WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 27 maja 2015

Nowe wiadomości w sprawie wystawy i ciekawostki

Mili Państwo, wczoraj miałam spotkanie z Maidą (właścicielką perfumerii w Granollers pod Barceloną) i z wielką radością oznajmiam, że czeka nas obie współpraca! Maida ma zamiar zorganizować wystawę panienkową - umówiłyśmy się, że namaluję na tę okazję parę Panienek (bo te, które mam, jak wiadomo, mają już właścicielki). Ale to nie koniec - najprawdopodobniej w przyszłym roku czeka mnie również większa wystawa tutaj... i jeszcze jedna rzecz, większa, ale o tym nie będę na razie pisać, dopóki nie nastąpią konkretne ustalenia.

Moja ulubiona Muscleria (którą w nocy wzięłam za siłownię) zdecydowanie sprzyja wszelkim rozmowom.




Emocje jeszcze nie opadły, tymczasem zadzwonił do mnie VIP, oprowadzony po wystawie w czasie poprzedniego pobytu - i na jutro jesteśmy umówieni na kawę...

Napięcie najlepiej rozładować... poprzez spacer.
Zrobiłam zdjęcia paru... ciekawostek.
Oto ciacho, na które z powodu wczorajszego przejedzenia, jeszcze się nie zdecydowałam - czyli kupa normalna


A to kupa z kremem, wersja ekskluzywna


Jeśli dodam do tego obraz, jaki Gustaw namalował specjalnie dla mnie, z okazji Dnia Matki - wszystko pasuje. Oto... fabryka, która przerabia kupy - na różne przetwory


Mój kochany malarz!


Moją ulubioną ulicą w Barcelonie nie jest Rambla, do złudzenia przypominająca Krupówki, lecz Rambla Catalanes



Aczkolwiek wszędzie zaskakują niesamowite szczegóły







Do muzeum zajrzałam, ale to tylko zmyła, by coś tam zjeść - nie, dziękuję wolę paellę


Zapuściłam się w uliczki mniej "turystyczne", skromniejsze - ale nie pozbawione uroku











W tygodniu na mniejszą skalę, ale w niedzielę ludzie sobie wychodzą z domu - i spędzają razem czas.






Sklepy, centra handlowe zamknięte - tylko małe sklepiki prowadzone przez imigrantów działają 24 h.
A tam różne ciekawe rzeczy


Uliczki puste - można odpocząć od zgiełku turystów






Wieczorem kolejni przyjaciele z Polski przyjechali obejrzeć moją wystawę - siedliśmy sobie w lokalu London (rok powstania 1909)





Na ostatnim zdjęciu z tyłu - drzwi, uważacie. A za nimi - podejrzałam - pomieszczenia wielkości małej sali gimnastycznej.
Jak kicz, to kicz - nie bacząc na groźbę przejechania przez samochód ( i rowerzystów) zafascynowana robiłam zdjęcia





W internecie można zostać obezwładnionym przez syrenę - trzeba uważać!


Wracałam do hotelu dzielnicą Eixample - lokale trochę inne


A na koniec spotkała mnie wspaniała niespodzianka - na magnoliowym drzewie dostrzegłam pąk!


Nie obawiając się skręcenia karku, stanęłam na palcach na barierce - chwyciłam gałąź, przyciągnełam...


...i poczułam zapach, czysty, podobny bardziej do gardenii niż tuberozy, niezwykły.
Przez chwilę sięgnęłam nieba, naprawdę.
Teraz czym prędzej muszę już zmykać - rano spotkanie z VIPem.
Zobaczymy, zobaczymy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.