najistotniejsze okaże się w pracy.
(poniżej pułapka, bo nie zamierzam łączyć materiału, on tylko służy przysłonięciu)


Jeszcze tylko wspomnę na temat duftartu - czyli "ilustracji" zapachów. Mam zamiar zrobić użytek z synestezji (odbierania określonych bodźców zmysłami niekoniecznie do tego przeznaczonych, np widzenie dźwięków, zapachów). Na pierwszy ogień pójdzie Eden Cacharela - czekam tylko na dostawę.
To już jutro!!!

czwartek, 26 stycznia 2017

Księżycowa Sosna

Widzieliście Sosnę o Poranku, teraz Sosna Księżycowa i jeśli dobrze pójdzie - wkrótce Sosny o Zachodzie.
Jezioro zastygło w formie zupy ogórkowej i czeka na wiosnę. Albo nie wiem, co.
Krótko mówiąc, to przedostatni pejzaż.


Muzyka!



Sosna, kiedy w pracowni zapada zmrok...




I dla porównania - różne oświetlenia





Całość (akryl na płycie, 70 x 50 cm) :






Chyba nie ułatwiłam życia Właścicielce, która z pewnością czeka na bardziej jednoznaczną odpowiedź JAK wygląda ten obraz. No więc coś pomiędzy zdjęciem 1 a 2 i 3 oraz 4.
Żart.
Najbliższy jest zdjęciu nr 2.

W najbliższym wpisie, jak wspomniałam, chyba czeka Was ten zachód - ja jeszcze nie wiem, czy pójdę w mega - kicz czy piękno do strawienia.
Krótko mówiąc - będzie jeleń na drodze czy nie.

niedziela, 22 stycznia 2017

Let's colour - czyli ja

Jakiś czas temu udało mi się za pomocą diety i marszobiegów, które są jedyną lubianą formą aktywności ruchowej, więc udało mi się dobrych parę kilo schudnąć. Nigdy nie ważyłam jakoś bardzo dużo, ale jednak zejście z 60ciu kilo do 53, przy moim wzroście siedzącego psa, czyli 159 cm, zrobiło różnicę.
Ponad trzy lata już utrzymuję tę miłą memu oku wagę.


Po zyskaniu nowej sylwetki powstał jakże sympatyczny "problem" wymiany garderoby na mniejszą.

I doszłam do wniosku, że to, co mnie naprawdę bawi w modzie, to kolory.
Zaczęłam eksperymenty - i tak, jak w perfumach, ciągnie mnie do vintydżu i awangardy, tak i w ubiorze, z pomocą niezastąpionej Gabrieli Francuz, połączyłam te dwa style.

Gabi (autorka zdjęć) to osoba, która ma niesamowite oko, prowadzi blog modowy Street Fashion in Cracow, przy tym ma ogromną wrażliwość, poczucie humoru i bardzo wiele cierpliwości, i śmiem twierdzić, że się zaprzyjaźniłyśmy. Łączy nas również zamiłowanie do perfum.


Jestem o tyle niełatwym przypadkiem, że, ujmijmy to eufemistycznie, nie należę do podlotków. Chciałam więc uniknąć efektów typu "dzidzia piernik" czy "z tyłu zaczepisz, z przodu przeprosisz".

Podsumowując - moje ubrania i wygląd mnie satysfakcjonują. No i OCZYWIŚCIE dodatki! Kocham okulary - wszystkie moje oprawki zaprojektował i wykonał Andrzej Bodych ( Bodyych). Np te, yeah!


 ... i te, moje faworytki


 Kiedy znajdę ulubionego projektanta, jestem mu wierna - biżuteria Fruit Bijoux 



 Oczka powyżej mają to do siebie, że od spodu posiadają sprytną śrubkę, dzięki której można je dowolnie wymieniać w obrączce.

Nie stronię od ubrań w sieciówkach, mam jednak parę "perełek" od polskiej firmy BeSmart



Be Smart tworzą dwie osoby - synowa i teściowa i choć nie ufam modzie "dla każdego", ich rzeczy świetnie wyglądają na paniach różnej kategorii wiekowej. Oraz są kolorowe! (tzn. ja takie wybrałam)


 Co do torebek, bliska mojemu sercu jest ta :


...należąca kiedyś do mojej Mamy, ale ogromnie lubię możliwości, jakie dają o bagi ( o bag), dzięki wymiennym elementom jak uszy i organizery, mocowanymi na śruby.


Moje o bagi - model o chic



Buty - prosta sprawa + dwie pary oficerek + "kopytka", przykładowe - tutaj :


Resztę sami widzicie.
Wspomniałam o wyzbywaniu się czerni - jakże smutna jest warszawska (mówię za siebie) ulica, czerń to kolor dominujący, i według moich obserwacji, niebezpieczny. Kupi się jedną czarną rzecz, no to drugą też, bo pasuje, bo buty czarne, to i torebka również (ja mam tak, że jeśli wezmę coś czarnego, niejako automatycznie zaczynam myśleć o następnej czerni - to mi zabija kolorystyczną fantazję, dlatego unikam, jak mogę). Sieciówki w zimie w większości też proponują kolory maskujące. I dlaczego, ja się pytam? Czy jesteśmy zwierzyną łowną, żeby się upodabniać do otoczenia?
Ja nie!


I tą złotą myślą się pożegnam.