WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

czwartek, 22 maja 2014

Mazury część 2/2 - wpis liryczny

Ta historia zaczęła się dawno...30 lat temu.
Wówczas, jako piętnastolatka, poznałam swoje ukochane miejsce na ziemi.


Jeszcze nigdy nie byłam zakochana z wzajemnością. I w ogóle wszystko znajdowało się raczej PRZED.
Radio ciągle puszczało Chrisa de Burgh Lady in Red, którego nie znosiłam, za to pasjami słuchałam tego :

 

Potem jeździłam TAM aż do rozpoczęcia studiów, z rodzicami - po czym nastapiła przerwa związana z tzw. "trudami życia".
Aż prawie 3 lata temu, mój szanowny mąż sprawił mi niespodziankę i z Guciem oraz psami śp wylądowaliśmy w lesie. TAMTYM lesie, z moich marzeń. 
A konkretnie we wsi nad jeziorem, otoczonej przez głuszę.

I wówczas ku mojemu nieopisanemu szczęściu okazało się, że nic się nie zmieniło - poza tym, że sklep splajtował a stary Majewski zapił się na śmierć. No i - rzecz jasna - drzewa wyrosły.

Tak więc bez obaw zdecydowałam się na ostatni wyjazd (poproszę o włączenie następnej piosenki)

 

W lesie wiosennym jeszcze nie byłam. Zatopiłam się w nim - choć trudno o większego lenia ode mnie, jednak marsze i w ogóle wielokilometrową włóczęgę (byle nie w górach) uprawiam z upodobaniem.

Las. Zaczarowany las.
Brama do raju.


A za bramą - same spełnione obietnice.





Festiwal zieleni!


Obserwując warszawską podwórkową brzozę, marzyłam o zagajniku





I jezioro na każdym kroku - od maleńkiego oczka z podziemną rzeką


...poprzez większe, na którym złowiłam 29 lat temu okonia - garbusa (zasadzając się na niego dwa tygodnie)



Powyżej - Łyna, łącząca większość. I wreszcie "moje" jezioro za domem 


I drogi, po których szłam z pierwszym psem wieki temu





I wreszcie miejsce dla mnie najpiękniejsze, najważniejsze - choć poznane niedawno.
Moja Promenada (proszę wybaczyć afektację).
Tyle razy przywoływałam jej obraz, zasypiając znękana chorobą Taty czy ostatnio kłopotami z Zusem.
I tu poproszę o ostatnie włączenie muzyki  - jest to bodaj pierwsza piosenka...


...jaką nagrałam na kasetę w magnetofonie. A ponieważ nie miał on wbudowanego radiowego odbiornika, a ja nie miałam kabelka łączącego oba sprzęty, więc kiedy słyszałam coś warte nagrania, rzucałam się po mojego Grundiga, stawiałam jak najbliżej radia i wciskałam czerwony guzik, kiedy już zazwyczaj, niestety, było po piosence. W powyższym przypadku przy okazji magnetofon prócz Vangelisa zarejestrował moją rozmowę z przyjaciółką, kiedy to naśmiewałyśmy się z jej apsztyfikanta.

Ale - wracając do Mojej Promenady...byłam na niej codziennie, od niej zaczynałam i na niej kończyłam moje włóczęgi. Tam też pierwszy raz medytowałam. Patrzcie :







Nawet w dni niepogodne szykowała mi niespodzianki


I tam doznałam olśnienia - przecież to cud : jestem w tym samym miejscu co przed trzydziestu laty, na dodatek ze znacznie lepszym samopoczuciem i właściwszym stosunkiem do siebie, nie mniej sprawna niż wtedy - i być może przede mną kolejne 30 lat (na to liczę). A nawet możnaby zaryzykować stwierdzenie, ze atrakcyjniejsza (no, powiedzmy, lepiej się ubieram, aczkolwiek upodobanie do kapelutków mi zostało).


Nagle zrobiło mi się tak niesłychanie lekko, jakbym znowu stała na początku życia i ogarnęło mnie poczucie absolutnej szczęśliwości.
Nie tyle MIMO problemów, ale razem z nimi, bowiem, choć są wpisane w repertuar, nie muszą grać pierwszych skrzypiec.
Czasem udaje mi się nawet z równą ostrością przywołać tamto uczucie.



I mam nadzieję, że ta lekkość i wdzięczność nie znikną.
Nie zawadzi, w każdym razie, częściej bywać w Zaczarowanym Lesie i przypomnieć sobie, o co się tak ogólnie rozchodzi. Szczególnie, że to tylko 2 (dwie!) godziny jazdy.

12 komentarzy:

  1. Kocham te okolice, a jeszcze większa miłością kocham tak jeszcze dalej prosto i w prawo ;)
    Piękne zdjęcia Ju. Chcę tam wrócić... Dzięki Tobie jeszcze bardziej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Magdo. Z pewnością miasto nie jest dla każdego. Dla mnie - nie. To TAM czuję, że żyję.

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam na Mazurach. Ba, nawet nad polskim morzem nie byłam. Nie ciągnie mnie jakoś nad wodę (pływać nie umiem, a w słońcu prażyć się nie lubię, pewnie dlatego). Ale rozumiem Twoją nostalgię do jezior, podobną czuję do gór (Bieszczadów). Każdy ma gdzieś tam swój kawałek "siebie w naturze", ważne żeby umieć odpocząć i nabrać sił. A przed Tobą wiele wyzwań, więc mam nadzieję, że sił nabrałaś, wiatru we włosy, słońca w majtki nałapałaś i teraz do przodu!
    Lubię takie fotorelacje. Niech Ci się przydarzają częściej.
    Serdecznie pozdrawiam
    emera

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno mi sobie wyobrazić, że nie byłaś na Mazurach czy nad morzem - ale ja sama morze zobaczyłam jako całkiem dorosła kobieta. Do wody ciągnie mnie tylko ze względu na łowienie. I widok, rzecz jasna.
    Sił nabrałam z pewnością, a z powodu tego, co złapałam w majtki, dostałam rekordowej prędkości, myśląc, że to mrówki. Ale w domu okazało się, że raptem dwie sosnowe igły tak mnie skutecznie podkłuwały.
    Dziękuję, Emero. Życzenia zawsze się przydadzą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne okoliczności przyrody, absolutnie przepiękne! A już zdjęcie z "urwaną" tęczą prosiłoby się o utrwalenie na płótnie, albo chociażby oprawienie w ramki ;) Życząc Tobie tej lekkości i wdzięczności, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Moja zasada - nie maluję tego, co najlepiej wyglada na zdjęciu - w tym przypadku np. mogłabym popełnić taki obraz, pod warunkiem, że gdzieś tam byłby jednorożec albo wyłaniałby się potwór a la Nessie. Dziękuję, Gryxiu! Wzajemnie

      Usuń
  5. e tam...dresik miałaś cudny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dresik był tragiczny - podczas noszenia i w praniu rękawy i nogawki okręcały się, przez co lampasik przybierał formę spiralną.

      Usuń
  6. Boże , jak tam pięknieeeeeee.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dech zapiera. Zobaczyć doskonałość, to już wiele, a zanurzyć się w niej, aaach

      Usuń
  7. Piękne ale i trudne życie nad jeziorkiem gdzie łapałaś okonie mieszkam od 31 lat i jestem szczęśliwa.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereso - to Ty? Najważniejsze, że jesteś szczęśliwa. Dziękuję za gościnę i w ogóle spotkanie po latach...mimo wszystko zazdroszczę

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.