WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 13 kwietnia 2012

Burchle- początek

Mam, mam pomysł!
Nareszcie burchle przestały wyglądać jak kadr z programu "Wstydliwe choroby"- przerażające pamiątki po rozwiązłym trybie życia.
Użyłam wymyślonego przy Ewie koloru i nawet z grubsza wiem, co będzie dalej- obrazek wakacyjny.


Co za ulga po wymagającym precyzji poprzednim obrazku!
 Używam super narzędzi- czyli pędzli z Lidla (komplet 5 szt. 13zł), które dzięki niskiej jakości są od razu wystrzępione. Sprawdzałam- w sklepie z artykułami dla plastyków takich nie ma, wszystkie są równiutkie.
Burchle to mój jedyny obraz z fakturą, nie przepadam za takimi efektami, ten traktuję jako wyzwanie.

Przypomniało mi się, że na pierwszą randkę z moim obecnym mężem umówiłam się w knajpie, gdzie wisiała moja wystawa. Wojtek na wszelki wypadek poszedł tam wcześniej, żeby się przygotować, gdyby np były to obrazy z pogiętej skóry cieniowane sprayem.
Odczuł wielką ulgę, kiedy zobaczył bajkowe zwierzęta "normalnie" malowane.
Rozumiem Go- ja niestety nie miałam takiego komfortu. Kiedy zostałam zaproszona na Jego występ (jest barytonem) strasznie się denerwowałam, bałam się, że będzie śpiewał nieczysto albo beczącym głosem, i w momencie, gdy wychodził na scenę, ścisnęłam Jego dłonie i patrząc Mu w oczy, wyszeptałam: "Błagam, trzymaj za mnie kciuki..."
Ale nie trzeba było- śpiewał tak pięknie, że kolana mi zmiękły i coś we mnie skakało z radości.

Dodam, że jest aktorem Teatru Muzycznego w Gdyni- a więc i śpiewa, i tańczy, i świetnie gra. Ma, wg mnie, zacięcie komiczne, na szczęście na codzień również (a nie, jak wielu, którzy na scenie śmieszni, tymczasem naprawdę są ponurakami albo wręcz cierpią na depresję).

Nawiasem mówiąc, nie był nigdy na moim blogu- oboje przyznaliśmy, ze nie jesteśmy gotowi. Baaardzo niewiele rzeczy Mu się podoba i praktycznie do wszystkiego ma uwagi/zastrzeżenia i wiem, że być może odebrałoby mi to spontaniczną radość, jaką mam z Brulionu. A On się po prostu boi- jak tych ewentualnych obrazów ze skóry.

Pachnę Youth Dew Amber Nude Estee Lauder, które dziś zalatuje bajorem, w którym coś umarło, na szczęście dawno temu.

8 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Ci zatem możliwości słuchania wykształconego i "ułożonego" głosu w codziennych sytuacjach. To znaczy, nie wiem czy Twój Mąż ma zwyczaj śpiewać podczas sprzątania na przykład. Albo wyglądając przez okno.
    Jeśli ma, to zazdroszczę.

    Spotykałam się kiedyś także z barytonem, który taki obyczaj miał. A ja po wielokroć słysząc śpiew a nie widząc śpiewającego wołałam z drugiego pokoju "podgłośń!" przekonana że to radio lub CDek.
    Od tego głosu mnie także miękły kolana. I parzył dobrą kawę.
    Poza tym strasznym był sukinsynem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój baryton również parzy dobrą kawę i u nas to On gotuje, poza tym nie jest sukinsynem (a jeśli, to niechcący i na krótko).
      I nie sprząta (od razu może zaznaczę, ja też nie), ale śpiewa np idiotyczne arie operetkowe albo podejrzane piosenki ("dziwki po stopach całowały mnie zamszowych")jak również przedrzeźnia szczególnie tych, co nie umieją śpiewać- albo mówić ("pachniałaś piętą albo psem"- oryg. pachniałaś miętą albo bzem)

      Usuń
    2. Wszyscy śpiewacy tak zadzierają nosa? Tamten też podrzeźniał dykcję i wymowę bliźnich, śpiewał arie, tyle że operowe, jak chciał mi zrobić na złość to partię Janusza z Halki- której nie znoszę.

      Tri, w sumie jak teraz to czytam to faktycznie zabawne- ale wtedy nie było mi do śmiechu. Opery do dziś nie lubię.

      Usuń
  2. Trzy_ryby, przepraszam najmocniej, ale czytając komentarz nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
    Wizja wychylającego się przez okno, śpiewającego mężczyzny i prośba, by zgłośnić nagranie ;)
    Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, choć to zupełnie inna opowieść i zupełnie nie przystająca, jak Państwo Gucwińscy z czułością narzekali na jedną ze swoich papug, prefekcyjnie naśladującą odłos wody kapiącej z kranu albo dźwięk czajnika, w którym właśnie zagotowała się woda...
    Ju, mnie te burchle wcześniej kojarzyły się: z księżycem (zwłaszcza, gdyby były jaśniejsze) albo właśnie obrazem mikroskopowym ;) Teraz raczej ze śladami na piasku :)
    Udanego weekendu,
    tri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślady na piasku- trafiłaś!
      Co do wychylania się przez okno- kiedy przygłuchemu sąsiadowi na dole gwizdał czajnik, mój były wychylał się przez okno i z całej siły ryczał "WOOODAAAAA!!!!!!"

      Usuń
  3. Chciałabym mieć śpiewającego sąsiada. I balkon :)

    Kiedy się wprowadziłam do naszej kamienicy i usłyszałam, że Pani Basia z pierwszego piętra pracuje w Operze Bałtyckiej a potem kiedy ją zobaczyłam (a Pani Basia miała wtedy burzę czarnych loków, postawną sylwetkę i duuuży biust) strasznie się ucieszyłam. Niestety potem okazało się, że jest garderobianą. Niestety dlatego, że liczyłam na jakie arie z piętra wyżej. Coś chyba jest w tych śpiewających sąsiadach.
    A w sumie praca garderobianej w operze chyba jest ciekawa :)

    Faaajny ten Twój blog Justyno:D
    pozdrawiam Cię serdecznie
    tymena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!
      Ja mam jednego ciekawego sąsiada, który kiedyś miał własne trio grające do kotleta i czasem gra na klawiszach w nocy i to Chopina (ostatnio rzadziej, bo przychodzi do niego czasem na noc kobieta), ale i tak najciekawsze jest w nim to, ze pojechał na działkę z żoną, a wrócił bez- niedługo potem był pogrzeb. I wówczas zaczął grać.

      Usuń
  4. Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg burchli , bo są bardzo obiecujące :)
    Może sąsiadowi żona nie pozwalała muzykować w spokoju ducha , więc teraz ona ma spokój ducha a on gra ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.