WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 13 grudnia 2014

Wspaniałe i okropne... dzieciaki

Bernard Shaw powiedział kiedyś "Ludzie, którzy nie lubią dzieci i psów, nie mogą być tak całkiem źli" (co do psów, polemizowałabym).
Tydzień temu zadeklarowałam się, na ochotnika, spontanicznie, że poprowadzę warsztaty robienia kartek świątecznych na festynie w szkole Gucia. Kupiłam stosowne materiały i prawdziwie stremowana, nie mogąc spać do trzeciej w nocy poprzedzającej ten dzień, wyruszyłam do szkoły.
Założyłam sukienkę w czarno - zielony, nieregularny wzór, a na pytanie skierowane do synka, jak w niej wyglądam, Gustaw powiedział :
"Ja nie mogę ci tego powiedzieć, bo ci będzie przykro"
"Ależ mów, nie pogniewam się"
"Wyglądasz zupełnie jak... bagno"

Przemyślnie zaopatrzyłam się w litrowy napój energetyczny.
I od 11.30 do 15stej zajmowałam swoje stanowisko wśród hałaśliwej czeredy.



Dzieciaki obsiadły mnie, a najczęstsze pytanie to "Przez jakie Ż" pisze się  "życzenia"?. Gustaw dodawał mi otuchy, krzywiąc się na widok Krzysia, który Mu dokucza - ale zdaje się, synek nie pozostaje Mu dłużny.

Nauczyciele muszą być chyba specjalnym gatunkiem ludzi, bo ja po pół godzinie przebywania w hałasie, zaczęłam się czuć nieco otumaniona, a potem jakby odseparowałam się od zgiełku, ale też wyraźnie przygłuchłam, dwa razy prosząc o powtórzenie pytań od moich kursantów, jakbym była niespełna rozumu.

Muszę pochwalić Gustawa, bo jego kartka wyszła bardzo oryginalnie - na pierwszej stronie znalazł się pingwin z wybuchniętą głową i uszami z kolczykami, ze sprężynami zamiast nóg


...a na drugiej - żelazko "prasujące czapkę"


Bardzo cicha dziewczynka siedziała koło mnie z godzinę i pisała "rzyczenia" (jest możliwe, że nie słyszałam jej pytań)


Praca trwała w najlepsze


... z przerwami na poczęstunek (kosmiczna galaretka - pyszna)


Zaś w moim prywatnym konkursie wygrały dwa rysunki



I to jest dla mnie najbardziej niezwykłe i godne podziwu - dziecięca wyobraźnia.
Ach, gdyby jej nie traciły z biegiem lat!
Jakże inaczej wówczas mogłaby wyglądać Sztuka Współczesna...

Po skończeniu warsztatów, po uporządkowaniu korytarza, kiedy nie było już nikogo, tylko ja, Gucio i panie sprzątaczki, a z głośników wciąż sączyły się dźwięki kolęd, odtańczyłam z synkiem walczyka w ich takt, pod wielką plastikową choinką. Gdyż kroków walca nauczył się na ostatnich zajęciach z Tańca i Dobrych Manier, na który z ochotą, choć zmiennym szczęściem, uczęszcza.

6 komentarzy:

  1. Justyna, dawaj zdjęcie całości sukienki, Gustaw nas tak rozbawił komentarzem... Chyba będzie politykiem, jak dorośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a dlaczego dzieciaki okropne?????? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja siostra, prowadzila plastykę :) efekty uwieczniała na blogu, niektóre prace były na prawdę niesamowite
    http://4littleartists.blogspot.com/search?updated-min=2012-01-01T00:00:00-08:00&updated-max=2013-01-01T00:00:00-08:00&max-results=3

    Sama mówiła że niektóre dzieci mają w sobie iskrę bożą od razu widać że widzą i pracują inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chyba tak...
      Chciałabym takie dziecko z talentem zobaczyć w akcji - Gucio na razie jest zdeterminowany, by jednak zostać motorniczym tramwaju.

      Usuń
  4. Mam nadzieje że czułaś wtedy świąteczny nastrój? Tę magie specyficzną dla świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem... takie "imprezy" przedświąteczne, które zachowują pozory, że właśnie JEST Wigilia, powodują u mnie lekkie rozdwojenie jaźni (żart).
      Ale udawanie, że już są Święta (np w sklepach, przez kolędy puszczane z głośników) jest takie jakieś... nieprawdziwe

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.