WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 20 grudnia 2014

Aqua di Sale - byle nie spłoszyć Morza

Wśród przygotowań świątecznych czas upływa dość dziwacznie - gdyż nadzwyczajne akcje kiełbasiane i porządkowe przeplatają się z sennością, która mnie zawsze ogarnia w perspektywie robót domowych oraz nagłymi porywami zapału, by zrealizować wizje malarskie, które jak na złość cisną się najintensywniej wtedy, kiedy nie mam czasu..

Tymczasem Wojtek znikł z kiełbasami, na wyprawie do wędzarni, zdjęłam duży pejzaż z sosnami, ujęłam zdecydowanym gestem największy pędzel, umaczałam go w jasnobłękitnej farbie i przeciągnęłam po całości.
Wyszło paskudnie, powiem szczerze.
Gucio, gdy to zobaczył, wykrzywił buzię w podkówkę i wybiegł z pracowni.
Znalazłam Go na tapczanie, z głową pod poduszką, zanoszącego się cichym szlochem.
"To był taki piękny obraz, jak koniec dnia, dlaczego tak zrobiłaś?"
"Kochanie" - uspokajałam synka - "Ja Ci namaluję podobny malutki obrazek"
"Dobrze. Ale tak mi żal tamtego..."
Więc przytargałam pejzaż do łazienki i wytarłam go, by wyglądał, jak poprzednio.


Do końca się nie udało - ale wg mnie jest lepiej. Bardziej tajemniczo, z mgłą, ciekawiej (nie mam na myśli powyższego).
Ale...sfotografować nie zdążyłam, bo niewiele myśląc (czasem to jedyne właściwe postępowanie), zabrałam się za duftart do Aqua di Sale.
OD RAZU zaczęło, jak mówi Wojtek, "żreć".
W tej samej chwili rozdzwonił się telefon i już nie pamiętam, dla kogo byłam opryskliwa.
No bo jak można przerywać, kiedy robi się coś takiego:


... i takiego


...oraz :


Tętno mi wzrosło, z radości, ale ponieważ zaczęło się ściemniać (wiadomo, druga po południu - początek zmierzchu, jasna cholera), to musiałam skończyć.
Powyższe zdjęcia to oczywiście fragmenty.
Gustaw, zapytany, co widzi, rzekł "Morze, tam na górze spokój, na dole wzburzone, bałwany" i zaczął wykonywać gwałtowne gesty rękoma.
Został przeze mnie obsypany całusami.

I cóż dalej poradzić? wzięłam się za latanie na szczotce, jednak w perspektywie czekał mnie Pałac Kultury z targami designu, mody i różnych ciekawych rzeczy.
Byłam dziś, będę jutro i postaram się zdać relację ze zdjęciami.
A jeszcze do tego wszystkiego zostało mi jedynie (!) kupno prezentów... dla siebie.
Ach!

4 komentarze:

  1. Ale Gucio to ma wrażliwość! Wyrośnie z niego wytrawny i madry krytyk sztuki :). A tymczasem co do morza to jestem zachwycona tyle jest dynamiki w pociągnięciach pędzla zawsze jak coś takiego widzę podziwiam umiejętności oddania tych dużych rzeczy i małych niuansów... ech :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniale, że Ci się podoba! To była, można powiedzieć, gruba robota - teraz czas na niuanse, szczegóły z mniejszym pędzlem. Bardzo mnie cieszy ten obraz, ach, jak bardzo!

      Usuń
  2. Te fale hipnotyzują. Kiedy jeszcze dodaję do nich wrażenia dźwiękowe, czyli szum wiatru szalejącego dziś po mojej okolicy, właśnie uderzającego w mury mojego domu i poruszającego koronami rozłożystych drzew w moim ogrodzie, szumiącego oraz wyjącego, naprawdę nie trzeba wiele, by spoglądając w Twoje fale, przenieś się nad wzburzone morze. Choć sztormu się boję, doceniam zmysłową namacalność Twojej wizji, potęgowaną jeszcze przez kaprysy dolnośląskiej pogody (czyli od morza kawałek, jakby nie patrzeć). ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.