WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rysunki odnalezione

Wojtek miał dziś casting do reklamy. Jak zwykle zapytałam, kim ma być.
"Przechodniem, który wpada na latarnię"
"I co będziesz robił?"
"Myślę, że będę walił głową w ścianę - jak pozostałych kilkudziesięciu kandydatów. Wygra ten, kto walnie głośniej... być może".
Ale na szczęście chcieli Go tylko obejrzeć.

Ja tymczasem MYŚLĘ. Mnie również obraz ze słupem kojarzy się z Beksińskim. Pozioma poprzeczka i byłby krzyż. Na szczęście powoli świta mi, co ma być jeszcze na obrazie- mistycyzm zniknie, ponieważ prawdopodobnie namaluję plac budowy.

Trudno się oprzeć takiemu skojarzeniu, gdyż w jezdni niedaleko moich okien pękła rura z gorącą wodą (zawsze tam pęka). W kłębach pary robotnicy uwijają się jak mróweczki, a jeden z nich porusza się na fascynującym mnie pojeździe- walczyku (mini walcu). Migają żółte ostrzegawcze światła, hałas jest wielki- ciągle "piiii, piiii, piii" na przemian z "wrrrr, wrrrr, wrrrr" aż się ściany trzęsą. I jeszcze pomiędzy sobą muszą się wydzierać, ile sił w płucach, bo nic nie słychać poza "wrrrr" i "piiii". Nawet nie przeklinają- widocznie żal im gardeł.
Nie sprzyja to wszystko skupieniu.

Na razie wzięłam sobie do przejrzenia książeczkę Gucia "Jak to działa", gdzie są obrazki z różnymi technicznymi obiektami, w których odmyka się okienka i pod spodem widać, co jest w środku- powiedzmy w spłuczce muszli klozetowej czy w samochodzie.
Jak dla mnie- zera technicznego- niezastąpiona pozycja.
Bo jeszcze nieraz sięgnę w malowaniu po tematy industrialne, a nie chcę traktować ich jak ignorantka.

Natrafiłam dziś na zbiór moich prac jeszcze z Akademii i wcześniejszych, zanim zaczęłam być "malarką od zwierząt". Cieszę się- bo pejzaże miejskie, które teraz wymyślam, są pewnego rodzaju kontynuacją.






Format A4, papier, piórko i ołówek- wszystkie trzy

Poza tym rozpiera mnie radość, gdyż dziś wywieszono w całej Warszawie w przedszkolach państwowych listy przyjętych dzieci i Gustaw figuruje na jednej z nich- co poza wszystkim oznacza, że będę mieć od września znacząco więcej czasu na malowanie!

A pachnę perfumami, których nazwa jest adekwatna do zawartości- klasyczne Poison Diora. Trująca śliwka, jaką Śnieżce podała Zła Królowa jako alternatywę, gdyby Śnieżka nie lubiła jabłek.

6 komentarzy:

  1. O, zupełnie w klimacie obeliska! smutne i samotne. A na trzecim nawet burchle się pojawiły :)
    Jakbyś nie napisała, że to piórko, szła bym w zaparte, że to grafika warsztatowa.

    Gratuluję miejsca w przedszkolu - Tobie i Guciowi :) nowy etap przed Wami.
    tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że nowy etap.
      Co do obrazków- byłam wówczas młodą zakochaną w mężu mężatką i kończyłam studia. Sama się dziwię, czemu takie rzeczy przychodziły mi do głowy?

      Usuń
  2. Ciekawe , ale smutne . Strasznie smutne :(

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się podobają:)Lubię takie przygnębiające klimaty, pewnie wyrównuję w ten sposób poziom przygnębienia we własnym życiu;)
    Jeszcze raz GRATULUJĘ dostania się synka do przedszkola, w warszawie to nie byle co!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rysunki są fascynujące! Blokowisko zachwyca mnie formą i w pewien sposób uspokaja, a budynek z podpełzającymi doń organellami ma w sobie świetny kontrast: połączenie form biologicznych z industrialnymi, a przy okazji poczucia zagrożenia z poczuciem bezpieczeństwa, znanego i nieznanego, itp., jest w nim trochę zimnego science-fiction a trochę Opowiadań z Doliny Muminków... Ze wszystkich wklejonych rysunków te dwa to moje faworyty, wciąż otwieram tego posta i się wpatruję!
    kamena

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.