WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 19 marca 2015

Nieprzeparta chęć mordu

Proszę sobie wyobrazić - cisza, spokój, trochę przed zmierzchem.
Pochylam się i z czułością i gładzę ślizgające się po plecach światło (nie swoje, nie) - aż tu nagle wsciekły pisk. Drugi. Trzeci. Oba naraz.
Zza zamkniętego okna.
Otwieram i co widzę? Dwoje ludzi, dwudziestoparolatków, stoi i bezmyślnie patrzy na chłopca i dziewczynkę, trochę młodszych od Gucia, którzy na rowerkach zjeżdżają z pochylni garażu - przy nabieraniu prędkości wrzeszcząc wniebogłosy. Ale żebyście wiedzieli, jak! Wściekły pisk, przechodzący w darcie się z szeroko otwartymi ustami i na końcu znowu wchodzący na najwyższą amplitudę.
A farba na pędzlu i obrazie schnie.

Wychyliłam się - oni gapią się na mnie, ja na nich (bo nie jestem zbyt śmiała, żeby się odezwać od razu,  muszę się "zebrać')
- Czy mogliby państwo uciszyć trochę dzieci? Przeszkadzają mi w pracy.
- Nie, nie moglibyśmy - odzywa się dziewczyna, patrząc mi prosto w oczy - bo to małe dzieci i muszą się wykrzyczeć
(wszystko działo się na podwórku, zamkniętym budynkami prawie z trzech stron)
- Proszę pani, ja też mam synka, to nie są tak małe dzieci. Uszy pękają!
- Nie jest po 22giej, więc mogą sobie pokrzyczeć.
- Ale tego nie da się wytrzymać! Nie można dzieciakom pozwalać na wszystko, jest coś takiego, jak wychowanie!
- To niech pani dzwoni po policję. Albo po straż miejską, tylko koniecznie powie, że to małe dzieci - na pewno szybko przyjadą. No już, dlaczego pani nie dzwoni? - odpowiedziało mi babsko.

Zamknelam okno i poryczałam się z bezsilnej złości (zapadł zmierzch, a ja w połowie pociągnięcia pędzla - został ślad), tyle Wam powiem.
Zadzwoniłam do Wojtka - opowiedziałam o wszystkim, a ten rzekł :
- Niestety, nic nie możesz zrobić, poza włączeniem muzyki i zamknięciem okien. Wściekając się i robiąc awanturę tylko narażasz się na śmieszność.
- Ale ja nie mogę się z tym pogodzić, Wojtek! Co, mam się chować za żaluzjami i udawać, że się nic nie dzieje?
- Tak. Właśnie tak.

Dzięki Bogu w międzyczasie towarzystwo gdzieś sobie poszło, ale kluczowego szczegółu na obrazie nie mam.

Tym niemniej fragmenty pokażę.



Na jutro przewidziane jest na podwórku "regulowanie koron drzew" - w związku mam zamiar przedsięwziąć następujące środki zaradcze :


6 komentarzy:

  1. OJ biedna szlag by mnie też trafił podziwiam samoopanowanie i kulturę osobistą bo mnie w głowie od razu rodzi się plan zemsty ( choć pewnie i tak nigdy bym nie wykonała) Poison tymczasem ciekawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..ale w wyobraźni widziałam, jak strzelam do nich z armatek na wodę...

      Usuń
  2. Współczuję. Konieczność dzielenia niewielkiej przestrzeni (publicznej ale jednak bliskiej) z takimi bezczelami to jedna z największych wad mieszkania w mieście.
    Jedna z moich kuzynek ma wyjątkowego pecha do mieszkania w sąsiedztwie podobnych indywiduów i wypracowała sobie metody postępowania z nimi (działa jednak tylko na bliskich sąsiadów). Przede wszystkim w pewnym momencie zagłusza w sobie wszelką empatię, wyrozumiałość oraz jakiekolwiek objawy dobrego wychowania i stosuje różne formy nacisku słownego.
    Byłam świadkiem kilku takich sytuacji, więc wiem, jak działają: kiedy dzieciaki i ich prostaccy rodzice zachowują się tak, jak opisana przez Ciebie mamuśka, potrafi kilka razy dziennie (np. przez balkon czy okno) zaproponować rodzicom najróżniejsze formy bolesnego - i najczęściej jednorazowego - uciszenia dzieci rodem z kiepskich horrorów. Im bardziej rodzinka jest arogancka, tym propozycje robią się okrutniejsze i opisywane donośnym głosem ze wszystkimi szczegółami; należy dopilnować, żeby przynajmniej część z nich słyszała nieletnia hałastra. W przypadku dzieci drących mordę po nocy potrafi też wydrzeć się - ale tak naprawdę porządnie wydrzeć, co wychodzi je świetnie, ponieważ płuca dziewczyna ma jak kowalskie miechy - mniej więcej dokładnie w momencie, kiedy młode odrabiają lekcje/drzemią/oglądają bajki itp.

    Jest to metoda okrutna (szczególnie dla innych sąsiadów) i forsowna ale zapewniam, że morderczo skuteczna. ;> Dosłownie wszyscy rodzice kłopotliwych dzieci na początku niedogodności są tak otwarci na wzajemne zrozumienie oraz współpracę w stopniu identycznym, jak ci, na których Ty miałaś nieprzyjemność trafić, pod koniec natomiast niektóre rodzinki unikają jazdy winda w tym samym czasie, co moja kuzynka. :]

    wiedźma

    P.S.
    Wychodzi na to, że wiedźmowatość jest u nas rodzinna. ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. To świetne, tylko... czy groźby nie sa karalne? I zastraszanie?
    (W. mawia do niegrzecznych dzieci, że je złapie, wtrąci do piwnicy, zgasi światło i puści prąd)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, wiesz... Przytoczyłam tylko najbardziej jaskrawe reakcje a są też inne sposoby, znacznie bardzie subtelne. (Żadnej wojny przecież nie rozpoczyna się od zrzucenia atomówki - przynajmniej jak do tej pory... ;) ). Zresztą kuzynka reaguj dopiero, kiedy przekroczona zostanie jakaś kolejna granica ogólnie przyjętych zasad sąsiedzkiego pożycia i wszelkie prośby "po dobroci" zawiodą - a w jej głowie dwie masy krytyczne złączą się w nadkrytyczną, że tak pociągnę atomową retorykę. ;)

    Jeszcze inny przykład rodem z podręcznika prowadzenia wojen to: jeżeli boisz się niespodziewanego ataku, zaatakuj pierwszy. :] Tutaj mojej własnej moralności włącza się już czerwona lampka ale na usprawiedliwienie kuzynki powiem, że kiedy po raz pierwszy wezwała policję do rodziców szalejącego w nocy dziecka, naprawdę bała się, że dziecku dzieje się jakaś krzywda. Tak bardzo wrzeszczało, zawodziło i protestowało, że to ponoć "nie brzmiało normalnie, nawet jak na jego możliwości". Na marginesie okazało się, że zmęczone i odrywane od zabawy małe po prostu nie chciało położyć się spać a było już dobrze po północy.
    Więc potrafię zrozumieć moją kuzynkę i jej metody, chociaż nie zawsze je akceptuję.

    Tekst o piwnicy i prądzie świetny ale skuteczny tylko w przypadku starszaków, które potrafią kojarzyć abstrakcyjne dla nich fakty. Też spróbowałam kiedyś czegoś podobnego w pociągu ale w odpowiedzi usłyszałam od szanownej mamusi taką wiązkę, że wolałam zmienić przedział i walczyć z migreną gdzieś indziej, niż dowodzić jej swoich racji, jak komuś inteligentnemu. :] Szczególnie, że przy agresywnym zachowaniu rodzica taki dzieciak robi się jeszcze bardziej bezczelny.
    Odtąd w urzędach, przychodniach i innych nawiedzanych przeze mnie przestrzeniach publicznych staram się zawsze zwrócić uwagę przede wszystkim rodzicom (jednak zaznaczając, że niekulturalne zachowanie dziecka to wina ich mizernych zdolności wychowawczych), co często odnosi skutek, rzecz jasna krótkoterminowy. Jednak gdybym miała mieszkać w jednym budynku wielorodzinnym z takim drącym mordę bachorem i jego egocentrycznymi, niewydolnymi wychowawczo rodzicami, to przy tamtejszych ścianach z tektury chyba stosowałabym metodę mojej kuzynki. :P

    Ogólnie jestem zdania, że tacy ludzie bardziej odstraszają mnie od posiadania dzieci, niż Ty i inni normalni rodzice zachęcacie. I to jest dopiero przerażające.

    wiedźma

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej przerażające jest to, że dzieci może mieć każdy - a jak widać, nie każdy powinien...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.