WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 9 maja 2015

Owocny lot

Ostanie kadry z Barcelony



(to wdzięczny sposób na zarabianie - obok bańkowego pana stoi pojemnik na pieniądze - i ludzie wrzucają, nawet ci bez dzieci - z wdzięczności za kapitalny widok).

Kasia kochana, pomagając targać ciężką torbę (nie mam pojęcia, co tyle ważyło???), wsadziła mnie w samolot.


Podróż dzienna, więc liczylam na piękne widoki.


No cóż. Nad chmurami, więc przez większość czasu widać było jedynie dość gładką, białą powierznię, czasem różnicującą się. Wówczas przypominało to śnieżną krainę


I wiecie, dużo tego żelastwa lata w eterze. Co chwila mijaliśmy samoloty.
Podróż upłynęła na miłej pogawędce z panią obok i się pochwalę, że na ziemię polską zeszłam z nowym, panienkowym zamówieniem.

A propos ziemi polskiej - rzepak wygląda... no, wygląda.



Moi mężczyźni powitali mnie entuzjastycznie - Gucio przybiegł z pękiem bzu, trzymanym w górze - jak kelner, lawirujący z tacą - 'Mamo, tu jest liszka, możesz ją zobaczyć".
Nie wypuszczał ze swojej rączki mojej dłoni, c chwila ją całując (mimo, że pachniała Estee Estee Lauder - a więc mocne aldehydy).

Jutro urządzamy sobie święto - żeby się sobą nacieszyć.


Ale też czeka mnie dość ważna rozmowa - tym razem z dziennikarką, a raczej redaktorką.

I w ogóle to mi wyszło, że być może w Barcelonie znajdę się już za... 13 dni. To nie jest przykra okoliczność.

4 komentarze:

  1. Optymizm i radość - tak trzymać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję zamówienia z przestworzy!!! Brawo!

    I zazdroszczę tego, że nie musiałaś się żegnać z Barceloną na długo. :) To musi być cudowne uczucie, że niebawem tu wrócę! Ach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - miejsce w hostelu mam, zamówienie podreperuje nadszarpnięty budżet, więc moja tęsknota (mająca miejsce, oczywiście) ma słodki smak

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.