WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 11 kwietnia 2012

Ewa skończona i Wstyd

ODSŁONA TRZECIA
Koniec! Jest Ewa- i wszystko, co trzeba- i spadające płatki, i motywy zdobnicze, i rzece-drodze nadałam trzeci wymiar.

Ewa. Obrazek na dykcie. Rozmiar 19 na 29cm.
To jest Ewa na nowej drodze życia. I podoba mi się ta droga.
Poza tym obrazek jest dopasowany do wnętrza- miałam zdjęcia.

Teraz  muszę wyjść z psami- bo mają już wypchnięte oczy. Ale wrócę- dziś była kinowa środa.

Mieliśmy wychodne- Gucio do Babci, więc, ponieważ poruszamy się samochodem i w planie był film, pomyślałam, ze włożę najwyższe szpilki. Na górę gustowne, choć sztuczne futerko.
Ale już schodząc po schodach, pożałowałam- chciałam wrócić i zmienić buty, ale nie było czasu. Futerko wobec nareszcie ciepłej pogody wyglądało dziwnie i strasznie grzało.
Tak więc, kiedy podrzucałam synka do Mamy, na ugiętych kolanach poprosiłam Ją, żeby dała mi jakiekolwiek buty. Mama się przejęła, poszła do piwnicy i powiedziała, że ma dla mnie coś specjalnego.
Nie mogłam odmówić- choć rzeczywiście, było to obuwie specjalne. Solidne, skórzane lacze (Justysiu, nie podobają ci się- one są z Syreny!) - czyli eksponujące moją pietę w rajstopie koloru indigo. Do tego z kaczkowatym, szerokim noskiem (nochalem!), czarne,  przeszyte dla ozdoby białą grubą nicią. Podeszwa gruba, gumowa.
Tak więc, odarta z kobiecości, bez futerka, szłam krokiem nurka (w płetwach) po monstrualnych schodach do Pałacu Kultury- gdyż wybraliśmy Kinotekę.
Film- Wstyd. Bardzo dobry. O uzależnieniu od seksu. Mężczyzna z fujarą i piękne kobiety.
Musiałam podczas oglądania zdjąć obuwie, tak bardzo w nim się czułam nie na miejscu.
Ledwie zaczęły się napisy końcowe- wciąż w ciemności, wszyscy przejęci i zamarli (naprawdę znakomite kino)- a Wojtek swoim dudniącym barytonem oznajmił:  "Muszę iść jeszcze raz, bo nic nie zrozumiałem".
Syknęłam tylko "BĄDŹ CICHO!"
"Jakie cicho, co cicho, zapłaciłem 20 zł i mam prawo mówić!"

Wyszliśmy do wielkiego hallu, nagle słyszę "Wojtek! Co za spotkanie!"- okazało się, dawna znajoma, jeszcze z czasów, kiedy W. nie mieszkał w Warszawie.
W. zwrócił się do mnie "Justysiu, to jest krowa"- gdyż była to pani, dubbingująca filmy dla dzieci, robiąca za krowę, zebrę i żyrafę, a ostatnio za pingwina.
I ja! W tych laczach! A niewiele brakowało, żebym była piękna!
Dlaczego zawsze- a zdarza się to ze dwa razy na rok- kiedy jestem nie do pokazania, spotykam dawno nie widzianych znajomych??? Albo osoby, którym Wojtek rad by pokazał atrakcyjną nową żonę?
Czułam się, jakbym wdepnęła stopą w rakiecie śnieżnej w ludzką kupę.
Potem do krowy dołączył jej przyjaciel- kupa na obu butach.
Nawet chciałam powiedzieć, że to nie moje buty, to przypadek, ja tak normalnie nie wyglądam- ale pomyślałam, że się tylko pogrążę.
Ale wstyd!

A mam na sobie Je Reviens (Ja Wrócę) Worth'a- zapach stworzony przed drugą wojną. Bardzo chemiczny. Pachnie- dla mnie- obezwładniająco- ozonowaną i na wszelki wypadek również mocno chlorowaną wodą na basenie.

SUPLEMENT
Dowiedziałam się, czym zajmuje się przyjaciel krowy- występuje u Potockiej jako parodysta i drag queen w jednej osobie. Więc z całą pewnością zarejestrował lacze.

13 komentarzy:

  1. Zauroczonam :) Talentem i postacią.
    Dobrego wieczoru i spaceru,
    tri

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam, nie wierzę! Na pewno i tak wyglądałaś super i nikt nie zwrócił uwagi na Twoje buty :P
    Się uśmiałam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwrócił, zwrócił... bo to ludzie teatru, znajomy krowy ... właśnie dowiedziałam się, co robi i mnie zatkało. Napiszę w poście

      Usuń
  3. Ju , to normalne ;) tylko lalom co zawsze wyglądają nienagannie takie rzeczy się nie zdarzają , a normalnym zawsze , nie martw się :)
    A Ewa prześliczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie tyle przeszkadza, że wyglądałam nie tak, ile to, że właśnie wtedy spotkaliśmy tych ludzi

      Usuń
    2. Właśnie o to chodzi , że jak się nie wygląda , to się spotyka ;jakbyś założyła jednak te szpile to byście ich nie spotkali z cała pewnością ;)

      Usuń
    3. No właśnie, masz rację - w sumie to pocieszające

      Usuń
  4. Ju, niektórzy już mają takie "szczęście" wyglądać najlepiej kiedy nie zależy, a kiedy zależy... no cóż... ;)

    Co do obrazka - Ewa w kraju kwitnącej wiśni - taki trochę japoński mi się zdaje, piękny!

    kamena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż...
      Japoński! sztuka japońska też mnie zawsze inspirowała- miło mi

      Usuń
  5. Cudowna Ewa, wiedziałam że będzie wyjątkowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Skarbku. Wiedziałam przecież, że Ewa bierze ślub i chciałam, żeby to był obrazek o wyjściu w przyszłość, kiedy prawie cała jest przed nami (choć oczywiście donice z balkonu spadają) :)

      Usuń
  6. Nie było się czego przejmować. Rasowy artysta powinien mieć różne fanaberie ;]. Nawet byłoby dobrze jakbyś od czasu do czasu specjalnie wyszła w tych laczach do eleganckiej sukienki. Pomalowawszy je uprzednio w abstrakcje lub coś tam.
    Nawiasem mówiąc, mialam podobną sytuację. Moja mama dała mi wtedy nie noszone jeszcze buty z epoki wczesnego socjalizmu, których żal jej było wyrzucić bo nienoszone, i tak przeleżały w kartoniku z 50 lat. Idę sobie w tych butach, padał deszcz, na drodze kałuże ... i o zgrozo rozkleiły się kompletnie, bo kleje za socjalizmu też za dobre nie było i w rezultacie zostałąm .. boso. Naprawdę ;//

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.