WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 30 maja 2014

Zmory w CSW - Grzegorz Drozd

Tak, tak, pierwsza od dawna wizyta w CSW i proszę - artysta - piszę bez sarkazmu - mający coś do powiedzenia.
Tylko CO? Wystawie, mam wrażenie, kurator Stach Szabłowski rozpaczliwie usiłował nadać przynajmniej pozory spójności.. Chyba niepotrzebnie.
Desperacja krytyka oraz krasomówstwo przejawiło się w tekście dotyczącym Grzegorza Drozda - bo to on będzie dziś na świeczniku.

Pan Stach pisze :
"Kim jest więc Grzegorz Drozd?
Można go nazwać po prostu "aktywnym podmiotem uwypuklającym nierówną pozycję krytycznej jednostki wobec nawarstwień zbiorowej społeczności".
Można go określić jako autora dzieł będących wehikułami osobistych emocji."

No czy szlag trafić może? Może. Taki język, a może raczej nowomowa przyczynia się do znienawidzonej przeze mnie opinii, powtarzanej n razy przez tzw. widzów w odniesieniu do sztuki wspólczesnej "Ja się na tym nie znam".
Odwagi, ludzie! Podoba się czy nie?
"Bierze" czy jest obojętne?
Czytam zacytowany fragment  i już się jeżę na Bogu ducha winnego autora, spodziewając się malarskiego bełkotu (zaraz - malarstwo przecież jest passe).

Tymczasem Drozd jest twórcą mnie do siebie przekonującym i stwarzającym swoją własną, sugestywną rzeczywistość. Na dodatek ma odwagę malować! A więc wypowiadać się w sposób niepopularny dla Sztuki Nowoczesnej.


Wiele widziałam obrazów jakby malowanych ze zdjęć - z dosłownością, kadrowaniem, ale i tak u Drozda jest ciekawie (oczki z tyłu b. stylowe)
 :




(coś dla ważących się i nie powiem, czy siebie mam na myśli)

W innej sali - zapiski z podróży (Azja, Tajlandia)


Pokazywane są również obiekty przestrzenne






(Jaruzelskiego powiększyłam, żeby było widać technikę - pospawane pręty)

Wracając do malarstwa - tzw realizm wymyka się autorowi, co jest świadomym, celowym zabiegiem - i właściwie im więcej takich "zniekształceń", tym bardziej mi się podoba.
Oto trzy "stężenia" realizmu :




Brzydota użytych środków, w tym kolorów, ma spójny i interesujący charakter.

Może nie było za przyjemnie patrzeć na owe obrazy i obiekty (i na pewno żadnego nie chciałabym mieć w domu - nawet w piwnicy), ale niewątpliwie - przynajmniej mnie - interesuje człowiek, który wypowiada się w taki sposób. Ciekawa jestem, czy miał wpływ na teksty pana Stacha S., kuratora i krytyka.

Za tydzień - kolejny Krytyczny Piątek, jutro - panienka egipska, pojutrze - Womanity w duftarcie.
Czyli zapraszam do podziwiania "wehikułów osobistych emocji", cytując pana S.

14 komentarzy:

  1. Mnie bierze.
    Powiesiłabym rozwielitkę i zapiski z podróży. Z form przestrzennych wybrałabym......sowę. :D
    Brzydoty kolorów nie zauważam. Odpowiada mi ich dobór, szczególnie w obrazach przedstawiających konkretne sytuacje i dotyczących znanej mi z młodości epoki.
    Technika zastosowana przy przedstawieniu postaci generała doskonale współgra z moimi doń uczuciami. Trudno mi wyobrazić sobie w tym przypadku delikatne muśnięcie pędzla czy pieszczotliwe traktowanie materiału przy tworzeniu rzeźby.
    Natomiast zacytowana wypowiedź krytyka i kuratora jest hmm....co by tu powiedzieć.....
    Wehikuł mnie powalił a nawarstwienia zbiorowej społeczności, delikatnie mówiąc, zastanowiły.
    Jedno jest pewne, słowa te zmuszają do wysiłku umysłowego, by przetłumaczyć z gęsiego na kaczy. Ciekawa jestem, czy cały tekst napisany jest w takiej konwencji.
    Rzut oka na inne artykuły Szabłowskiego, a pisze w wielu miejscach, daje informację, ze potrafi pisać językiem prostym, komunikatywnym i na temat.
    Gdybym miała bliżej wybrałabym się na tę wystawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Aniu! Brzydota albo "brzydota" jest środkiem użytym calkiem świadomie, a dodam, że Drozd jest rocznikiem 1970, czyli prawie moim - a więc odbicie TAMTEJ rzeczywistości w jego obrazach jest dla mnie bardzo czytelne.
      Jak już sama sprawdziłaś - pan S.zużywa też i normalnego języka.

      Usuń
  2. Dobrze jest być świadkiem reaktywacji twoich Justyno recenzji.
    Zakres pojęcia sztuki nowoczesnej wiąże się z nowymi koncepcjami sztuki i dzieła, zwracającymi się ku pogłębianiu refleksji nad językiem sztuki, artystycznemu eksperymentowi, stosowaniu nowych technik i materiałów, wiarą w głębokie związki kultury i techniki, a przede wszystkim z ideą postępu (liniowy rozwój sztuki i historii).
    Wkleiłem ten cytat, by pamiętać o czym mowa.
    Z Twojej recenzji wynika, że twórczość Drozda jest warta uwagi. Jestem tego samego zdania. Obrazy skupiają na sobie uwagę, nawet w przypadku braku wiedzy o motywach ich powstania. Brzydota jest nie tyle w środkach wyrazu, ile w samym wyrazie. Zamierzona spełnia swoją rolę.
    Ze zdobytych informacji wiadomo, ze autor jest twórczy, aktywny wystawowo i swoje obrazy sobie ceni ( w brzęczącej monecie). Stosuje różne środki wyrazu. Więc na wystawie znalazł się może nie dzięki koneksjom.
    To, czy kurator potrzebnie, czy niepotrzebnie, i czy rozpaczliwie usiłował nadać spójność wystawie, zależało tylko od niego. Miał takie prawo. Odbiorca może to oceniać indywidualnie. Nie wiem. Ty wiesz, bo widziałaś całość. Wypowiedź Stach dla mnie jest jasna,wszak pisał po polsku.
    Dodam jeszcze, że malarstwo jest dość popularne w Sztuce Nowoczesnej
    W piwnicy wstawiłbym sobie obiekty przestrzenne.
    Recenzja ciekawa bardzo. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do wypowiedzi - przez kształt nadany wystawie np - a ja mam prawo (i nie tylko ja, oczywiście, ale i widz), do swojego zdania. Ba! Nawet do oceny.
      Koneksje czy nie - nie wnikam, bo i co mnie to obchodzi, skoro twórczość się nie tylko broni, ale i zdobywa zainteresowanie.
      I podoba mi się twoje określenie miejsca brzydoty w twórczości Drozda - tak, to nie tylko środek, ale i wyraz.
      Pozdrawiam i dodam na koniec, że pisanie po polsku dla mnie przynajmniej nie daje gwarancji zrozumienia.

      Usuń
  3. Od zawsze wydaje mi się, że tymi "filozoficznymi" wstępami chce się zbudować na siłę aurę jakiejś sakralnej wyjątkowości, a przecież prawdziwa sztuka obroni się sama, jak to mawiają. Pierwszy obraz podoba mi się bardzo (choć dziecko mogłoby mieć inny wyraz twarzy), chyba przez tę swoją kolorystykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryxiu. Mnie też kolorystyka tego obrazu bardzo się podoba. Dziecko ma taki wyraz twarzy, bo taki ma mieć, wedle zamysłu autora. I to jest świetne. I dlatego tego obrazu nie chciałabym mieć u siebie na ścianie. :)

      Usuń
    2. Pisałem odnośnie "posiadania" właśnie ;)

      Usuń
    3. Tak, tak - tytuł obrazu "Krzyk" oczywiście budzi skojarzenia. A tu jeszcze sprawa krzyku - protestu - dotyczy dziecka, które nie dysponuje właściwie innymi środkami, żeby powiedzieć NIE.
      Kolorystyka zawsze mnie kusiła - połączenie kolorów "rozrzedzonych", przez co pastelowych, z gestymi, ciemnymi.
      właśnie coś podobnego maluję...w Womanity

      Usuń
  4. Ja chyba też bym nie zniosła codziennego bliskiego obcowania z pracami pana Drozda, ale rzeczywiście wystawa na plus. Swoją drogą zastanawia mnie usposobienie artysty który tworzy z założenia brzydotę. Czy on tak widzi świat? Chodziłam do jednej klasy z autorką Toksymii Małgosią Rejmer. Książka świetna ale człowiek lepił się aż od tej obrzydliwości świata po lekturze i jakoś tak mi się wydaje że Gosia choć diablo inteligentna bestia właśnie tak postrzega i dlatego nigdy nie umiałam się z nią zaprzyjaźnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę tylko powiedzieć, ze kiedy studiowaam na ASP - w tych samych latach, co autor, "brzydota" była wskazana. Studenci wzdrygali się na myśl o tym, że mogliby malować "ładnie", a określenie "ładny" obraz uważało się za obelżywe. Brzydota - i tu się zgadzam - bywa interesująca. W książkach, filmach - ja świat postrzegam jako piękny. Ale to ma pewien skutek taki, że to, co inni uważają za brzydkie i ponure - mnie wydaje się piękne, a przynajmniej watre uwagi - jak specyficzne industriale, listopadowe szarości etc.
      Ksiażki tej nie czytałam - a jestem ciekawa. I w ogole poruszona przez Ciebie kwestia wydaje mi się bardzo interesująca. Ja odpowiedzi na nią nie mam...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Obraz z kelnerką jakoś dziwnie kojarzy mi się z "Tańcem życia i śmierci" Muncha - nie mam pojęcia czemu . Rozwielitka jest rozdeptana , natomiast obraz z wagą uliczną rozrzewnił mnie kompletnie - kiedyś takie wagi stały sobie w różnych miejscach i można było się zważyć bodaj za złotówkę ; kolorystyka i styl kojarzy mi się z amerykańskim hiperrealizmem , który bardzo lubię .
    Generalnie malarstwo ciekawe , chociaż nie do wiszenia w mieszkaniu .
    Zaś formy przestrzenne rzeczywiście to brzydota , nie da się ukryć . No może oprócz sówki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rozrzewniło, szczególnie jako osobie, ktora się odchudza, albo może wraca do zwykłej formy, więc rozrzewniło mnie ważenie się z siatkami/torbą. Co za nonszalancja!

      Usuń
  6. Podoba czy nie podoba - zdecydowanie się podoba! Zawiesiłabym na ścianie ;)

    A co do obiektów 3d, zmęczona jestem już tym, że sztuka nowoczesna najczęściej równa się seks w tysiącu odsłon. Meh.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.