WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 6 czerwca 2014

Krytyczny Czwartek z MSN + recenzja wpływowego widza

Pamiętają Państwo może postać Klienta od Karalucha? - że tak zacznę pozornie nie na temat.
Ów człowiek o wybitnej osobowości, a o którym w zasadzie nic nie mogę napisać poza tym, że rzeczywiście w tym wypadku dyskrecja jest konieczna ze względu na stanowisko - a więc ów człowiek napisał do mnie, komentując niejako poprzedni Krytyczny Piątek, co pozwolę sobie przytoczyć :

"Łaziłem w sobotę w okolicach Pałacu Ujazdowskiego i natrafiłem na Panią, która siedziała przy kilku interaktywnych (modne słowo!) stolikach przy pawilonie Laboratorium, obok Zamku.
Otóż na tych stolikach widniały tabliczki z napisami. Napisy, mimo, iż zapamiętałem tylko dwa, były proste.
"Sytuacja 1" i "Sytuacja 2". Do tego dopisek w rodzaju "Twój ślad". Jeden ze stolików był zaopatrzony w grubą drewnianą belkę, nabijaną wieloma gwoździami, drugi zaś posiadał kilka kamieni i kubełek z farbą. Chodziło o pomalowanie kolejnego kamienia i zachowanie go dla potomnych...pozostałych stolików i ich przesłania nie zakonotowałem.

I tu powstaje problem...czy mam być przemądrzały i starać się wygłosić komentarz do tego czegoś, czy też bezlitośnie owo coś wykpić. Przyszły mi do głowy liczne możliwości, łącznie z rozglądaniem się, czy nie ma w pobliżu ukrytej kamery. Więc stanąłem przy tych stolikach jak kretyn i próbowałem chłonąć sztukę.
Pamiętałem przy tym twoje zalecenia, żeby powiedzieć po prostu podoba mi się czy nie... Ale to nie takie proste, bo strasznie trudno coś powiedzieć bez próby zrozumienia, o co tu k... chodzi...!
może jak coś ma ładny kolor, to po wyłączeniu mózgu powiem, że jest fajne, podoba mi się...ale tu? Tak z marszu? Za cholerę...
Ten niezręczny moment przerwał mój pies, który najwyraźniej poczuł potrzebę chwili i zaimprowizował "sytuację nr 3", tworząc obok Pani swój wyrazisty ślad i kształtując w ten sposób otoczenie (i chyba sztukę)...a że sztuka owa ulotną być musiała, więc jej wyraz usunąć trzeba było, zaopatrując pobliski pojemnik ze śladami sztuki...
I wróciłem do domu w poczuciu bycia prostakiem..."

Zaczynamy - dzisiejsza relacja odniesie się do części prac malarskich z budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W stosunku do zeszłego roku nastąpiła roszada - wiele "eksponatów" zamieniło się miejscami - np jaja w pończochach i telewizor z odciętymi głowami znalazły się na parterze. I proporcjonalnie - parterowce awansowały na wyższy poziom.

"Bałwan Cytatów" stoi w tym samym miejscu, bo lodówkę wmontowano w ścianę, a wiem od pani, że potwornie drogo ta maszyneria kosztuje.


Przypomnę : bałwan jest prawdziwy, więc topi się cały czas, na guzikach ma wyryte cytaty z Rozmyślań Marka Aureliusza, np "Ludzie istnieją dla siebie wzajemnie, więc albo ich pouczaj, albo znoś" (aach, aaach) - i UWAGA - cytaty te mogłyby być "mottem dla melancholijno - ironicznej taktyki artystycznej D.".
Natomiast sam pomysł trzymania bałwana w lodówce był już wcześniej niż u D. użyty, w serialu Ally McBeal.

Przypominam - nazwisk twórców, których "dzieł" nie cenię, nie zamieszczam, żeby nie robić im reklamy.

Najpierw o pozytywach - od razu, po wejściu do Świątyni raczej jednak Sztóki, zauważyłam wybitne rysunki. Jakże ucieszyło mnie, że wykonał je Rafał Bujnowski, którego industrialne, surowe, monumentalne obrazy zrobiły na mnie w zeszłym roku ogromne wrażenie.
Rysunki - twarze górników - węglem (to nie przypadek)




 ...a potem ucieszyłam się jeszcze bardziej, bo przepiękny, niemal mistyczny obraz, który dzięki reliefowej strukturze a to odbijał, a to chłonął światło - też namalowany przez Bujnowskiego.




 I na tym kończy się to dobre, co dziś widziałam w MSN.
Teraz powinnam ogłosić jakiś konkurs dla internautów - który obraz ( z poniższych) jest brzydszy?
I nie chodzi ani o tematykę (nawiasem mówiąc, dla obu kluczowe (?) znaczenie ma penis), ani o kolory, lecz o NIBY-SPECJALNĄ-NIEPORADNOŚĆ. Inaczej "na brzydko" maluje dobry artysta, a inaczej kiepski.
I ja, osoba po ASP (w Warszawie), potrafię to odróżnić.

Może na początek - "Mała Rodzina"


Aha! Stóp malować nie umiemy? Dłoni? Twarzy? No to co - jest przecież siła przekazu.
Słabiutko.
Pani malarka olejno zaczęła tworzyć stosunkowo niedawno... co mi przypomniało kawał o myszy i słoniu.
Słoń : "Myszo, jak rany, jaka ty mała jesteś, prawie cię nie widać, takie nic po prostu!"
Mysz (z zakłopotaniem) "Dobrze, dobrze, ale ja chorowałam..."

 Krytyk tłumaczy :
"Artystka umiejscawia trzyosobową rodzinę [na onirycznym obrazie] w sferze napięcia i symbolicznej przemocy, stawiając jednak dominującą figurę matki na pierwszym planie rodzinnej konstelacji. Obraz doskonale wzbogaca feministyczny kontekst kolekcji Muzeum,wpisując malarkę w grono artystek, które poruszają temat niewypowiedzianych traum i wypartych emocji" - o, jaka szkoda, że nie-wypowiedzianych, może wtedy nie byłoby tego nędznego obrazu? z drugiej strony - nawet zakładając, że autorka wypowiedzieć się umie, łatwiej i efektowniej wyprodukować marne płótno niż sklecić składną wypowiedź, która jest znacznie bardziej "weryfikowalna" niż Sztóka.

Na koniec - kuriozum piątkowe :


Wszystko w jednym - brzydkie, nieporadne, do tego duże. Pan Artysta oszczędzał na farbach, a może chciał przyśpieszyć czas schnięcia, dlatego użył zbyt dużej ilości terpentyny w stosunku do oleju (dodaje się ich do farb olejnych), przez co kolory matowieją i gasną.

Krytyk pisze (i nie zawodzi)
 "Obrazy S. łączą neoekspresyjną stylistykę z silnym potencjałem krytycznym (niestety - tylko potencjałem, przyp.red.), do którego odczytania stymuluje zazwyczaj wyrazisty, aktywny tytuł.
Aktywny tytuł... 
Przyznaję, gdy go poznałam, pomyślałam "A może ja mam do czynienia z niezwykle dowcipnym malarzem?" (co nie zdarza się często, nawiasem mówiąc) - tytuł "pracy" brzmi bowiem następująco :
"BRUNO SZULC OBCINA I ZAKOPUJE PENISA W JAMCE".
Żart wyborny! Ale jednak nie żart, bo oto Pan Artysta udowadnia, że wypowiedzieć się umie, i to na poważnie :
"Bruno Szulc w montażu filmowym dwóch kadrów, w jednym zobaczeniu na obrazie : naraz obcina i zakopuje penisa w jamce. Przy takim ujęciu mniej ważny wydaje się psychoanalityczny aspekt, możliwy do rozważenia poprzez analizę Lacana (penis zajmuje specjalne miejsce w relacji rozkoszy, organ erekcyjny zaczyna symbolizować miejsce rozkoszy, nie jako on sam, ani nawet nie jako obraz, lecz jako brakująca cześć pożądanego obrazu), ważniejsze staje się przejście ponad ograniczeniami konwencji filmowej i malarstwa, i ostatecznie, nie brak pożądanego obrazu, a jego nadmiar. Dodatkowo nieruchomy obraz malarski można oglądać tak długo jak film, po czym wrócić do niego i ponownie oglądać tak długo, jak film".
(zdaniem W. artysta nie jest dowcipny, powinien raczej trafić pod skrzydła pani dr Tyszkiewicz, która wydaje albumy swoim pacjentom, osobom chorym na schizofrenię)
No, to ponownie oglądajmy tak długo, jak film :


Tego się nie odzobaczy, bleh...

W następnym odcinku - arcyciekawe dzieła, na zachętę jedno z nich :


Ale o tym - za tydzień, bowiem jutro Duftart i Womanity!
Uff.


23 komentarze:

  1. Ja bym nie dała rady. Po prawdzie nie jestem po ASP, a po zwykłym Liceum Plastycznym, ale mam nieodparte wrażenie, że jeśli ktoś nie ma daru, nie ma talentu, wrażliwości i fantazji, dziabie byle... penisy, byle tylko zszokować. Tylko, że dziś już niewiele rzeczy szokuje, jest to więc raczej rozpaczliwe wołanie o zauważenie "artysty". Jestem na nie.
    Mursz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wachlarz jest szeroki - penisy, genitalia w ogóle, czynności fizjologiczne, oczywiście akt płciowy, obrażanie uczuć rożnych, bezczeszczenie symboli...właściwie powinnam utworzyć taki spis.
      Talent - i warsztat - one są najważniejsze. I coś do powiedzenia - wówczas skorzystanie z "wachlarza" nie razi, bo nie jest jedynym użytym środkiem - mam nadzieję, że wyrażam się zrozumiale?

      Usuń
    2. A, no właśnie - do wachlarza dokładam traumy

      Usuń
    3. I stresa jeszcze dołóż - bez stresa nie ma biznesa , w tym wypadku biznesa na sztóce robionego...

      Usuń
  2. Ja już tego Pana anonimowego lubię :).

    A w ogóle to w sumie zadziwia mnie to i razi jednocześnie, mam wrażenie ze wystarczy cokolwiek nasmarować w temacie "niewypowiedzianych traum i wypartych emocji" ( i zapewne mieć odpowiednie czyjeś plecy) i taki za przeproszeniem bohomaz staje się "śtuką". Fakt tego się nie da odzobaczyć :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie tak chyba tak. Takie to "na jedno kopyto" jest, nudy, nuuudy. Mnie by było wstyd - nie penisa namalować (nie próbowałam! o cholera...!), tylko tępo powtarzać te płytkie, prymitywne sposobiki na zaistnienie

      Usuń
  3. A mnie kuriozum rozbawiło do łez. Naprawdę. Za sugestią krytyka nie wnikałam w psychoanalityczny aspekt, ani słowami wybitnej osobowości, nie zastanawiałam się o co tu k.... chodzi.Wystarczyło tytuł skojarzyć z obrazem, wyobrazić sobie okoliczności i trzęsawka śmiechowa gotowa. Wisienką na torcie jest wyraz twarzy wspomnianego Brunona. Szczególnie oczy. Wyraz "jamka" mnie wprost rozczulił. Och, ta sztuka nowoczesna. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to jest zbyt nieudolne, odpychające i żałosne, żeby śmieszyło - aczkolwiek słowo "jamka" podziałało i na mnie.
      I raczej zasmuciła mnie wypowiedź Pana Artysty, który zapętlił się w wyznaniach, zjadając własny ogon

      Usuń
  4. Czekam na Twoje recenzje i czytam je z niekłamanym zainteresowaniem. Jest kolejna. Znowu ze znanego z recenzji miejsca. Nie mnie wskazywać cel recenzenckich penetracji. Ale chyba się nie mylę, jeżeli będę domniemywał, że w największej polskiej metropolii można znaleźć jeszcze inne poza CSW, MSN czy Zachętą miejsca, gdzie są wystawy. W takim centrum kultury bywają też pewnie wernisaże artystów wszelakiej maści. Taka dygresja.
    Bujnowski, bez komentarza. Zdolny, wszechstronnie wykształcony, aktywny w środowisku. Ma talent, co umiejętnie wykorzystuje.
    Mała Rodzina jest w porządku. Penis w tym przypadku spełnia swoją rolę. Jest siła przekazu. Stopy, ręce twarze nie domalowane? Przyganiał kocioł garnkowi.
    Nie wiem, czy nie podawanie nazwisk ocenianych artystów jest ok, ale to Twoja decyzja.
    Z wyrazami uszanowania i podziwu dla aktywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1.nie, nie tylko z tych miejsc są recenzje - chociażby Bażowska. Miejsca znane z nazwy, ale w środku inne rzeczy, niż w zeszłym roku. Ba! wystawy czasowe zmieniają się właściwie wciąż. Poza tym te miejsca mają ambicje bycia opiniotwórczymi i SĄ reprezentacyjne, pokazują eksponaty z prestiżowych konkursów i wystaw, więc nikt mi nie może zarzucić, że pokazuję margines. Więc nie tylko tam chodzę, żeby zobaczyć coś ciekawego (z takich czy innych względów), ale żeby wiedzieć, co jest na topie. Będę bywać i tam, i w innych miejscach.
      Dygresja nietrafiona. Zanim zaczniesz mnie pouczać, zapoznaj się z wcześniejszymi wpisami i nie zakładaj, że wiesz, co będzie - bo tego nawet ja, autorka, nie wiem.
      A najlepiej nie pouczaj wcale, tego nikt nie lubi. Są przyjęte formy bardziej strawne, jeśli chce się komuś doradzić.
      W Malej Rodzinie wszystko umieszczone celowo, można to nawet udowodnić na piśmie. Tyle, że nie porusza.
      "Przyganiał kocioł garnkowi"? Co to ma znaczyć? Że ja nie domalowuję dłoni i stóp? Chyba sobie kpisz.
      Nie podaję nazwisk artystów, których prac nie cenię - podaję te, które cenię. I to jest bardzo ok, nie musisz mi dawać pozwolenia.

      Usuń
    2. Szanowny Wolandzie (piękny pseudonim, już Pana lubię),
      ma Pan całkowitą rację - nie Panu wskazywać cel przechadzek do galerii, które autorka podejmuje we własnym wolnym czasie.

      Z wyrazami uszanowania i pełnego zrozumienia dla Pańskiego gustu odmiennego od gustu Autorki bloga :)

      Usuń
    3. Sabbath dziękuję za przyznanie mi racji, aczkolwiek wyraziłem się dosyć jasno "Nie mnie wskazywać...

      Justyno. Z twojej odpowiedzi wnioskuję, być może się mylę, że mój komentarz cię wzburzył. Nie taka intencja mi przyświecała. Po prostu zabrałem głos w sprawie krytycznego piątku. Jedną z form krytyki jest recenzja. Tak zrozumiałem twój wpis. Wypowiedź zwana recenzją ma pewną, przyjętą literacko budowę. Powinno być wskazane miejsce, temat, autor oraz opinia recenzującego dane dzieło. Miejsce jest, opinia też, ale o autorze ani słowa. Myślę, że wspomnieć o braku informacji o autorach krytykowanych prac miałem prawo..
      Skoro jestem przy recenzjach, to odniosę się do słów wpływowego widza, określonych przez ciebie jako recenzja. Z nich dowiedziałem się, że łaził po okolicach, zobaczył interaktywne stoliki z Sytuacjami, zamyślił się nad nad nimi, nie był pewien, czy pomyśleć o co w nich k...chodzi. W rezultacie za cholerę nie potrafił określić swoich doznań bardzo metaforycznie zasygnalizował spójność owego artystycznego projektu z aktem fizjologicznym pupila. Recenzja to jest? No nie wiem.
      Jeszcze odniosę się do mojej domniemanej kpiny w sprawie dłoni, stóp i twarzy. Nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że autor Małej Rodziny je namalował, tylko nie dokładnie. Robisz to też ty w swoich "panienkach". Nie skupiasz się na szczegółach, tylko zaznaczasz ich kształt. Co wydaje się interesujące, tak jak w przypadku omawianego obrazu. Jestem fanem twojej twórczości.

      Usuń
  5. Straszne paskudztwo te obrazy. Nie jestem wykształcona artystycznie, i ta bazgroły do mnie ani nie przemawiają, ani mi się zwyczajnie nie podobają. Justynko, nie daj się sprowokować - komentarze mogą być różne, takie prawo internetu. W przeciwieństwie do tych "głębokich" bohomazów "tylko dla wybranych" (bo ja tępak nie umiem docenić) Twoje obrazy w dużej mierze mi się po prostu podobają - a nawet te, których nie chciałabym mieć na ścianie, doceniam.

    VI4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - tym niemniej biorę pod uwagę, że można mieć inne zdanie od mojego, nie trawię tylko demagogii. I protekcjonalnego tonu.
      Fajnie to słyszeć!

      Usuń
  6. Powiem szczerze - na widok Brunona Szulca , nota bene współczuję mu , bo się chyba teraz w grobie przewraca , o mało nie oplułam monitora truskawkami . Po wczorajszej rozmowie z Tobą wiedziałam , że to będzie códne , ale nie sądziłam że aż do do tego stopnia :DDD . Twoje odczucie co do Szulca podzielam - w stosunku do Rodziny : brzydkie , nieporadne , żenująco nieporadne i do tego z estetyką zaczerpniętą z ulicy , albowiem takie penisy najczęściej się widuje na murach lub przystankach , opatrzone z reguły wrogim komentarzem pod adresem nielubianego klubu piłkarskiego . Kiedy sie toto ogląda ,rzeczywiście próbować wyprzeć wzbudzone przez dzieuo emocje to niewypowiedziana trauma , szczerą prawdę krytyk napisał :D
    Wracając do Szulca - naprawdę mnie rozbawił , bo po dłuższej chwili , kiedy usiłowałam zrozumieć czemu ten gość ma jakieś dodatkowe wypustki i skoro to ręce , to dlaczego tak nieanatomicznie umieszczone , od razu przypomniał mi się film pod tytułem "John Carter" , reklamowany przez plakat , na którym bohatera goniły dwie gigantyczne bestie , mające cztery ręce umieszczone dokładnie tak jak Szulc na obrazie . I tak samo druga para taka maluśka , niewyrośnięta .Czysty zbieg okoliczności :P ?
    Sam pomysł i "aktywny tytuł" powalają , ale do tego pan autor nie za bardzo jest za pan brat ze swoim językiem ojczystym - poprawnie tytuł powinien brzmieć "Bruno Szulc obcina i zakopuje penis w jamce" , nie penisa . Zakopuję nos , stół , nóż , żołądek , zakopuję kogo co , nie kogo czego . Odmiana przez przypadki się kłania , obywatelu artysto . Że już nie wspomnę o "jednym zobaczeniu" , bo to już w ogóle niewypowiedziana trauma :P
    Komentarz do obrazu jest dokładnie na poziomie dzieła i tak samo "zrozumiały" , chociaż swoją drogą bardzo mnie intryguje , dlaczego Bruno Szulc obcina penis i zakopuje go w jamce , dlaczego w jamce w lesie i dlaczego akurat Bruno Szulc ? Tutaj artysta jest jak na mój gust zbyt powściągliwy w swojej wypowiedzi :P
    Natomiast określenie "nadmiar obrazu" po prostu mnie zachwyciło i czuję ,że będę go używać z wielką uciechą i wiele razy :D

    Bujnowski jest świetny , nie jest to może twórczość , którą bym chciała mieć w domu , ale widać zdolności , łatwość władania środkiem przekazu , doskonale opanowany warsztat i co najważniejsze myśl , ideę , to co on robi jest zrozumiałe i widać , że facet ma coś do powiedzenia , w przeciwieństwie do niewypowiedzianej traumy w jamce . Zresztą nie chcę być niesprawiedliwa - być może pani od niewypowiedzianej traumy też ma coś do powiedzenia , tylko za cholerę nie wiadomo co i czy w ogóle . Natomiast co do jamki - jedyną treścią jaką jestem w stanie odczytać jest "Ja chcę być sławny !!!" . A to akurat nie jest treść , jakiej poszukuję w sztuce....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze jedna uwaga - gdyby Szulc rzeczywiście próbował obciąć sobie penis w takiej pozycji jak na obrazie , musiałby się podpierać głową , bo inaczej rymsnąłby twarzą w glebę :D coś z mechaniką ciała ludzkiego pan artysta też na bakier jest :D i gdzie tu nałożenie dwóch kadrów ? nie da rady , panie kochany , najpierw sam pan spróbuj cokolwiek zrobić w takiej pozycji a w ogóle spróbuj ją przyjąć i się nie wywrócić :P

      Usuń
    2. Parabelko. Myślę, że dokonał tego na stojaka. Poza przedstawiona umożliwia zakopywanie w jamce, chociaż pozycja w kucki bardziej by była wygodna, :D

      Usuń
    3. Parabelko - nie wzywaj autora do obcięcia czegokolwiek, bo jeszcze to zrobi, sfilmuje i opatrzy komentarzem. Natomiast czy by rymsnął, czy nie rymsnął - nie wiem, skoro robi dwie rzeczy naraz, to wszystko jest możliwe - nawet brak grawitacji.
      "Niewypowiedziana trauma w jamce" - mogłaby być świetnym tytułem. Czegoś namalowanego przeze mnie. Nadrobiłabym braki - ponieważ nigdy nie malowałam żadnego penisa. Nawet takiego z murku. Wstyd.
      Co do posługiwania się stylistyką "płotową" - nie przeszkadza mi to, jeśli jest użyte z głową (i talentem). Np znacznie ciekawiej wyglądałby taki obraz namalowany realistycznie, z niektórymi elementami prymitywnymi. A jak wszystko jest prymitywne, bez żadnego kontrastu...no cóż, z pewnością poruszałoby, gdyby było namalowane przez dziecko, przez samą tematykę. Ale tutaj, w MSN, tak wg mnie, powinno się mieć większe wymagania w stosunku do artysty, większe, niż do twórczości dziecięcej.

      Usuń
    4. Ju , ale a nuż obetnie sobie organ odpowiadający za wytfórstwo takich dzieu ? Nigdy nie należy tracić nadziei ;)

      Gdyby tę niewypowiedzianą traumę i Rodzinę namalowało dziecko , byłby to powód do poważnego niepokoju , bo sugerowałoby to molestowanie seksualne dziecka czyli sprawa prokuratorska z urzędu , ale kiedy takie coś maluje wykształcony rzekomo artysta , jest to naprawdę bolesne...

      Usuń
  7. A ja jeszcze raz, jeno w kwestii Bałwana. :)
    http://1.bp.blogspot.com/-YJCpSBZOvVw/UehncphtQQI/AAAAAAAAG9c/EZeo__n9_jk/s1600/Krytyczny+Czw+Muz+009.jpg
    Tak wyglądał w Krytycznym Czwartku. :)
    Podobał mi się wtedy ten projekt artystyczny. Świetnie, że Justyna do niego wróciła.Chociaż nie jestem pewna zachwytu Justysi tym dziełem. :) Z tego co widzę, z rzeźbą Się Dzieje. Myślę, że zgodnie z intencją autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy go zobaczyłam, wydał mi się, mimo temperatury, pełnym ciepła znajomym.
      Zaś Bałwan ulega całkowitej destrukcji co roku - i co roku do lodowy wstawiany jest nowy.

      Usuń
    2. No nie! To jest OSZUSTWO!
      Naprawdę, nie udaję. Czuję się bardzo zawiedziona.
      A poszli oni won s takom iskusstwom!
      Justyna, uprzedzaj znajomych o takich cudach. :D

      Usuń
    3. Ja nie byłabym taka surowa - wszystko zależy od tego, jaką umowę podpisze się z Bałwanem :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.