WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 18 kwietnia 2012

Obelisk czy wieżowce przed katastrofą?

Okazało się pod prysznicem, ze farba tak doskonale trzyma się dykty, że nawet pumeksikiem do pięt nie da rady jej zedrzeć- chyba, że do dziur.
Pierwszorzędna dykta z Auchana- może to jej wina?
Kiedyś, w dawnych czasach, podobrazia zdobywałam w inny sposób. Zaopatrzyłam się u Rosjan w cążki do drutu. Wsiadałam jako pasażerka z moim byłym (burzliwa znajomość) do samochodu, jechaliśmy w miasto i kiedy widziałam ogłoszenie na dykcie (najczęściej była to Warszawska Giełda Motocyklowa), na światłach, a czasem i w pełnym ruchu, wyskakiwałam z samochodu i szybkim ruchem przecinałam mocowanie - a nie zawsze było to łatwe- chwytałam dyktę i wskakiwałam z nią z powrotem do auta, a G. odjeżdżał z piskiem opon (inaczej nie umiał).
Trzeba było wyczaić, które były proste, nie wypaczone przez wilgoć, w deszczu nie było polowania.
Oczywiście gratką były wybory, kiedy dykty z kandydatami wisiały gęsto, nie każdego zrywałam.
Tak więc lepiej nie oglądać moich pierwszych obrazów z tyłu.
Dotąd na dykty uliczne patrzę ze znawstwem, łakomym okiem.
Ech, były czasy.

Teraz czekam, aż wyschnie farba, bo wszystko prawie przemalowałam - blokowisko z okienkami (moimi ulubionymi) zniknęło.
Dziwna rzecz- obelisk centralny jest niby na środku, a obraz się zrobił asymetryczny. I bardzo dobrze.


Co prawda wiele mu brak do końca, ale już jest miło wciągający. Najlepsze, że to, co wygląda na błysk- nie jest błyskiem. Takie światło udało mi się uchwycić.
Żółty, jak już wspominałam, nie jest aż taki- ale denerwuje mnie, że muszę się tłumaczyć i jutro przerobię go na bardziej popielat. Może wówczas domy będą miały bardziej właściwą fakturę, bo teraz są trochę jakby z rozciągniętej, dziurawej watoliny.

Zdążyłabym zapomnieć- dziś była filmowa środa. Film ok, ale znowu chciałam wyglądać ładniej niż zwykle a wyszło gorzej niż zwykle. Wszystko przez to, że została mi odrobina mikstury przyciemniającej włosy i pomyślałam, że może brwi sobie zrobię? Nałożyłam miksturę...
Ale zadzwoniła Mama i nawet nie zdążyłam odchrząknąć, a już było za późno. I wyglądam jak Rumburak.
Jednak chyba nie tak źle, bo nikogo znajomego nie spotkałam.

Pachnę na przekór- pięknie. L'Imperatrice Dolce Gabbana. Kobieco, lekko słodko, owocowo, musująco i czysto. Aż mnie to zaczyna wkurzać. Oczywiście Wojtkowi się podoba- "Nareszcie nie te ciężkie przydymione słodkie brudy na siodle".

7 komentarzy:

  1. Ojej, nie ma budynków z okienkami w tle:( Justyna, ty malujesz akrylami? Błyskawicznie Ci to idzie :D
    tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ze akrylami- nie znoszę, kiedy od pomysłu do efektu upływa zbyt wiele czasu. Poza tym farby olejne pachną, a moja pracownia jest jednocześnie pokojem Gucia (chrapie mi teraz w łóżeczku za plecami). Ale błyskawicznie idzie mi nie tylko dlatego (szybko schnie) ale przede wszystkim mam sposób na proste linie- to znacząco skraca czas malowania.

      Usuń
  2. Obraz jakoś dziwnie pachnie mi Beksińskim.
    A opowieść przednia, wyobraziłam sobie opisaną scenę i bardzo podoba mi się tak pożyteczne wykorzystanie reklam- wreszcie ktoś miał z n8ich jakiś pożytek. Tyle, że demokratyczna nie byłaś i uprawiałaś czarną robotę przeciw sztabom nielubianych kandydatów-można by z tego jakąś zorganizowaną akcję społecznego protestu stworzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie byłam demokratyczna? Trochę powisieli. To tak, jakby nie był demokratyczny wyborca skreślający wybranego kandydata, a nie wszystkich :)
      Do Beksińskiego się odniosłam.

      Usuń
  3. nie watolina , mokry od deszczu tynk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miło z twojej strony, dziękuję, jednak swoje wiem!

      Usuń
  4. No co , to moja subiektywna interpretacja ;P , taki mokry odłażący tynk i liszaje z mchu i porostów :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.