WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 18 maja 2017

Ja tu pani nie chcę

Ten obraz powinien nazywać się Huśtawka, z racji przeżywanych przy pracy nad nim emocji.
Ach, jakie budził nadzieje.
Złości (wkurzał mnie i to jest aktualne)
Ja go nawet dość szanuję, ale... go nie chcę. Nie jest mój.


Twarz stopniowo odrealniałam, założyłam światło z jednej strony, ale i tak nie uzyskałam chcianego efektu.
Parę dni wydawało mi się, że jest blisko do... do prawdy...?
Ale nie.


Właściwie doszłam do momentu, kiedy złości mnie w nim już wszystko - i ta wydłużona szyja, i upozowanie. Teatralność tej całej scenki.
Wbrew pozorom to bardzo "panienkowy" obraz.


Chciałam mu nadać tytuł "Spotkanie z cieniem", ale "Spotkanie" dopiero zrobię.
Nie mam natomiast żadnych zastrzeżeń do tej kulki szarego światła w lewym górnym rogu.

Więc jeśli ktoś chce stać się posiadaczem tej Pani o Łabędziej Szyi, proszę bardzo - parę dni mogę poczekać, a potem czeka ją przerobienie na Czarny Kwadrat na Czarnym Tle.


Czy mi żal? Nie, nigdy nie żałowałam zamalowanych prac. Zawsze oznaczało to wyczerpanie pewnej reguły i zrobienia miejsca na nowe. Bardzo oczyszczający proces.
Nowe nawet już istnieje - jestem zapózniona w relacjach.

Więc - jakby co, do niedzieli mogę wytrzymać z tym obrazem, więc proszę się częstować i brać.

PS. Pani o Łabędziej Szyi ocalała i wkrótce leci do nowej Właścicielki nad morze, ale fajnie.

wtorek, 9 maja 2017

Między miastem a lasem

Dopóki nie zamieszkam na Mazurach, co kiedyś stać się musi, jestem skazana na rozdwojenie - miasto / las.
Lubię Warszawę, to moje miejsce urodzenia ALE.
Nawet nie tłok, pośpiech - tam, gdzie mieszkam, ich nie ma, lecz hałas.
Ciągły hałas.

No ale mówi się cóż - mogło być gorzej. Na studiach wynajmowałam mieszkanie 18,5 metra, na ostatnim piętrze, w bloku, w samym, samiuteńkim centrum, koło Dworca Centralnego. W zimie - zimno, bo zapowietrzały się kaloryfery, w lecie - gorąc nie do wytrzymania, a przy otwartym oknie nie słyszało się własnego głosu. Jakby nie dość na tym, przylegało do szybu windowego.

Tym bardziej kultywuję ciszę - z szumem drzew.
Z krzykiem żurawi.

Ich przylot, którego niestety nie mogę być świadkiem, to dla mnie święto - podobnie jak jerzyki w Warszawie. Bez nich byłoby naprawdę smutno.

O lesie - swoim lesie - napisałam już wszystko (przez te lata), poza tym coraz większą przyjemność sprawia mi zostawianie sobie różnych odczuć, wrażeń. Tylko sobie.


No, ale parę zdjęć zobaczcie.





Nie wiem, jaka będzie przyszłość bloga, zmienia się wszystko.
Jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, że przestaję pokazywać obrazy.
Przypuszczam, że to stan przejściowy.
Albo...?




Malowanie... staje się coraz ważniejsze.
Coraz więcej widzę, czego NIE zrobiłam, a bym mogła.

Rezultaty zaprezentuję - tutaj.
Z zupełnie innej beczki -
Ścięłam włosy - niektórzy wierzą, że z rozumem.
I dobrze mi z tym.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Krzyżyk - PREMIERA

Aukcja Naród Państwo Społeczeństwo.
Pragaleria napisała:
"Nie chodzi w tej aukcji o wikłanie się w bieżącą politykę, spory PiS i
PO itp itd... ale o pewne szersze spojrzenie na kwestię narodu,
przynależności, mitotwórczej roli historii i zagrożeń związanych z
globalizacją i to jak wyglądają współczesne społeczeństwa...
Przynajmniej takie jest ambitne założenie."

I znowu podeszłam do wyzwania po swojemu.
Poprzednio była sylwetka - a mnie się znowu portretu chciało.

Nagle - wyskoczyło rozwiązanie.


I tak sobie myślę, że nie napiszę, dlaczego tak.
Co artysta chciał wyrazić.
Tym bardziej, że tytuł podpowiada. Inny mógłby brzmieć... "Globalizacja".

Powiem tylko, że naprawdę jestem zadowolona z autorskiego rodzaju techniki, którą wciąż udoskonalam. Daje ogromne możliwości, jak skrojona dla mnie.
Zawsze lubiłam się znęcać nad obrazami - a teraz, kiedy mnie roznosi od pomysłów, nie wyobrażam sobie precyzyjnej dłubaniny - choć, żeby obraz był dobry i silnie działający, musi mieć niezwykle precyzyjnie położone pewne plamy, kreski, rozjaśnienia. W tym wypadku - szczegóły twarzy. I do tego mały pędzelek wciąż się przydaje.

I tak wygląda całość :


Gdyby nie to, że obraz jest już w aukcyjnym katalogu, może jeszcze bym coś zmieniła - rozjaśniła, przyciemniła, oczywiście z ryzykiem dla pracy.
A tak - czeka sobie, odwrócony do ściany, a na sztalugach już nowa płyta. Czarna płyta, a jakże.

Krzyżyk
Akryl na płycie. Rozmiar 70 x 50 cm.

środa, 26 kwietnia 2017

Granica - PREMIERA

Granica.
To moja odpowiedz na aukcję Państwo - Naród - Społeczeństwo.
Szczerze powiem, ze kiedy przeczytałam tytuł, pomyślałam sobie, ze chyba zrezygnuję. Nie lubię publicystyki w sztuce. Na dodatek przypomniałam sobie piosenkę "Widziałam orła cień", która nie chciała mi wyjść z głowy... no koniec.

Ale potem przypomniałam sobie hasło PLAKAT a szczególnie jego polską odmianę i nagle wszystko się zmieniło. Skrót myślowy - zaczęłam kombinować.

I nagle wyskoczyła odpowiedz : granica. Słowo - klucz.
Gdyby nie granica, nie byłoby państw. Granica dzieli, ale też teoretycznie zapewnia bezpieczeństwo.
Wielu jej nie akceptuje, zle czuje się tam, gdzie jest, chce ją przesuwać, otwierać


Granica to również , a może przede wszystkim, interesujące pojęcie dla każdego człowieka.
Wyznaczanie granic - czy nie tego się wciąż uczymy?
Gwałcimy granice innych, albo po prostu ich nie dostrzegamy.
Z innej strony - przekraczamy ograniczenia, walczymy lub rezygnujemy.
Czasem akceptujemy.


Zależało mi na uniwersalnym przekazie - nawet pomyślałam o prehistorycznych rysunkach.

Więc...
Całość - 70 x 50 cm
Akryl na płycie, technika własna


A w najbliższym wpisie - jeszcze jeden obraz na tę aukcję - Krzyżyk.

sobota, 22 kwietnia 2017

Premiera....czy jakoś tak

I to są dobre strony malowania obrazów nie na zlecenie - można się nad nimi poznęcać, dosłownie i słownie.
Obraz powstał spontanicznie, tuż przed snem i spowodował, że zasnęłam niemal w euforii.


Ale nastąpił "the day after" i nie było mi do śmiechu.
Zaczęłam poprawiać, wciąż mi coś nie grało.
Typowe - wydaje się, że wystarczy chwila i po sprawie, tyle, że owa chwila przedłużała się do godzin, potem na następny dzień i następny...


...a ja wciąż szukałam idealnego uderzenia pędzla. Bo w tego rodzaju obrazach, gdzie środki są surowe, lakoniczne, jedna plama musi być maksymalnie nasiąknięta prawdą.


Milimetr w tę lub wewtę - i czar pryska.
Czepiłam się najpierw prawego oka, potem ust.



Właściwie NAPRAWDĘ byłam zadowolona tylko z jednego fragmentu



Myślę, że osoby, które się malują (znaczy robią makijaż) bez problemu wyczują, dlaczego - rozmyta kreska, gdzie indziej ostra, przenikanie się szarości ostrych i aksamitnych... no, wiadomo, o co chodzi.


Ucho też kapitalne.
Ale ja traciłam serce do całości - bo wiecie, to duża gęba jest. Format 70 x 50 cm.
Ta wielkość zaczęła mi przeszkadzać, odległości pomiędzy szczegółami.


Doszło do takiego cyrku, że malowałam przed lustrem, żeby odzyskać świeżość spojrzenia.
Doprowadziłam obraz do takiego stanu :



...po czym postanowiłam babę zamalować.
Ulga.
Tymczasem przyszła do mnie w odwiedziny serdeczna przyjaciółka i zakochała się w tej osobie namalowanej. "Przecież to Ty jesteś, Justynko!".
Od słowa do słowa - i wyszła z dyktą pod pachą.
Ufff.

Kurtyna.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Obraz, którego nikt nie widział. Premiera


Prawie nikt, ale ci, którzy widzieli, bardzo różnie zareagowali.
W. powiedział, że nic nie może powiedzieć, bo się musi przyzwyczaić.
F. że przerażający.
B. że jak postać z innej planety.
K. na mój mms nie odpisała nic.


Ja osobiście zgadzam się z M. (albo on ze mną) - dla mnie ten obraz jest melancholijny, ale nie smutny.


Wyobrazcie sobie, że namalowałam go prawie miesiąc temu.
I wciąż mnie coś powstrzymywało, żeby Czyjąś Siostrę (bo taki nadałam tytuł roboczy) upublicznić.
Trzymałam ją dla siebie - jak skarb. Sprawiało mi przyjemność, że tylko ja się nią cieszę.Gdybym miala wybrać JEDEN obraz, najbardziej reprezentacyjny, byłby to ten.


Faktura, niejednoznaczność, kontrasty i współbrzmienia pomiędzy bielą, szarościami i czernią, przenikanie się kształtów.

I twarz - niedosłowna.


Konsekwentnie pozbawiałam Czyjąś Siostrę wszelkich ozdobników, maksymalnie wyzbywałam ją efekciarstwa. Tylko na swetrze pozostawiłam kropkowany deseń z jednej, bardziej oświetlonej strony, żeby rozbijał masywność czarnej plamy.

Sylwetkę umieściłam ni to w oknie, ni to w umownych ramach obrazu - poniżej fragment z lewej strony.


Oczywiście zawarłam ruch - lekko uniesione ramię, przechylenie głowy.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie chciałam pokazywać Czyjejś Siostry - zależało mi na tym, żeby to nie był obraz, który mi się UDAŁ, lecz żeby umieć to powtórzyć. Nie tyle taki sam czy podobny, co równie silnie na mnie działający.
Każda kolejna praca mnie otwiera, rozpędza, mówi coraz bardziej adekwatnie to, o co mi chodzi.
Obserwuję, co mi się podoba, jakie środki wyrazu i sposoby wzmacniać i je udoskonalać, z jakich zrezygnować. Tego się nie wymyśli, potrzebna jest praca, czasem dłubanina zakończona niszczeniem.

Ach, jak silnie odzywa się teraz potrzeba rysunku! Graficzności obrazu. Ten wręcz wygląda na grafikę warsztatową, linoryt konkretnie, prawda?

Oto całość


M. powiedział mi jeszcze coś, co mnie ucieszyło - że im dłużej się na ten obraz patrzy, tym więcej się widzi. Powiesiłam Czyjąś Siostrę w pracowni nad fotelem. A nie mam takiego zwyczaju - bo kombinuję, co by tu zmienić, przemalować.
Ale od Siostry nie chcę niczego.
Jest sobie taka, jaka ma być.
Przypomina mi chwilę, kiedy ją skończyłam - jeden z najwspanialszych momentów tego roku.

Czyjaś Siostra - akryl na płycie
70 x 50 cm.

niedziela, 16 kwietnia 2017

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!!

Chciałabym z całego serca złożyć gorące życzenia świąteczne.
Nie tylko na niedzielę i poniedziałek, ale przynajmniej na resztę roku, a już przede wszystkim na tę  kapryśną wiosnę, która nas wciąż zwodzi.


Ponieważ życzenia mają być z serca, więc będę Wam życzyć tego, co sama chciałabym usłyszeć.

A więc - odwagi do przeprowadzenia zmian. Każda prawdziwa zmiana - przemiana, musi być okupiona wysiłkiem i konsekwencją. Wcześniej w ogóle dostrzeżeniem potrzeby. Z tym niekoniecznie jest łatwo.


  Czasem tak długo "siedzi się w czymś", że dopiero próba, by przestać to robić (bywa, że przypadkowa przerwa), daje oddech, potrzebny do wyjścia ze strefy komfortu. Nagle widzi się, że można inaczej - albo po prostu ma się gęsią skórkę, kiedy wyobrazić sobie, że tak, jak jest, może być już zawsze.
I co wtedy?
Za parę miesięcy, lat?


Życzę dobrego rozeznania sytuacji, odróżnienia, co zostawić, co porzucić.
Życzę zaufania i oparcia w sobie, niezależnie od tego, co inni będą mówić. Uniezależnienia od opinii - również tych dobrych, uniezależnienia od głaskania i stabilności dzięki przeświadczeniu, że się i tak wie, co dobre, a co niekoniecznie.


Wreszcie życzę nagrody - ale nie tyle w czyimś uznaniu, co najlepszej nagrody - satysfakcji z wierności sobie.
Życzę też, by niepotrzebne stało się zmaganie z różnymi uwikłaniami, bo nagle się okazuje, że nie są przeszkodą. Nagle - tak można to widzieć, lecz naprawdę coś dobrego musiało się dziać już dużo wcześniej, niedostrzegalnie. Sytuacje, w których zaczyna się reagować inaczej. Rzeczy, które ni stąd, ni z owąd przestają być potrzebne.
I wreszcie - inny ogląd samego siebie, prawdziwszy, pełen szacunku.


Napięcie, nawet oczekiwania, stają się mniejsze, może nawet znikają. Rezultaty to efekt uboczny - a najważniejsze, to robić swoje.
To jest satysfakcja.
Wewnętrzna zgoda.


Ale życzę też umiejętności zabawy, nie przyjmowania wszystkiego na poważnie, radości, odczuwania bieżącej chwili, pomiędzy sekundą przed i sekundą po.


Przecież nie ma obowiązku ciągle się starać, niech paliwem będą momenty, kiedy zdaje się nie istnieć nic więcej poza podmuchem ożywczego powietrza nasyconego zapachem kwiatów, kropli deszczu na chodniku, plamą słońca, w której można się rozgrzać. Życzę, żeby można było usiąść sobie wygodnie, i siedzieć, nigdzie się nie spiesząc - tylko sobie patrzeć i słuchać.

Wesołych Świąt!