WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 6 października 2014

Flamenco - Panienka - PREMIERA

Najpierw poddajmy się muzyce


Nadeszła bardzo ważna dla mnie chwila, co do której wcale nie było oczywiste, kiedy nastąpi.
Panienka oddana.
Tym samym mogę ją pokazać, gdyż chcąc być lojalna wobec Zleceniodawczyni, czekającej na niespodziankę, nie publikowałam obrazu nigdzie - nawet w tajemnej grupie perfumoholiczek.

Nie mogłam się doczekać, kręciłam się w kółko, niby coś tam robiąc - kiedy dowiedziałam się, że Pani Marzena jedzie, zbiegłam na dół, pod dom, z obrazkiem pod pachą, by schwytać ostatnie chwile dziennego światła na pokazanie Panienki.
Udało się.

Zapowiadam, że niektóre ujęcia wystąpią w dwóch oświetleniach.

No to...(wystrzał startowy)



 (tak w ogóle to odpowiedniego miejsca na fotografowanie flamenco szukałam na kolanach, z obrazkiem pod pachą, ku wielkiej radości Pepy - okazało się, że genialne światło mam pod stołem)

I postać - swego czasu z nadmiarem nóg lub ich pozbawiona, a nawet, bywało, bez głowy.



(muzyka!)


Oczywiście nie przypadkiem wybrałam takie właśnie, ekstremalne temperaturowo kolory. To kontrasty są istotą flamenco.
"Panienka" jest praktycznie nie do sfotografowania. Zachodzi tzw efekt kaloszków. Już opowiadam. Miałam kiedyś niebieskie kaloszki, będąc dzieckiem. I chodząc jako szkrab na ryby, patrzyłam na gumiaczki, przekonując siebie, że jeszcze nie trzeba wracać, bo nie całkiem się ściemniło - a to kaloszki świeciły w ciemności.
Zresztą proszę zobaczyć. Albo czerwień robi się płaska, albo błękit - i znowu muszę wygłosić to znienawidzone "na żywo wygląda lepiej".



 Detale jak zwykle decydują o całości.



Suknia! Bez dosłowności



 Nie mogłam się powstrzymać - lubię kulki (szczególnie zamieniające się w gwiazdy)


Zaś prawie w ciemności...


Pani Marzena poprosiła mnie "teraz, zaraz" o zrobienie zdjęcia



Ach, teraz tylko świętować - ponieważ dziś niewiele czasu już zostało, więc jutro czeka mnie Dzień Dziecka.
 Od rana!

11 komentarzy:

  1. To jest po prostu absolutna doskonalosc... Nie pogniewasz sie, jak ustawie sobie jako tapete w telefonie? Pozdrawiam, Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ustawiaj! Bardzo mi miło, naprawdę!

      Usuń
    2. Dziekuje! Co raz to na nia soboe teraz spogladam :-) Jest naprawde magiczna, zwala z nog!

      Usuń
    3. Wspaniale! Dziękuję - jakbym jeszcze wiedziała, która Katarzyna tak pięknie pisze...

      Usuń
    4. Od konika :-)

      Usuń
    5. Uff, na to liczyłam! Właśnie siedzę nad nim. Swoją drogą - ciekawe jest kontaktowanie się nie mailowo, tylko tutaj, taką trochę okrężną drogą, ale jak przyjemnie!
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Wiesz co najbardziej lubię w Twoich obrazach ? Detale, detale, detale, które robią efekt "wow" :) To niesamowite, że każda niby "przypadkowa" kropka, kreska, "maz" sprawiają, że obraz staje się wielowymiarowy, klimatyczny, z duszą - po prostu DUENDE (ekstatyczne przeżycie związane ze sztuką / flamenco).
    Cóż za Panienka, cóż za emocje !
    DZIĘKUJĘ za już, z nadzieją na jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, detale są ważne, bardzo ważne, czasem decydujące. I trzeba mieć miarę, żeby nie naćkać, nie przegadać. Tutaj, o czym nie wspomniałam we wpisie, wielowymiarowość uzyskałam dzięki temu, że początkowo czarne tylko linie podkreśliłam szafirem i jasnym turkusem, dzięki czemu "odbiły" od tła.
      Wzięłam sobie do serca "duende" - i wiele chwil przy malowaniu naznaczonych było ekstremalnymi przeżyciami, troszkę ekstazy również się zebrało.
      Twoja nadzieja zostanie spełniona, już nie mogę się doczekać! Tym bardziej, że do zapachu, który będę dla Ciebie portretować, jestem całkowicie przekonana.

      Usuń
  3. Coś napiszę, na pewno skomentuję obraz rzeczowo, tylko najpierw muszę posprzątać szczękę z podłogi. ;) Na razie do powiedzenia mam tylko: OJACIE! Łał!
    Zachwycająca jest ta Panienka; dlatego oficjalnie odszczekują swojej niegdysiejsze słowa o braku życia. Teraz widzę, że było go dokładnie tyle, ile potrzeba - a nawet więcej. I kontrasty zachowałaś.

    Trwająca w niemym zachwycie
    wiedźma (pisząca z innego kompa)

    P.S.
    I jeszcze ten Davis w tle muzycznym! Zakochanam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "odszczekujĘ swojE" raczej. Ja, wiedźma

      Usuń
  4. BOOOOMBA !!!!... :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.