WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Jerzyki przyleciały!

Nie wierzę w ciepłe dni, dopóki nie usłyszę wysoko przenikliwego gwizdu- świstu jerzyków. Ten dźwięk wprawia mnie w błogostan, każdego roku rejestruję, kiedy przylecą. Zazwyczaj 1go maja. W tym roku, jeszcze leżąc w łóżku, podskoczyłam z radości- przedwczoraj usłyszałam pierwsze gwizdy, jeszcze pojedyncze, dziś słychać je już na całego.


Dźwięki, które atlas ptaków Polski fonetycznie opisuje jako "wabiące sri, srije". Warto poczytać te opisy, naprawdę.
To ptaszek miastowy, zakłada gniazda na wysokich budynkach, właściwie nigdy nie siada, łapeczki ma malutkie, wystarczające jednak, aby przyczepić się do ściany. To rekordzista szybkości.

Pamiętam, jak jako dziecko, znalazłam jerzyka leżącego na chodniku. Biedak nie miał podwozia do wystartowania (jak to one). Wyglądało na to, że nic mu nie jest. Przyniosłam go do domu- a  Mama kochana zawsze przygarniała moje ptasie znaleziska. Rzeczywiście- nic mu nie było, więc zaniosłyśmy go na wygon (wpół zdziczały teren obok podstawówki), w dłoni trzymałam ptaszeczka, pamiętam, jak mu szybko biło przestraszone serduszko. I- poinstruowana przez Mamę- podniosłam rączkę, jak mogłam najwyżej i wykonałam delikatny, łagodny ruch, jakbym chciała wpuścić samolocik. I poleciał! Coraz wyżej i wyżej, wreszcie widziałyśmy go jako małą, czarną kropeczkę - i znikł.
Jakże się cieszyłyśmy!
Jerzyki są przelotnymi gośćmi- odlatują już w połowie sierpnia.
Właśnie wtedy, gdy kończą się wakacje.
Zawsze robi się wtedy pusto.
I trochę smutno.

Tymczasem ja siedzę, jakbym miała zadek ze szkła, gdyż się opalałam. Nie wierzyłam, że mnie "bierze", a kiedy poczułam, było za późno- jakby mnie wysmagał piekielny język diabła. Potem jeszcze gorzej- moja skóra, miałam wrażenie, pokryta była piekącym lakierem, który na dodatek kurczy się i tężeje i przy każdym ruchu boleśnie pęka z trzaskiem. Tak więc szłam do domu na wyprostowanych nogach, unikając dotknięcia czegokolwiek. Teraz, po panthenolu, na szczęście zmiękła i zyskała elastyczność ceraty- da się wytrzymać.

Wojtek ogląda Raport Turbo, w którym nawet dość przystojny prowadzący o chłopięcym wdzięku i postaci wpadł w ręce stylistów. Mój mąż nie zostawił na nim suchej nitki- "Patrz, jaki ma kretyński szaliczek, jak kryza wypierdkowatego statysty z szekspirowskiego teatru, widziałaś ten herb na pół torsu w marynarce? Dla niepoznaki szmaciane trampeczki, żeby było nonszalancko i ciasne spodenki, w które obciskają mu  kolanka chudziutkie jak u dziewczynki, która idzie do Pierwszej Komunii. I czapeczkę z daszkiem nasadzoną tak, że jak normalny człowiek ją zobaczy, pomyśli, że nigdy by jej tak nie włożył- tu musiał doradzić stylista"

Powiedziałam Wojtkowi, że marnuje swój talent, zastanowił się: "Widzę dla siebie posadę- występowałbym po programie Horodyńskiej i Malinowskiej, obsmarowałbym wszystkich, a potem również i te dwie. O, tak, to coś dla mnie".

Wspomnę, że Wojtek jest człowiekiem Teatru, a więc zna historię ubioru, wie, jak się nosi kostium, jak się malować, charakteryzację ma w małym palcu, poza tym kobiece wdzięki nie mają dla Niego, bywalca również damskich garderób, prawie żadnych tajemnic. Zna mnóstwo kobiecych sekretów nie zdradzanych mężczyznom. Nawet wie (z autopsji) jak chodzić na obcasach- kiedyś powiedział mi, że graną postać dobrze jest poczuć "w nogach", gdyż często się zdarza, że obuwie nadaje charakter postaci, zmienia sposób chodzenia - i to nie tylko buty z klamrami np. I aktorzy często, zanim wyjdą na scenę, chodzą na codzień w butach, w których będą grać.

Na szczęście po letnim oszołomieniu, które skłoniło mnie w stronę zapachów przyjemnych, dziś sięgnęłam po Presence Mont Blanc, które jest damską wersją wody kolońskiej, której ton nadaje ni to piołun, ni to rumianek- perfumy odpychająco- przyciągające. Jak - wydawałoby się zbawienna zimna herbatka, ale bardzo niesmaczna. Była taka- na wzmożenie pokarmu w piersiach. Ble.

Co do Siekierek- waham się pomiędzy wersją sielankową, klimatyczno- ponurawą a wesołym abstrakcjonizmem przedstawieniowym.

Ale zanim się za coś wezmę, musi mi się obniżyć temperatura powierzchni ciała- czoło 32,6 st.C, pod kolanem 37. Norma 29.

7 komentarzy:

  1. Jejku, Wojtek złamałby karierę Horodyńskiej, Moglibyście występować razem, Ty byś dawała komentarz rysunkowy. Och, będziecie zapraszani do "Kawy czy herbaty" (chcesz być kawą, herbatą czy ciasteczkiem?
    Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dla mnie jest miejsce- ja z Wojtkiem jako zespół?
      Chcę być kawą- decydowanie, bez zastanowienia!

      Usuń
  2. Z moich ostatnich informacji wynika, że Horodyńska i Malinowska już jakiś czas temu wzięły ze sobą rozbrat, więc szanse W. na stworzenie nowego
    duetu z jedną z nich rosną w tempie geometrycznym.
    Justysiu, jesteś pewna, że 29 st.C dla ciepłoty ciała, to nie norma umarlaka?W.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale- może Wojtek wreszcie nauczyłby którąś z nich bardziej naturalnej i niewymuszonej pozy.
    Ciepłotę ciała mierzy się pod pachą, powierzchnia skóry jest znacznie chłodniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Horodyńska znalazła już brakującą połówkę, niejaką Adę Fijał (ach, Pudelek skarbnicą wiedzy wszelakiej). Co do jerzyków jeszcze, i ja mam na swoim koncie trzy, albo i cztery sztuki przygarnięte prosto z ziemi (jednak szczęśliwą jest tylko jedna z tych historii). Pozdrawiam, Gryszard :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zostaje Malinowska. Witam Cię Gryszardzie serdecznie!
      Zresztą Wojtek powiedział, że nie potrzebuje współprowadzącej.

      Usuń
  5. Koniecznie Wojtek musi mieć program o taaaaak :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.