WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 15 kwietnia 2014

Powrót do zleceń - Agnieszka i Mezo

Nastał wreszcie normalny czas, kiedy dni mierzy się obrazami i zapachami, a nie telefonami do Zusu i wizytami w Ministerstwie. Co oznacza, że można spokojnie - w miarę, bo nadchodzą Święta - oddać się twórczości.

Zresztą na pomysł dotyczący pieseczka wpadłam, kiedy zgnębiona wracałam z Zakładu.
Ponieważ Mezo ma być ujęty w miłych okolicznościach przyrody, a świetnie wygląda na trawie - zaczęłam myśleć, jakby tu przy jego małej postaci działo się coś więcej niż kiełkowanie źdźbeł.
No i zobaczcie :


 Zastanawialiście się kiedyś, do czego potrzebne są kałuże? (poza tym, że dają możliwość bardziej lub mniej przydatnego taplania się) - otóż kałuże są lustrami.
W przypadku powyższego obrazka - mimo ujęcia ziemi (no bo inaczej się nie da, skoro na Mezo patrzymy z góry), na owym "portrecie" będzie miejsce dla nieba.
Tutaj to nie - zwykłe kałuże, tylko...
O tym w następnym odcinku...

...ale na razie dam Państwu przedsmak powstającej Panienki!


Na pytanie, czy to księżyc, odpowiadam przecząco.
Aczkolwiek w sumie...

W ogóle czuję się tak jakoś świątecznie i to już od zeszłego tygodnia po przedawnieniu długu.
Np czwartek przypomina piątek, piątek - sobotę, która trwa dwa dni, a w poniedziałek - niedziela.
Tylko dziś jak raz jest wtorek, ale jakiś taki czwartkowy..

niedziela, 13 kwietnia 2014

Jutro, co będzie jutro...

...spodziewam się, że jutro nastąpi wyczekiwany pierwszy dzień wolności - bo o 16stej mija czas, do którego można złożyć dokumenty do Ministerstwa.
A i tak po tym, jak Wojtek został uznany za niewinnego przez ZUS - kamień spadł mi z serca i wciąż się cieszę - ponadto dieta i ruch przynoszą efekty - zadzwoniłam do W. wdrapując się na skarpę wiślaną.
"Wiesz, chciałam tylko powiedzieć, że czuję się taka wolna!"
"A gdzie jesteś?"
"Idę pod górę"
"Oczywiście, gdybyś szła w dół, czułabyś się szybka"

Wszystko już zgromadziłam - a dziś cały wieczór szykowałam zapachowe zestawy. Wg udoskonalonej metody.


 
Okazuje się, że przy cieńszej folii, nie trzeba otwierać torebki z zapachowym nośnikiem (w moim wypadku filc) - wystarczy przytknąć nos do kwadratu (nawiasem mówiąc, mam zamiar na każdej pocztówce napisać "Proszę Powąchać Kwadrat" czy coś w tym rodzaju).

Swoją drogą, dopiero teraz do mnie doszło, jak drogi jest Duftart.
Na jedną pocztówkę zużywam 16 - 20 "psików" w zależności od intensywności zapachu. Czyli ok. 2 ml.

A więc najprawdopodobniej swoje zapasy zużyję w ekspresowym tempie!
I nie są to żadne, broń Boże, FMy, tylko najczęściej - niestety (?) - niszowce! A tu 2ml na JEDNĄ reprodukcję...



Będę jeszcze doskonalić metody - a jutro z tajemniczym pachnącym pudełkiem odwiedzam Biuro Podawcze.
Ale najważniejsze, co mam zamiar robić przez najbliższe dni - to malować i spać. No i może ew. jakieś przyjemności mnie czekają...prezenty?


Ach! Jak tu pachnie Angelem!


Ostatni dziś element zapachowy - oczywiście dla W. nie do zniesienia.
wyobraźcie sobie, że ten biedny człowiek (ma bardzo czuły węch), sam mnie namawiał do obfitego używania najbardziej wyrazistych perfum - dla dobra sztuki. Zawsze "gonił mnie" za wonie z charakterem.

Nie ukrywam, że z przyjemnością słuchałam, jak dusząc się, syczy "więcej tego dryndusa*!" (Eau du Soir)


*dryndus - nazwa wymyślona przez męża, określająca wszystkie tzw. "babcine" zapachy

środa, 9 kwietnia 2014

Uniewinnienie

Wmawiając sobie, ze jestem całkowicie spokojna - mimo, że o 15stej czekał mnie telefon do Zusu, dla oderwania się od rzeczywistości, poszłam przedtem z mężem na Budapest Hotel.

A potem, starając się znaleźć najcichsze miejsce, wyszukałam numer Działu Egzekucji, już mając obmyśloną treść odwołania.

Ale nie!
Usłyszałam ni mniej, ni więcej, że co prawda ośmiu lat nie wliczą Wojtkowi do emerytury, ale dlatego...
...dlatego, że...
...jego zobowiązania finansowe względem Zusu...
...ta daaaam - uległy PRZEDAWNIENIU !!!

Nie podejmuję się opisać, jak się czułam - ja nie szłam do Wojtka, żeby Mu to powiedzieć, tylko frunęłam, całą siłą woli powstrzymując się przed śmianiem się w głos.


No.
Reszta...jest milczeniem :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

BWA, Kielce i ja

Mimo porannego telefonu do ZUSu, w którym Dział Egzekucji miał dla mnie niestety druzgoczące wiadomości (jeszcze jutro do sprawdzenia - ostatnia nadzieja, ze uda się wszystko załatwić bez odwoływania się) - więc mimo to nie zrezygnowałam z planów i wybrałam się do Kielc.

Tam bowiem znajduje się nowiuteńkie Biuro Wystaw Artystycznych oraz Pani Dyrektor, z którą umówiłam się na spotkanie. Jak mogą się Państwo domyślać, sprawa dotyczy Duftartu i stypendium. Aby się o nie ubiegać, należy się wyposażyć w dwie rekomendacje. Jedną mam, z zagranicy, od instytucji, która planuje zorganizować mi wystawę.
Ministerstwo zasugerowało, że dobrze byłoby, gdyby druga wystawiona została przez krytyka sztuki, otwartego na nowe kierunki.

I tak dowiedziałam się o Kielcach, gdzie miesiąc temu otworzyło się w nowej siedzibie BWA (Biuro Wystaw Artystycznych), a Dyrektorka prawdopodobnie jest najodpowiedniejszą osobą.
Po rozmowie z Warszawy i przesłaniu zdjęć obrazów mailem, zgodziła się napisać poręczenie.

Tak więc znowu wykończyłam Wojtka przygotowaniami zapachowych nośników, wskoczyłam do piętrowego busu i pomknęłam w Polskę.

Kielce spodobały mi się od pierwszego wejrzenia, gdyż naprzeciwko przystanku zauważyłam witrynę z obiecującym napisem PERFUMERIA. Co Wam będę mówić - marzenie. Cały regał z wycofywanymi bądź wycofanymi perfumami, o niektórych nie miałam pojęcia. Oczywiście mój nos wychwycił natychmiast wszystkie zapachy z tuberozą, dla dobra spotkania powstrzymałam się od ich użycia...nooo, tylko nędzne dwa psiki na nadgarstki.
Wrócę tam...

Obwąchując się dyskretnie znalazłam się pod nowym BWA.



Cóż będę pisać - rozmowa, początkowo oficjalna, przerodziła się w prawdziwą konwersację, a kiedy usłyszałam treść rekomendacji, mało nie wyskoczyłam z butów (nawiasem mówiąc, Wojtek ciągle mnie skłania, abym pozbyła się swoich ciżemek naleśnikowatych - i dziś też, powiedział, że niby ładnie wyglądam, ale "obuwie masz jak repatrianka z Kazachstanu", a na mój protest, że się nie zna, bo to są designerskie buty, rzekł "Tak samo dizajnerskie jak torby w kratkę przybyszów zza Buga").

Mam nadzieję, że nie wezmą mi drodzy Czytelnicy za złe, jeśli przytoczę fragment rekomendacji :

"Zależność formy wizualnego wyobrażenia od zapachu jest w sztuce spotykana bardzo rzadko, a to, ze artystka czyni z niej podstawowe założenie swojej twórczości i ze każda z jej prac jest określonym zapachem dopełniona, czyni jej koncepcję unikatową.
(...) Wzrok, słuch, dotyk - to te zmysły od zawsze biorą udział w tworzeniu sztuk plastycznych, i to doznania dzięki nim dostarczone inspirują artystów. Zmysł powonienia na ogół jest przy tym pomijany, wręcz niezauważalny.
(...) Plastyczno - zapachowa twórczość Justyny Neyman ma posmak eksperymentu - poszerza przestrzeń odbioru sztuki, wnosi nowe aspekty poznawania obrazu, zwraca uwagę na możliwości, jakie daje świadomość funkcjonowania w świecie, który jest określany nie tylko impulsami dźwiękowymi, wizualnymi, dotykowymi - ale także zapachowymi. "

Miałam przyjemność obejrzeć katalog artystów Kielecczyzny. No no. To jest zdaje się ten "drugi obieg", prawdziwej sztuki nowoczesnej. Imponujące.

Muszę powiedzieć, że nowa siedziba BWA, chociaż w czasie wojny mieściło się w niej gestapo, a potem NKWD mordowało ludzi, nie ma w sobie ani odrobiny "złej energii" - jak to powiedziała Pani Dyrektor "To żywi szkodzą". Zostałam oprowadzona po wnętrzach budynku, zupełnie jak przez dumną panią domu - i czułam, że Zus oddala się i robi malutki - choć na kilka godzin wytchnienia.





Nawet drobne szczególiki, jak numerki w szatni albo obiekt poniższy, dopracowane starannie


Nawet widok z wejścia, na słynny deptak - ulicę Sienkiewicza




Kielce mają swoją atmosferę, nieśpieszną, bez zadęcia, przyjazną.
Mnóstwo sympatycznych miejsc - o, to np (z boku Pani Dyrektor)


Podczas wspólnego spaceru, rozczulił mnie pewien szczegół :


A do tego wszystkie instytucje kulturalne mieszczą się blisko siebie, w Centrum, prawdziwych galerii nie zastąpiły galerie handlowe.
Piękne miejsce



Aż się nie chciało patrzeć na zegarek - co poskutkowało koniecznością truchtu w dizajnerskim obuwiu w kierunku przystanku odjazdowego - a i tak udało mi się przelotem zahaczyć o perfumerię.

Zadumałam się nad pojęciem "prowincja", mającego pejoratywny sens, a tymczasem często odnosi się tylko do umiejscowienia na mapie. A jak się przyjrzeć - dzieje się mnóstwo rzeczy, wartościowych, znaczących, dzięki oddanym swojemu działaniu ludziom.

PS. Dodam jeszcze, że syn Pani Dyrektor jest basistą w zespole heavy metalowym Belzebong, z którym koncertuje w Niemczech i USA - i wcale się nie dziwię, że mają sukcesy.

O!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dwie Agnieszki

No więc powiem, że czas mija, a ja jakoś końca swojej zajętości nie widzę.

Na arenę znowu wkroczył Zus - i tak : nie wiadomo dokładnie, w którym oddziale są papiery Wojtka (mogą znajdować się w Warszawie, Żyrardowie, Gdyni lub Gdańsku), czy jest mój biedny mąż coś im winien - tzn jeszcze 10 lat temu był (mowa o znacznej kwocie, aż nie napiszę), ale jest coś takiego, jak przedawnienie. Natomiast czy ma ono zastosowanie w naszym przypadku - Zus tego nie wie. Albo nie chce powiedzieć.
Jutro mam dzwonić do Działu Egzekucji. Zębami ze strachu przy okazji.

Gdyby teraz, tfu, tfu, chcieli należność ściągać z odsetkami, to poszlibyśmy chyba z Pepą pod kościół.

W. starał się mnie pocieszyć : "Nie martw się, Justysiu, jak trzeba, to sprzedamy nerkę". Ha ha ha. Ale śmieszne.

No nie wiem, gdzie bym teraz była - w sensie kondycji psychicznej, gdyby nie malowanie.

Dwie Agnieszki i Piesek idą łeb w łeb. Dziś pokażę tylko Panienki.


 Pozwólcie, że nie zdradzę, jaki mam pomysł. Niech to będzie niespodzianką.
W każdym razie precyzja będzie niezbędna.


Nawet Gucio zaczął mieć więcej zajęć - chodzi z tatą na treningi ruchowe. Głównie rower i bieganie.
Obrażenia oczywiście są. Ostatnio potknął się tuż przed przechodniami przy Łazienkach.
Okropnie Go to zirytowało - i swoim donośnym głosem krzyknął, aż się wszyscy obejrzeli :
"Jestem zły i podły!"

A jeszcze Państwu powiem, że jutro mam dzień wytchnienia - jadę mianowicie do Kielc, spotkać się z osobistością świata sztuki...
Może coś z tego będzie...

sobota, 5 kwietnia 2014

Pieseczek - Mezo

Od pewnego czasu coraz większą uwagę zwracam na dźwięki, prawdopodobnie przez szukanie metod na odpoczynek i relaks.
Chyba pierwszą fascynacją stały się pokrzykiwania jerzyków (ptaków) - kojarzące mi się z latem i beztroską, śpiew kosa, zimowe pohukiwanie synogarlic. Wysokie miejsce w rankingu zajmują odgłosy związane z deszczem - uderzanie kropel o parapet, strumienie wody rozbijające się o ścianki rynny.

Teraz siedzę sobie przy otwartych oknach i ogarniają mnie dźwięki oddalonej ulicy - narastający i gasnący w ciszy szum silników, bliżej ćwierkanie przekomarzającej się gromady wróbli w żywopłocie, ledwo co porośniętym liśćmi w jasnolimonkowym, odblaskowym odcieniu.

Wreszcie rureczkowe dzwonki, wiszące za oknem od...o matko...20stu lat, jeszcze na starym mieszkaniu. Są tak zestrojone, że każdy podmuch generuje melodię bez najmniejszego fałszu.


I tak, wsłuchując się w pochrapywanie Pepy wygrzewającej się w plamie słońca padającej na parkiet z 1938go roku, pogrążyłam się w leniwym, rozkosznym odrętwieniu.

Nagle rozległo się energiczne PUK PUK - przy drzwiach stanął Gustaw.
"Mamo, wiesz, co ci głupcy mówią?"
"Że co...? Jacy głupcy?"
"No w reklamach - że herbata rozjaśnia dzień!" i tu Gucio chwycił się za głowę w wymownym geście.
"Ja wierzę tylko w te reklamy, w których gra tata".

Swoją drogą, Wojtek jest bardzo wiarygodny. W zależności od nakrycia głowy, może się natychmiastowo przeobrazić w kucharza, motocyklistę, Żyda, duchownego. Kiedy słyszę, że idzie na casting, zawsze pytam, kim będzie - dziś np charyzmatycznym góralem, wczoraj skrępowanym mężczyzną. W. pyta mnie czasem o radę, czy iść -  bo szukają różnych "typów".
"Eeee nie, nie idę...'
"Kim masz być?"
"Intelektualistą! Czy ja wyglądam na intelektualistę? Nigdy nie grałem intelektualisty"
"Kochanie, możesz dać sobie spokój. Nie wyglądasz, nawet w okularach".
"A jakbym zrobił TAK?" - i zmarszczył brwi.
Pokręciłam przecząco głową.
"Nie da rady".

Znów wróciły więc leniwe sobotnie popołudnia przy otwartych oknach i lekkim, ożywczym wiaterku.


W takich okolicznościach najmilej pracować nad portretem kogoś wesołego, wdzięcznego towarzysza w zabawie i smutku. Piszę o yorkshire terierze o imieniu Mezo.
Mówi się, że owa rasa nie uczula, z racji sierści podobnej do ludzkich włosów.


Ja dodatkowo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Mezo ma twarz, a nie pyszczek.

No. I teraz mam rozpoczęte w ołówku 3 obrazy, które chciałabym skończyć przed Świętami. Kiedy powiedziałam o tym Guciowi, stwierdził : "to dla ciebie bułka z masłem".
Taaak.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Komunikat

Proszę Państwa,
chciałabym wytłumaczyć, czemu ostatnio nie ma wpisów - otóż nastąpiło spiętrzenie spraw do załatwienia na JUŻ.

Po pierwsze - pochłonęły mnie przygotowania prezentacji dla Ministerstwa. Bo poza wnioskiem, który wypełniam - wciąż udoskonalany po konsultacjach w Wielkim Urzędzie, potrzebne mi są stosowne referencje. Tu mam sukcesy, do szczęścia brak mi jeszcze jednej. Poza tym prezentacja wideo, traktowana przeze mnie jako produkt uniwersalny, a więc taki, który można posłać w świat, czyli zamieścić na You Tubie. Pracowałam również nad uzasadnieniem, dlaczego Duftart jest ciekawy z naukowego punktu widzenia. Czeka mnie opracowanie "zapachowego" albumu, przedmiotu atrakcyjnego samego w sobie.

Po drugie - Zus. Dotarłam do archiwów, które ukazało nowe fakty finansowe - na razie rozpatrywane przez Dział Dochodów, nareszcie, po kilku latach zawieszenia. W poniedziałek mam mieć wiadomość, na czym stoimy.

Po trzecie - wystawa za granicą. Przygotowanie i wysłanie materiałów niezbędnych dla przedstawienia Duftartu poza Polską.

I wreszcie - spotkania z Ważnymi Osobami, wymagające gruntownego przygotowania, nie tylko merytorycznego, ale również odpowiedniej, pozytywnej postawy.

Ogromnie się cieszę, że zyskam angielską wersję mojej strony internetowej oraz fanpage'a duftartowego na fb. Oraz pomoc tłumacza przy korespondowaniu z ludźmi zajmującymi się perfumami zawodowo. uważam za niezbedne przynajmniej powiadomienie ich, że ich kompozycjom zapachowym robię portrety.

I to wszystko odbywa się kosztem snu. Kołowrót w głowie powoduje, że zasypiam nad ranem, jednak powoli uczę się wyciszać i zmieniać aktywność. Przesuwając zajęcia absorbujące umysłowo z wieczora na wcześniejsze pory. Chyba robię postępy, na szczęście, w dbaniu o siebie, ale, jak mówią psychologowie "To jest proces".

 Kiedy tylko natłok minie, zrealizuję wyczekiwane zlecenia w postaci dwóch Panienek, Pieska, uciekam z Warszawy choć na kilka dni. Do mojej Krainy Łagodności.



Tam będę sobie leżeć...

I patrzeć...


A jak mnie najdzie ochota, iść przed siebie


I o niczym nie myśleć.