WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 14 kwietnia 2012

Sen o Londynie

Sny mają wielki wpływ na moją wyobraźnię, często też na obrazy. Śnię często i zazwyczaj przyjemnie.



Dziś śniło mi się, że rodzice wysłali mnie samolotem na jeden dzień do Londynu, nie wiadomo, po co.
Miałam tam koleżankę z podstawówki, która rzuciła w Polsce pracę na poczcie i została właścicielką i prowadzącą rozgłośnię radiową w języku angielskim.
Najpierw chodziłam po centrach handlowych, które wyglądały tak samo, jak u nas, a potem spotkałam się z Anią. Wyglądała zupełnie inaczej niż pani na poczcie, bo miała asymetryczną złotą tunikę i kapelusik.
Powiedziała, że zaprasza mnie do kawiarni w korytarzu i że tam czeka na nas jej znajomy.
Kiedy go zobaczyłam, byłam pewna, że go znam, bo wyglądał jak kolega z podstawówki, Marek, w którym się kochałam.
Powiedział, że ma na imię Stuart, ale to mnie nie przekonało- "Stuart to na pewno po angielsku Marek"- ale on się nie przyznawał.
Zaprosili mnie na spacer i ostrzegli, ze gdybyśmy spotkali grupę kibiców, mamy krzyczeć "Roma Roma", to nas nie pobiją. I rzeczywiście, ze schodów zbiegł tabun kibiców w sportowych koszulkach, niektórzy trzymali piłki pod pachą, więc skandowaliśmy "RO MA RO MA", oni spojrzeli na nas porozumiewawczo i pobiegli dalej.
Szliśmy ulicą obok rzeki i trafiliśmy na most, który był zrobiony z samych drzew, posplatanych korzeniami i koronami. Powiedziałam, że Londyn to bardzo ciekawe miasto i po raz pierwszy mam ochotę pozwiedzać je, a nie chodzić po sklepach.
W planie mieliśmy jeszcze pójść do restauracji na obiad- przed odprowadzeniem mnie do autobusu do Warszawy. W lokalu było pięknie, ale obok nas siedziała starsza pani o wiedźmowatym wyglądzie, która głośno szeleściła gazetami i do tego podśpiewywała. Nie wytrzymałam i ze złością zwróciłam jej uwagę, że nam przeszkadza, a ona odszczeknęła, że może się uciszyć tylko wtedy, jeśli ja zaśpiewam lepiej od niej.
Wstałam zuchwale, zeby wystąpić, ale ku mojemu przerażeniu głosik miałam bardzo cichutki.
A wszystkie głowy zwróciły się w moją stronę wyczekująco.
Poprosiłam, żeby zamknięto okna i otworzyłam usta, mając zamiar wykonać "Miłość ci wszystko wybaczy"- ale tym razem mój głos był cichszy od szeptu, ludzie wrócili- rozczarowani- do rozmów i jedzenia, ja wciąż stojąc starałam się i starałam i nic, za to hałas, jakby szum, się nasilał.
Wreszcie się obudziłam, szum nie ustawał, nawet jakby przerodził się w warkot- a to sąsiad z dołu włączył wiertarkę.
Jeszcze chwilę poleżałam w łóżku, strasznie żałując, że przeszkodził mi w świetnym występie, a potem Gucio zaczął wołać "Halo, halo" i powróciłam na jawę.

Pachnę prezentem od Wojtka- Patchouli Planter's- wytrawnie, drzewnie, trochę jak stare próchno.
Bardzo stylowo.

2 komentarze:

  1. No proszę, a mnie się śniło tej samej nocy, że leciałam do Nowego Jorku :) Pozdrowienia, Melk.

    OdpowiedzUsuń
  2. O! To nie napiszę, co mi się śniło następnej nocy... Też pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.