WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 8 maja 2015

Spotkanie z Polą i VIPem - ostatnie chwile w Barcelonie

Jutro - a właściwie dziś - jadę, znaczy lecę.
Barcelonę opuszczam tylko na dwa tygodnie z haczykiem - gdyż wracam na zamknięcie wystawy i przede wszystkim po to, by osobiście spakować obrazy i wraz z nimi odbyć busem podróż do Warszawy. Tylko wtedy będę spokojna.

Ale dziś - cieszyłam się dniem na całego, nie sama, lecz w towarzystwie Poli. Przedtem widziałyśmy się tylko raz, na zlocie perfumowym w stolicy, ale poczułyśmy więź - która dziś się potwierdziła.

Umówiłysmy się przy domu towarowym - tyle tylko, że przy Placu Katalońskim jest ich więcej, niż jeden, więc chyba z poł godziny trwało moje latanie od wejścia do wejścia - zanim się zorientowałam, że znajdujemy się przy różnych budynkach.
A w tzw międzyczasie dostałam telefon, że o 16stej mam zorganizować pokaz specjalny swojej wystawy - gdyż miał przybyć VIP z gośćmi.

Pierwsze kroki z Polą skierowałysmy - gdzie by indziej - do stoiska z butikową kolekcją Guerlaina. Tym razem udało mi się zrobić zdjęcia.




I powiem Wam, że nic nas nie zachwyciło - za to w stoisku Chanel obezwładnił mnie nowy zapach - Misia.

Włóczęga po mieście trwała długo. W Desigualu wypatrzyłam płaszczyk, kosztujący majątek - i proszę, wklejam zdjęcia w stylizacji wielkanocnej, w hołdzie dla ofiar mody



Jak zwykł powtarzać Wojtek "Pamiętaj, że wszystko, co robi artysta, jest automatycznie dowcipne i na niby".
Mam - tak między nami - skłonność do wybierania ubrań, w których wyglądam jak pani woźna - co w sumie mnie nie dziwi, gdyż w quizie "Sprawdź, kim byłaś w poprzednim wcieleniu", wynik brzmiał : lokaj.


A propos sklepów i wystaw - ta nas zafrapowała


Zaś u Chanel - takie buty - perła ok, ale ta guma z boku?


 A jak Wam się podobają poniższe? (przypominam - Chanel)


A to moje ulubione zdjęcie - najpierw góra gościa, z nader poważną miną i lekkim dzióbkiem


a to jego portki


I całość, która na mnie robi wrażenie komiczne


Powoli przemieszczałyśmy się w kierunku obiadu. Już pierwszego dnia marzyłam, żeby tu przyjść - miejsce nazywa się "Muscleria" (początkowo myślałam, że to siłownia)

Wybrałam coś... no właśnie, coś


Okazało się, że jako osobie wprawnej w robótkach ręcznych (szydełko), bez trudu udało mi się wydobyć coś, co wyglądało na chrząstko - gluty, o twardawo - gumiastej konsystencji i bajorkowo - słono - rybim posmaku. (Pola wymruczała "ohyda... boję się małży - bo na następne danie zamówiłyśmy je właśnie - zdjęcie poniżej)


...ale okazały się przepyszne - wspaniałe! Moje z sosem serowym - parmezanowym, Poli z czosnkiem i imbirem.
Trzeba było zbierać się na wystawę - po drodze starałam się pokazać Przyjaciółce pewną osobliwość. Otóż w najbardziej uczęszczanych miejscach, wprost na ziemi, Murzyni o czujnych spojrzeniach rozkładają swoje towary. I nie dziwiło by mnie to (proceder zabroniony oczywiście), gdyby nie ich "patent".
Kiedy w okolicy pojawia się policja, czarnoskórzy jednym sprawnym ruchem ściągają sznurki - lejce, jak sieć, wówczas w ciągu sekundy wszystko staje się worem, który zarzucają na plecy - i chodu!



Znalazłyśmy się wreszcie na wystawie - wkrótce przybył VIP z gośćmi.
(Duftarty jeszcze bez piórek).
Zaczęłam prezentację od Panienek.





Ninfeo też prezentowało się dumnie


Przypomniało mi się zdarzenie sprzed paru dni - pewien pan, prawdopodobnie sadząc, że wszystko pachnie - obwąchiwał ze skupieniem obie flagi - szczególnie orzełka, i nawet kiwał potakująco głową)

Spotkanie wypadło znakomicie - pytań mnóstwo, do mnie skierowanych, a potem - już przy kawie - okazało się, że ulubionym zapachem VIPa jest... Aromatics Elixir! Swój człowiek!
Wiecie, o co na koniec poproszę... woniejąc rozkosznym Obsession CK (na pewno zilustruję!)

A teraz już czas na sen - jutro mobilizacja i wylot


Opuszczam miasto, które tak pięknie mnie przyjęło!

8 komentarzy:

  1. Och Ju moglabym spedzic z Tobą jeszcze kilka dni na snuciu się po różnych miejscach. wiesz że jak koleżanka która mnie gości zapytala co robilam to nie pamietalam??? Tak mi jakos ten czas uplynal swobodnie ze totalnie zlało mi siię to w jedno wspomnienie miłego dnia i takiego kalejdoskopu wrażeń.
    pola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polu kochana, ja również jestem bardzo, bardzo ucieszona naszym spotkaniem! Ja z kolei wszystko - obowiązkowo - zapamiętuję. W końcu zostałam korespondentem w Barcelonie.
      Ściskam Cię mocno!

      Usuń
  2. Będzie mi brakowało bercelońskich postów ;) dobrze że tam jeszcze wracasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję to samo. Żyłam tym!!!

      Zazdroszczę Wam dziewczyny!

      Ubawiłam się nad tą serią zdjęć jak na jakimś spektaklu!!!! Niezła sztuka! :)

      Przy każdej kolejnej fotce był coraz większy zaskok, skorupy na obiad mnie rozbroiły.

      A, i normalnie odetchnęłam z ulgą, po wcześniejszych o booosz, o booooosz! jak napisałaś że Guerlainach butikowych nic fajnego. ;)

      "Patent Murzyna" położył mnie na łopatki. Cóż potrzeba matką wynalazku!!

      No i trzymam i nie puszczam!

      Usuń
    2. Ewusiu - też się cieszę, że tam wracam! Pisanie wpędzało mnie każdego wieczoru w nieprzyzwoicie późne godziny - ale wcale ich nie czułam!
      Rejcz - dziękuję Ci za wszystkie komentarze - po raz kolejny. To strasznie miłe zobaczyć, że ma się tak uważnego i podobnie widzącego barcelońską rzeczywistość czytelnika.

      Usuń
  3. Strasznie jestem ciekawa jak Misia pachnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misia pachnie fiołkowo, dość staroświecko, ciut w typie La Dix, tyle, że mocniej i z chanelowskim akcentem. Nie powiem, że nietypowo - ale bardzo szlachetnie.

      Usuń
    2. To ładnie .
      A te drugie buciki od Chanel - no ja przepraszam ale 40 lat temu nosiła takie toporne drewniaki co druga dziewczyna , bo w pierwszej połowie lat 70 to był jeden z namodniejszych rodzajów butów i wszędzie tego było pełno , we wszystkich kolorach tęczy . Jednym słowem - mocno odgrzewany kotlet .

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.