WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 13 czerwca 2014

Krytyczny Piątek z MSN czyli Dzieła z Niczego

Zapraszam na drugą relację z Muzeum sztuki Nowoczesnej w Wwie.
Tym razem na warsztat recenzencki wzięłam obiekty, które zostały poddane magicznej metamorfozie.
Dzięki opatrzeniu opisem oraz umieszczeniu ich w odpowiednim miejscu - stają się Dziełami Sztuki.

Przypominam - nazwisk "twórców", których prac nie cenię, nie zamieszczam.

I tak, pewna Pani Artystka, reprezentowana jest przez :



...i opis na ścianie :
"Jej rzeźby charakteryzują się odniesieniami do architektury, szczególnie późnego modernizmu w jego wernakularnych przejawach. (...) Artystka śledziła formy spontanicznej, oddolnej architektury bazaru (na Stadionie Dziesięciolecia przed zburzeniem - przyp.red), jej metamorfozy (...)
Praca ta stanowi swoiste upamiętnienie powracającej dziś utopii społecznej funkcji architektury."

Sprawdziłam - "werrnakularny - przymiotnik - w odniesieniu do sztuki : rodzimy, nieprofesjonalny, tworzony przez anonimowych twórców"
Pozornie - złom, tymczasem w istocie "upamiętnienie utopii społecznej funkcji architektury" i to wernakularne.

Daleko się nie odejdzie, zamyślić się też nie można, żeby nie zniszczyć kolejnego obiektu.



I tu Krytyk nie zawodzi (a powinien, płaczem)
"artyści stworzyli performatywną instalację dźwiękową, która przekształciła przestrzeń loggii w samodzielny głośnik i instrument" - tyle, że dźwięku nie ma. Są przylepione kartki z wierszami ojca jednego z artystów. Szkoda - może posłuchałoby się czegoś ciekawego - a tak musimy zadowolić się stwierdzeniem, które chyba w dzisiejszym wpisie uznam za najbardziej efektowne :
"POEZJA PRZETŁUMACZONA ZOSTAŁA NA ARCHITEKTURĘ PAWILONU"
Może warto byloby się pokusić o przetłumaczenie poezji na np medycynę albo turystykę? Kulturystykę?
Ot tak rzucam.

Przy owej "pracy" (nazwa przewrotna, bo pracy przy tym nie było wcale), nikt niczego nie przetłumaczył, bo opis zaginął, a TO nie działało (pstryczek znalazłam - na nic)


A mogło być tak ciekawie.

Z boku patrzę - stoi chatka. Myślę sobie - najpierw wejść czy zapoznać się z tekstem?
Wejść się nie dało, jakieś słabe te eksponaty, a z opisu wynikało, że to replika chatki Unabombera. Słynnego mordercy ( z tyłu - fragment obrazu).


Ojojoj, ale daje do myślenia, aż strach, w ten Piątek 13go.
Pytam się - czy to nie za mało na "kreację twórczą"? Po prostu wykonać replikę? I to do oglądania tylko z zewnątrz?
Zaraz, stop - w MSN takie przestarzałe zasady nie obowiązują.

Kolejny obiekt, który nie działa, to rura - "korkociąg" do przepychania kanalizacji, zwieszająca się z sufitu. Podobno ruchoma,


Do tego stopnia, nawet w MSN, nie wygląda na eksponat, aż miałam wątpliwości. Ale pan przechodzący obok, powiedział, że znalazł opis. Z ostrzeżeniem, by się nie zbliżać do obiektu, kiedy znajduje się w ruchu (podobno co 10 minut można oberwać spiralą hydrauliczną, ale przy mnie nie działała ani razu, a długo "zabawiłam")
O samej rurze napisano tylko, że tytuł "BYĆ" odnosi się do dzieła filozoficznego Foucaulta, natomiast przytoczone są inne prace "rzeźbiarza", których znaczenie
"wiązać można z próbą zlokalizowania źródeł bólu, drenowaniem pamięci czy upuszczaniem krwi miejsca"
Nie wiem, czy upuszczanie krwi miejsca nie jest lepsze od tłumaczenia poezji na architekturę...?

 Z boczku, natknęłam się na artystycznie zepsuty taboret i żaluzje, które to przedmioty przy oglądaniu nie w pojedynkę, mogłyby rozsmieszyć, ale mnie samej nie było do śmiechu, gdyż drugi raz pod rząd w MSN uwięziła mnie ulewa, więc ponuro spoglądałam na ww.:



 Słowo krytyczne troszeńkę poprawiło mi humor :
"Prace te dotyczą relacji między ludźmi i przedmiotami, sposobów, w jakie pamiętamy poprzez otaczające nas materiały oraz jak modyfikujemy swoją tożsamość i emocje żyjąc wśród a czasami dla rzeczy.
"Cofanie wzroku na najbliższy plan" to zmodyfikowane żaluzje okienne, częściowo wygięte, zepsute. Obiekt sugeruje podglądactwo, jednak wzrok patrzącego zatrzymuje się na ścianie. Rzecz pozostaje tym czym jest, nie zamienia się z okno odsyłające do drugiego planu.
Praca "Nie za daleko" to uchylony za pomocą wykałaczki taboret. Po subtelnej interwencji nabrał surrealistycznego charakteru, pozbawiony swej pierwotnej funkcji wydaje się osłabiony i zraniony"

Z jednym się muszę zgodzić - może niekoniecznie "my" ale duet Krytyk - Artysta ma niewątpliwie "zmodyfikowaną tożsamość i emocje".

Wiem o co chodzi - że jak się patrzy PRZEZ coś, to się nie patrzy NA to coś, chyba że z tyłu ZA nic nie ma.
I to dzieło przywraca CZEMUŚ przedmiotowość. Brawo! Jeśli zdać sobie sprawę z tego, ilu uprzedmiotowień można by dokonać, aż się w głowie kręci. Życia nie wystarczy. ani muzów na zaprezentowanie.

A teraz zobaczmy, co można stworzyć, kiedy jest się artystką, jak pisze Krytyk
"odwołującą się do naturalnych procesów (gnicia, wylinki czy metabolii  (wrócę do niej na końcu - przyp. red.)), snującą refleksję na temat materialności oraz niejasnej granicy pomiędzy światem ożywionym i nieożywionym" (snucie refleksji kojarzy mi się, nawiasem mówiąc, z niemiłym zapachem, co w kontekście rzeźb z włosów trochę mnie zbrzydziło)



("czułki" wykonane są ze spreparowanych jelit)

I na koniec już - eksponaty wesołe. Wesołe, bo artyści (damsko - męski duet Bracia) dowcipni.





"Praca "Wielokrotnie ślepe sitko" utrzymana jest w charakterystycznej dla duetu stylistyce śmieciowej, wykorzystującej przedmioty znalezione, zniszczone, pozbawione użyteczności (i jak tanio to wychodzi - przyp. red.) Prezentowane przez Braci hybrydyczne, surrealne stworzenia widzimy w "naturalnym środowisku" - ukryte za ścianą (rzeczywiście - przyp. red.), zamieszkujące zakamarki muzeum.całość przypomina stanowisko w muzeum przyrodniczym. Z jednej strony więc artyści posłużyli się formułą szkatułkową, ironicznie umieszczając swoje muzeum w obrębie muzeum, z drugiej zaś stworzyli metaforę, w której pozostałe prace prezentowane na wystawie są otaczającym ich wyspę oceanem. Groteskowy wymiar pracy artyści podsumowali zdaniem : "Woda powoli zjada wyspę, na pamiątkę drukujemy fototapetę, pan z ksero obcina niechcący jedną głowę Dolly. "
Troszeczkę mi się to kojarzy z wczorajszą próbą oglądania filmu - posłużyłam się streszczeniem bo już trwał. I nic nie pasowało - miał być psycholog kontra psychopata, a tańczyła sobie jakaś młodzież i śpiewała. A potem się okazało, że to nie ten film.

Jak mówiła moja śp. Babcia - "Cóż dalej, szary człowieku?"

To ja może odniosę się do określenia "metabolia", użytego przez Krytyka przy próbie zdefiniowania prac snującej refleksje artystki. Podejrzane słowa zawze sprawdzam, więc nikt się nie czepi :

"Metabolia - zdolność niektórych wiciowców do zmiany kształtu komórki. Metabolia jest cechą typową dla euglenin, jednak do ruchów znanych jako eugleniczne zdolne są również inne protisty, np przedstawiciele bezskorupkowych bruzdnic, a nawet komórki zwierząt, np. planule." - i to jest proponowane przeze mnie zakończenie dzisiejszego wywodu.
Dziękuję za uwagę.

35 komentarzy:

  1. Upieranie się przy niepodawaniu nazwisk artystów jest małostkowe i świadczy o braku szacunku dla czytelników. Powyższa wypowiedź nie jest więc recenzją, której istotnym elementem jest zapoznanie właśnie z autorem opiniowanego dzieła. Wspomniałem o tym przy poprzednim piątku.

    Jestem w pełni świadomy, że mój wpis nie spotka się z aprobatą Justyny i jej stronników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój wpis spotka się z moim wzruszeniem ramion. Uważaj sobie, co chcesz. Ja pozostanę przy moich ustaleniach, do których mam pełne przekonanie. W końcu to mój blog.
      Niepodawanie nazwisk jakichkolwiek byłoby małostkowe - ale nazwiska twórców cenionych przeze mnie podaję. Co warto przy okazji podkreślić. szczególnie, że Ty tego nie robisz.
      Pierwsze zdanie, jakie napisałeś, świadczy natomiast o braku manier i podstawowych zasad dobrego wychowania.

      Usuń
    2. To jest blog, nie encyklopedia. Nie ma obowiązku podawania nazwisk.
      I być może to część kreacji wizerunku artystycznego Autorki, więc widzę tu małostowość i brak zrozumienia -jedynie ze strony komentatora wpisu.

      Usuń
    3. Sądzę ,że nikogo nie obchodzi nazwisko osoby , która uważa połamaną ławkę i zepsute żaluzje za dzieło sztuki *wznosi oczy do nieba z westchnieniem* . Tylko człowiek całkowicie pozbawiony własnego zdania byłby skłonny uznać to rzeczywiście za dzieło sztuki ; wystarczy przejść się po mieście po jakichś rozróbach ulicznych , a takich "dzieł sztuki" na pęczki się znajdzie .

      Usuń
    4. Justyna pełne poparcie :-)

      Usuń
    5. Zacznę od końca - Anonimowemu dziękuję.
      Parabelko - nie wiem, czy nikogo nie obchodzi. wiele z osób, które zrobiły/postawiły TE RZECZY pokazywały prace na Biennale w Wenecji np i w ogóle są znane "w środowisku instytucji sztuki". Wiem jedno - gdyby tego rodzaju artysta zjawił się na którymkolwiek z licznych plenerów artystycznych, na które jeździłam, zostałby wyśmiany, aż bałby się wchodzić do stołówki
      Tak Magdo, masz rację - choć o rzeczach, które mi się podobają, piszę rzetelnie. By zainteresować Czytelników

      Usuń
    6. Trochę jestem skonfundowany, ale być może jednoznaczne wyrażenie przeze mnie zdania, mogło być przyjęte nieprzychylnie. Nie pomyślałem, że może to świadczyć o złym wychowaniu i fatalnych manierach. Nie przepadam za owijaniem w bibułkę. No cóż, niech będzie i tak.

      Usuń
    7. Jednoznaczny nie musi oznaczać "autorytarny".
      a swoją droga, nie podawanie nazwisk - TYLKO tych, których nie cenię, można odebrać jako wyraz...chęci oszczędzenia autorów, więc empatii w istocie.

      Usuń
    8. A kto zasugerował, że jednoznaczność to to samo co autorytatywność?

      Usuń
    9. Miałam na myśli to, że nie jednoznaczność mi przeszkadza i "bezogródkowość", tylko autorytarny ton.
      Następna recenzja na pewno będzie z nazwiskiem. już się przygotowuję.

      Usuń
  2. "Chciałoby się wielkich rzeczy a tu rzeczywistość skrzeczy"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dosłownie - bowiem w MSN rzeczywiście skrzeczy - telewizor z kadrami zmasakrowanych ciał. Poza tym brzęczy mucha, nagrana i puszczona "w pętli", coś szumi, dudnią afrykańskie bębny - bowiem każdej projekcji filmów w kabinach towarzyszy zazwyczaj agresywny podkład dźwiękowy.

      Usuń
  3. Kurcze, u mnie w kuchnie jedna z szafek się nie domyka - muszę improwizować używając gumki - do dziś myślałam, że to partactwo i lenistwo, bo nie chce się nam naprawić, a od dziś wiem, że to SZTUKA! Sztuką można okrzyknąć wszystko, jeśli się umie do tego dorobić ideologię...nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Moim zdaniem wynika to po prostu z braku talentu i jednocześnie ego jak zeppelin - mi by przez myśl nie przeszło, żeby takie "eksponaty" nazywać sztuką, nawet gdyby mi przyszedł do głowy jakiś pokrętny pomysł, jak je tłumaczyć...

    VI4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przypomina mi się rozmowa z dyrektorem MSN, ktory nie pytany powiedział, że nie chodzi mu o zgromadzenie dzieł sztuki, że najbardziej liczy się dlań PRZEKAZ.
      Mam wrażenie, że jest ów przekaz bardzo wyrazisty.

      Usuń
    2. Przekaz ów brzmi "brakuje nam wysypiska" ?

      Usuń
    3. Przekaz brzmi "Możemy się posunąć dalej, niż przypuszczaliśmy"

      Usuń
    4. Eeeetam , takie posuwanie to nie posuwanie :P jeżeli to uznają za dalej niż przypuszczali , to mają baaardzo ograniczoną wyobraźnię :P

      Usuń
    5. Chodzi mi o posuwanie się...w bezczelności, tzw. badanie granic

      Usuń
    6. No wieeeem ;) z tym badaniem granic ciężka sprawa ,bo najwyraźniej granic nie ma , jako że tzw. przeciętny odbiorca wygłasza bezpieczne "ja się na tym nie znam" , zamiast zająć jakiekolwiek zdeklarowane stanowisko , a zwłaszcza nikt się nie ośmiela powiedzieć że to śmieci , głupota , brzydota i bełkot , "no bo przecież w muzeum stoi , znaczy sztuka" . W ten sposób ujawnia się odmóżdżenie narodu .

      Usuń
  4. "Zraniony taboret", to doskonale oddaje stan umysłu kilku osób...

    OdpowiedzUsuń
  5. Phi, artystą wernakularnym to ja już w ósmej klasie podstawówki zostałem, gdym przygotował instalację "Żarówkom śmierć" (czyli przymocowaną do zakrętki, pomalowaną na czarno żarówkę zamkniętą w litrowym słoiku). Znasz może jakiegoś mecenasa, który skłonny byłby zainwestować w mój geniusz? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, Gryxiu, że znam wielu takich, którzy zainwestowaliby w ciebie. Jako w kulturalne działanie oddolne. Najpierw można by zwrócić się do tych, którzy moje prace uważają za zbyt tradycyjne.
      Na wszelki wypadek zrób już replikę - chyba, że zarchiwizowałeś "Żarówkom Śmierć"

      Usuń
    2. Nie mam,ponieważ dzieło owo dostąpiło zaszczytu stania się własnością pracowni plastycznej :) Ciekawe, czy gdzieś tam jeszcze jest... może w kantorku? No chyba barbarzyńcy nie wyrzucili?! :(

      Usuń
  6. Hyhy , poezję na kulturystykę przetłumaczyła Szymborska w latach 60 , cytuję ;
    "Od rzęs po pięty wszedł napięty,
    oliwne na nim firmamenty '
    ten tylko może być wybrany ,
    kto jest jak strucla zasupłany ."


    Wracając do eksponatów - one to jeszcze pół biedy , najlepsze są opisy , i chyba zacznę w chwilach depresji biegać do MSN dla poprawy humoru , bo mało nie oplułam ekranu :D
    A które to jest "Wielokrotnie ślepe sitko" ? Bo idealnie pasuje do niewypowiedzianej traumy w jamce :DDD
    W ogóle to czuję przypływ weny twórczej i mam głębokie przekonanie , że marnuję się nie zostając artystą nowoczesnym , ileż ja bym dzieł stworzyła i to jakich ! I dzięki Tobie Ju i temu wpisowi widzę , ile sztuki mnie otacza , normalnie jak w muzeum ! A to drukarka , która właśnie odmówiła współpracy z powodu braku tonera , a to stara ładowarka do telefonu , a to podrapane przez kota krzesło , jeju jeju jeju....

    VI4 - też mam takie dzieło sztuki , tylko w przedpokoju :D znaczy może nie dlatego że się nie domyka , tylko żeby koty nie właziły do środka , ale przecież tego nikt nie musi wiedzieć , prawda :D ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, ja też to mam - wszędzie sztukę widzę! "Sztukę" oczywiście.
      Wielokrotnie ślepe sitko to zbiór prac - kości, nutrie, telewizor i ksero
      Na depresję taka wizyta mogłaby pomóc, ale nie samemu! Wiem, co mówię

      Usuń
    2. Bardzo trafne nawiązanie do ironii Pani Wisłockiej. Jeżeli klimat prześmiewczego potraktowania przez poetkę przedmiotu lirycznego, Parabelka porównuje z intencją Pani Justyny, to bardzo mi to odpowiada. Ironia tak, natomiast złośliwości raczej mówię nie.
      "Od szczęk po pięty....."
      Uszanowanie.

      Usuń
    3. Mnie też odpowiada - tylko czemu Wisłockiej?

      Usuń
    4. Możliwe że od szczęk , ten fragment pamiętam z podręcznika do IV klasy LO a było to baaardzo dawno temu , więc mogłam coś pokręcić .
      Natomiast zdecydowanie nie przekręciłam nazwiska autorki , a pani Wisłocka poezją się raczej nie parała .

      Usuń
    5. Dziewczęta! Ustrzeliłyście mnie bez pudła! Mam za swoje jak nic! Wolandzie baranie!
      Wisława, Wisłocka!
      Rano to było, biegiem. Michalina mi siedziała w głowie.

      Usuń
    6. Spox, po obejrzeniu tylu Dzieł nie wie się, czy to pomyłka, czy może coś bardzo głębokiego. Każdy może stracić rachubę

      Usuń
  7. Hi hi hi. Skóra i kości. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Możecie mi dać po łapach. Lubię Wolanda,,

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.