WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 18 czerwca 2014

Ofiary Mody - w oczekiwaniu na Panienkę

Obserwuję ostatnio wysyp tzw. faszyn wiktimów, a ponieważ nie chcę uprzedzać faktów i za wcześnie pokazywać ostatniej Panienki, pomyślałam sobie, ze aż żal, żeby takie kwiatki się zmarnowały.

Na początek - zażywna pani, widziana w ruchu, która wyglądała tak, jakby szukała kogoś, komu można rzucić się w ramiona, czym budziła pewien respekt wśród osób na przystanku.
Zainteresowanie wzbudziła jej dolna część garderoby, zazwyczaj zwana spódnicą. Tu jednak płachta materiału o dużej powierzchni, w kolorze brudnoróżowym, wyglądała jak część spadochronu, który rozwinął się przy lądowaniu. Albo jak meduza, zamiast wody nadęta powietrzem.


Na dole ten przyodziewek ściągnięty został gumką, przez co wyglądał jak półprodukt krawiecki.

Ofiara druga stanowiła pewne niebezpieczeństwo dla przechodniów, ponieważ siedząc na ławce, przez siebie wypuszczone miała czuby butów, cienkie, puste i żałośnie pogięte, jak puste strączki od fasolki szparagowej.
Stylizację uzupełniały paznokcie (Gucio powiedziałby pazury) o podobnym, zaostrzonym kształcie.
Podparciem dla pięt (na szczęście czystych) były obcasiki - podpórki zwane kaczuszkami, jakby od nowości rozgniecione ciężarem właścicielki.


Pani nr 3, agresywna zresztą perfumowo (zapach ten musiał posiadać dużą moc, skoro przebił się przez moją zapachową, awangardową kreację - Don't get Me Wrong, Baby, I don't Swallow firmy Etat Libre)
Może od góry - sam czubek stanowiło coś, co kiedyś było włosami, a teraz sianem, które przeszło wszystko i strukturą przypomina moje najbardziej sfatygowane pędzelki.
Potem ciemne okulary na draperii w formie opaski bandażowej, kolosalna bluza - nietoperz gigant z napisem ( patrz rys.) i kalesonospodnie pomarszczone i wąskie w łydkach, za to nonszalancko niedopasowane wyżej, z krokiem poniżej kolan.
Trampki.
I chichuahua.


Faszyn Wiktimy złowiłam w drodze na wystawę - uchylę tu rąbka tajemnicy, że przygotowuję się już do Krytycznego Piątku.
Ale wcześniej - druga odsłona Miłośniczki Kryminałów.

13 komentarzy:

  1. Faszynwiktimy! Hurrra! Uwielbiam je w Twoim wykonaniu :D Jakby nie były komiczne, zawsze sprawiasz że nie sposób nie czuć do nich sympatii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i ja czuję do nich sympatię. Mam zresztą zawsze ambiwalentne uczucia - no bo to jednak nieładnie nabijać się z czyjegoś nieszczęścia. Tyle przynajmniej, że są anonimowe.

      Usuń
  2. Prosimy o więcej takich wpisów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. 1)przytul meduza! 2) Edwarda nożycoręko-stopa 3) jeszcze nie mam pomysłu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecia nazwa podoba mi się najbardziej - szczególnie, ze jest bardzo uniwersalna

      Usuń
  4. Pięęękne :) a wiesz , że właśnie wczoraj o Twoich faszynwiktimach myślałam , zwłąszcza że też jednego widziałam - dziewczę ubrane w czarną koszulową bluzkę , czarną wąską spódnicę do pół łydki , czarne rajstopy i do tego czerrrrwone tenisówki na białej gumie . Na górze miała jeszcze coś czerwonego , żakiecik czy torbę , nie pamiętam , bo mnie te tenisówki absolutnie oszołomiły .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też widziałam - i to nawet niejedne czerwone trampki (ale trampki, nie tenisówki) do czarnych rajstop. W ogóle trampki do rajstop są słabe

      Usuń
    2. a to były tenisówki , rasowe klasyczne tenisówki .Rajstopy pal sześć , ale ta spódnica z tenisówkami....

      Usuń
  5. że się bezczelnie ;) wtrącę - bo nie do końca rozumiem - co jest nie tak w tenisówkach/trampkach do spódnicy?

    OdpowiedzUsuń
  6. ech, nie udało mi się, poprzedni komentarz miał być gdzie indziej.... pod rozmową nt. tenisówek oczywiście.

    A ogólnie - cieszę się bardzo z powodu powrotu ofiar mody!! Małe pytanko - co ma druga postać w dłoniach (oprócz pazurów)?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.