WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 30 grudnia 2014

Straszny obraz - zapowiedź

Uczta malarska dwa dni temu się nie udała - w świetle dziennym straszny obraz (tło) prezentuje się tak :


Lekki koszmar. Ustawiłam go sobie przy komputerze i czekałam na pomysły.
Owszem, przychodziły... pierwszy, z którego nie mogłam się uwolnić - wielka, goła baba. Jak z Renoira. Włosy złotorude, różowe uda...brrr.
(ale przy okazji nabrałam ochoty na kobiecą postać, dla odmiany okazałą, co ma na czym usiąść i czym oddychać).
Potem - ogrody. Nenufary. Ważka? Gąsienice? NIE.

Zadałam sobie pytanie, jaki kolor kusi mnie najbardziej? Odpowiedź - różowy.
Zlikwidować niebieskości i zielenie na rzecz pudrowych, słodyczowych pasteli.
Skojarzenie - świnia!
Następne - trzy świnie, a konkretnie - trzy świnki. W poziomie.
Wykonałam gorączkowy szkic na papierku, który akurat znalazł się pod ręką - liście zakupów :


Świnię namalowałam dobrych parę lat temu, po rozstaniu z moim przedostatnim "partnerem" (bo partnerem prawdziwym to on nie był). I powiem Wam, że chociaż cierpiałam po tej rozłące i skończeniu "związku", w ktorym ekscytacja znajdowała się na pierwszym miejscu, to Świnia baaaardzo poprawiła mi humor i pomogła nabrać dystansu.


Na wystawie zachwycił się nią operator filmów animowanych z Bielska - Białej, od razu zauważył, że zwierzę stoi na jednej nodze. Spodobała się też niewinnie wyglądającemu blondynkowi, studentowi o wiotkiej postaci. Kupił ją jako prezent towarzyszący zaręczynom z wymarzoną narzeczoną i wyobraził sobie, że Świnia zawiśnie w ich przyszłej sypialni.
Został przyjęty.

Ale to nie koniec - w międzyczasie nabrałam ochoty na - tak! - Autoportret!
Nie rysunkowy, tylko taki prawdziwy. Wymarzył mi się profil.
Tylko... jaki ja właściwie mam ten profil?
Tu pomocny okazał się Wojtek.


I od razu mówię - nie uważam, że to zdjęcie jest ładne albo ja na nim ładnie wyglądam. Ale prawdziwie - owszem. Okulary chyba muszą być (czekam jeszcze na czerwone, oczywiście od p. Bodycha).
Tak sobie myślę, że portret byłby doskonałą ilustracją do mojego ulubionego zapachu.
Nawet mam taki - niejeden. w użytkowaniu okaże się, którego będę używać najczęściej.
Kandydują :
L'Agent Agent Provocateur
CdG 2 Comme des Garcons
Jewel Micallef
Tuberose Gardenia Private Collection Estee Lauder
nie wykluczam Mitsouko Guerlaina (albo coś mocno retro).
 
W zależności od tego wybiorę odpowiednią kolorystykę i styl. Bardzo mnie to kusi.
Ale najpierw - najpilniejsze zlecenia - Panienka Jazzowa (już ją tknęłam po Świętach), Aqua di Sale i Panienki.

Jak pewnie się Państwo zorientowali, humor mi się bardzo poprawił.
Malowanie zawsze działa. Nawet, jeśli nie od razu się rozkręcam.

A poza tym - nastąpiło w mroźną noc oddanie Konika. Właściciele - przesympatyczne małżeństwo, zatrzymali się pod Carrefour Expressem. Strasznie mnie kusiło, żebyśmy podeszli pod sklep, z którego na ulicę padał jasny krąg światła i by poopowiadać, dlaczego tu jest tak, a nie inaczej (na obrazie) ale temperatura oraz brak czapki i rękawiczek skrócił konwersację.
Dowiedziałam się, że od półtora roku po remoncie mieszkania na ścianach nie wisi NIC, bo nie chcieli kupować czegokolwiek - a więc Konik jako pierwszy ozdobi wnętrza, i prawdopodobnie nie będzie jedynym obrazem mojego autorstwa, który zamówią.
Bardzo, bardzo się cieszę!

4 komentarze:

  1. Ciekawa jestem, co czuje człowiek w trakcie malowania autoportretu. Czy podświadomie przetwarza jakoś swój obraz. Jakie emocje towarzyszą ruchowi pędzla, gdy kreśli linię nosa. Gdy wyłania się twarz, którą trochę znamy ( jeśli to en face ) lub prawie nie znamy ( jeśli profil ). Czy jest pokusa poprawienia urody. Milion pytań. M.M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autoportret malowałam 4 razy. Za każdym razem czułam co innego - myślę, że wiele zależy od tego, jak się ze sobą wówczas czuję. Nie wiem, jak to wygląda w wypadku innych, ale za pierwszym razem chciałam sobie "dogryźć" autoportretem, następny był upozowany, trzeci - trochę z przypadku, też mocno wykreowany, a czwarty ostrożny, bo tyłem - przód odbijał się w lustrze (niby) ale nie czułam kontaktu ze sobą. Ale najważniejsze - dziękuję Ci za to pytanie, bo przywołałam sytuacje, z których nie do końca chyba zdawałam sobie sprawę (rzadko kiedy analizuję swój proces twórczy w sensie emocjonalnym). Myślę, że kwestia autoportretu zasługuje na osobny wpis!

      Usuń
    2. Nawet teraz powyższej odpowiedzi towarzyszyły emocje - stąd powtórzenia i nieskładność...

      Usuń
  2. L,agenta recenzowałem niedawno :D

    OdpowiedzUsuń