WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 22 października 2014

"Brud", "Sędzia" i metamorfoza Zwierzaka

Przyznam się, że pozwoliłam sobie dziś na odpoczynek i wybrałam się do kina - i to na dwa filmy.
Jeden okazał się dobry, bardzo dobry, drugi - nie.

"Brud", zapowiadany jako kryminalna komedia, okazał się ponurym studium uzależnienia i moralnej degrengolady bohatera, policjanta, granego przez rewelacyjnego Jamesa McAvoy'a.
Kiedy już myślimy, że bardziej podłym i odrażającym być nie można, okazuje się, że owszem.
Zwracam uwagę na drugoplanową, wybitną rolę Eddie Marsana, poczciwca - niedojdy, nad którym znęca się McAvoy.
Film - od razu się to czuje - daleki od amerykańskich standardów, szorstki, miejscami przejmująco prawdziwy.


Na ten seans szłam właściwie - wstyd się przyznać - bo nic innego, poza Draculą, nie było w dogodnej porze (kiedy Gucio jest w szkole). I tak, zmierzając do sali nr 7, przypomniałam sobie, że kiedyś z tego samego powodu zobaczyłam "Tylko Bóg wybacza" - a oba filmy zrobiły na mnie wielkie wrażenie (w dużej mierze dzięki psychodelicznemu klimatowi), czego niestety nie da się powiedzieć o 90ciu procentach moich seansów, które może nie były złe, ale nic mi po nich na dłużej nie zostało.

Za to o "Sędzim" marzyłam, od kiedy zobaczyłam zwiastun - Robert Downey Jr i Robert Duvall. Jestem pewna, że większość widzów wyjdzie z kina zadowolona, w przekonaniu, że obejrzeli świetny film, ale ja do nich nie należę. Sztampa, Downey serwujący co i rusz cięte ironiczne, cyniczne riposty, których już mam po uszy. W moim pojęciu naszpikowanie języka amerykańskich filmów tego rodzaju efekciarskimi dialogami stało się już regułą.
Downey'a lubię, ale tu nie czułam do niego nic. Jakoś diablo inteligentna, szczwana bestia już mnie nie bierze. Duvall wzruszył mnie - ale zapewne poprzez sytuacje z Tatą z końca jego życia.
No i ścieżka muzyczna - każdej "wzruszającej" scenie towarzyszą smyczki z fortepianem, patetyczno - melancholijno - "piękne". To odbiera kadrom silę - jakby niepotrzebnie podkreśla "Teraz wyjmujemy chusteczki".
A więc kolejny film nakręcony nie dla prawdy, lecz przepisu na doskonały produkt, dopracowany do zrzygania w każdym szczególiku.

Tymczasem...stułbiogłowy zwierzak zyskał psi charakter.


A propos psa - Pepa okazała się u Mamy wielbicielką orzechów i winogron. Zostawiała same gałązki, ogołocone. Z ogródka znosiła na posłanie owoce jesieni, a Mama czekała już z młotkiem, z obawy, by na orzechach nasza mała przyjaciółka nie połamała sobie zębów.  Jestem pewna, że po niedługiej tresurze stałaby się wybitną tropicielką trufli.
Że owoce i warzywa lubi, to wiemy.


Żeby mnie jakiś dobry człowiek tak przykrywał -  w bezsłoneczne poranki szczególnie.



Mam deficyt snu.
Gucio też wstaje z trudem - oczywiście poza dniami wolnymi - wtedy szczygiełek jest na nogach o siódmej.
Ale w robocze poranki wykorzystuje każdą chwilę, żeby się zdrzemnąć.


Co zrobić. Tak już chyba jest z dziećmi.

4 komentarze:

  1. Ju, nie pozwalaj Pepie na konsumpcję winogron. Niestety, dla psów stanowią, tak jak i czekolada, najzwyklejszą truciznę:-(. Mój husky również się nimi zajadał do momentu, gdy zostałam uświadomiona w tej materii przez weterynarza, jego zdaniem mogą skutecznie skrócić psi żywot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za info - ale z jakiego powodu? Bo jeżeli oprysk jest problemem, to mówimy tu o winogronach od Mamy wprost z gałęzi

      Usuń
  2. Wiem tylko tyle, Ju, że składniki zawarte m.in. w winogronach mają niekorzystny (i to bardzo) wpływ na psi organizm. Weterynarz powiedział jednoznacznie, tak jak już wcześniej napisałam, że absolutnie nie powinno podawać się psom 3 produktów: ziemniaków (ponoć ich w ogóle nie trawią), winogron, a także ich suszonej formy, czyli rodzynek oraz czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za info! O czekoladzie i ziemniakach (skrobi) to wiedziałam. Na szczęście dużo tego nie było

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.