WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Studia - najlepsze lata?

Jak Państwo wiedzą, w sobotę czekała mnie okazja niezwykła, towarzysko - artystyczna.
Wernisaż praca mojej koleżanki z roku z Grafiki, Eli Dudek i jej wysmakowane Portrety Warzyw w formie kalendarza.




Elę zapamiętałam jako żywiołową dziewczynę, malującą z rozmachem przesiąknięte kolorem obrazy.
Zupełnie mi te wysublimowane, wypracowane, piękne skądinąd rysunki nie pasowały, choć oczywiście obejrzałam je z przyjemnością.
Ela na szczęście nie zmieniła się nic a nic.


Tak jak i reszta osób, nie widzianych od Dyplomu w 1994 roku.
I zastanawiam się, czy to ja widzę ich podobnymi do zapamiętanych wtedy, 20 lat temu, mimo upływu czasu, czy też faktycznie czas dla nich stanął w miejscu?

Oczywiście bardzo poprawiło mi samopoczucie komplementowanie mojej nowej figury. Piszę, że poprawiło, bo choć uważam się za osobę towarzyską, przed tym spotkaniem czułam sporą tremę.

Cały wczorajszy dzień usiłowałam sobie przypomnieć historie z ASP a dziś zastanawiałam się, dlaczego tak niewiele przychodzi mi do głowy...?

Pierwsza połowa lat 90tych to lata dla mnie niełatwe. Wyprowadziłam się z domu, wynajęłam mieszkanie i ciągnęłam pracę w agencji reklamowej oraz dzienne studia. Mieszkałam w klitce niedaleko Dworca Centralnego, z okien mając widok na ów obiekt oraz Pałac Kultury, a pod domem wiadukt i dwupasmówkę z liniami tramwajowymi. Hałas nieprawdopodobny. Przy otwartych oknach nie było słychać rozmowy, przy zamkniętych - zaduch w klitce osiemnastometrowej.
Telefonu brak, a więc by się skontaktować z pracą (umowa zlecenie) musiałam lecieć na dworzec do automatów na "2 złote dzwoniące".
Przygarnęłam maleńkiego kotka, którego nazywałam Mały Czarny albo Czarnulek. Siedział mi na ramieniu, kiedy rysowałam i mruczał do ucha. Kochałam go bardzo. I zgasła ta biedna istotka, na moich rękach, nie dożywszy dorosłości. Ciężko to przeżyłam.

Do pracowni pędziłam rano - już na dole dudniła muzyka i dobiegał zapach grillowanych kiełbasek na grzałce do podgrzewania kalafonii na grafice warsztatowej oraz słychać było dźwięk upadających kapsli od piwa Królewskie, którym raczyła się brać malarska.
Muzyka...
Posłuchajcie, co to było :


Ewentualnie Kraftwerk


Z bardziej lirycznego repertuaru Mike Oldfield


I w tym wszystkim ja, trochę z boku, na niewielkiej powierzchni - sztalugi, kubik i skrzynka z przyborami malarskimi. Pachniałam Vanilla Fields Coty'ego, paliłam mnóstwo papierosów i chyba poza plenerami nie piłam alkoholu (a przynajmniej nie pamiętam - może dlatego, że zaraz po zajęciach jechałam do roboty).

Plenery - tam było, nie powiem, wesoło.


Na powyższym zdjęciu właśnie skończyłam śpiewać na stole "Miłość ci wszystko wybaczy".

Najdziwniejsze jest to, że siebie z tamtych czasów słabo pamiętam...


Okulary lubiłam zawsze


Mam wrażenie, że nie żyłam wtedy pełnią życia.

Rozstałam się z pierwszym facetem, z którym już planowaliśmy wspólną przyszłość, za granicą zresztą.
Dość dramatycznie - bo porzucił mnie dla najlepszej przyjaciółki z pracowni, o czym dowiedziałam się od jego mamy "To nie jest twoja przyjaciółka, to wąż!" oznajmiła mi z przejęciem.
Na szczęście potem nasze drogi studenckie się rozeszły i już jej nie widywałam. Pracowałam dużo, więc musiałam zawiesić studia na dwa lata, dyplom zrobiłam nie ze swoim rokiem, już będąc mężatką, zresztą średnio szczęśliwą. No dobra, wcale.
Sensu malowania nie widziałam - przecież wszystko już było...
Beznadzieja.

Może z powodu kolei życia, które później jeszcze bardziej mi się pogmatwały, tak bardzo cenię to, co mam teraz. Gustaw, Wojtek, mieszkanie, zlecenia, Duftart, ten swój blog...i Pepa, rzecz jasna.

I wszystko ma sens, z przeszkodami, ale idzie do przodu.
Szkoda tamtych lat, może mogły wyglądać inaczej, ale czy ja wówczas znajdowałabym się tu i teraz?
Nie, na pewno nie.

10 komentarzy:

  1. Ju, bardzo fajny wpis, lubię takie, dzięki. Uściski, K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dziękuję. Napisałam samą prawdę, bez upiększeń.

      Usuń
    2. I to się czuje.

      Usuń
  2. Justynko najchętniej przytuliłabym Cię mocno i powiedziała niczego nie żałuj. Tamte lata sprawiły, że dziś jesteś taką osobą jaką jesteś i za to należy im być bezgranicznie wdzięcznym bo jesteś cudowna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam tylko z racji tego, że jesteś moją imienniczką - a na serio... żałuję, że słabo pamiętam przeszłość. Nie wiem, czy to wyparcie, czy jak?
      Uściski i dziękuję za dobre słowo

      Usuń
  3. Bardzo lubię takie Twoje wpisy - masz talent nie tylko malarski. I zgadzam się - nie ma sensu żałować czegoś co minęło, bo i tak nie mamy na to już wpływu. Uściski Justynko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, najlepiej nie przejmować się czymś, na co nie mamy wpływu - tyle, że ja się uczę tego chyba przz całe życie. Jakieś tam postępy są, nie powiem.
      Dziękuję!

      Usuń
  4. Bardzo ładny wpis. Trzymaj się cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Justyno powinnaś napisać książkę :-)

    OdpowiedzUsuń