WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 26 czerwca 2014

Panienka Emilka

Więc postanowiłam zrobić sobie krotką przerwę na odpoczynek od ostatniej "kamiennej" sylwetki i wzięłam się za wspomnianą poprzednio Panienkę E.

Mówiłam, że Zleceniodawczynię znam osobiście - ale zanim się spotkałyśmy, miałyśmy kontakt dzięki stronie internetowej. Wspólnych tematów nie brakowało - bo i Ona jest "z perfum" (czyli z forum perfumowego).
Wiedziałam, że pasja Jej i Jej męża to wspinaczka, a ponieważ pracują przy komputerze, czyli nic ich nie trzyma w konkretnym miejscu, wynieśli się ze stolicy tam, gdzie czynsze są tańsze i okolica obfitująca w skałki.
W zestawieniu z moim wrodzonym lenistwem, wysportowanie i siła E. budziły mój respekt i szacunek. Kiedy więc dowiedziałam się, że będziemy miały okazję się spotkać - zależało mi na zadowoleniu ze swojego wyglądu. Tyle, że starania dały efekt odwrotnie proporcjonalny (nie pierwszy taki u mnie "przypadek"). Umalowałam oczy na niebiesko - perłowo (aż W. powiedział, że przypominam jakieś stworzonko z kreskówki z klapkami na oczach), wbiłam się w spodnie w turecki wzorek i założyłam wypszały w kolorze sweterek, bo wydawał mi się wysmakowany w odcieniu.
E. wkroczyła do mojej pracowni jak przybyszka z innego świata - wysoka (mój wzrost to marne 159), o postaci lekkoatletki, efektowna blondynka o wyrazistej urodzie.
Ale kiedy tylko zaczęłyśmy rozmawiać, zapomniałam o wyglądzie. E. to osoba...takich ludzi określa się mianem "myślący". Jednocześnie konkretna, ale i z fantazją. Słowem - nasze spotkanie było początkiem dłuższej znajomości. Mam wielu znajomych, ale nikt tak, jak E. nie zaraża mnie dobrą energią.

Jaka więc będzie ta panienka?
Na pewno nie taka, jak teraz.


Wprowadzę bowiem dużo koloru - no, bez przesady, ale jednak.
I jeszcze wspomnę, że E. chociaż sprawia wrażenie kogoś, kto zawsze dobrze wie, czego chce i potrafi to uszczegółowić - tym razem, widząc moje poprzednie obrazy, całkowicie się na mnie zdała.

Przypominam, że jutro Krytyczny Piątek i malarstwo, które mnie zachwyciło jak żadne od dobrych paru lat. Przekaz tych prac siłą oddziaływania nie ustępuje obrazom Nowosielskiego - a to mój Mistrz, więc wyobrażają sobie Państwo, jak się cieszę, że przeprowadziłam śledztwo i dotarłam telefonicznie do Autora. Ba! Zostałam zaproszona do jego pracowni - a więc będzie to zdecydowanie recenzja "żywa".

Jutro piątek nie tylko Krytyczny, ale również ostatni piątek Gucia w przedszkolu...
W związku z uroczystościami, uczesany i odświętny, pozował mi do zdjęcia.
Tylko jakoś z uśmiechaniem się było słabo.


Stojąc za obiektywem, zapytałam synka :
"Nooo, uśmiechnij się! Co się mówi, żeby się uśmiechnąć?"
"SERRRR!!!!"
"Wiesz, Guciu, że to z angielskiego? A jakbyś inaczej powiedział?"
"STARY ŚMIERDZĄCY SERRRR!!!!"


Działa, jak widać powyżej.
Na mnie również!

2 komentarze:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.