WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 26 lutego 2015

Takie ot

Proszę Państwa, po pierwsze, to ze smutkiem zauważyłam coraz mniejszą ilość komentarzy na blogu.
Może jesteście trochę znużeni monotematycznością, ale pomyślcie sobie wtedy, że ja MUSZĘ wciąż znajdować pokłady sił, bo do Barcelony coraz bliżej, i choć, ogólnie rzecz biorąc, nie odczuwam bezpośrednio zmęczenia, to jednak fizycznie ono daje się czasem we znaki.
Wyobraźcie sobie, że mówię np. monolog - jak w One Man Show, tylko zamiast sceny jest... lustro weneckie. Opowiadam swoje - i zapada cisza (to taka aluzja do wpisów w Brulionie).
Owszem, ja wiem, że ktoś jest po drugiej stronie, niewidzialny, ale o ile byłoby ciekawiej i lżej, co tu dużo mówić, gdyby  publiczność żywo reagowała.

Cholernie się staram - mam zapisany calu harmonogram, listę duftartów do zrealizowania, rozplanowaną na tygodnie, włącznie z tym, co ma być na obrazie i jaką ma mieć kolorystykę.

Co do Opium - znowu kicha. Co bedę pisać - dłoń rzekomo dobrego rozmiaru okazała się za duża i dziś znowu szkicowałam mniejszą - ale większą, niż pierwsza. Tak więc mam 3 swoje dłonie, wycięte z tektury, które oparte o sztalugi wyglądają... makabrycznie - jak odcięte.

Ja w pracowni działam samotnie - a obok, w tzw. "dużym" pokoju - sielanka



Wojtek mówi do Pepy "ślicznotko".

Gucio zaś - jak Pepa - zawsze (prawie) w dobrym humorze. Żartowaliśmy dziś - zapytałam Go, czy ma poczucie humoru.
"Oczywiście"
"A znasz jakiś kawał?"
"Kawał? (tu zaczął się śmiać) - czyli żart? Znam... na przykład... Słoń sika na jelenia!"
"Eeee, słaby, a jeszcze jakiś?"
"Wiem! Słoń puszcza bąka na jelenia!"
Już Go więcej nie męczyłam, zresztą nie bardzo się dało, bo bez przerwy chichotał.

Więc - jutro pokażę COŚ opiumowego.
I pamiętajcie o lustrze weneckim.

15 komentarzy:

  1. Ja tu zaglądam regularnie, ale nie zawsze zostawiam komentarz, bo mam wrażenie, że strasznie przynudzam, zazwyczaj coś w stylu "piękny/cudny/świetny jest" itd., no ileż można? ;) Wojtek bardzo schudł! A Pepy spojrzenie jak zwykle rozbrajające :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryxiu, ależ Ty prawie zawsze zostawiasz komentarz - i ja zawsze myślę sobie, przy każdym komentarzu, nie tylko twoim - "ale ktoś był miły, że mu się chciało". Bardzo dziękuję!

      Usuń
  2. Ja też tu często zaglądam. Czasami milcząco, ale jak się nagadam na fejsbuku, to nie chce mi się tu znów powtarzać. Obiecuję częściej zostawiać choćby westchnienie oczarowania, zachwytu, zaskoczenia... Pozdrawiam serdecznie! I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, I.! Zostawiaj westchnienie - fajnie to ujęłaś. Czy słusznie kojarzy mi się z sentencją na nagrobku?

      Usuń
    2. "Prosi o westchnienie", cudny ten zwrot, jednak na nowych nagrobkach już go nie uraczysz ;)

      Usuń
  3. Justynko kochana - ja czytam, czytam, czytam, wzdycham, oglądam, cmokam, ciumkam i wydaję różne odgłosy zachwytu, zaciekawienia, oczarowania ..... że to lustro jeszcze się od tego nie rozbiło to jestem w szoku :*
    Buziaki dla całej familii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasieńko - czyli masz dźwiękową formę ekspresji. Dziękuję w imieniu rodziny - też.

      Usuń
  4. Ja też często czytam :) Może patrz na ilość wejść :)

    Beata D-Ś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, no tak, ale ilość wejść to takie... bezosobowe. Co do wejść - następnym razem, kiedy do mnie wejdziesz, muszę Ci pokazać obrazy - o perfumach to się zawsze pamięta

      Usuń
  5. Justynko, dasz radę:) I w sumie rozumiem, że komentarze są potrzebne, obiecuję się poprawić. Wojtek faktycznie szczuplejszy...

    Kurcze, do wystawy w sumie - miesiąc! Tylko miesiąc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wystawy dwa miesiące - zaczyna się 29go kwietnia. A tyle do namalowania! Plus cza na to, żeby to wszystko przesłać na miejsce.
      Dziękuję za zrozumienie.
      Ja też powinnam się wpisywać tu i ówdzie - ale praktycznie jestem tylko tam, gdzie muszę...właśnie przez czasowe ograniczenia

      Usuń
  6. Ja regularnie podczytuję, ale nigdy nie pisałam komentarzy. Tak jak Ty w innym miejscu. :)
    Z obrazów, które ostatnio pokazałaś ujął mnie piesek (lub oczy) zza wazonu. W tych pieskach, które malujesz jest tyle pogody, przenoszą mnie do czasów dzieciństwa pełnego marzeń i beztroski.
    Z duftartów przemówił do mnie piesek (znowu) z truskawkami na głowie. Majstersztyk!
    To ciekawe, bo w życiu otaczam się kotami (mam dwa).
    Pozdrawiam cieplutko, dasz radę!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo - uroczyście oznajmniam, że właśnie zaanonsowałam się w wątku powitalnym ( na pewnym portalu perfumowym, gdzie wcześniej zamieszczałam tylko swoje recenzje).
      Ja też strasznie lubię te pieski - misie - piesokoty. Mają zawsze taki specyficzny, nieprzytomny i rozczulający wyraz twarzy.
      Myślę, że więcej osób miałoby psy, gdyby nie konieczność wychodzenia z nimi - to tak na marginesie.
      Dziękuję, Izo, za ciepłe słowa.

      Usuń
  7. Bardzo ćię przepraszam! Zaglądam regularnie. Musze jednak pamiętac, żeby sie logowac najpierw. inaczej zżera mi komentarz i nie potrafie go odtworzyć z pamięci. A kolejny wydaje mi się do bani...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto - bardzo dziękuję! Mnie również moje komentarze, jeśli je zeżre, po odtworzeniu wydają się jakieś nie tego...

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.