WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 15 października 2014

Kartka z wyjazdu - odcinek II - Las

Proszę Państwa... mam pewien bardzo dalekosiężny plan...
Przeniosę się na Mazury - kiedyś, gdy Gustaw stanie się samodzielny i dam radę tego dożyć.
Oraz nie stracę sprawności.

Te miejsca to cała JA. Niczego, ale to niczego mi tam nie potrzeba. Wszak w życiu wciąż się dąży do czegoś, teraźniejszość służy właściwie (nie mówię, że u wszystkich), by przybliżyć do przyszłości, która - wiadomo - ma być inna, lepsza, z mniejszą ilością problemów egzystencjalnych i różnych.
Tymczasem ja na Mojej Promenadzie mam wszytko JUŻ. (proszę nacisnąć trójkącik)



Moja Promenada... nazwana tak 3 lata temu (swego czasu zaczytywałam się w Ani z Zielonego Wzgórza), znajduje się niedaleko domku. Bywaliśmy tam codziennie. I zawsze, kiedy ją widziałam, zapierało mi dech.




Słupek nr 133 to było nasze stanowisko - tam robiliśmy najdłuższy przystanek, połączony czasem z piknikiem kabanosowym




Zdarzało się, że wracaliśmy późno





Duuużo za późno, wiem...

Z Gucia zrobił się rewelacyjny towarzysz podróży - pod warunkiem niewielkich, częstych postojów



 ...oraz roweru wodnego


Droga prowadząca na Promenadę też niczego sobie




I sam las, zachwycający - przyznam się, że chyba po raz pierwszy w życiu zanurzyłam się w te wszystkie kolory, widziane dotąd najwyżej z drogi







Nie powstrzymam się przed pokazaniem, jak wyglądał ten las ( i Promenada ) w maju






Mogłabym na koniec stwierdzić coś niesamowicie oryginalnego, w rodzaju "Jaka natura jest wspaniała", ale tylko otrę łzę żalu, że mnie tam nie ma...

(żebyście Państwo nie myśleli, że od powrotu siedzę i toczę maślanym wzrokiem - nie, pracuję nad niespodzianką, która w stosownym czasie zostanie opublikowana - Panienka, ale kurczę, JAKA!)

10 komentarzy:

  1. Justynko z muralu na Stalowej - im dłużej czekasz na przyszłość - tym jest ona krótsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To absolutnie moje klimaty, jakem dziecię prowincji ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę mnie zbyt sceptycznie nie odebrać, ale proszę dobrze przemyśleć pomysł wyprowadzki na wieś...
    Pięknie jest zmienić otoczenie i na kilka dni zapomnieć się w"innej" rzeczywistości - czasem jest to miasto czasem wieś... Ale życie na stałe w rzeczywistości,w której się nie dorastało i nie wychowało bywa czasem trudne. Wiem coś o tym, bo razem z mężem też zmieniliśmy na trochę miejsce zamieszkania. I o ile czas studiowania (być może jest to związane z młodością nie miejscem...)w wielkim mieście minął nam dobrze, to niestety początki pracy zawodowej niezbyt miło kojarzę z miastem. Wróciliśmy więc do naszej wsi... W której nawiasem mówiąc całkiem dobrze się żyje, biorąc pod uwagę dzieci i nas. Mamy tu wszystko co potrzebne do życia - no może oprócz basenu - ale jest w odległości 15 minut samochodem, więc dużo czasu na dojazd nie tracimy.
    No ale do rzeczy, mieszkanie na wsi ma też swoje minusy, o czym warto pamiętać chcąc tam mieszkać.
    Dla przykładu - do głównej ulicy mamy około 300-400 metrów - to też jest ulica, ale niestety w zimie odśnieżane u nas są tylko główne ulice. Co więc robi mój mąż, byśmy rano zdążyły do szkoły - od 4 rano odśnieża naszą drogę - w tym roku zainwestowaliśmy i mamy ciągnik z pługiem :). Proszę sobie teraz wyobrazić Pani Promenadę w zimie, Gustaw ma na 8 do szkoły, a Pani mąż jest w Niemczech... To nie jest zbyt zachęcająca perspektywa...
    Albo z innej beczki, mamy duży dom ogrzewany go miałem - dla niewtajemniczonych to rodzaj węgla - koszt około 3000 tys. zł w skali roku. Nasi znajomi mieli piec na gaz - koszt około 800 zł w skali miesiąca. Okres grzewczy w domkach trwa często od września do późnego maja... Zmienili na miał w tym roku.
    No ale w tym piecu trzeba palić, nasz jest czasochłonny. Codziennie po południu mąż go czyści - wynosząc około 5-6 węglarek popiołu, potem ponownie załadowuje piec opałem i potem rozpala. Jeżeli rozpali się za pierwszym razem, to nie trzeba ponownie opróżniać pieca przed kolejnym rozpaleniem...
    No i jeszcze coś - mamy duży ogród - około 15 arów sadu owocowego, no i działka rolna ponad 10 arów. Tylko osadzie: 4 rzędy drzew po 6 drzew w każdym rzędzie... Wiosną i latem pięknie, raj... Ale trawę pomiędzy drzewami trzeba kosić co najmniej 2 razy tygodniowo,przybliżony czas to około 4-5 godzin pracy. Mąż używa 2 kosiarek, spalinowej - dla niewtajemniczonych jest DOSYĆ ciężka ponieważ ma zbiornik z paliwem ale za to nie wymaga kabla, no i podkaszarki,którą nosi się na ramionach...
    Ale nasi "miejscy" niedzielni goście zawsze dostrzegają tylko altankę, zabawki dla dzieci... No i balsamiczne powietrze...
    Wracając do głównej mojej myśli: warto to przemyśleć gruntownie. Wiem,bo ludzi z miasta na wsi co raz więcej i niestety co raz więcej z nich szybko do miasta wraca, wcześniej nie dowiedzieli się bowiem o minusach... Kupują domy, a potem czekają aż okres 5 lat upłynie i szybko kupują ponownie mieszkanie w Lublinie.
    Ale zmiany otoczenia jak najbardziej służą każdemu - my w wolny weekend spędzamy w mieście :)
    żona emwu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się zgadza - ale powiedziałam, że za szkolnej edukacji Gucia coś takiego nie wchodzi w grę. Mąż wówczas będzie dostawał emeryturę - o żadnych Niemczech mowy nie będzie.
      Poza tym nie myślę o mieszkaniu w głuszy - moja gospodyni ma dom przy drodze Nidzica - Olsztyn.
      Co do kosztów - czynsz za nasze - uwaga - 28,5 metra wynosi 7800 zł... Nieźle, prawda?
      Co do ogrodu - fakt, mnóstwo pracy, ale ogrody też są mniej lub bardziej pracochłonne, i chyba nie ma różnicy, gdzie.
      Wiem, przed czym Pani przestrzega - żeby obraz idyllicznego otoczenia nie przesłaniał realiów. Dla uspokojenia dodam, że sprawa może być aktualna za lat 15... Do tego czasu wiele się może zmienić

      Usuń
  4. Sklep daleko , apteka daleko , lekarz daleko , o przyjeździe pogotowia w ciągu 10 minut jak w dużym mieście nie ma co marzyć , kto będzie miał szczęście ten przeżyje . Starość na wsi na własne życzenie to kiepski pomysł .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mój plan to dwa siedliska - miejskie i wiejskie. O!

      Usuń
    2. A w Jabłonce lekarz na miejscu, pogotowie w Nidzicy, nie jest tak źle, a sklep rzut beretem. Sklep ze wszystkim.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.