WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 24 marca 2017

PREMIERA - Wenus czyli Lśnienie

Pierwsza Wojna Światowa, jak wiemy, zaczęła się od zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, a zamachowcem był niejaki Gawryła Princip.
Nie znam powodu, dla którego Gawryłą nazwano manekin, podarowany mojej Mamie na jednej z szalonych studenckich imprez lat 60tych. Wzrostu słusznego, o rysach twarzy pomiędzy Kenem (od Barbie) a socrealistycznym bohaterem i pięknych proporcjach. Stał w domu moich rodziców, w piwnicy, w ciemnym kącie za drzwiami, obok tajemniczo szemrzącego licznika gazu, za drzwiami.
I jako dziecko się go bałam. Wstrzymywałam oddech, przechodząc obok drzwiowej matowej szyby, za którą rysował się niewyrazny kształt tułowia. Czasem siliłam się na odwagę i nagłym ruchem uchylałam skrzydło drzwi - a Gawryła patrzył  w dal nieobecnym spojrzeniem nienaturalnie niebieskich oczu, z obitym nosem i podbródkiem z niewielką czarną dziurą - pusty w środku.
Oczywiście - jak to manekiny - nie miał "płci", lecz gładkie wybrzuszenie.

Kiedy zaczęłam malować Wenus, po pierwsze chciałam, by udało mi się jak najwierniej przenieść  z wyobrazni kształt, który wcześniej naszkicowałam. Giętkie linie miały dać wrażenie prawdziwości sylwetki. Nie powiem, żeby to było łatwe - zmagałam się, przesuwałam kontury w nieskończoność, ale wreszcie udało mi się - sylwetka doskonała.
A potem... przypomniał mi się Gawryła i jego otoczenie w ciągłym półmroku.

Przestałam malować kobietę - tylko obraz z kobietą. Jak u Magritte'a, który narysował fajkę i nazwał  This is not a pipe. To nie fajka - to obraz fajki.

Zaczęło być również ważne to, co ZA obrazem (choć wciąż na płycie na sztalugach)


Światło w tle


Muzyka!


...oraz światło TAM


Lubię niejednoznaczność, niedopowiedzenie, umowność - a kiedy zrobiłam to ledowe światełko między udami, zaczęłam się na głos śmiać.


Z wielką przyjemnością mogę ogłosić, że moja Wenus / Lśnienie (nazwa Wojtka), została przyjęta na aukcję Ciało Płeć Gender, organizowaną przez Pragalerię w Warszawie i ArtInfo.pl.
Czy się spodoba? Czy znajdzie amatora?


(szczerze mówiąc, nie miałabym nic przeciwko temu, żeby ją zatrzymać, tylko ciiiii )
Format typowy teraz dla mnie 70 x 50 cm, akryl na płycie.

A tymczasem w niedzielę zapraszam na Bajaderkę 2.

wtorek, 21 marca 2017

Ktoś, kogo lubię - PREMIERA

Powiem prosto z mostu - to nie jest dla mnie zwykły obraz.
(i w tym miejscu bardzo poproszę o włączenie muzyki tam, gdzie zasugerowałam, czyli pod zdjęciem)
Obraz malowałam bardzo długo i z przerwami.
Na początku w kolorze - jeszcze na jesieni zeszłego roku. Potem przeszedł radykalną zmianę i zdarzało się, że myślałam o tym, żeby go w ogóle nie kończyć. Albo w ogóle zniszczyć.

Ale jej oko tak patrzyło, jakby prosiło : "Namaluj resztę, no, maluj!"


I pracowałam jak w transie, po kilkanaście godzin dziennie. Jak tylko Gucio znikał w szkole, sama w domu, zazwyczaj w ciszy, kładłam pojedyncze cienie i światełka.


Ukazało się spojrzenie



Twarz wyglądała na zmęczoną i smutną - pewnie podobnie, jak moja.
I nagle - parę ruchów pędzlem... uśmiech.
I ja się uśmiechnęłam.




Przyznam się Wam do czegoś. Kiedy wychodziłam z domu, mówiłam jej "do widzenia".

Wojtek stwierdził : "To nie jest anonimowa osoba, to ktoś, kto istnieje".
Po dwóch dniach, choć niczego nie ruszałam, powiedział :
"Nie wiem, jak to możliwe, ale ona się zmienia. Raz wydaje mi się starsza, raz młodsza i to o wiele lat".
Ktoś, kogo lubię... raczej z przeszłości



Jednak portret wciąż wydawał mi się niepełny... Po prawej widać biała zasłonę, ale po lewej...?
Gorączkowo zaczęłam domalowywać drugi bok. aż mrowiło mnie w palcach.
Ciemna strona



W pewnym momencie obraz zaczął jakby istnieć sam w sobie, własnym życiem. Przestałam patrzeć na niego - na nią, pod kątem "Co poprawić, co zmienić, jak ulepszyć" - lecz uznałam, że taki, jak TERAZ, ma właśnie być.
Karolina Matyjaszkowicz, wybitna malarka, powiedziała kiedyś "Podczas pracy słucham, co obraz do mnie mówi, podążam za nim". Wtedy nie do końca rozumiałam, o co Jej chodzi - aż nagle, w myślach, usłyszałam te słowa.

 powiedziała : "Możesz mnie już zostawić. Jestem gotowa".



Jedna twarz - a trzy twarze.


Działa na mnie kojąco. To zabrzmi dziwnie, ale nie czuję się, jak autorka tego obrazu - raczej tak, jakbym pomogła się ukazać Komuś, kogo lubię.
Lubię i tę ciemną stronę - nie obawiam się jej. "Nie bój się cienia, on zawsze oznacza, że światło jest blisko".

Format 50 x 70, akryl na dykcie. Na tylnej stronie płyty.
No to... tego... do zobaczenia wkrótce.

niedziela, 19 marca 2017

Tygodniówka nr 1 czyli Bajaderka

Zapraszam na wpis z nowego cyklu, tygodniowego, w rozwinięciu nazwa brzmi Przegląd Tygodnia ew. Bajaderka.
Będzie się pojawiał co weekend i zawierał zmienne kategorie, tylko takie, które rzeczywiście (w moim pojęciu) zasługują na zanotowanie.

Kolejność, jak w kalejdoskopie - proszę nie przywiązywać do niej żadnej wagi.

1. odkrycie muzyczne
Jacob Collier - poniżej utwór z jego debiutanckiej płyty Hideaway


Co za talent. Fenomenalny, genialny muzyk. Zaczarował mnie. Rocznik 1994. Już mocno utytułowany - w pełni zasłużenie. Londyńczyk. Tak bym chciała, żeby na stałe wszedł do muzycznego świata.

2. danie tygodnia - pojawiać się będzie nieczęsto pewnie, bo nie jestem smakoszką i odżywiam się przypadkowo i nieregularnie, w przerwach malowania.
Ale zachwyciła mnie zupa laksa z ulubionego barku Thai Street Food
Jak ja lubię to miejsce! Niepozorne, obsługa prawie nie zna polskiego. W środku ludzie siedzą z załzawionymi oczami (jakby to stypa była), czerwonymi nosami, butlą wody przy talerzu z curry - bo to czerwone jest u nich najlepsze. Co i raz ktoś kaszlnie albo kichnie - ostrrrrro!
A moja zupa, o rany. Z gałązkami kolendry, tofu, mlekiem kokosowym, w kolorze delikatnej porcelany.


3. Film tygodnia (gniot albo hit)
No więc strasznie się napaliłam na Witaj smutku (1958) Otto Premingera, na podstawie prozy Francoise Sagan. TVP Kultura, rozumiecie, super obsada - David Niven, Deborah Kerr, Jean Seberg Tymczasem popatrzeć można było co najwyżej na kreacje Givenchy, który zdaje się pokazał tam wszystko, co miał. Miejsce akcji przyjemne - Riviera francuska. Niby wyraziste postaci i specyficzny trójkąt - ojciec, podstarzały playboy, rozkapryszona córeczka i ewentualna żona, ale dialogi żadne, sztuczne, nakreślone grubą krechą, pretensjonalne.
Nawet Juliette Greco śpiewała tak, jakby chciała połączyć Edith Piaf z Marleną Dietrich, nie mając żadnych możliwości wokalnych. Opanowała za to nie mruganie, dzięki czemu spojrzenie stawało się nieobecne i jakby zamglone (w końcu gałki muszą być zwilżane).
W sumie dość pocieszające, że nie wszystko, co beznadziejne, dzieje się teraz.




4. dowcip tygodnia
"Żona mówi, że jej nie słucham i jeszcze... eee... coś tam jeszcze mówiła"

5. Umiejętność tygodnia (nabywana)
Postanowiłam, za radą znajomej, wprowadzić w celu zaśnięcia trening autogenny. Jeśli na leżąco, trzeba ułożyć się na wznak i wyobrażać sobie za nagraniem albo w myślach, że kolejne części ciała, zaczynając od dołu, stają się ciężkie (to bardzo uproszczony skrót).
Pierwszy raz słabo wyszedł.
Ciemno, leżę wygodnie - zaczynam.
"Moja prawa stopa staje się ciężka, prawa kostka staje się ciężka, łydka jest zrelaksowana i staje się ciężka..." "A ja jestem lekka!" - odzywa się prawa stopa. Ignoruję, mówię dalej : "udo staje się ciężkie..." "Jestem lekka, bardzo lekka, aż się mogę unieść!" "Cicho tam! Pośladek staje się ciężki...ale coś kłuje, cholera! Okruchy! Kto jadł w łóżku???" "Jestem coraz lżejsza, poza tym musisz wstać i sprzątnąć okruchy!" - zrobiłam to i zaczęłam od nowa, lekceważąc prawą stopę, która nie chciała się poddać.
Ale, ponieważ trening działa po paru / nastu razach, wciąż próbuję. Rezultatów brak - za to pomysły na nowe obrazy ze zdwojoną siłą przychodzą mi do głowy, kiedy tylko przytknę głowę do poduszki. Jak zwykle. No i zasypiam o 3, 4. Co zrobić...w sumie żal by mi było je ignorować, może tu jest pies pogrzebany (okruszki to jego (jej) sprawka).

6. Zapach tygodnia
Molecules 01 Escentric Molecules.


Zapach - nie zapach. Nie zawsze go czuję, on raczej zaskakuje, pojawia się niespodziewanie. Czasem bardzo intensywnie podczas malowania. Kiedyś mnie drażnił - teraz, można powiedzieć, rozsmakowuję się w tej mgle, tęsknię za nią. Poza tym Mol. są bezpieczne - w domu, bo W., a raczej jego nos ignoruje Molecules. To dobrze, bo ostatnio mocno go doświadczałam nosząc porażająco mocnego różano - miodowo - udowego Muglera (Miroir des Voluptes) i mój biedny mąż jęknął, że chciałby wreszcie nie czuć nic - i tak się właśnie dzieje z M. 01, uff.

7. kosmetyk tygodnia
Wyobrazcie sobie taką scenę - przychodzi do mnie znajoma "Ale masz fajne włosy, byłaś u fryzjera?"
"Nie, mam nowy szampon" - i choć to wygląda jak najbardziej prostacka reklama z tv, naprawdę miało miejsce. Szampon - Babuszka Agafia.


Co robi : pogrubia i lekko usztywnia, uelastycznia, zwiększa objętość. Kosztuje mało - ok. 6 zł.
Nadaje się więc dla włosów typu puch.

I mam na koniec, na zachętę, fragment Kogoś, kogo lubię.
Wkrótce pokażę całość.


Dla mnie, osobiście, to bardzo ważny obraz.
Chyba nie powinnam go sprzedawać.
Mówię to ze wzruszeniem.

Ale żeby nie kończyć tego lekkiego wpisu zbyt patetycznie, prosz, jeszcze jeden Jacob Collier


Aranżacje to również jego robota.
Ach, ta dzisiejsza młodzież!

sobota, 18 marca 2017

Nocny deszcz - premiera

Nocny deszcz w parku. Mój najnowszy obraz - i rzeczywistość. Akurat, kiedy go kończyłam, zaczęło padać i tak pogoda się ustaliła. Ale nie mam z tym nic wspólnego.


Zanim pokażę resztę, pozwólcie wprowadzić się w nastrój :


Obraz - śmieję się, malowany tydzień, popsuty w trzy godziny i naprawiony w kwadrans.




Ten deszcz...


Lubię sąsiadujące obok siebie faktury




I oczywiście - parasol.
Mokry, nie dający się rozłożyć, bo wieje.




Całość wygląda tak :


Format 50 x 70. Akryl na płycie.
Mam niejasne przeczucie, że zaraz przestanie padać.
W najbliższym czasie nie przewiduję obrazów z ulewą, ale do słońca bardzo mi daleko.

Jutro zapraszam na nowy cykl pt. Przegląd Tygodnia - będzie Odkrycie Muzyczne Tygodnia, potrawa, film, dowcip tygodnia - czyli taka smakowita bajaderka brulionowa.

piątek, 17 marca 2017

Konkurs - wyniki

UWAGA!!!!
UWAGA!!!
Obraz na temat wybrany przez laureatkę - dostaje Hanako.
Dostanie - bo muszę się z Nią w tej sprawie porozumieć. Bardzo się cieszę!


A oto słowa, którymi mnie ujęła :

"To będzie długie. Może i dla kogoś nudne. Ale prawda jest taka, że spośród aforyzmów i mądrych słów filozofów, spośród tekstów podniosłych jak Dezyderata i przyziemnych jak rady mojej babci, nigdy w życiu nie spotkałam się z bardziej rozsądnym, prawdziwym i bezpretensjonalnym zbiorem zaleceń na życie.

Przypominam sobie o tych słowach często i z uśmiechem. Mam zamiar wymalować je kolorową farbą na ścianie przedpokoju, zgodnie z pretensjonalnymi inspiracjami z czasopism wnętrzarskich. Nic nie poradzę, wierzę w te słowa.
A szczególnie lubię pamiętać o tych zdaniach:
"Don't waste your time on jealousy. Sometimes you're ahead, sometimes you're behind. The race is long and, in the end, it's only with yourself."
Bo nie znam nic bardziej prawdziwego."


Hanako przytoczyła też artykuł "Advice, like youth, probably just wasted on the young", opublikowany w Chicago Tribune w roku 1997 jako hipotetyczna przemowa na zakończenie szkoły średniej. Oraz go przetłumaczyła.

"Używaj kremu do opalania.

Gdybym miała zaoferować jedną jedyną radę na przyszłość, byłby to krem do opalania. Długofalowe korzyści jakie przynosi używanie kremu do opalania zostały udowodnione naukowo, podczas gdy reszta moich rad nie ma bardziej rzetelnych podstaw niż moje własne, pokręcone doświadczenie życiowe. Przekażę teraz te rady.

Ciesz się siłą i pięknem swojej młodości. Właściwie, nieważne. Nie zrozumiesz siły ani piękna swojej młodości dopóki nie wyblakną. Ale zaufaj mi, za dwadzieścia lat obejrzysz swoje zdjęcia i przypomnisz sobie, w sposób, jakiego nie jesteś teraz w stanie pojąć, jak wiele możliwości leżało przed tobą i jak fantastycznie wyglądałeś. Nie jesteś aż tak gruby jak ci się wydaje.

Nie martw się przyszłością. Albo martw się, ale miej świadomość, że martwienie się przynosi dokładnie takie same skutki jak próba rozwiązania równania algebraicznego przez żucie gumy. Prawdziwymi problemami w twoim życiu prawdopodobnie będą rzeczy, jakie nigdy nie przeszły ci przez myśl, dokładnie takie jakie zaskakują cię niespodziewanie o czwartej po południu w pewien leniwy wtorek.

Codziennie rób jedną rzecz, która cię przeraża.




Śpiewaj.

Nie postępuj nierozważnie z sercami innych ludzi. Odetnij się od ludzi, którzy postępują nierozważnie z twoim.

Nitkuj zęby.

Nie trać czasu na zazdrość. Czasem wyprzedzasz innych, a czasem zostajesz z tyłu. Wyścig jest długi i, koniec końców, ścigasz się tylko ze sobą.




Pamiętaj komplementy, jakie dostajesz. Zapominaj obelgi. Jeśli ci się uda, powiedz mi jak.

Zatrzymuj stare listy miłosne. Wyrzucaj stare bilanse bankowe.

Rozciągaj się.

Nie czuj się winny, jeśli nie wiesz co chcesz zrobić ze swoim życiem. Najbardziej interesujący ludzie, jakich znam, w wieku 22 lat nie wiedzieli co chcą zrobić ze swoim życiem. Jedni z najbardziej interesujących czterdziestolatków, jakich znam, ciągle nie wiedzą.

Jedz dużo wapnia. Bądź uprzejmy dla swoich kolan. Będziesz za nimi tęsknić, kiedy ich zabraknie.

Może weźmiesz ślub, a może nie. Może będziesz mieć dzieci, a może nie. Może rozwiedziesz się w wieku 40 lat, może będziesz tańczyć kaczuszki na siedemdziesiątej piątej rocznicy swojego ślubu. Cokolwiek się stanie, nie gratuluj sobie za bardzo ani też się nie krytykuj. Twoje wybory to w połowie kwestia szczęścia. Tak samo jak u każdego innego.

Ciesz się swoim ciałem. Używaj go na każdy możliwy sposób. Nie bój się go ani nie bój się tego, co inni ludzie mogą o nim pomyśleć. To najwspanialszy instrument, jaki kiedykolwiek będzie ci dany.



Tańcz, nawet jeśli nie masz na to miejsca nigdzie poza własnym salonem.

Czytaj wskazówki, nawet jeśli za nimi nie podążasz.

Nie czytaj czasopism o urodzie. Sprawią tylko, że poczujesz się brzydki.

Poznaj swoim rodziców. Nigdy nie wiesz, kiedy odejdą na dobre. Bądź miły dla swojego rodzeństwa. Ci ludzie są twoim najlepszym połączeniem z przeszłością i to z nimi najprawdopodobniej będziesz się trzymać w przyszłości.




Zrozum, że przyjaciele przychodzą i odchodzą, ale z kilkorgiem najcenniejszych powinieneś pozostać blisko. Pracuj nad tym, żeby pogodzić odmienne miejsca zamieszkania i style życia, ponieważ im starszy jesteś, tym bardziej potrzebujesz ludzi, którzy pamiętają cię młodym.

Zamieszkaj w Nowym Jorku, ale wyjedź zanim staniesz się surowy. Zamieszkaj w północnej Kalifornii, ale wyjedź, zanim staniesz się słaby. Podróżuj.

Zaakceptuj pewne niezbywalne prawdy: Ceny będą rosnąć. Politycy będą romansować. Ty też się zestarzejesz. A kiedy to się stanie, będziesz fantazjować o tym, że kiedy ty byłeś młody, ceny były rozsądne, politycy szlachetni, a dzieci szanowały starszych.

Szanuj starszych.

Nie oczekuj, że ktokolwiek będzie cię wspierać. Może masz fundusz powierniczy. Może będziesz mieć bogatego współmałżonka. Ale nigdy nie wiesz, kiedy którekolwiek z nich się wyczerpie.

Nie szalej za bardzo z włosami, albo kiedy dobiegniesz czterdziestki, one będą wyglądać na 85 lat.



Uważaj, czyje rady przyjmujesz, ale bądź cierpliwy wobec tych, którzy ci je dają. Rada jest formą nostalgii. Przekazywanie jej to forma wyłowienia przeszłości ze śmietnika, wytarcia jej, przemalowania brzydkich fragmentów i wykorzystania ponownie za o wiele więcej, niż jest tego warta.

Ale zaufaj mi w sprawie kremu do opalania."





A potem Hanako napisała :

 "Chciałabym napisać ci coś wielkiego. Coś podniosłego. Moment przełomowy, kiedy po przeczytaniu tego tekstu podniosłam oczy na świat i zrozumiałam, że odtąd nic nie będzie takie samo. To byłoby naprawdę porywające, móc napisać coś takiego, coś porządnego, godnego rocznicy bloga.

Tyle tylko, że... nic takiego się nie zdarzyło.

Tak naprawdę to bardzo zwykła historia bardzo młodej studentki, która miała poczucie, że musi wiedzieć, kim jest, musi mieć plan na to, kim chce być, musi mieć rozwiązania i poprawne odpowiedzi i czuła się tym przygnieciona, spanikowana i postawiona pod ścianą.

A ten tekst nie został mi wręczony przez żadnego mentora, bliskiego przyjaciela ani nikogo szczególnego, ot, natknęłam się na niego podczas internetowej wymiany zdań, przeczytałam i zapisałam sobie, bo mnie rozbawił i wzruszył. I wcale ten tekst nie zrewolucjonizował całego mojego życia, nie sprawił, że w mgnieniu oka wszystko się zmieniło. Ale był tym łagodnym, pogodnym głosem dojrzałego człowieka, jakiego wtedy przy mnie nie było. Dawał przyzwolenie na rzeczywistość. Bo zobacz - cały ten tekst jest o akceptacji, siebie, innych, okoliczności życia i czerpaniu szczęścia.

Ten tekst się dobrze we mnie przyjął, ładnie uleżał, dobrze wrósł. Lubię do niego wracać. Lubię szukać w nim oparcia, kiedy daję sobie prawo do śpiewania, tańczenia, kochania swojego ciała, ale i wtedy kiedy daję sobie reprymendy. Za zrywanie przyjaźni. Za poprzestawanie.

Nie ma wielkiej pointy, nie ma eleganckich zakończeń, bo jeszcze nie umarłam i nic się nie skończyło. Jestem teraz szczęśliwa, dalej nie wiem kim jestem ani kim będę, ale już mi to nie przeszkadza. Dziś mieszkam gdzie indziej i robię coś innego i zwyczajnie już się nie boję żyć bez planu.

Oczywiście, że to nie jest zasługa tylko tego tekstu - życie nie jest tak płaskie, żeby parę zdań mogło je całkiem zmienić. Ale lubię ten tekst, bo jest czymś, czego mi w dzisiejszym świecie brakuje. Pogodą ducha,dystansem, przyzwoleniem na otaczającą rzeczywistość. Uśmiechem. Babcią w płynie.
Właśnie, babcią w płynie, bo moja babcia jest właśnie taka i gdyby była przy mnie zawsze i wszędzie, to dokładnie tego próbowałaby mnie nauczyć.

I nie zostawiłam go tutaj, żeby wygrać obraz, choć zawsze miło jest mieć obraz. Zostawiłam go, bo po prostu chciałam, żebyś mogła go przeczytać. Bo myślę, że jest ważny, że jest dobry i pomaga żyć z lżejszym sercem. Wierzę, że takie teksty mogą się przydać, więc się nim podzieliłam."


Tak więc stało się to, na co najbardziej liczyłam - dostałam prezent od kogoś i mam okazję się odwzajemnić. 
Hanako! Gratuluję i dziękuję.


Czytam ten tekst, jeden kawałeczek codziennie i myślę sobie o nim, siedząc w fotelu naprzeciwko otwartego okna, przez które wpływa coraz śmielej wiosenne powietrze.



wtorek, 14 marca 2017

Moje ulubione złote myśli

Pod wpływem konkursu wysunęła mi się szufladka ze złotymi myślami, a niektóre są na pewno warte upublicznienia, więc oto parę zdań, którymi kieruję się w życiu.

Można dać sobie narobić na głowę, ale nie można dać przyklepać. (szefowa mojej Mamy, z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego)

Niech się wstydzi ten, kto widzi (Ania K., zwana Kozunią, moja najlepsza przyjaciółka z podstawówki)


Cale życie strawiłem na martwieniu się złymi rzeczami, które nigdy nie nadeszły (Wolter)


Nie pękaj! (to taki kopniak przed wyjściem na scenę, proste, ale działa!)

Kiedy umrzesz, będzie to problemem tylko dla innych (w sensie - więc nie ma się co przejmować)


Nie tłumacz się, tłumaczą się winni (mój były mąż)

Nie będziesz musiał pracować, jeśli będziesz robił to, co kochasz (stare chińskie przysłowie)



Nie mów o sobie zle, inni zrobią to za ciebie.

Uroda przemija, klasa i styl są niezależne od wieku


Tymczasem konkurs nabiera barw.
Zachęcam do udziału! (patrz - poprzedni wpis)



niedziela, 12 marca 2017

KONKURS. Z nagrodą.

Na pięciolecie bloga (to dziś hop dziś dziś) bardzo chciałam wymyślić coś takiego, żeby przydało się też i mnie - bo nagroda to obraz o wymiarach 25 x 36 cm, namalowany specjalnie na zamówienie Laureata / Laureatki. To może być dla mnie, szczególnie teraz, trudne...


...ale zadanie konkursowe również nie należy do łatwych.

A więc : napiszcie proszę, w dowolnej formie, ale im bardziej rozbudowana, tym lepsza - napiszcie, jakie zdanie / motto miały wpływ na resztę waszego życia. Bo o tych słowach pamiętaliście, nimi się kierowaliście. I chcielibyście je przekazać innym - Gustawowi na przykład, mnie, komuś, kogo lubicie. Najlepiej byłoby opisać całą sytuację. Obrazowo. To może być jakiś punkt zwrotny, ale również sentencja usłyszana od kogoś bliskiego, kochanego. Albo całkiem "przypadkowo".
Może jeszcze w dzieciństwie?


Czas nadsyłania odpowiedzi -wypowiedzi to środa, 15.03. Do północy. Rozstrzygnięcie w piątek, 17go.

Można przesyłać na maila (justyna.neyman@02.pl), zamieszczać tu, w formie komentarzy, nawet na fb.
A więc - zapraszam serdecznie - piszcie, przypominajcie sobie.


Te najciekawsze opublikuję w Brulionie.
Powodzenia!