WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 11 maja 2014

Aneks do Karalucha - Dobrzy Klienci

Mam szczęście do Zleceniodawców.
Nigdy nie zdarzyły mi się jakiekolwiek trudności finansowe.
Prawie zawsze czułam do każdego sympatię - i mam wrażenie, że wzajemną.
Niekiedy Klienci są nawet wybitni - czy to z racji tego, że zamawiają u mnie niejeden obraz. Albo dlatego, że udzielają informacji zwrotnych. Jak ostatni zleceniodawca.

Tym razem postanowiłam opublikować mail nowego właściciela Karalucha :

Krótka relacja z odbioru dzieła u paru osób, które już Karalucha widziały. Wrażenia bardzo pozytywne z wyczuwalną nutką zazdrości co do oryginalności (nie wiem czy wiesz, ale są osoby, które z zaskoczeniem przyjmują istnienie czegokolwiek pomiędzy "Grunwaldem" a "Słonecznikami"). Po pierwsze była faza zdumienia, zdumienia dwutorowego, dodam, a mianowicie, że jest ktoś, kto chce, żeby mu namalować karalucha/prusaka (to o mnie) oraz, że jest ktoś kto tegoż robala podjął się namalować (to o Tobie).. Ponieważ nie do końca została z wiarą przyjęta do wiadomości informacja, że robal jest dla mnie na ścianę, zaczęły powstawać wersje alternatywne, w końcu stanęło na tym, że jest to ilustracja do projektu naukowego pt. "Robale domowe - techniki ocieplania wizerunku"... Na koniec jedyna osoba, która przyznała się do posiadania robactwa w domu, popadła w ambiwalentność uczuć, stwierdzając coś na kształt: "zawsze waliłam kapciem, a teraz co? ...mam walnąć kapciem i zacząć się zastanawiać, jakie miał oczy? ... na cholerę mi to pokazałeś..!."
 
 No powiedzcie sami! (choć, jak widzę, znowu zapanowała głuchota komentarzowa)
Brawa dla tego Pana.
W nagrodę proponuję symboliczną Odznakę Dwóch i Pół  Łabędzia.(nawiasem mówiąc ten wielki obraz jest do sprzedania)

6 komentarzy:

  1. Fakt, też ciężko by mi było grzmotnąć karalucha... w ogole mam problem , bez wyrzutów morduję jedynie komary.

    Ju z tymi komentarzami to jest też ( bo dużo powodów już czytałam gdzieś wcześniej ) , że jak nie rozdajesz czegokolwiek to pies z kulawą nogą...... poza tymi co zaglądają zawsze a jest takich zacne grono , nawet choć milczą. Taka przykra blogowa rzeczywistość.
    Poza wszystkim o obrazach trudno jest pisać, komuś kto kompletnie nie ma pojecia o sztuce, tak jak ja na przykład, wiem że coś mi się podoba albo nie. Ale wypowiedzieć się o tym w taki sposób żeby wypowiedz ta znalazła się choć mniej więcej na poziomie wrażliwości artysty to już takie łatwe nie jest.
    Niemniej , we mnie choć jestem tępakiem jeżeli idzie o sztukę, masz wielką fankę . Kocham Twoje obrazy, a Koń ( pamiętasz Konia? ) jest u nas wielce szanowanym , choć Ty go znielubiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do komarów też nie mam litości.
      Zaś co do rozdawania - wierzę, że jest tak, jak mówisz. Ja na etapie, na jakim się aktualnie znajduję, nie widzę możliwości przekupywania Czytelników giftami. Ale prawdopodobnie jest to kwestią spojrzenia na sprawę - więc nie wykluczam, że to może się zmienić. Faktycznie, poszerzyć grono odbiorców nie byłoby głupie... Dziękuję za podpowiedź.
      Natomiast co do wpisów - mam pełną świadomość, że temat malowania raczej nie nadaje się do zainteresowania szerszej publiczności - dlatego praktycznie w każdym z odcinków zamieszczam a to żarcik, a to anegdotę - coś od czapy, aby ktoś, kto odróżnia rysunek od obrazu też znalazł przyjemność w czytaniu.
      Mnie bardzo interesują wpisy - nawet te "to jest do bani, choć nie wiem, dlaczego" - chciałabym zaapelować o śmiałość. Mnie nie chodzi o recenzje przecież. A koń jaki jest, każdy widzi!
      I cieszę się, że ten obraz jest u Ciebie. Dobrze się stało.

      Usuń
    2. hmmm czuje ciągoty ku temu karaluszkowi....w momencie kiedy zerknęłam w jego niebieskie oczęta to już można mówić o zakochaniu. Pamiętasz, że miałam nawet pomysł na powieszenie takiego w kuchni??? Fascynuje mnie też osoba Zleceniodawcy:) Musi być to dla mnie ktoś w rodzaju bratniej duszy. Zleceniodawco.... czuj duch! Darz bór! czy jakiekolwiek pozdrowienie jakie jakie przypadnie szanownemu Sympatykowi Insektów:)

      Usuń
    3. Pamiętam i nie widzę przeszkód - wszak wiadomo, ze prowadzą się stadami.
      Zaś co do Zleceniodawcy, pragnącego zachować anonimowość, mogę tylko wspomnieć, że jest to osoba na baaaardzo wysokim stanowisku, którą znam z czasów, kiedy pierwsza cyfra liczby wieku była mniejsza od dwóch.

      Usuń
  2. Cudny e-mail! Piękny! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mail piękny , ale niestety nadal nie mogę pokochać karalucha... Aczkolwiek wiem już , kogo mi z twarzy przypomina - ten chudy z Kabaretu Ani Mru Mru . Od początku wiedziałam , że skądś znam ten wyraz i spojrzenie , ale teraz dopiero mnie oświeciło :) . Obraz jest genialny , zazdroszczę zleceniodawcy , że jest w stanie powiesić karalucha na ścianie . Przez ponad 10 lat mieszkałam w budynku mającym na parterze lokale gastronomiczne i sklep spożywczy , a było to daaaawno , w latach młodości , i przez ten cały okres prusaki były głównymi lokatorami całego domu , więc mam niejaki wstręt to paskud , które były wszędzie , nawet w szafie i na człowieku , kiedy się rano budził . Mimo trucia wszystkim , co było wtedy dostępne...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.