WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 25 lutego 2015

Dzień Dziecka czyli Jestem Sobie Mały Miś


(muzyka!)

Na początku zachęcam Państwa do odwiedzania mojej strony http://neyman.pl/ - jeśli jakiś obraz się Wam spodoba, niewykluczone, że zgodzę się (czasem bardzo chętnie) namalować podobny. Tak się stało w przypadku mojej wielokrotnej Zleceniodawczyni. Upodobała sobie Oczy zza Wazonu, na prezent dla córki - i oto jest


To był jeden z moich pierwszych obrazów po bardzo długiej przerwie (praca w agencjach reklamowych) i z wielką przyjemnością odnajdywałam tamte uczucia, kiedy na nowo odkrywałam prawdziwie twórczą pracę.

Sympatyczny misiopies za bukietem kwiatów (goździków?)



Farby akrylowe potraktowałam trochę jak suche pastele, bawiąc się "przejściami" z jednej barwy w drugą.


Odbicie wazonu stanowi ozdobę obrazu (zresztą cały jest ozdobny)


No i wreszcie czas na :


Podobnym manewrem posłużyłam się, tworząc Pieska Jesiennego i Konika. Teraz z napięciem czekam na potwierdzenie, czy obraz nienaruszony dotarł do Edytki.

A propos Konika - patrzcie, jak pięknie wygląda oprawiony


Co do dzisiejszego Dnia Dziecka - zrealizowany w dwustu procentach. Poleciałam na dwa seanse, w dwóch kinach. Ponieważ nie ma, jak wieczór w domu, pierwszy film zaczynał się o 11stej. W opisie thriller "przewrotny". Jestem podejrzliwa w stosunku do takiego określenia. Użyłam, jak pies w studni (swego czasu) na horrorze "Dom w głębi lasu" - okazał się pastiszem komediowym. Tak bardzo chciałam się bać! Jednak w najstraszliwszych momentach groteska łamała konwencję, a ja ze swoją gotowością do strachu zostawałam wystawiona do wiatru.

Tym razem "thriller przewrotny" (The Loft), jak przeczuwałam, narażał mnie na wzmożoną pracę intelektualną. Co prawda dość dawno nauczyłam się nie przejmować, jeśli nie nadążam za akcją (no cóż, jeśli jakiś kadr czy cena sugestywnie działa nastrojem - odpływam). Jednak tym razem (chyba) wszystko zrozumiałam. Szkoda tylko, że w zamyśle magnetyczna sex bomba została obsadzona przez nieciekawą aktorkę (mój mąż o takich typach mówi "wieprzowa").

Za to drugi "Anioł Śmierci" - horror - pasował trochę do filmów w stylu Poirota, co mi bardzo odpowiada. Zaś kupione w bufecie musujące żelki - niebiesko - różowe buteleczki dodały atrakcyjności pobytowi w prawie pustej sali (szczególnie na horrorach to bardzo pomaga - szeleszcząca i chrupiąca hołota, trzymająca nogi na oparciach uniemożliwia zatopienie się w filmie). Nawet parę razy zamarłam, a serce podskoczyło mi do gardła (żelki nie).

Gdzieś z tyłu głowy wciąż rozmyślałam o Opium.
Najlepsze, że po powrocie do moich mężczyzn, bez najmniejszego kłopotu naszkicowałam dużo większą dłoń - tym samym "czystość" i minimalizm pomysłu na obraz zostały zachowane.

Dobrze jest - tyle powiem.

2 komentarze:

  1. "Oczy zza wazonu" są cudne, to chyba idealny obraz do dziecięcego pokoju (przynajmniej ja go tak odbieram - kojący taki) :) "Konik" zaś prezentuje się iście majestatycznie, pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczy zza wazonu to jeden z moich ulubionych ze strony internetowej :-) Taki sielski i tajemniczy zarazem - upojne połączenie. A Konik - za każdym razem, gdy wchodzę do pokoju, zachwycam się nim na nowo!

    OdpowiedzUsuń