WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 28 sierpnia 2015

Pan Piotr czyli Panicz w lesie - premiera

Tym razem mam do Państwa wielką prośbę - bez tego nie zrozumiecie, co chciałam przekazać w dzisiejszym wpisie. W obrazie. Posłuchajcie najpierw pierwszej piosenki.
A po obejrzeniu - ostatniej.
Zaczynamy


Pan Piotr.
Młodzieniec, który zakochał się w miejscu, w którym mieszka do dziś.
Las, jezioro, dom pod wielką, grubo ponad stuletnią lipą.
Wszędzie daleko - a przecież niczego nie brak.
W nocy cisza dźwięcząca w uszach, do której trzeba się przyzwyczaić, by spać.

Ranek. Co ja, śpioch, mówię. Świt. Spacer z ukochanym psem, towarzyszem przechadzek.




Między gałęziami, liśćmi, przebijają się promienie słońca.
W snopach światła, jeszcze nieśmiałych, wirują drobinki - owady, nasionka, pyłki.




Na trawach zawieszone naszyjniki z perełek rosy, nanizanych na pajęczyny.



Pan Piotr dzisiaj.
Minęło 30 lat. O przechadzkach można tylko pomarzyć, ból dokucza.
Ja wierzę, że to chwilowe - czy pan Piotr wierzy? Chyba nie.
Wędrówki, młodość, stały się wspomnieniem.
Dzieci wyfrunęły w świat, jak spłoszone ptaki.
Wspomnienia. Wciąż wraca spacer o świcie. Świat czekający na wszystko, co ma się wydarzyć tego dnia, spojrzenie na niebo, rozbielone o wschodzie.





Wszystko to jest, ale...
Niedostępne.


Panie Piotrze, za rok, kiedy znowu tu będę i wybierze się Pan na przechadzkę o świcie, poświęcę się i wstanę na tyle wcześnie, by też zobaczyć las budzący się po nocy.
Tak ma być.
Tak musi być.
Tak będzie.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Panicz przedpremierowo

No więc stało się i w kuchni przy zlewie stoi Panicz Piotr na obrazku.
Skończony.
No, może dodam to i owo - jakieś błyski, plamki słońca, ale to już będzie tylko kosmetyczna zmiana.
Tak było :



Oczywiście pies nie wygląda już jak wyrzeźbiony z mydła za zajęciach praktyczno technicznych.
Nie mam tu żarówek energooszczędnych, dlatego poniższe zdjęcia są bardzo silnie przyżółcone.


W zasadzie lubię taką paletę barwną, jednak przypominam, że obrazkowa pora dnia to świt.
Wieczór za to pełen babiego lata



(nawiasem mówiąc, płynność poruszania się na rowerach mocno zaburza obieranie się z pajęczyn, doskonale robiących na cerę)

Wieczór... kiedy Gustaw idzie spać, w reklamowych przerwach różnych Rekinów Gigantów czy Megamrówek (wybrany repertuar TV), chadzam sobie nad jezioro (na podwórku - tzn. domek stoi 10 metrów od brzegu)


Czasem wyjrzę na wieś



Co tu dużo mówić.
Jak w bajce.
Tylko to zakończenie...

wtorek, 25 sierpnia 2015

Wyjątkowo - męska Panienka

Wspominałam o tym, że mam na już do wykonania Panienkę - ale nie mówiłam, że ona jest mężczyzną.
O obraz poprosił mój bardzo, bardzo dawny znajomy. Pamięta mnie jako piętnastolatkę - mąż Pani Teresy, mojej poprzedniej gospodyni. To nie tylko znajomi - czujemy do siebie sentyment, za każdym razem się wzruszam, kiedy ich widzę - Panią Teresę i Pana Piotra.
Dziś, kiedy minęło 30 lat, widzę Go wciąż takim, jak wtedy...


Pan Piotr lubi o świcie przejść się na niedaleką przecinkę. Czasem zdarza Mu się tam znaleźć, kiedy poranne światło jest jeszcze nieśmiałe, zamglone, na roślinach i pajęczynach porozwieszane są, jak klejnoty, perełki kropli. Gdyby nie moja pasja wędkarska i w związku z tym potrzeba (w wyjątkowych przypadkach) znalezienia się w lesie, nad jeziorem o skandalicznie wczesnej godzinie, w ogóle nie miałabym pojęcia, że świat może wyglądać tak odmiennie. Świeży, połyskliwy od rosy, przypomina pannę młodą jeszcze zanim zobaczy ją oblubieniec.
Wracając do obrazu - położyłam najciemniejsze odcienie, organizując przestrzeń


Znacznie bliższa mi jest pora zachodu słońca.



I tajemniczego zmierzchu



Gustawowi służy wypoczynek


A i mnie też - tu świeżo po zdefiniowaniu loków


Czasem na Promenadzie pojawia się bestia


Bestia szczeka basem, niosącym się kilometrami po bezdrożach.
Baliśmy się trochę, że będzie za nim biegł, kiedy pojedziemy na rowerach - ale pamiętam złotą radę Wojtka. WIĘC kiedy pies goni za pojazdem, trzeba mu powiedzieć, gdzie się jedzie - od razu uspokaja się i zawraca.
Wkrótce następny odcinek z Panem Piotrem, a jutro gratka - jedziemy do Olsztyna.
Cywilizacjaaaa!

sobota, 22 sierpnia 2015

Malowanie - nowy początek

Dziś lało - korzystając z okazji, stworzyłam nowe miejsce pracy.


Oczywiście, zapobiegliwie, przy zlewie. Bieżąca woda, zmywak to narzędzia równie wazne jak pędzle i farby.
Powstały dwa tła



Co do tego ostatniego zdjęcia - planuję sosnę z księżycem / gwiazdami. Albo może taki pejzaż


Pod wieczór - Promenada



Gucio uwrażliwił się zapachowo.
Wczoraj, kiedy sobie szliśmy łąką, westchnął "Jak tu pięknie pachnie, oooo!"
"A czym?" zapytałam, licząc na element poetycki
"Takim najlepszym płynem do mycia sedesu"
(nawiasem mówiąc, kończąc mycie, spryskuję deskę samoopalaczem w sprayu - bo nie lubię, żeby mi się klop zapachowo kojarzył ze środkami czystości).

Wieczorem wpadamy do wsi na rowerach, ciesząc się na grę w kości (taka nowa świecka tradycja).



Za to już się ustaliło, że na wyjeździe, z powodu - być może - ubogiej oferty programów telewizyjnych, mam okazję poobcować z kinem klasy Y. Najczęściej wyświetlają filmy o różnorakich rekinach (np. Rekin Piaskowy), lecz dziś - "Potwór wykuty z lodu" - bestia dostała się na Ziemię z meteorytem i atakuje, zamieniając wszystko w lód. Ale ciągnie ją do ciepła, gdyż chciałaby zmienić stan skupienia i śmiertelnym oparem pokryć naszą poczciwą planetę. Remedium to piorunian rtęci i paru dzielnych aktorów, dość podobnych do znacznie droższych gwiazd (jak to zwykle bywa w TYCH filmach).



Swoją drogą, pamiętam, jak pewien popularny telewizyjny amant (amerykański) mówił, że miarą popularności jest to, czy widział na ekranie swojego sobowtóra.
OCZYWIŚCIE film sobie leci, a ja robię inne, czasem pożyteczne rzeczy, np.malowanie... paznokci - a nie wgapiam się w telewizor.

No i co tu się dziwić, że wczoraj w nocy, kiedy usłyszałam, już przez sen, odgłos jakby tąpnięcia, tępego uderzenia, niemal zerwałam się na równe nogi. "Potwora" dostrzegłam przez okno - sąsiad o trzeciej w nocy rąbał drewno (drewno?). Tak czy inaczej - coś musiało być z nim nie tak. Zaczął o trzeciej, skończył przed piątą.
A podobno to bobry ścinają sumaki pani Wiktorii, gospodyni.
Obstawiam psychopatę z sąsiedztwa.Widziałam go za dnia - odrobina charakteryzacji i nadawałby się do "Nocy żywych trupów".

Kończę, bo za moment "Teksańska masakra piłą łańcuchową", ewentualnie "Tunel śmierci".

PS. BEZEDURY. Do tego nieśmieszne. Idę spać.

czwartek, 20 sierpnia 2015

W domu - szczęśliwe chwile


Szanowni Państwo, tak, mówię to z pełnym przekonaniem. Tu jest mój dom. Jestem pewna, że kiedyś - tam proporcje się zmienią - wracać będę do Warszawy, a nie na Mazury.
30 lat - jaki kawał czasu!


Tu jestem szczęśliwa, przez samą obecność wszystkiego wokół.
Moja Promenada na wyciągnięcie ręki.




Powyższy "obraz" mam na sztalugach w pracowni. "Mamo, kiedy go już namalujesz, niech on zawsze będzie u nas, nigdy go nie sprzedaj".
A poniżej - już zobrazowane drzewo, które było ze mną w Barcelonie - i zawsze pod powiekami.


Kusi mnie też stworzyć, jak wiecie, czerwone niebo. Maleńka podpowiedź od natury




Mniej więcej raz dziennie Gucio przystaje, całuje mnie w rękę i poważnym głosem oznajmia : "Ja nigdy nie zapomnę tej chwili". O zachodzie słońca, na widok księżyca.
"Popatrz, wygląda, jakby miał buzię"




Co dnia jeździmy na rowerowe wycieczki - ja swoim wysłużonym Jubilatem z lat 80tych, synek na małym, żółtym pojeździe. Zasuwa szybciej ode mnie.
W zeszłym roku Gustaw skarżył się na zmęczenie - teraz owszem, wspomina, że bolą go nogi "Ale to dobrze, bo trenuję". Po wysiłku siada sobie szczęśliwy


...a potem idzie nad jezioro, wzdychając "Jak tu pięknie!"


(prawda?)


Pomaga mi przy zakupach


(buzia brudna od czarnego loda o nazwie Kolorki)
Zażyczył sobie bloku i kredek - robi komiks



 Wyznał mi "Kiedyś uważałem, że brzydko wychodzę na zdjęciach, ale teraz mi się to zmieniło. Tobie też się może zmienić." (kochany synku, chyba nie)


 Ale kto wie... chciałabym bardzo mieć ładne zdjęcie z nim razem.
Tymczasem napawam się spokojem, który, jak wciąż uważam, jest święty


Ale żeby nie było - rozpoczynam pracę nad dwoma obrazami - jeden na już musi być, bo to tutejsze zamówienie, drugi dłuuugo czeka na swoją kolej.
Więc następny wpis - malarski.
Będzie.