WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 14 października 2014

Kartka z wyjazdu - odcinek I z kotami

Drodzy Państwo - jestem.
Gratuluję sama sobie tego wyjazdu, a jeszcze bardziej, że zaproponowałam częściowe współuczestnictwo Przyjaciółce. Nie wiedziałam, jak odnajdzie się w tamtejszych warunkach, skromnym domeczku, o którym Gucio powiedział, że "jest smutny, bo ma bardzo małe wnętrzności".

Tymczasem moje obawy okazały się nieuzasadnione, zjadłyśmy razem może nie całą, ale z pół beczki soli na pewno, a i naśmiałyśmy się za wszystkie czasy.

Nasza chałupka stoi na podwórku schodzącym łagodnie wprost do jeziora.
Sumaki zachwyciły kolorem.





Gustaw natychmiast przystąpił do produkcji "eliksiru" - wrzucając do wody w butelce groszki czekoladowe.
Smak niestety rozczarowywał.


Popatrzcie tylko, jaki rano miałam widok z okna!





Pani Wiktoria, gospodyni nasza, jest kochaną, serdeczną, skromną osobą.
Nie tylko dla ludzi - ale i dla zwierząt. Sama nie zje, a zwierzakowi nie pozwoli głodować. Samotna, schorowana, z odmowną decyzją w sprawie renty - osoba, którą dwukrotnie cudem odratowano w szpitalach, z ledwie wydolnym sercem.
Swego czasu przygarnęła dwa koty. Ludzie, znając Jej dobre serce, zaczęli podrzucać niechciane zwierzaki. I w krótkim czasie populacja wzrosła do ponad 10ciu.

Starsza pani pojechała więc do Urzędu w Nidzicy, z pismem. Sama ledwie wiążąc koniec z końcem, zwróciła się o pomoc o dofinansowanie i sterylizację.
Podania podpisać nawet nie chcieli, ale twardo postawiła sprawę
"Skoro tak, poproszę o uzasadnienie na piśmie".
Wtedy, z łachy, przyjęto podanie, z komentarzem "I tak tu pani nic nie wskóra, zresztą kot SAM SIĘ WYŻYWI", za plecami pani Wiktoria, wychodząc, usłyszała "O, nabrała kotów, a teraz się martwi".

Ale gmina wniosek rozpatrzyła pozytywnie i ten sam opryskliwy buc przywiózł jedzenie dla zwierzaków.

Koty... ja jestem bardziej psia, ale obserwacja tych wspaniałych istot na wolności była prawdziwą przyjemnością.




Z niektórymi się zaznajomiłam. Bliżej.






W jutrzejszym wpisie wychodzę poza podwórko - a jako zachętę pokażę uroczą tabliczkę spod płotu z tyłu sklepu


Zatem zapraszam do Brulionu - mimo, że wpadłam po uszy w wir pracy, zobaczą Państwo tutaj jutro jesienny las.

9 komentarzy:

  1. Tabliczka za sklepem taka... taka dosadna, no! :D Sumaki są przepiękne jesienią, a koty są przepiękne zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie...czy tabliczka skuteczna? hahahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba tak... kręcił się przy tabliczce chłop zbierający drewno, ale czy się wysrał przedtem lub potem, tego nie wiem. Nie obserwowałam.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Oj tak. Las, jesienny las - jakie to błogosławieństwo, że się udało wyjechać. Zobaczyć. Obfocić. Powąchać.

      Usuń
  4. Przecudne kociska :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To byłam ja , tylko źle mi się kliknęło ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.