WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 25 maja 2015

Tajemniczy ogród - wzgórze Montjuic

Muzyka!



Mam to szczęście, ze w Barcelonie jestem już trzeci tydzień (z przerwą) i wobec tego mogę się rozsmakować w tym mieście, błądzić bez mapy, przewodnika, improwizować bez przykrej świadomości straty czasu.

Dziś (wczoraj) po prostu poszłam do przodu... mniej więcej mając w wewnętrznym kompasie założony kierunek. Co prawda zdziwiłam się bardzo, bo ulica, którą uważałam za równoległą, nagle się przecięła z tą, którą zmierzałam...
Średnio gubię się w tym mieście dwa razy - ale jestem osobą, która potrafi wejść do sklepu po drodze, po czym wracać w kierunku, z którego przyszła, myśląc, że idzie do przodu...

Wcale nie wiedziałam, dokąd mnie poniesie (przypuszczałam, że nad morze, ale stało się inaczej).

Trafiłam do... zaczarowanego ogrodu... na wzgórzu - łaskawie na szczyt prowadziły schody ruchome, równolegle do kaskad




I coraz wyżej i wyżej, by podziwiać taki widok :


Widzą Państwo skalę Sagrady Familii? Mimo wszystko mnie zaskoczyła.
A z innej strony - budynek miejskich wodociągów, zwany lajtowo Ogórkiem (ale potocznie Dildo)


Oraz najpiękniejsze ujęcie


Widok powyżej też niczego



Na samym wierzchu odetchnęłam jakby innym powietrzem - lubię surrealizm




Schodząc, zahaczyłam o ogród/ek botaniczny




A to jest (drzewo poniżej), proszę Państwa, eukaliptus
(przypomniał mi się kawał - wchodzi Murzyn do supermarketu, podchodzi do cytryn - "A cio to?". Obsługujący odpowiada "Cytryny"
"Takie małe? U nas są TAKIE" (pokazuje na szerokość ramion)
Podchodzi do pomarańczy "A cio to?"
"To są pomarańcze"
"Takie małe??? U nas są TAKIE"
Wreszcie przystaje przy arbuzach
"A cio to?"
Na co obsługujący : "A to jest, kurwa, groszek!"



Magnolie w Barcelonie rosną wszędzie - i w zasadzie jako zapachowiec powinnam odwiedzić miasto, kiedy będą kwitły. Pąki mają wielkość męskiej dłoni


A to drzewo obsceniczne z Australii - nazwa tylko łacińska (więc nie zapamiętałam)


Do Afryki mnie nigdy nie ciągnęło - ten okaz dodatkowo potwierdził niejasne obawy



Rzut oka w dół -


Ale... w dół nie poszłam, bo zobaczyłam zachęcające schodki, wspięłam się i zaniemówiłam






Róże nie pachniały - inaczej chyba zwariowałabym





A państwo sobie siedziało i karmiło czaplę - no sami powiedzcie...


To już mógłby być koniec bombardowania pięknem - ale nie był! Schodki kusiły...


I dobrze - intuicja nie kłamie




Oraz...






Gdzie się nie obrócić - pięknie (że tak prosto powiem)



I znowu kaskady



(na ostatnie zdjęcie czekalam chyba z 15 minut - bo jakiś facet o wyglądzie Indianina robił sobie tysiące selfie na patyku - ponieważ podstawowym sprzętem turysty jest... kijaszek do telefonu, który "przedłuża" rękę - więc można sobie samemu trzaskać zdjęcia "na tle", jakby ktoś inny je robił, z rozsądnej odległości. I wszyscy to ciągle robią.
Ja kijaszka nie mam...i chyba za mało samouwielbienia...)

Przypomniało mi się opowiadanie "Furtka w murze" (rzecz dzieje się na początku XXgo wieku) - o chłopcu, który został z tyłu, za rodzicami, na spacerze pod murem parku. Nagle zobaczył uchyloną furtkę - wszedł do ogrodu, a w środku cudowna roślinność, zwierzęta żyjące w zgodzie - Eden po prostu... Piękno tego miejsca, światło jak z innego świata, łagodne, jak promienie zachodzącego słońca, zafascynowały go tak, że szedł jak we śnie... aż znalazł się znowu pod murem parku - tam chwycili go w objęcia przerażeni i stęsknieni rodzice.
Nigdy nie zapomniał tamtego dnia - resztą życia spędził na poszukiwaniu "swojej" furtki w murze... Bezskutecznie...

Dlatego, kiedy zobaczę takie schody - pójdę nimi, zawsze


8 komentarzy:

  1. Pięknie! Uwielbiam Barcelonę, więc zazdroszczę okrutnie ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znowu łzy wzruszenia, ach te wspomnienia, byłam tam!!!!

    Zostałam zbombardowana pięknem!

    Nie inaczej jest w Twoją relacją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie, co czujesz... bo tu wciąż jeszcze jestem...
      Dziękuję Ci bardzo!

      Usuń
  3. Justyno,
    koniecznie wejdź (jeśli jeszcze nie byłaś) do Museu Nacional d'Art de Catalunya, tego gmaszyska na Montjuic. Kolekcja romańskich fresków ocalonych z pirenejskich kościółków zachwyca a Jezus i święci mają pociągłe, poważne twarze Katalończyków, podobne do tych które oglądasz w metrze.
    I spróbuj paella nero di seppia, z owocami morza i atramentem z mątwy.
    I zabierz Gucia do oceanarium.
    I pokłoń się ode mnie Barcelonie proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, oczywiście - tyle, że jestem tu sama, Gucio czeka na mnie w Warszawie...
      A Barcelonie na pewno się pokłonię! Od Ciebie

      Usuń
  4. Mont juic - nie zdążyłam :( Trudno, wyprawa do poprawki ;)
    I jeszcze Tibidabo bym zobaczyła - byłaś?

    Tru

    OdpowiedzUsuń
  5. Sagrada na tle miejskiej zabudowy zapiera dech w piersiach! Dzięki Bogu centrum wolne jest od wieżowców - to zupełnie zmienia perspektywę :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.