WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Barcelona - odc. 2

Siedzę sobie, rozumiecie, w oszklonym wykuszu, przy porcelanowym stoliku, piję kawę od Kasi we własnym kubeczku, pachnąc Eau de Protection (Rossy de Palna) Etat Libre - i przypominają mi się życzenia Wojtka "Wszystkiego dobrego, na co zasługujesz - i jeszcze więcej dobrego, na co nie zasłużyłaś".
Usłyszawszy to pierwszy raz, oburzyłam się - a W. tylko westchnął i powiedział "Kiedyś mnie zrozumiesz".

No więc właśnie rozumiem. Czego się nie dotknę - udaje się. Przypadki same się układają w ciąg sprzyjających okoliczności. Wyciągam ręcę - i dostaję. Ba! Nie wyciągam - i też mam.

Na przykład... wczoraj, weszłyśmy na plac - tak piękny, że się popłakałam.



I wówczas do lotu - tuż przede mną, zerwala się jaskrawo zielona papużka - roszlochalam się jeszcze bardziej.
Wtedy Kasia powiedziała "Stąd jest niedaleko do morza - pójdziemy zaraz". Dołożyła mi!
Zaczęłam się śmiać, skakać - jakbym była w jakiejś równoległej rzeczywistości.


Gotycka dzielnica - zapiera dech.





Plus suplement w postaci rzymskich kolumn - w mieszkalnym budynku.


No i oczywiście Sagrada - do której poszlam już wczoraj po obudzeniu


Co za budowla! Ogrom! A przed nią - na placyku, jak przed innymi kościołami, w niedzielę, w południe, obcy sobie ludzie, w kole, tańczą - tradycyjnie, po katalońsku. Torby kładą na środku - a orkiestra gra.


O Sagradzie napiszę więcej - wszak będę tu przez dwa tygodnie (mam czas, żeby poznać miasto!) - ale muszę pokazać inny projekt Gaudiego - Kamienny Dom



Na koniec - szklane balaski w poręczy - zwyczajnie, w środku, w domu.



No i naprawdę muszę już znikać - o 16stej rozpoczynamy montaż wystawy!


Do wieczora!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Barcelona - odcinek 1

No więc jestem.


Napiszę o wszystkim chronologicznie - więc a propos samolotu.
Nigdy, nigdy nie należy się martwić na zapas - okazało się, że nie dość, że nie bałam się lotu, to przy odrywaniu się od ziemi zalała mnie niewytłumaczalna radość.
Z mojego punktu widzenia stwierdzenia w rodzaju "poczujesz się jak ptak" itp nie mają żadnego sensu. Jaki, kurczę, ptak?
Ryk silników, zamknięcie w metalowym pojemniku zapewniają kontakt, ale z maszyną, a nie z przestworzami.
Już na wstępie zrobiło się zabawnie, gdyż stewardesa odegrała pantomimiczne przedstawienie, w którym prezentowała, co należy zrobić z maską tlenową i ratunkową kamizelką. Przez głośniki słyszących i rozumiejących informowano, a dzięki występowi głuchoniemi i dzieci również dostawały zwiększoną sznsę na uratowanie - jakby co.
Przy tym po bokach kamizelki sterczały dwie pałeczki żywo kształtem przypominające dynamit,chwytając je stewardesa lekko uniosła brwi - nie przestając się słodko uśmiechać. I to cała jej profesjonalna ekspresja.

Siedziałam przy oknie, a światełko na skrzydle jakby wciąż puszczało do mnie oko.




A w ogóle miasta z góry wyglądaly, jak lawa - prawie zastygła na wierzchu, ale spękana - spomiedzy szpar wydostawało się światło - ulice.

Wylądowałam.
Pasażerowie klaskali - ale nie wiem, czy dlatego, że dostrzegli jakiś ryzyko, które nas ominęło, czy też tak ot zwyczajowo?

W nocy Katarzyna zawiozła mnie do hotelu, zapowiadając na dziś wycieczkę - i już jadąc przez miasto, wiedziałam, ze mi się spodoba.
Sam hostel znajduje się w secesyjnej kamienicy... Dwa lata temu byłam w kinie na filmie, bohaterem którego był portier w takim właśnie budynku. Zakochał się w jednej z lokatorek, usypiał środkami nasennymi i już nie powiem, co jej robił. I co zrobił z jej kochankiem.

Mój hostel wyglądał równie niezwykle - tylko portier zupełnie inny.



 Bałam się o chrapanie w 6ścioosobowym pokoju - ale okazało się, że tych kilku chłopa razem wziętych chrapią ciszej, niż Pepa.

 W Barcelonie, którą do teraz widziałam, każdy detal wygląda, jak muzealny eksponat - tyle, że to wszystko żyje. Fascynująca ciągłość czasu.




No i palmy!





Niestety przeceniłam szybkość internetu i już (już! prawie druga w nocy) - więc dziś kończę zdjęciami smakowitymi (pierwsze to lody w gorącej skorupce, pływające w czekoladzie) :




 Ale pierwszy żywnościowy mój zakup wyglądał inaczej



 Powyżej ekskluzywna żelkownia.

Jutro część druga - może nawet wcześniej, bo po południu montuję wystawę - o której skończymy, nie wiem. I powiem Wam, że tak, Barcelona zasługuje na każdy komplement - a jeszcze na dodatek atrakcje, jakie zapewnia mi Katarzyna - aż mnie zawstydza.
Połowy tych rzeczy ja bym nie zobaczyła, gdyby nie Ona - plus TEN OBIAD. Na pewno wiecie, o czym mówię - kiedy widzicie kogoś pierwszy raz, a po pięciu minutach rozmowy czujecie się tak, jakbyście go znali od lat.
No to ja tak mam.

Do jutra!
(a, tu są jerzyki! W Polsce zwykle słychać je 3go maja)

Dobrze, że nie zapomniałam ładowarki do akumulatorków - wciąż robię zdjęcia


Poproszę o energię, by udało się z przygotowaniem wystawy.
Wicekonsul również potwierdził przybycie na otwarcie - pojutrze!

Ach - no i jeszcze coś
artykuł na Fragrantice!

czwartek, 23 kwietnia 2015

Oficjalne zaproszenie do Barcelony


Przyjaciele! Znajomi! Miłośnicy Sztuki! Wielbiciele Perfum! (bo jeśli Sztuka z dużej, to Perfumy też)

28go kwietnia 2015. roku o godzinie 19.30 otwieram swoją wystawę w Barcelonie - CC Drassanes (Carrer Nou de la Rambla, 43, 08001 Barcelona, Hiszpania). Wystawa potrwa miesiąc - do 28go maja. Serdecznie zapraszam!
Będą mieli Państwo okazję zobaczyć dwa kierunki w moim malarstwie - Duftart i Panienki - prawie 50 prac.

Duftart - czyli pachnące obrazy, są projektem powstałym dwa lata temu, przy okazji pierwszej wystawy Duftartu w perfumerii Mon Credo w Warszawie (Perfumy na Sztalugach I).
Istotą duftartu jest możliwość jednoczesnego oglądania obrazu i wąchania zapachu (umieszczonego przy obrazie), do którego został stworzony. Można powiedzieć, że perfumy i zapachy traktuję jak książki, które ilustruję - jest to mój naturalny sposób wypowiedzi (dyplom 1996 w Pracowni Ilustracji Książkowej profesora Stannego na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie).
Duftart to kierunek nowatorski, z przyszłością - kto wie, może uda się  zgromadzić grono artystów, którzy "ilustrowaliby" zapachy.
Perfumy, wraz z historią, środowiskiem osób wokół nich zgromadzonym, są mi równie bliskie, jak malarstwo. Uważam je zresztą - to oczywiste - za dziedzinę sztuki, fascynującą, ze swoją ulotnością z jednej strony i silnym działaniem na podświadomość z drugiej.

Panienki (Mademoiselles) - to z kolei "portrety", które łączy podobna sylwetka - z zawsze nienaganną figurą. Owa sylwetka jest tylko nośnikiem informacji. O osobie, której dedykowany jest obraz, opowiadam, umieszczając ją w określonym otoczeniu, pozie, ubraniu, działam kolorem, nastrojem - wszystko dopasowane do Właścicielki. Dlatego, zanim Panienka powstanie, przeprowadzam (czasem długi) wywiad z przyszłą Właścicielką.

Ja w Barcelonie będę w terminie 28.04 - 09.05 i na zamknięcie wystawy.

A to jest plakat, jaki będzie na miejscu - kataloński - dotyczący duftartu :




I teraz wersja angielska - z WIELKIMI podziękowaniami dla Kameny

Dear Friends, Art nad Perfume Lovers!

On Tuesday, the 28th of April 2015, at 7.30 pm, I am opening my art exhibition in Barcelona  - CC Drassanes (Carrer Nou de la Rambla, 43, 08001 Barcelona, Spain).
The exhibition will last for a month, until the 28th of May. I cordially invite you all to come. You
will have a chance to see two cycles of my painting – Duftart and Mademoiselles - Damsels – almost 50 works.

Duftart – fragrant paintings. This is a project created two years ago, with the first Duftart exhibition at Mon Credo perfumery in Warsaw (“Perfumes on Easels I”). The essence of Duftart  is the possibility to simultaneously view a painting and smell the fragrance (placed near it) for which it was painted. You might say that I treat perfumes and scents like books which I illustrate – this is my natural way of expression (I have a diploma from Prof. Janusz Stanny’s Studio of Book Illustration, Academy of Fine Arts in Warsaw, 1996).
Duftart is a novel style, a trend with a future – who knows, maybe some day there will be a group of artists who will “illustrate” scents.

Perfumes, together with their history and the community gathered around them, are as close to me as painting. I consider them – naturally – to be a field of art, and a very fascinating one, with their transience
on the one hand and a strong effect on the subconscious on the other.

Damsels / Mademoiselles are “portraits” whose common element is a similar, invariably immaculate figure. The figure is only a carrier of information: I describe the portrayed person by means of placing her in a specific environment, giving her a specific pose, clothing, applying specific colours and mood – all of which is suited to the Owner. Therefore, before a Damsel is painted, I do an interview (sometimes a long one) with the future Owner.

I will be in Barcelona from the 28th of April until the 9th of May, and on the closing day.

Taking this opportunity, I also kindly invite you to visit my blog – Brulion Malarski – which I treat as a sort of artistic, sometimes grotesque, diary. Of course I will write about the exhibition there too.

I plakat - ulotka - do części panienkowej



Pojutrze lecę - a jeszcze sporo niezbędnych prac organizacyjnych.
Ale to pikuś w porównaniu do wysyłania paczek i gromadzenia Panienek.
Tym bardziej, że w poniedziałek już potwierdziłam spotkanie w Barcelonie - nagle wszystko stało się możliwe. Nawet to, że dolecę.

środa, 22 kwietnia 2015

Dziś pytanie - dziś odpowiedź - wywiad roboczy

Szanowni Państwo - żeby jakoś uporządkować pytania i odpowiedzi, w jednym miejcu - czyli na razie tutaj, zamieszczę roboczy wywiad. Jeśli Drodzy Czytelnicy będą mieć jakieś dodatkowe kwestie, to proszę dopisywać - ja przy edytowaniu rozszerzę niniejszy wpis.A - no i sądzę, że kwestii nie będę opatrywać, od kogo pochodzą - będzie wyglądało na "pytania z sali".

Teraz jestem spokojna, bo wiem, że obrazy dotarły na miejsce, hurrra!
A wśród nich również ten :


No to - zaczynamy!

*Czy mogłabyś zdradzić czytelnikom chociaż częściowo, jak wygląda proces tworzenia duftartu (ów) ?

Oczywiście, zresztą robię to na blogu - ale tak w wielkim skrócie : pierwsze jest zetknięcie z zapachem. Od razu wiem, czy chciałabym go sportretować. Musi robić wrażenie - czyli mieć charakter. Działać nastrojem. Wówczas najpierw ukazują mi się kolory,  potem ogólne wyobrażenie - wizja, wreszcie przychodzi wykonanie. Zazwyczaj pierwsze powstaje tło - to na nim rozgrywa się reszta. Potem - ołówkiem, lub, jeśli tło jest ciemne, nanoszę szkic. Kiedy te dwa elementy są obecne, ustalam światło. Czasem potrzebne jest położenie następnej warstwy, niekiedy nawet namalowanie obrazu na obrazie.Nie odpuszczam - jeśli widzę jakąś niezgodność tego, co stworzyłam, z pierwotnym pomysłem, a tym bardziej ze specyfiką zapachu - zmieniam. Bywa, ze przemalowuję wszystko - sięgam do pomysłów, które pominęłam. Bo to zawsze jest wybór. Pomysłów mam więcej, niż realizacji. Mąż nawet złości się, że "całkiem ładny" obraz, do którego się już zdążył przyzwyczaić, nagle zostaje zamalowany. Stara się mnie zrozumieć, ale raz prawie zrobił mi awanturę (przy Shalimarze). Ale bardzo ładnie przeprosił.

*Co jest dla Ciebie w duftarcie ważne, niezbędne. Jakie elementy nieodzownie składają się na całość, na efekt końcowy? Jak u Ciebie odbywa się ta interakcja zapach - obraz?

Przede wszystkim niezbędne jest dopasowanie obrazu do zapachu. To jakby praca ilustratora - w pewnym sensie służebna. Nie sztuka dla sztuki, lecz "portret". Zapachy można określić np jako "gęste", "przestrzenne", "intensywne", ale też "klasyczne" czy "nowoczesne" - i to musi się doskonale przełożyć na obraz. Zwróćcie Państwo uwagę na to, że niemal tymi samymi słowami można opisać i zapach, i obraz.
Ale pierwszy jest zawsze "strzał" - tak to nazywam. Wącham i wyobraźnia sama bombarduje mnie wizjami.
Czasem nieoczekiwanymi - np białej kiełbasy albo krowich placków, którymi ktoś gasi pożar.

*Jak dobierasz zapachy do obrazów - malujesz tylko te które lubisz, bardziej damskie czy męskie tez?

Niekoniecznie kieruję się lubieniem, choć to ułatwia sprawę. Jednak bywa i tak, że perfumy, których nigdy bym nie użyła, dają tak sugestywną wizję, że z nich korzystam.Czasem nawet wiem, że nigdy nie chciałabym pachnieć takim zapachem - ale jako obiekt do sportretowania, jest doskonały - i w końcu lubię go, bo pozwala mi się twórczo wyżyć.
Nie sportretowałabym zapachów bez wyrazu, nijakich, ale nad męczącymi już bym się zastanowiła - w końcu musi coś w nich być.
Nie kieruję się podziałem na damskie i męskie - z damskimi zapachami mam szerszą styczność - i tylko z tego powodu jest ich więcej.

 *Czy podczas tworzenia masz styczność z perfumami ? Nosisz je globalnie na nadgarstku czy może są na bloterze, wąchane z korka? Jeżeli tak jak znosisz długie godziny w towarzystwie zapachu, jak znosi to rodzina?

Różnie to bywa - zazwyczaj ciągła styczność nie jest mi potrzebna, jednak lubię mieć w pobliżu jakiś nośnik zapachu - głównie przez to, że prawie zawsze, podczas malowania, jestem danym zapachem zafascynowana. To ułatwia, bardzo ułatwia tworzenie. Rzadko się zdarza jednak, bym dany zapach do aktualnego duftartu nosiła całościowo - właśnie z obawy, żeby mnie nie zmęczył. Niektóre z woni są bardzo inwazyjne (przez Gucia (synek) określane jako "cuchnące" albo przez męża "majciochy") - tym bardziej staram się uważać i zapewnić sobie kontakt na życzenie - np mając w szufladce nasączony wacik, chowam szufladkę - i zapach się rozprasza. W końcu.
Rodzina - kiedy mąż zrozumiał, na czym polega moja praca, zobaczył też, że Go nie zadręczam pytaniami "Podoba ci się?", czyli kiedy perfumy zaczęły być twórczym tworzywem, elementem pracy - a nie ozdobnikiem (najczęściej dla męża wątpliwym), wonie zaczęły Go ciekawić, spojrzał na nie z zupełnie innej strony. Bardzo lubię jego krótkie "recenzje" - np. "pachnie, jakby się ktoś przesadnie wyginał w tańcu"... albo "aluminiowy garnek, pusty, stojący na gazie", "wyziewy kosmitów" czy "dziupla".
Sądzę, że gdyby nie oddzielna pracownia, swobodna praca nie byłaby możliwa.
Gustaw (prawie 7 lat) reaguje na perfumy tylko wówczas, kiedy są to prawdziwe "śmierdziele" - wtedy bez ogródek mówi, że "cuchną" - najczęściej jak "stary ser", "brudne skarpety", "bąk słonia", ale też "stara mucha". Mam wrażenie, że zyskał wrażliwość - ostatnio, po powąchaniu typowo świeżego, kobiecego zapachu, rzekł, że trochę pachnie świeżą rybą.

*Który obraz kosztował cie najwięcej wysiłku?

Opium, Poeme i Shalimar - Opium, bo nie podobała mi się faktura i musiałam dokonywać cudów, kombinując z powloką i błyskiem / matem farb. Nie obyło się bez łez.
Poeme - nie przewidziałam, że warstwa złota zniweczy rysunek pod spodem. Konieczna była wizyta z obrazem pod prysznicem - kiedy to niemal wszystkie delikatne elementy popłynęły do kanalizacji. Miałam atak histerii, taaak...
Shalimar - jego intensywność (wydawało mi się, że ciągle na mnie patrzy) męczyła mnie potwornie, przy tym wciąż byłam niezadowolona z rezultatu. Obraz kończyłam (ten koniec trwał ponad dwie doby!) na klęczkach, patrząc na niego spod spodu - i malując jednocześnie. Cieszę się, że nie mam trwałych zmian w kręgosłupie. Przeraziłam męża mówiąc, że jeśli mam zwariować - to teraz (była prawie trzecia w nocy - a zapowiadałam od rana, że jeszcze tylko 15 minut).

*Czy jeden zapach = jeden obraz czy masz czasem więcej pomysłów na dane perfumy? Czy jest jakiś Duftart, który po czasie namalowałabyś zupełnie inaczej

Zazwyczaj do zapachu mam kilka - kilkanaście pomysłów. Kolorystykę chyba zostawiłabym niezmienioną, natomiast co do wizji - nie uważam, że któraś z nich teraz do mnie nie przemawia. Kontakt z perfumami to w pewnym sensie zapis chwili. Z pewnością namaluję inne wersje do Poison, Habanity - w zasadzie do każdego z duftartów na wystawie mogłabym zrobić kilka. Najchętniej więc zupełnie różne, lecz w barwach - podobne.

*skąd się biorą wizje "portretu" danego zapachu, związane jest to z grupa olfaktoryczną, składnikami czy jakimiś innymi jeszcze skojarzeniami, w recenzjach często czytamy "zapach dla pewnej siebie kobiety" też masz takie skojarzenia?

Tego nie wiem, bo wyjątkowo nie lubię tego rodzaju etykietek.To taki wytrych, lep na muchy (dodam - łatwowierne).
 Zapachy często widzę jednak jako kobiety - albo inaczej : widzę, jaka kobieta idealnie nadawałaby się na "nosicielkę". "Pewność siebie" to dla mnie określenie nic nie mówiące, zbyt ogólnikowe. Jeśli mówimy o pewności siebie, zastanawiam się nad określeniami : zdecydowana w kolorystyce, geście, władcza, kontrastowa w barwach (włosy, ubranie). No i jeszcze - pewna siebie, ale gdzie? Bizneswoman? A może uwodzicielka, świadoma swoich atutów? Wyzywająca - czy z nieodpartym wdziękiem, z którego pozornie nie zdaje sobie sprawy? Samo spojrzenie może znamionować pewność siebie. I od urody i wieku nie zależy.

*Czy masz swój signature scent?

Przekonałam się - szczególnie ostatnio, przy okazji pracy nad wystawą, że to jest absolutnie niemożliwe.By praca nie znużyła mnie, portretowałam często, bezpośrednio po sobie, zapachy z zupełnie różnych światów - Latarnię, do metalicznego, zimnego i nowoczesnego Black Musk, potem Różowego Pudla do wściekle słodkiego Bubblegum Demeter, gładko przechodząc do Shalimara czy Poison. I w czasie pracy każde z tych perfum wydawały mi się fascynujące i bardzo "moje". Osobiście zauważyłam, że moje upodobania cechuje dwubiegunowość - z jednej strony upodobanie do wyrazistych i bezkompromisowych lat 80 - 90tych (Eden, Samsara, Lou Lou) i upojnych kwiatów, bardzo tradycyjnych. Z drugiej strony - modernistyczne perfumy Etat Libre d'Orange, Comme des Garcons (Odeur 71 ze swoją słynną nutą kurzu na rozgrzanej żarówce i kserokopiarką), Blood Concept.
Są jednak perfumy, które łączą oba te światy - tradycję z nowoczesnością - Comme des Garcons 2 Woman - srebrne). Ale i tak nie chciałabym, by zastąpiły mi resztę zapachów z mojej kolekcji. Skromnej - z trudem przekonuję się na dłużej do nowych perfum. Względy sentymentalne grają wielką rolę. A zapach to przecież skojarzenie. Również.

*Na wystawach obrazy są w towarzystwie perfum czy planujesz w przyszłości dodać do tego jakiś inny element np indywidualnie dobrane utwory muzyczne?

Ewentualnie tło muzyczne - prawdopodobnie jazzowe. Coś mało inwazyjnego.
Robiąc wirtualną premierę obrazu, zawsze dobieram muzykę do odsłony - a  że obrazy cechują się sporą różnorodnością, to i muzyka również. Znaczy to, że na wystawie, do każdego obrazu, poza zapachem, musiałby być dołączony zestaw słuchawkowy z odpowiednimi utworami. Kto wie...

*Czy duftart może przybrać formę odwróconą?. Czy widząc paletę kolorów bądź ich kompozycję możesz poczuć ich zapach, angażując swoją percepcję ?

Mogę WYOBRAZIĆ sobie zapach, do którego pasowałaby dana kolorystyka, z tych gotowych, które znam. Niestety - poza nielicznymi wyjątkami, nie jestem w stanie naprawdę poczuć zapachu na zawołanie. Również dlatego, że moje otoczenie (ze mną włącznie) zawsze pachnie. To tak, jakby chcieć zaśpiewać melodię, słysząc inną. Mnie nie wychodzi.

*Biorąc pod uwagę że każdy zapach jest nośnikiem wielu informacji, możesz te informacje odczytywać wybiórczo ?

Zdecydowanie - to cechuje moje ulubione perfumy. Że mogę nastawić się, które nuty - akcenty - będę wyłapywać, szczególnie zwracać na nie uwagę. Zresztą często zdarza się, że same zapachy nie udostępniają "wszystkiego na raz" - ale np wysładzają się, kwaśnieją, wyostrzają lub przeciwnie - łagodnieją.
Nie wiem, czy dobrze odczytałam słowo "informacja".

*czy znasz kogoś, kogo w malarstwie inspirują zapachy? Innymi słowy, czy poza Tobą ktoś jeszcze maluje zapachy?

 Owszem, znam, nie osobiście - w Lizbonie, dokładnie w tych samych dniach, co moja wystawa (prawie w tych samych dniach - bo moja o 2 dni wcześniej ) będzie miała miejsce wystawa o nazwie Synesthesia Project (http://www.fragrantica.com/.../Synesthesia-Project...) - nawiązałam kontakt z kuratorem, Miguel Matosem, który być może przyleci do Barcelony na moją wystawę. Napisał, że moje prace bardzo Mu się podobają i że na pewno na tym nasz kontakt się nie skończy.
 Wg mnie - i Jego również, byłoby szalenie ciekawe zobaczyć, jak ten sam zapach malują różni artyści - i gdyby obrazy wisiały obok siebie!

 *jak Zaczynasz "widzieć" zapach, jak to się dzieje, co jest decydujące, czy temat (niekwiatowy), dalej proporcje i grawitacja itp, czy kolorystyka? Ciekawi mnie to, bo zazwyczaj widzimy pejzaże albo portrety, albo wiele innych plastycznych odniesień, ale perfumy w malarstwie to rzadkość.

 To jest tak : Kiedy wącham zapach, który mnie interesuje, najpierw widzę jego kolor. Potem - kształt, ew. bryłę. W kolorze wyraża się nastrój - i umieszczeniu światła ( i jego ilości). Mogłabym tworzyć właściwie dwa rodzaje duftartów - jeden, abstrakcyjny, bez odniesień do rzeczywistości, i drugi - ten, który będzie na wystawie, nazywany przeze mnie "wyobrażeniowym".
 To tak, jak ze smakiem - można "zobaczyć" - tzn skojarzyć smak z jakimś zdarzeniem z przeszłości (np. śniadanie w ogrodzie u babci), ale też ten sam smak opisać określeniami "słodki", "gorzki" "korzenny" itd

* Dlaczego Barcelona?

 Bardzo mi zależało na tym, żeby duftart pokazać na świecie (zresztą to wciąż aktualne) - więc kiedy po pierwszej wystawie w Mon Credo w Vitkacu dostałam pytanie "Czy chciałabym mieć wystawę w Barcelonie?" aż podskoczyłam w górę z radości. Miasto - marzenie - z którego mniej jest wyjazdów, niż przyjazdów.

* największe marzenie zawodowe? Oczekiwania po Barcelonie?

Następna wystawa! O tym marzę najgoręcej. Bo wyzwanie zawsze dodaje mi skrzydeł. Pewnie, że sprzedaż jest ważna, ale to cel krótkofalowy. Świadomość, że znajdzie się znowu miejsce dla wystawienia moich obrazów, od razu mnie "uruchamia". Zaczyna się eksplozja pomysłów, potem praca - która, mimo również ciężkich chwil, jest dla mnie czymś najwspanialszym - krótko mówiąc, czuję, ze żyję.

 *Duftarty są bardzo przestrzenne, wielowymiarowe i zniewalające odbiorcę. Taka jest m.in.właściwość zapachu. Co powoduje tak intensywną interakcję pomiędzy Tobą - dziełem - odbiorcą?

Zaangażowanie! Nie sposób przecenić tego procesu - to, co się wówczas wydarza, często jest na granicy wytrzymałości. energia potrzebna do powstania pracy, nie tylko samo malowanie, ale i myślenie wcześniej, jak je rozegrać. Owa energia potem jest zaklęta w obrazie - i mam wielką nadzieję, ze działa, kiedy się nań patrzy. Druga rzecz - to cała sfera wirtualna. Proces twórczy relacjonuję na blogu - a więc Czytelnicy niejako uczestniczą w powstawaniu obrazu. Czasem podpowiadają, wyrażają swoje zdanie, czekają na kolejne wpisy. A jeżeli "upatrzą" sobie któryś z duftartów i myślą o staniu się jego Właścicielem, ich zaangażowanie - emocje, niepewność, oczekiwanie - udzielają się również im.

*Wyobraziłam sobie wystawę całą składającą się z różnych portretów tego samego zapachu <3

Nie pytanie, ale muszę skomentować - ja również wyobrażam sobie taką wystawę, sądzę, że może być szalenie interesująca.  Np. wystawa pt. Poison - wspaniały pomysł. Albo - lat 90te w perfumach - i po parę obrazów do wielkich dzieł perfumiarskich.

* A ja bym zadała pytanie idiotycznie najprostsze - skąd się wziął duftart ?

W skrócie - z potrzeby! Od kiedy zaczęłam się interesować zapachami, używałam ich przy malowaniu, specjalnie dobierając do rodzaju obrazu. Ale to nie wystarczało, tym bardziej, że perfumy coraz silniej dzialaly na moją wyobraźnię. W pewnym momencie - jakieś 4 lata temu, zauważyłam, że niby przypadkiem tematyka, kolorystyka obrazu DOKŁADNIE pasuje do zapachu. Poza tym wciąż myślałam, w jaki sposób zużytkować coraz większą wiedzę na temat perfum, doświadczenie, wrażliwość nabytą dzięki nieustannemu testowaniu perfum (wciąż pchała i pcha mnie ciekawość!). I nagle - błysk! Przecież mogę przenieść na obraz to, co widzę - dzięki konkretnym perfumom.
I tak pojawiła się Łąka, malowana do Quessence Pani Missali (z perfumerii Quality) - obraz ten, jego odsłonięcie towarzyszyło premierze tych perfum - wiedziałam, że jestem na dobrej drodze.
Już świadomie przymierzając się do "portretowania" zapachów, dostałam propozycję od perfumerii Mon Credo i 2 lata temu otworzyłam pierwszą wystawę tego typu. I jeszcze w czasie jej trwania wymyśliłam termin "duftart" (niemiecki "duft" - zapach, art - wiadomo) i postanowiłam konsekwentnie tworzyć duftarty. Tym bardziej, że towarzyszyło temu duże zainteresowanie - nie tylko miłośników zapachów. Propozycja z Barcelony padła dzięki temu, że namalowałam Panienkę dla osoby, która - jak się potem okazało - zajmuje się organizacją wystaw i teraz jest dobrym duchem moich wszystkich poczynań. Przypadek? jak to się mówi - nie ma przypadków, są tylko znaki.

Jeśli jeszcze jakieś pytania, uwagi się Wam nasuną - walcie śmiało.
Okazuje się, że przepadam odpowiadać na pytania - nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że aż tak.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Przygotowanie do wywiadu - propozycja!

Szanowni Państwo,
będzie wywiad.


Ukaże się na Fragrantice, będącej międzynarodowym portalem, gromadzącym informacje o perfumach, ludzi, którzy się nimi interesują, kopalnią wiedzy.
Dzięki uprzejmości moderatora, którego zainteresował duftart i wystawa - mogę zamieścić artykuł na ten temat. I tak sobie pomyślałam, że gdybym była czytelniczką, zainteresowałaby mnie forma wywiadu właśnie. A cały dowcip polega na tym, że pytania możecie zadać Wy.
Jako miłośnicy perfum również!
Dzięki temu powstanie forma, którą będzie można zamieścić na Fragrantice - ale najpierw tutaj i na fb.

Mama opowiedziała mi, że kiedy pracowała jako kierowniczka nadzoru budowlanego (jest architektem) i oddawali szkołę, przyjechała telewizja. Zadawali mnóstwo pytań, ale nie za bardzo słuchali odpowiedzi. Wreszcie redaktorka podeszła do Mamy, mówiąc, że właściwie interesuje ją tylko jedno : KTO przyłożył się najbardziej do tego, że powstała budowla?
Mama spojrzała zimno na redaktorkę i wycedziła przez zęby:  "Facet od betoniarki".

W każdym razie zachęcam - postaram się odpowiedzieć na każde pytanie, a niech tam.
Czas - do jutra włącznie.

sobota, 18 kwietnia 2015

Strach przed lataniem

Tak, proszę Państwa, niestety... mam stracha. Nigdy nie leciałam, więc na dobrą sprawę nie wiem do końca, jak będę się czuć, wsiadając do samolotu - ale tak hipotetycznie biorę pod uwagę, że ogarnie mnie lęk.

Ekstremalnie negatywne myśli dopadają przed snem - rozumiecie, już się wtulam w objęcia Morfeusza - aż tu nagle, jak strzał - oczyma wyobraźni, widzę Gucia, który żegna się ze mną na lotnisku, i to jest nasz ostatni kontakt, brrrr!


Jak zwykle w sytuacjach, kiedy czuję się bezsilna, pytam o radę innych - bardziej doświadczonych.
I tu dostałam szereg ciekawych spostrzeżeń :
- X też się bał, ale po pierwszym locie mu minęło
- poczytaj statystyki (to padało najczęściej)
- słyszałaś o tej ostatniej katastrofie? Więc teraz masz małe prawdopodobieństwo, że tobie się to przydarzy
- nie dziwię się - ostatnio była ta katastrofa, mogła się zacząć czarna seria
- jak masz zginąć, to i tak zginiesz. Cała drużyna piłkarska nie wsiadła do samolotu, który się zwalił, ludzie zatrzaskują się w kiblu albo spóźniają na lot - najpierw płaczą z rozpaczy, że się spóźnili, a potem ze szczęścia, że nie było ich na pokładzie. Jeśli masz się zabić, to wyjdziesz na ulicę, albo i nie wyjdziesz - i i tak będzie po tobie
- NIE MOŻESZ się bać i odbierać sobie jednej z największej przyjemności w życiu! To wspaniałe, kiedy unosisz się, jak ptak, i wszystko za sobą zostawiasz. Nie psuj sobie tego!
- ja się o ciebie nie boję - to i ty się nie bój
- samolot, którym polecisz, ma ze 30 lat, więc jest super sprawdzony, do nowego cię nie wezmą

A ja... biorę pod uwagę, że może mój strach spotęgowany jest przemęczeniem, więc kiedy wypocznę, wybiję go sobie z głowy.
Albo...?

piątek, 17 kwietnia 2015

Aromatics Elixir Clinique - Mucha - duftart - premiera

Serdecznie zapraszam na spóźnioną premierę Muchy do Aromatics Elixiru Clinique.

Najpierw o samym zapachu. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z nim. Dawno, dawno temu, kiedy Domy Centrum były wielkim państwowym sklepem, na parterze jednego z nich znajdowała się perfumerio - drogeria. I tam, na którymś z regałów, gdzieś nad podłogą, stał niepozorny flakonik z ciemnobrązowym płynem. Zdjęłam korek, mając świadomość, że oto zaraz wejdę w bliski kontakt z legendą sztuki perfumiarskiej, powąchałam - i zdumiałam się. Jak to??? Takie coś zostało nazwane elixirem? Śmierdziel, krótko mówiąc.
ALE nie mogłam się powstrzymać od oderwania nosa od spryskanego miejsca na dłoni i nagle poczułam, że ta zapachowa opowieść zaczyna brzmieć coraz bardziej zrozumiale, wciąga i zniewala. Tak mam do dziś. Głęboki, esencjonalny, piekielnie mocny - kawał świetnej roboty. Pierwsza uderza powonienie paczula, podana na słodko - gorzkawym podkładzie. Z ziołowym sznytem (rumianek z kolendrą), mech dębowy - składnik "porządnych" szyprów, złamana kwiatowymi nutami kwaśność - wszystko to daje naprawdę kopa.
Za każdym razem można zatopić się w tym zapachu i wyłapywać najróżniejsze wrażenia.

Aromatics powstał w 1971wszym roku, twórcą jest Bernard Chant, odpowiedzialny za tak niezapomniane kompozycje, jak Cabochard (1959), Estee Estee Lauder (1966) i klasycznego Aramisa męskiego (1966).
Co za bajka!

Muzyka :


A więc - Mucha!
Najpierw kawałek, w sztucznym świetle - w którym złoto przybiera żółtawy odcień


Tu w dziennym oświetleniu




Muzyka!


Tło gęste, ciemne, wielowarstwowe, trzy odcienie brązów, czerń i złoto




Ostrożna byłam tylko przy cyzelowaniu samego stworzenia (zwróćcie uwagę na piękne skrzydełka) - reszcie starałam się nadać rozmach z odrobiną nonszalancji, że tak powiem.
A ponieważ każda rzecz w ramach (szczególnie złotych) automatycznie zamienia się w Dzieło Sztuki (żart?), Muchę otacza więc złoty prostokąt


(przy obróbce zdjęć i wycinaniu nie ujęłabym obramowania - dlatego foto na moim parkiecie z 1938go roku).

A teraz powiem to, o czym wcześniej zdawkowo wspomniałam - Dune zostało w Warszawie. Poczułam, że po pierwsze, nie chcę "pustej" pracowni, oderwana od prac, ktore są w drodze do Hiszpanii, po drugie - kto wie, może natchnienie, którego Dune ewidentnie potrzebuje, najdzie mnie jeszcze przed podróżą?

Na koniec to ja Państwu czegoś "pożyczę" - takiej energii i optymistycznego nastawienia, jakie ja mam teraz.