WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 30 stycznia 2015

Scent - efekty natchnienia - przed końcem

Szanowni Państwo.
I znowu obraz, który świetnie się zapowiada - aż nie chciałoby się go tknąć.

Proszę - oto mazurska sosna


w otoczeniu mazurskiego pejzażu


lasu w oddali


i ziemi, poranionej przez dziki i pooranej pod malutkie sadzonki


Moje Mazury.
Moje piękne.

UWAGA - to nie jest koniec, premierę planuję na jutro.

czwartek, 29 stycznia 2015

Scent Costume National - początek

Scent Costume National - zapach niezwykły.
Godzący przeciwieństwa - jednocześnie prosty i bogaty, nowoczesny - ale ma wiele z tradycji, uniwersalny - lecz wyjątkowy...
Przede wszystkim - szlachetny. Skonstruowany z niewielu składników (wyraźnie wyczuwalny jaśmin, herbata, nuty żywiczne), które tak doskonale się ze sobą połączyły, że stworzyły jakby nowy zapachowy twór (czasem podobny efekt udaje się uzyskać w smaku - np. gruszki z serem pleśniowym - tak tylko przykładowo rzucam).

Scent Intense jako duftart zaistniał już na wystawie w Mon Credo


... i oczywiście został sprzedany...
A mnie się zachciało własnej sosny - jednak kopiowania siebie nie uznaję i dlatego wymyśliłam, że tym razem nie namaluję jakiegoś - tam drzewa, tylko konkretne, najmojsze, stojące przy wejściu w boczną dróżkę, przecinkę, na Mazurach.

Na razie powstał drugi plan



 (jutro mam nadzieję pokazać sosnę - bohaterkę i to za dnia).

Oraz dojdą liczne mgły i zamglenia.

Tymczasem nie tylko nie doszłam do siebie, ale nawet trochę odeszłam (zasnęłam przed 7mą rano), może z emocji...? Bo wciąż słyszę w głowie słowa mojego profesora, któremu pokazywałam nowe obrazy... Mam jakieś opory przed umieszczeniem jego nazwiska, ale wierzcie mi na słowo - to wielka i znacząca postać.

Długo oglądał pocztówki, potem spojrzał na mnie trochę z ukosa (nigdy się nie wiedziało, czego się spodziewać - czy wyrzuci za drzwi, czy pochwali) i rzekł :
"Nie chciałem pani tego mówić zbyt wcześnie, bo trzeba z takimi opiniami być bardzo ostrożnym, ale pani obrazy mają coś z dziecięcego zachłyśnięcia się nowymi doznaniami, mają w sobie prawdę"
i jeszcze
"Parę razy w życiu spotkałem się ze zjawiskiem, Włosi mają na to odrębną nazwę - dotyczy przestrzeni między widzem a obrazem. Tego nie oddadzą żadne reprodukcje, nawet jeden do jednego - chodzi o to, że obraz oddziałuje na oglądającego w szczególny sposób, dzieje się coś nieuchwytnego (tu zamachał rękami). I w pani pracach to jest. Brawo."
A nie znam surowszego, żeby nie powiedzieć bezwzględnego krytyka. "Cieszył się" opinią tyrana. Człowiek z gatunku "kochasz albo nienawidzisz". Nosa ma jak nikt.


Czuję się tak, jakbym dostała... ja wiem...? Jakiś atest... wyposażenie na resztę życia (twórczego).
Nie przesadzam.

środa, 28 stycznia 2015

Grey Flannel - duftart - premiera

Muzyka!


Co ja będę pisać?
Patrzcie i dziwcie się!

Adin...





Dwa...




Tri!





 Cepelin... jak bomba... albo gigantyczna pielęgnica - ptaki jak bąbelki z jej gęby - albo spadające pociski - i chmura z kamienia - a to wszystko w oparach Grey Flannel, yeah!
W jakim kolorze jest ten obraz?
Ja nie wiem - to zależy.
Od pory dnia, pogody, nastroju, zmęczenia.

Jutro - niespodzianka.
Jakżeby inaczej!

PS. Byłam dziś u swojego wielkiego Profesora, na Akademii Sztuk Pięknych, w stosunku do którego (tak między nami) wciąż czuję respekt - nigdy to nie był miły wykładowca, ale zawsze sprawiedliwy - opowiem o tej wizycie, jak będę gotowa. Jego słowa bardzo mnie zaskoczyły.
Nie wiem, czy usłyszałam coś ważniejszego na temat swojego malarstwa.

wtorek, 27 stycznia 2015

Grey Flannel i white pearl - w Piątce

Grey Flannel dziś rozwinął się niezwykle pięknie i miękko, więc z przyjemnością (po kolejnej wizycie listonosza - najbardziej pożądanego mężczyzny - przynajmniej o poranku) przystąpiłam do malowania.

I żeby za wiele nie powiedzieć ani nie pokazać, bo ostateczny kształt nadam jutro - fragmenty, o których chciałabym myśleć, że są zagadkowe. Choć pewnie można zgadnąć.



Występuje również tzw. motyw tęskny - klucz ptaków.
Zawsze kiedy je widzę przelatujące, myślę sobie - skąd dokąd podróżują? Ile czasu już lecą?



A przecież jeszcze ja, jako ci ptacy (dla czytających pierwszy raz - tak, trochę się wygłupiam) polecę z obrazem do ciepłego (cieplejszego) kraju.
(zdjęcie w sztucznym świetle)


Jutro - przy sprzyjających wiatrach - zapraszam na premierę.

A teraz przyznam się do czegoś - głosząc wszem i wobec, że nie tknę Piątki, że najważniejsza jest wierność sobie bla bla bla (tzn. nadal tak uważam) - tyle, że dziś mogę widzieć obraz tak, a jutro zmienić koncepcję o 180 stopni. Anna P. rzuciła uwagę o dopracowaniu szczegółów, np. perły - i nie mogłam myśleć o niczym innym, dopóki... tego nie zrobiłam.


Ileż było zdenerwowania! Wycierania szmateczką i zaczynania od nowa!
Wreszcie pędzel zmieniłam na gąbeczkę - aplikatorek do nakładania cieni, wzięłam dodatkowe okulary i...


Jest perła, jak mała latarenka.
(teraz już na pewno warta ze dwa domy)
Żebyście wiedzieli, jak ja chronię ten obraz! Zapakowany w folię babelkową, w niedostępnym miejscu - a przecież nad innymi się znęcam, moczę w wannie, drapię zmywakiem.

Przynajmniej tyle, że nie rzuciła mi się na Grey Flannel ta ostrożność.
Bo zawsze daje mi moc świadomość, ze jestem gotowa wszystko zamalować (gdybym zepsuła np.) i zacząć od nowa.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Grey Flannel - duftart - początek

Grey Flannel Geoffrey Been'a...
Zapach z 1975go roku (oczywiście niewątpliwie poddawany modyfikacjom), klasyk i klasa. Bardzo charakterystyczny - z wyczuwalnym fiołkiem i mchem dębowym i mnóstwem oblicz. Jak kobieta, a nie mężczyzna (przynajmniej tak się utarło). No, chyba że mowa o facecie z piosenki :


Raz wyłażą wyraźne cytrusy i gorzkawy wetiwer, raz znowu rozpływa się kremowo, może nawet ciepło.
Ku mojej radości - zawsze duet nieokreślonego, pastelowego fioletu z szorstką, srebrzystą zielenią jest dominujący.
No to, że tak powiem, przystąpiłam, na dodatek wykorzystując obraz dawno powstały.




Tutaj zdjęcia w sztucznym świetle - czyli wersja żółto - ciepła.
Jutro popracuję nad punktem kulminacyjnym.
Duża rzecz.
Obraz z rozmachem. Sama farba, ołówek nie odnotowany (nawiązuję do Piątki).

Jakby zajęć było mało, planujemy z Wojtkiem COŚ.
Wkrótce pierwszy etap. Powiem tylko, że moje rysunki - Ofiary Mody (faszynwiktimy) zagrają istotną rolę w tym przedsięwzięciu.

niedziela, 25 stycznia 2015

Chanel 5 - duftart - PREMIERA

Mili Państwo.
Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak stremowana przed premierą, jak teraz.
Nie pamiętam, bym malowała obraz z takim ładunkiem emocjonalnym, jednocześnie by ów obraz okazał się rysunkiem; od razu przychodzi mi do głowy Ernest Beaux i jego "pomyłka" przy proporcji aldehydów.
Jednak zdecydował się tę kompozycję pokazać Coco - co mnie ośmiela, więc zapraszam na pokaz swojej pracy.

Czy pozwolą mi się Państwo poprowadzić?

Przystanek pierwszy. Billie ma głos.


Chyba... to przecież nie ma znaczenia...a ja nie wiem, co najpierw pokazać - całość czy fragmenty.
No to całość, niech już mam to za sobą.
Tylko jeszcze dla uzupełnienia. Obraz ma aksamitny połysk, po przetarciu transparentną bielą złamaną odrobiną złota. I wygładzeniu.


I tak, jak mam zwyczaj pozostawiać wybór oprawy właścicielowi, o tyle tutaj zdecydowanie sugerowałabym złotą ramę - kontrapunkt dla zawartości.

Teraz piosenka - nagrana 10 lat po skomponowaniu Piątki (1921/22)


I fragmenty - znana już twarz :



I wspomniany wcześniej przedmiot - LUSTRO.


Kiedy wpadło mi do głowy jego umieszczenie, aż mnie przeszedł dreszcz.
To już nie jest pani patrząca sobie gdzieś w dal, może i bezmyślnie - ale rozmowa.
Widzicie ledwie dostrzegalną mgłę pomiędzy postacią a lustrem?


Lustro - kiedyś, za naprawdę młodych, nastoletnich lat nie znosiłam go, teraz wprost przeciwnie.
Co myśli dziewczyna z obrazu?
Czy ukrywa emocje pod pozorną obojętnością?

(muzyka)


Dłoń, która miała początkowo wyglądać dekoracyjnie, pozostawiłam skromną - ale brak ozdób jest odpowiedni dla pensjonarek.. Nasza bohaterka ma pyszny wisior. Perła z platyną. Na pewno wart majątek.
(mojego projektu, muszę dodać z zadowoleniem)



Linie, linie - zostawiłam wszystkie, lekko tylko przetarte z wierzchu.


Na koniec opowiastki - jeszcze jedna piosenka


Tak, ja wiem, że nad tym obrazem można by PRACOWAĆ. Ale nie.
Schubert miał Symfonię Niedokończoną, a ja mogę zostawić ten obraz takim, jakim jest teraz.
Zakończy go właściciel.
Oprawiając.

Dziękuję Państwu.
(już mnie coś kusi, żeby się roześmiać)

PS. Czytelniczka zasugerowała mi pewną uwagę - obraz nie ma właściciela, a tak można by wnioskować czytając mój wpis. Żaden z duftartów do Barcelony nie jest malowany na zamówienie - ale każden jeden można kupić. I to od ręki. Poza Samsarą - bo ta ma już panią.

sobota, 24 stycznia 2015

Piątka - przedpremierowo

Tak! Jutro mam zamiar skończyć Piątkę.
Tymczasem pani z obrazu (rysunku) już nie ma łysej głowy.


I jest piękna.
Choć Wojtek się czepia - już nie tylko "nochala", ale i "szczeny".
A ja się tylko śmieję.
Czy Helen Mirren jest piękna? Albo Glenn Close? Ależ skąd.
Jednak dla mnie - owszem.

Niektórych rozczaruję, ale z dłonią nic więcej nie zrobię (ew. jakiś pierścień).
Miałby być czerwone paznokcie, ale nie, nie chcę, by ten obraz miał charakter plakatu.


Oraz wymyśliłam, by umieścić jeden przedmiot.
Niby zwykły, a nie do końca.
Rzadko kto jest w stosunku do niego zupełnie obojętny.
Zachodzi czasem trudna relacja.
Jedni go unikają, inni wprost przeciwnie.
Występuje w baśniach i przesądach.
Niedobrze go zniszczyć.
O!