WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 23 lipca 2014

Panienka Ziemia - PREMIERA

Za każdym razem, kiedy wykonuję pracę wymagającą dokładności i "dłubania", nie mogę się oprzeć wrażeniu, że moja pasja ad. robót szydełkowych wciąż przynosi owoce.

Najpierw, przypominam, było tak :


Potem uspokoiłam Zleceniodawczynię, zgodnie z planem dodając biel


A potem przyszedł czas na mrówczą pracę w wojtkowych okularach


W telewizji dla urozmaicenia (?) leciał horror Oczy Julii, ale przegapiłam strategiczne momenty.
Na koniec dodałam odrobinę fioletowych punkcików


Ze zdziwieniem spostrzegłam, że Panienka wygląda, jak widziana przez chmury, z wysokości. Dzięki temu, że punkciki stawiałam w miejscach bez bieli.
Jeszcze po powrocie dodam do włosów trochę czerni, żeby uwiarygodnić portret.

A jutro idziemy na ryby. Symboliczne. Gdyż wędki zrobiłam z kijaszków znalezionych w lesie i przyczepiłam duże haczyki.


Bardzo wątpię, żeby się coś złapało - ale Gustaw jest podekscytowany. Wymógł na mnie, że jeżeli złowimy rybę, uruchomię w kuchence piekarnik i zjemy zdobycz.
No nie wiem, nie wiem...

wtorek, 22 lipca 2014

Komunikat wakacyjny

No więc udało się i jestem tu



Z synkiem




I wciąż jeszcze odpoczywam... Dziś nagle zasnęłam w plenerze na prawie 3 godziny.
Jak odpocznę - wkleję wpis z zaległymi obrazkami - Pieskiem pechowcem i Panienką Ziemią.

Ale...nie pobiecuję, kiedy, bo komputer tutaj



...nie jest mile widziany

Więc serdecznie pozdrawiam z Mazur!

niedziela, 20 lipca 2014

Duftart Eau des Merveilles - PREMIERA

Udało się - udało się podwójnie, bo nie tylko obraz skończyłam na czas... ale go nie sprzedałam (choć przystępując do zlecenia oczywiście miałam taki zamiar).
Dlaczego więc się cieszę?
Bo dla mnie to obraz absolutnie wyjątkowy (w swojej karierze miałam takie jeszcze 2 - oba sprzedałam i żałuję).
Więc kiedy spojrzałam na EdM i wyobraziłam sobie, ze go nie będzie, coś mnie zakłuło w sercu - niechybny znak, że trzeba uważać na to, co się robi - coby głupoty nie popełnić.

Wersję z pomarańczowymi pniami już Państwo znają z poprzednich wpisów - tu zaczęło przybywać szczegółów, ale wciąż trwałam przy postanowieniu, że obraz będzie kolorowe drzewa na "szarym" tle.


 Ale w tło zaczął się wkradać ugier złoty (piszę, jakby mnie przy tym nie było).



A potem nastąpiła słynna przecierka kuchennym zmywakiem - tym razem nanoszenie farby. Do ugru doszedł żółty, i to cytrynowo żółty. Oraz przybyło oświetlenie na drzewach. I wtedy obraz zaczął mi się podobać ZA bardzo.







I jeszcze powiem, że bardzo niewielkie zmiany światła powodują zupełną zmianę kolorystyki EdM.
Brakowało mi pomarańczy, która jest w składzie zapachu.
Zachód słońca? Kicz.
Ale...ćwierć słońca jest jak najbardziej dopuszczalne.

I oto nastąpił koniec.
Muzyka! (z dedykacją dla Szanownej Zleceniodawczyni)







A w świetle sztucznym jest mniej więcej tak :


No.
Czy rozumiecie, czemu nie chciałam się pozbyć EdM?
(swoją drogą, obraz wygląda na  taki, który ma swoje lata - i aparat fotograficzny nie wiedzieć czemu trzymał oldskulowy styl ).

Wiem, ze jutro wyjeżdżam, ale jeszcze nastąpi premiera Panienki - Ziemi, którą również udało mi się skończyć przed wakacjami.



sobota, 19 lipca 2014

PREMIERA - On i Ona w komiksie (cz.2)

Po pierwsze - muzyczka, koniecznie


Pisać dużo nie będę, powiem tylko, na co patrzeć.
Oraz  muszę wyraźnie zaznaczyć, co do mnie dotarło wczoraj - moja praca, którą pokażę w całości, nie byłaby może niczym ekstra (może super ekstra), gdyby nie to, że WSZYSTKO, każdy elemencik, literkę itd wykonałam techniką malarską.
W upale, ktory powodował, że farba wysychała w ekspressowym tempie. Również pędzelek . Cholery można było dostać - i zresztą dostałam, co u mnie m. in. objawia się nerwowym wykonywanie zwykłych czynności domowych, które zawsze kończą się zrzuceniem czegoś na ziemię, pobrudzeniem się, urazem z powodu wpadnięcia na coś itp.

Przechodzę do sedna.


No więc... oto Ona




Z okiem


...i On



...przed ktorym nawet ślimaki, uciekając, rozwijają coś, co można nazwać prędkością


Oraz Oni (proszę zwrócić uwagę na nietoperzyka)


Wszystko dzieje się w warszawskiej rzeczywistości


Ale nie do końca


No, to tak jakby czas na całość, która zasługuję na specjalną oprawę muzyczną



Ta daaam!


 I jak, i jak?
(przypomina mi się rozmowa - kiedy powiedziałam przyjaciółce, że będę malować obrazek typu komiks z motocyklem i motocyklistą, zapytała z obawą "A...czy ten ktoś wiedział, co Ty malujesz?" - a ja na to "Wiedział, i dlatego właśnie dostałam to zlecenie").
Ach, after action satisfaction!


piątek, 18 lipca 2014

Portret w stylu komiksowym - cz.1

Jak Państwo wiedzą, od wielu dni czaiłam się z niespodzianką - właśnie przed chwilą dostałam sms, ze została wręczona i mogę oficjalnie ujawnić, co mnie tak zaprzątało.

Historia spiskowa - mężczyzna zamówił u mnie obraz w tajemnicy przed swoją ukochaną. Obraz, który miałby być ich wspólną pamiątką, bo parą są kochającą się. Poza wszystkim oboje lubię. Co ma znaczenie.

Z racji tego, że jego pasją są motocykle, oboje są młodzi, chciałam, żeby obraz miał nowoczesny charakter. Stąd pomysł na komiks.
Od razu mówię - wszystkiego na pożarcie nie rzucę, premiera jutro - a dziś jak to się robiło wszystko.

Dla wprowadzenia w nastrój - .
prosz nacisnąć PLAY


Najpierw nastąpiła najbardziej stresująca cześć - czyli szkic motocykla.
Ja na takich sprawach się kompletnie nie wyznaję, na motorze ani niczym co ma 2 kólka i nie jest rowerem nie jeździłam (choć pchałam mało nie wyzionąwszy ducha).



No i Ona - też na pojeździe





 Oraz reszta i całość (w bardzo początkowym stadium)


I powiem, że internet jest wielkim dobrodziejstwem.
Dzięki niemu mogłam przewertować całe mnóstwo komiksów w dawnym stylu i wziąć z nich to, co mi się najbardziej podobało.
Do namalowania oka musiałam - tym razem dzięki fb - przewertować zdjęcia użytkowniczki i przyszłej obdarowanej i wiem wszystko na temat Jej makijażu oka.


No więc jutro wielka premiera - bo właściwie to jest kilka w jednym obrazie.

I jeszcze się na koniec pochwalę - a właściwie synka pochwalę - dziś był sam po zakupy. W sklepie obok (bez przechodzenia przez jezdnię). Z własnymi pieniędzmi. Ja tylko patrzyłam z okna. Czy wraca z łupem, czy bez.


 Sukces! W plecaczku miał, jak się wyraził, "bączka z malinami".

środa, 16 lipca 2014

Panienka - Ziemia oraz ciekawostka

Ponieważ Kamena, dla której maluję najbliższą Panienkę, mocno się zaniepokoiła stanem swojego przyszłego obrazu - bo miał być jasny, a zobaczyła ciemną plamę, wklejam coś na uspokojenie - swoje również


Gdyż dzisiaj cały ranek zajmowałam się tworzeniem faktury...na obrazie - żeby po białych "przecierkach" wyglądał efektownie.


To jeszcze oczywiście nie koniec, nawet nie koniec tła - przywodzić bowiem ma ono na myśl roztopy, a wiadomo, co się wtedy dzieje w przyrodzie. Zieleń, nieśmiałe kwiatuszki i tym podobne różne rozczulające sprawy.

Tymczasem synek dziś weselszy - rozmawialiśmy o tym, jak zdrowe są owoce, i jak rozmaite.
"Wiesz, Guciu, że istnieje taki owoc KUMKWAT?"
"Nie dałem się nabrać!"
"Ale naprawdę! I KARAMBOLA?"
"Haha! Nie dałem się nabrać! Ja w to wcale nie wierzę! Dobrze wiem, kiedy żartujesz!"

Wśród śmiechów, podczas drugiego śniadania, Gustaw nagle wydał głośny okrzyk - i proszę, oto powód


Dla upamiętnienia kupiłam narzędzie, które się nie spodobało - bo stare i zardzewiałe



I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zrobione jest...
...z chrupiącej
...pysznej
Czekolady!
Jutro dzień wytężonej pracy nad trzema obrazami.
Oby nie w obezwładniającym upale.

Niespodziankę kończę na piątek, a EdM oraz powyższy - w niedzielę (ostatni dzień przed wyjazdem).

wtorek, 15 lipca 2014

Sami...

No i stało się - Wojtek wyjechał i nie będzie Go do listopada.
Prawdę mówiąc, wyjechał już wczoraj, ale zapomniał laptopa i wrócił - na szczęście miał niedaleko. Nie musiałam się bardzo starać, żeby Go przekonać do zostania na noc.
Żeby Gustaw nie przeszkadzał przy pakowaniu, wysłaliśmy Go na rower, niedaleko, ale i tak cały czas dzwonił.
"Tatusiu? Gdzie Ty jesteś? czy w domu?" - wreszcie W. poprosił synka, żeby dał spokój z telefonami.
Nie mineła minuta - dzwonek. Gustaw dzwoni.
"Tatusiu, ja chciałem tylko powiedzieć, że gdybyś był w niebezpieczeństwie, to mnie koniecznie zawołaj".
A dziś rano, tuż PRZED, dał ojcu karteczkę


No i pomknął mój mąż do Niemiec, śpiewać arie operowe i neapolitańskie pieśni tym swoim barytonem, od którego kolana pode mną się uginają.
Wyposażyłam Go oczywiście :


A tymczasem praca wre - strasznie żałuję, ze nie mogę pokazać niespodzianki, aż do soboty.
Dzielę więc czas przed wyjazdem pomiędzy Panienkę - Ziemię, EdM i "x".


Próbowałam - ot tak - farba nie da się usunąć. Więc już nie ma odwrotu - dziewczę musi być w kolorze.
No i jeszcze na koniec się pochwalę, że kupione na All cebulko - kłącze tuberozy dobrze się zapowiada.




Smutno mi, bardzo smutno. Gustaw też marudny, jak nigdy.
Ech.