WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 18 kwietnia 2019

Obrazy na Pokaz - podsumowanie

Dziś zapraszam do obejrzenia w jednym odcinku obrazów na pokaz. Sztuk 10.

Siostra



Dom ze Światełkiem(Petroleum Histoires de Parfums)





Skarb (Skarb Humięcki & Graef)



Zjawa (Ad_rett Nomenclature)



Bloki (Eau De Merveilles Hermes)



Oczekiwanie (L'Orpheline Lutens)



Obiekt (Hummingbird Zoologist)



Wartownik (NeyOne - mój zapach)



Metal Hurlant (Metal Hurlant Parfumerie Generale)



Skrzypłocz (Skrzypłocz Mo61)


Pamiętacie bary mleczne, a w nich jadłospis - tablicę z plastiku z rowkami, do których wsadzało się literki? W niektórych barach (Barbakan, Bambino) jeszcze są. To przez nie polubiłam skróty. Kisz kap, kot miel, kurcz piecz itd - i dlatego Obr na Pok.

Na koniec jeszcze przypomnę, że chociaż obrazy funkcjonują samodzielnie, sensem mojej autorskiej ekspozycji jest pokazać prace w towarzystwie zapachów, w których malowałam konkretne akryle.
Wszystkie mają rozmiar 70 na 50 cm, a ja się teraz (tzn teraz idę spać) biorę za DUŻE.

środa, 17 kwietnia 2019

Obr. na Pok. - odc.10 - Metal Hurlant

No. Prawie uporałam się z obrazami zaległymi - i oto nadszedł czas na Metal Hurlant.


To jest nazwa zapachu Parfumerie Generale.
Niepokojący.
Chłodno - ciepły
"Nieludzki"


Moja Mama powiedziała mi kiedyś, kiedy nosiłam jedne z pierwszych swoich industrialnych perfum :
"Nie pachniesz jak człowiek. Pachniesz jak zjawisko"
"Zjawisko??"
"Na przykład atmosferyczne".

Ewidentnie coś się pali w tym zapachu. W niebo lecą płatki spopielałe, jak chmurki



Ale dym zza drzwi przypomina ciekły azot - pic i fotomontaż. Bo mi się przypomniało, jak W. biorący udział w reklamie leku na wątrobę opowiadał, jak robili na planie "gorące" żeberka, po które mój mąż miał sięgnąć (10 000 powtórzeń) i specjaliści od efektów traktowali je właśnie ciekłym azotem.


Jutro szalony czwartek i wpis ze wszystkimi obrazami na pokaz. Konsekwentnie pracuję nad materiałem na wystawę, mam bardzo silną motywację - ale o tym wkrótce.


Pozdrawiam Was wszystkich i już teraz życzę, żeby przygotowania do Świąt były miłe i bezwysiłkowe, o ile to możliwe. Pamiętajcie, że mycie okien sprowadza deszcz, także ten.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Obr. na Pok. odc.9. - Oczekiwanie

Czekanie, nie lubię tego słowa. Jest takie bierne, na dodatek przenosi ciężar wydarzeń z teraźniejszości na przyszłość.
Chociaż czekanie może być też przyjemne.
Jeżeli spodziewamy się czegoś miłego.


Taki smutny obraz - mówią niektórzy.
Creepy - stwierdzają inni.
Nie odbieram go w ten sposób. Ta pani lubi teraźniejszość, wtapia się w przestrzeń. Chociaż... jak tak patrzę, to jakby koroduje!



Może w czekaniu nie ma nic złego, tylko ja patrzę na nie z niepokojem. No niestety.  Zawsze mi łatwiej poradzić sobie, kiedy działam.
Ale z trzeciej czy którejś strony, zawisanie na tym, co będzie, jeśli to niewiadoma, nie ma żadnego sensu. Podobno można się nauczyć niezależności. Bruce Lee mawiał "Pozwól sprawom przeminąć".


No, w każdym razie lubię zatracać się w rzeczywistości i paradoksalnie teraz, tzn w okresie podwyższonego ryzyka, udaje mi się to lepiej. Może dlatego, że tak bardzo potrzebuję odpoczynku, a wyobraźnia mi sprzyja.

Jaki zapach? Oczywiście chłodny i metaliczny. Z przestrzenią. Niewesoły, o nie - L'Orpheline (Sierota) Serge'a Lutensa. Kadzidło i piżmo - szarość i biel. 

Malowanie nie jest tylko (aż) potrzebą, ale koniecznością. Po prostu dobrze mi robi. Kiedy jestem zadowolona z rezultatu - a tu jestem - wydaje mi się, że mogę wszystko. Nie idę na spacer z psem, ale frunę i pokazuję faka okolicznościom, które mogłyby pozbawić mnie wolności.


Mogłyby, ale ja się na to nie zgadzam. Tak, to kwestia decyzji. Nie chodzi o to, czy się uda i jak szybko, ale decyzji, by nie pozwolić, by rządził lęk. Postawa - taka wewnętrzna.
Niezależnie od wszystkiego zachować spokój.
Powiem Wam, że nie ma większej satysfakcji, niż praca nad sobą, która przynosi rezultaty. Nawet malutkie i powolne.

Ale patos, ja nie mogę.
To może pokażę dla rozrywki, jaką szatę sobie kupiłam


 ...i nie zawaham się jej nosić, tylko niech się wreszcie, jasny gwint, cieplej zrobi.

niedziela, 14 kwietnia 2019

Odc.8.Obr na Pok. - Bloki

Bloki - obraz niedokończony, zyskał nowy element i jestem spokojna.



Pamiętam, kiedy rodzice kupili kuchenkę mikrofalową, wówczas nieczęsto spotykaną. Tato oczywiście (jak to wynalazca) przystąpił do eksperymentów. Suszenie skarpetek w kuchence i takie tam. Tato wstawał o piątej, w sam raz, żeby robić coś ryzykownego, czego domownicy nie dostrzegą.

Pewnego razu obudził mnie swąd. Parter wypełniony dymem, tłumiony kaszel. A to tylko zupełnie niewinna próba podgrzania rogalików francuskich. Dosyć szybko kuchenka się zepsuła, być może miało to związek z nadtopionym plastikiem, który przywarł do obrotowej tarczy w środku.


Nawiasem mówiąc, zapytałam kiedyś Tatę, kim chciałby być, gdyby mógł zaczynać jeszcze raz.
"Stroicielem fortepianów (miał słuch absolutny), wynalazcą, ale najbardziej - bawidamkiem"

"Mój" domek mijaliśmy codziennie, spacerując z psem.




Są takie zapachy, na które mój mąż mówi "wyziewy kosmitów" albo "pusty aluminiowy czajnik zostawiony na gazie", ale ten obraz malowałam zainspirowana Wodą Cudów Hermesa.


W tym zapachu jest przestrzenność i charakterystyczny słonawy akcent, która dla mnie ma odcień chemicznego lazuru.


Wszystkie obrazy, które tu pokazuję, mierzą 70 na 50 cm.
Na sztalugach już mam 100 x 70. Będzie ciekawie, muszę malować lewą ręką, bo prawej nie mogę przemęczać, to się może źle skończyć. Prawa nie pozwala mi malować tyle, ile bym chciała i to mi nie odpowiada.

sobota, 13 kwietnia 2019

Obr.na Pok. odc.7 - Wartownik

Tak się zastanawiałam...pisać czy nie. Ale napiszę.
Ten obraz skończyłam w pewien wiosenny piątek, rok temu. Nazwałam go Wartownik.
Dzień później, w sobotę, wyczułam zgrubienie pod pachą.
Zgrubienie na węźle chłonnym, który nazywa się inaczej... no, zgadnijcie. Tak, wartownik, to prawidłowa odpowiedź.


Kiedy latem przestałam malować (i zaczęłam myśleć), sądziłam, że obrazów z "tamtego czasu" nie zniosę, pozbędę się ich z mieszkania.
Ale nie, okazuje się. Lubię Wartownika.


Pamiętam, że wtedy uświadomiłam sobie, że nie wiem, ile mam czasu na życie. Na malowanie.
I aż zawrzało. Bo większości swoich obrazów nie lubiłam.


W tych szarościach i fakturach kryją się tajemnice, jak na wydrukach z USG. Nie każdy potrafi to odczytać.
Wiecie, mam takie wrażenie, kiedy patrzę na ten obraz, że żołnierz został uratowany. Do pomocy dostał drugiego - chociaż daleko, ale widzą się.


Niby chyli się na nogach, ale stoi.
Plątanina linii, jak faktura skóry, podtrzymuje postaci, które nie dają się porwać powiewom wiatru.


Zapach do tego obrazu. Szkoda, że go nie znacie. Moja robota, z własnych składników, nazwałam go NeyOne. Jest industrialny, techniczny niemal, lecz z ciepłem i miękkością. Dlatego nie sądzę, że zrobię jeszcze własny zapach z autorskich komponentów. Nic lepszego mi się nie uda. Tak myślę.



Co jeszcze lubię w zapachach - konieczność bezpośredniości. Wszystko prawie można przez internet. Ale do powąchania (przy oglądaniu) mojej wystawy trzeba na nią przyjść!
CDN


To miejsce jest kluczowe. Wkrótce powiem, dlaczego.

środa, 10 kwietnia 2019

Obrazy na pokaz odc.6 - Obiekt

Niby mogłam się wysilić.
Nadać tytuł w rodzaju Róża Pustyni albo Metafizyka Celofanu.
Albo Więzień Origami.
Ale najbardziej lubię Obiekt.


Zaczęłam go malować w Kolibrze Zoologist a skończyłam w Rose Vermeille Tauera.
Kolibra, który jest upojnym kwiatowcem, bzowym na nektarowo miodowym tle odbieram w pomarańczowo syntetycznych, esencjonalnych barwach. Rose Vermeille - przesłodki, lekko korzenny, waniliowy zapach z nuklearną maliną i domieszką róży. Dzięki niej na obrazie przybyło czerwieni i odcieni ciemnego bursztynu.


Po czym poznaję, że zapach ma charakter? Po tym, co powie mi mąż, szczególnie, jeśli jego wrażenie nie należy do pozytywnych. Mam to do siebie, że kiedy mam nowe perfumy, czy to w próbce, czy we flakonie, nie będę spokojnie siedzieć, ale każę się obwąchiwać. Nie mogę sobie odmówić zaspokojenia ciekawości, co też ten doświadczany węchowo człowiek stwierdzi (np o wczorajszym zapachu: "pachnie, jakby ktoś zrobił kawał pracownikowi warsztatu i podpalił mu dupę w brudnym od smaru kombinezonie")


Na Vermeille W. zareagował lekkim grymasem niesmaku i przyrównał zapach do "działu ze świecami w Ikei" albo żółtych choinek zapachowych. Tych ostatnich nienawidzi, co zresztą zamieścił na swoim profilu na Sympatii (dzięki której się poznaliśmy).
Dodał też, nawiasem mówiąc, że nie znosi filmów akcji i tu się zgadzamy. Ja po prostu za akcją nie nadążam, być może dlatego, że uważam ją za nieistotne tło do wybuchających samochodów. Poza tym gubię się, gdy jest za wiele postaci. Więc najgorszy film z mojego punktu widzenia traktuje o mafii chińskiej. Wówczas całkowicie się wyłączam, nie kumam nic i patrzę na migające obrazki.
Ale to dygresja taka.

W moich obrazach ma być cisza.


Niebieska strzałka wskazuje właściwy kierunek.


Ja tymczasem żegnam się z Wami w oparach Rose Vermeille.
Znowu pora mnie zaskakuje.
"Nie polubiłem czasu. Nigdy nie biegnie tak, jakbym chciał" stwierdził Gustaw i podpisuję się pod tym. Gucio uważa też, że przy okazji przestawienia czasu na letni coś z nim pomajstrowano i wszystko szybciej się dzieje.
U mnie na pewno.

wtorek, 9 kwietnia 2019

Obrazy na pokaz odc.5. - Skarb

Przy tym obrazie sporo podziałałam, żeby go dostosować do wspaniałych perfum - Skarbu Humięckiego & Graefa.


Zapach, który ma oddawać słowiańską duszę, wibruje, mieni się dyskretnie. Chciałoby się powiedzieć, że opalizuje. Na mnie robi wrażenie drzewno - zielonego. W składzie ma też kadzidło, dobrze wyczuwalny rumianek i... seler, tak mistrzowsko wmontowany, że jest jakby spoiwem. Powietrze! Przestrzeń.


Ktoś powiedział, że Skarb jest jak płaczący mężczyzna. To przez ładunek wspomnień. Właśnie one są kluczem do obrazu.


Jasne wspomnienia, skrawki błękitu. Przytłumione, ale wciąż żywe. Domek, widziany dawno temu, w dzieciństwie. I to jest właśnie moc zmysłu węchu. Jeśli jakaś woń zapadnie nam w pamięć, to chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy, napotkawszy tę woń nawet kilkadziesiąt lat później, żywo zareagujemy...


Ile dróg przebytych, ile ścieżek przedeptanych. Nie ma to jednak znaczenia. Wspomnienie wraca i stajemy nagle, ze ściśniętym gardłem, bezbronni jak dziecko, jednocześnie ucieszeni i w szczególny sposób zasmuceni.


Wewnętrzny drogowskaz, może intuicja, sprawia, że instynktownie wybieramy taką a nie inną drogę.
Za jedną dalą druga dal.
Nie myślę o końcu.
Idę.


Rano w Centrum Onkologii, to nieważne, bo wieczorem być może położę podwaliny pod wystawę.
Tak więc poproszę o dobrą energię, moi drodzy Czytelnicy.