WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 15 maja 2015

Panienka Podniebna - kontynuacja

Najpierw uspokajam Panią Anię, czyli Szanowną Zleceniodawczynię - oczywiście tło wynika z podłoża, czyli dykty - i kiedy dojdzie kolor, nie zostanie po nim ani śladu.

Kiedy wstępnie ustalałyśmy kolorystykę, zapytałam o barwy w mieszkaniu.
"Beże, brązy...wszystko w spokojnych tonach..." (tu leciusieńko posmutniałam) "...i dlatego chciałabym, żeby obrazek przyciągał wzrok kolorem" (mocno poweselałam).

Tak! Koralowa sukienka, kwiaty na kapeluszu, złoto, kobalt, zieleń - ach!


Na razie sama sukienka - jeszcze świeżutka, błyszczy się.
A otoczenie - park z drzewami i kwitnące krzewy, niebo z fioletem, miasto w dali - jednym słowem, mogę się wyżyć i nie omieszkam.

Kobiety... lubię kobiety. Jako obiekt. Lubię malować je pięknymi.
Tym bardziej zwróciłam uwagę na ogromny kontrast pomiędzy Warszawą i Barceloną.
Tam kobiety nigdy nie osiągają takiego wieku, by zrezygnować z... bycia kobietą, ruszania się jak kobieta. Chodzą w sukienkach, spódnicach, włosy najczęściej długie. Buty na obcasie, torebka (choć oczywiście to nie jedyny obowiązujący "wzorzec" kobiecości - piszę o tym, co widziałam).
 Zazwyczaj nie tracą dobrej figury.

A u nas? Kiedy to zaczyna się TEN WIEK, kiedy ubrania robią się bezpłciowe...50? 60 lat? Kiedy "nie wypada"? Słowo "ładny" staje się nieważne ("to dobre dla młodych"). Lepsza "wygoda", choć szkaradna.
Znacie to - spodnie w gumkę, w bezpiecznych ciemnych barwach, ewentualnie w beżu. Do tego emeryckie buty z Scholla i kurtka / polar. Włosy krótkie, najczęściej tlenione na blond, z trwałą - i tylko dzięki niej można poznać z tyłu, że to kobieta (a raczej to, co z niej zostało) a nie facet. W dłoni - torba typu siata.

Tak, ja wiem, że inne warunki, sytuacja itd. Ale nawet te wszelkie różnice nie uzasadniają smutnej rezygnacji.

Moje Panienki to tryumf kobiecości. Po pobycie w Barcelonie i obserwacjach pań w (szczególnie tych w średnim wielu i starszych) już wiem, że nigdy, nigdy nie wejdę w "babciową" stylistykę. Co nie znaczy, że będę się nosić jak nastolatka, żebyście mnie dobrze zrozumieli. To niesamowicie budujące - widzieć kobiety nigdy nie zapominające o... sobie.

14 komentarzy:

  1. Panienka bardzo kobieca..zachęcająco kobieca 😊.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się zastanawiam, czy to możliwe, że te panie w dresach i polarach kiedyś były kobiece? Może nie? Może zawsze uważały strojenie się za zbytek? Może u młodszych ten dres się tak nie rzuca w oczy? Moja mama pierwsze buty na obcasie kupiła później niż ja, może one nie miały się od kogo "zarazić"?

    Tru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam...Natomiast wielokrotnie spotkałam się z tym, że "w pewnym wieku" nie wypada mieć... długich włosów!

      Usuń
    2. Moja mama też tak mówiła. No i teraz, w - nie wypominając - pięćdziesiątej czwartej wiośnie życia ma najdłuższe od czasów liceum. I jest super

      Tru

      Usuń
  3. U nas pokutuje nadal zjawisko matrony i Matki Polki - po pierwsze "nie wypada" , po drugie "są ważniejsze sprawy od dbania o wygląd" . Z tym drugim trochę racji jest , porównując możliwości finansowe i życiowe emeryta u nas i tam , ale z drugiej strony znakomita większość osób w wieku 50-60 a nawet później jest jeszcze czynnych zawodowo i trudno zrozumieć , czemu choć odrobinę o siebie nie zadbają .
    Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz - wygoda . Moja babcia całe dorosłe życie była osobą niesłychanie szykowną , a na późną starość przesiadła się w dresy , sportowe kurtki i sportowe buty - ze względu na wygodę właśnie .
    W każdym razie - też nie zamierzam być matroną ( no chyba że taką w czarnej jedwabnej sukni na krynolinie i koronkowym czepeczku na głowie ;) ) . Chyba tę matroniastość trzeba mieć w psychice po prostu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może... to sposób na poradzenie sobie ze starzeniem się? nie przywiązywać wagi do wyglądu (tylko ta koszmarna wygoda! dziwne, ze kiedy ktoś mówi o wygodnych ciuchach, usprawiedliwia często ich brzydotę - jakby nie można było choć trochę tego połączyć - wygody i urody) - więc : nie przywiązuję wagi do wyglądu = nie mam problemu z wiekiem

      Usuń
    2. Wcale nie jest tak łatwo dostać wygodne , ładne i modne ubrania i do tego tanie - u nas starsi ludzie mają zwykle ograniczone fundusze . Butów na przykład tanich , wygodnych i ładnych za żadne skarby nie dostaniesz - weź pod uwagę że w starszym wieku ma sie z reguły rozmaite deformacje , skrzywienia , obrzęki , które całkowicie wykluczają noszenie zwykłych sklepowych butów , a kupno ładnych , wygodnych i niedrogich butów , nadających się np na starcze stopy z halluksami to rzecz niewykonalna .
      I jeszcze jedna rzecz mi się nasuwa - często potrzeba ładnego wyglądania z wiekiem maleje , zwłaszcza jak się nie ma na ten cel odpowiednich funduszy , bo niestety kobieta im starsza , tym kosztowniejsza w utrzymaniu . Młódka zawinie się jakąś kolorową szmatkę , okuta drugą , zepnie wszystko wariacką broszką albo zwiąże na kokardę , i wygląda dobrze , ale starsza pani raczej będzie potrzebowała dobrze skrojonego płaszcza , który ukryje nabyte z wiekiem mankamenty sylwetki , będzie ciepły i lekki ( z wiekiem coraz silniej odczuwa się chłód i coraz mniej siły ma się na noszenie ciężkich rzeczy choćby ubrań) . Myślę , że gdyby emerytury u nas były - w stosunku do cen- takie jak na Zachodzie - wiele kobiet wyglądałoby o wiele lepiej . Ja np wiem , że jeżeli dożyję emerytury , wątpliwym jest czy mi z niej starczy na jakiekolwiek ubranie .

      Usuń
  4. Panienka w kolorach! Rewela! Rozumiem tą Panią. :)

    Ciekawy temat poruszyłaś. Ja upatruję to wszystko w mentalności, wychowaniu. Jak Parabell napisała, to się ma w psychice.

    Moja babcia (78) od kiedy przestała być dzieckiem, nie założyła spodni. Buty na płaskim dla niej nie istnieją. Bez różu na policzkach nie wyjdzie z domu. Taki ma styl.

    Dla mnie najwygodniejszym ubraniem na świecie jest sukienka. Żyję w nich. Nawet w dresowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no więc - ja się z wielkim zdziwieniem przekonałam, że nie ma jak sukienka - o niczym nie musiałam myśleć, tylko ciach - i już. Tyle... że potem zapomniałam o sukienkach... na rzecz najpierw dżinsów, a potem legginsów - ale to taka pętla - teraz wracam znowu do sukienek (za to dżinsy straciły swój super uniwersalny urok - dostrzegłam, jak wypierają resztę)

      Usuń
    2. To prawda, nie ma jak sukienka! ;) U mnie sukienka i legginsy to częsty zestaw. Chyba wziął się z lenistwa, nie chciało mi się dobierać spódnic do bluzek, kombinować, a tak jeden ruch i wychodzę. Narażam się trochę, bo mam kilka identycznych, tak je lubię, przez co wygląda, że np chodzę w "tej samej" tygodniami. A chodzę w takiej samej, ale cóż, dla sukienki ryzykuję własną reputacją ;)

      Wiesz, zastanawiałam się dzisiaj na mieście (na Śląsku) nad tymi kobietami, których polarowaty strój opisałaś, i ja ich chyba nie zauważam, bo dotąd nie spotkałam tak ubranej kobiety na mieście. Wręcz zszokowało mnie, że w stolicy to częsty widok.

      Ja jestem za swobodą w ubiorze, różnorodnością i wolnością szeroko pojętą :) ale wiem co masz na myśli, że jako kobieta się pewnie zastanawiasz, dlaczego ona to sobie robi ? Dlaczego się chowa, oszpeca, etc.

      Usuń
    3. Moja Mam spędziła część dzieciństwa i młodości na Śląsku , więc miała porównanie z centralną Polską gdzie się urodziła i gdzie potem wróciła - mówiła , że ślązaczki w porównaniu z mazowszankami były o wiele bardziej zadbane , już w liceum zawsze urfyzowane , z kolczykami , wystrojone nawet na co dzień . Różnica wychowania i mentalności na pewno , trudno mi mówić jak to wyglądało od strony materialnej , bo tego nie wiem . Natomiast wiem , że Wawa jest bardzo droga i trudno sie utrzymać ze średniej krajowej o emeryturze przeciętnej nie wspominając .

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.