WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 1 listopada 2014

Trzy szkice ze śmiercią


SZKIC PIERWSZY

W trzeciej klasie podstawówki, w ramach PCK, chodziłam robić zakupy i dla towarzystwa do Państwa Sz.
Mocno starsi ludzie - Ona sparaliżowana, od młodości. Rok sobie pożyli, jak normalni ludzie, po ślubie. Potem już Pani Sz. tylko leżała, a On zajmował się Nią, dzień i noc, przez ponad 40 lat.

Pan Ludwik opowiadał mi o młodości, przedwojennej, warszawskiej, przedtem dzieciństwie w majątku na Ukrainie. Ogród z aleją, zadaszoną altaną z bzów, jaśminu i róż, na końcu której lubiła przesiadywać jego ukochana Mama. Tyle razy biegł przez tę alejkę, jako chłopczyk, by być chwycony przez Matkę w ramiona i obcałowany.

Pewnego razu zadzwonił telefon - pan Sz :. "Moja Janinka... umarła" i odłożył słuchawkę.
Został sam.
Kiedyś zwierzył mi się, że przed snem czyta sobie wspomnienia z obozu koncentracyjnego. Po to, żeby pamiętać, że On nie ma tak najgorzej.
Bałam się naszych spotkań, jakim Go zastanę.
"Wiesz, Justynko, ja już chcę umrzeć. Jestem tak zmęczony życiem....Chcę tylko odpocząć"

Pomyślałam - po co martwić się śmiercią? Skoro można jej pragnąć, za ileś - tam lat? Taki "wytrych" na całe życie.


                                                                              * * *


SZKIC DRUGI

Nieuleczalna choroba. Wyrok. Termin.
Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko. Ostatnie stadium, zastraszające spustoszenie w organizmie, nawet nie z dnia na dzień - ale co parę godzin. Za życia Taty musieliśmy się trzymać.
Po śmierci... najstraszliwsze były te właśnie wspomnienia, sprzed końca. Uświadomienie sobie, że dwa tygodnie temu mogliśmy się wybrać na lekki spacer, wśród uśmiechów i nagłej nadziei, parę dni później Tato siedział tylko godzinami nad pustą kartką, żeby coś napisać, ale nie mógł nawet utrzymać długopisu w dłoni, nic powiedzieć, a potem...
Doktor uświadomił mi, że Tata nie zdawał sobie z tego sprawy, że nie miał takiego porównania - siebie sprawnego i nie.
Tymczasem ja uparcie, przez rok, dręczyłam się - aż wreszcie przypomniałam sobie słowa lekarza.
Pomyślałam : nad kim ja płaczę? Nad Tatą? Czy nad sobą?


                                                                             * * *


SZKIC TRZECI

Koniec porodu. Ja oszołomiona bólem, mimo zastrzyku, widzę nieostro.
Wtem zauważam poruszenie, wszyscy zaczynają biegać, podniesione głosy. Na monitorze światełko, odpowiadające uderzeniom serca dziecka, nagle zwalnia, bardziej, jeszcze bardziej.
Na tle okna, pod światło, widzę postać. Kobieta, uśmiecha się - jak nigdy nikt się do mnie nie uśmiechnął, i mówi tonem nakazującym, ale przepełnionym dobrocią "No, biegniemy! Biegniemy!"
Wózka nie było, podkasałam koszulinę, wsadziwszy sobie między nogi, żeby się nie wykrwawić i nie myśląc nic, potruchtałam do operacyjnej sali, odległej o dobrych kilkadziesiąt metrów, na cesarkę.
Słyszałam tylko ten głos, czułam spojrzenie.
Potem pytałam o ciemnowłosą pielęgniarkę, szczegółowo ją opisując - ale nikt o kimś takim nie słyszał.

                                                                        * * *
Lem, zapytany kiedyś, czy wie, co będzie po śmierci, rzekł :
"Oczywiście, że wiem. To samo, co przed urodzeniem"
                                                               
I z tym Was zostawiam.


23 komentarze:

  1. Dziękuję Justyno! I.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z najpiękniejszych tekstów jakie czytałam ostatnio. Dziękuję. A ta kobieta? To był anioł stóż. Na sto procent. I czekam na Twoją książkę. Z takim piórem musisz pisać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto - twoje słowa uznania wiele dla mnie znaczą.
      Też sądzę, że to był Anioł Stróż. Tak doskonale pamiętam tę twarz! Poznałabym ją wszędzie.
      Zaś co do pióra... tak, lubię pisać, ale chyba zostanę przy piórze do rysowania

      Usuń
  3. .......nie napiszę nic - Ty napisałaś wszystko.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie wszystko...
      Więcej już chyba nie mogłabym - ale to, co jest, wystarcza

      Usuń
  4. Justyno! Pisz,proszę Cię!
    Edytapa68

    OdpowiedzUsuń
  5. Heh dokładnie tak ...nie znałam godziny śmierci Matki, nie byłam świadoma, że parę godzin i Jej nie będzie .... miałam niecałe 14 lat ... i wiele lat poczucia, że może to była moja wina ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, tak mi przykro...
      O poczuciu winy piszesz w czasie przeszłym, to mnie uspokaja.
      Ściskam

      Usuń
  6. Poruszający tekst.. Co więcej mogę dodać? Dziękuję. Ja też z chęcią przeczytałabym Pani książkę. A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Chyba nie potrafiłabym napisać książki.
      Takie wpisy zdarzają mi się parę razy do roku - góra.
      Dobre i to

      Usuń
    2. Nie bądz taka skromna;-) Masz talent niebywały! Felietony to Twoja domena. Wyślij parę rękopisów na początek do czasopism,a jak wydadzą,będę pierwszą czytelniczką. Uwielbiam ten rodzaj literatury:-) Pomyśl o tym jako artysta,matka,żona i obserwator życia...Masz szerokie pole do popisu we wszystkich tych dziedzinach. Edytapa68

      Usuń
    3. Edytko, to nie skromność, tylko świadomość własnych możliwości.
      Przyznam się, że skrycie marzę o wydaniu książki złożonej z wybranych wpisów z Brulionu.
      ALE to, nad czym powinnam popracować, żeby nie była to tylko sztuka dla sztuki, to powiększenie liczby odbiorców. Mam swoich czytelników, stałych, ale to dość hermetyczne grono. Jeśli nowych przybywa, nic mi o tym nie wiadomo.
      I tak wygląda mój cel krótkofalowy.

      Usuń
  7. Ale to przecież wydawca decyduje czy wydać i czy się sprzeda.Jego w tym rola. Ja myślę tak na poważnie,że pomysł jest trafiony.Rzadko felietony podobają mi się. Lubię czytać np.K.Jandę,Bakułę,mniej już Koftę...Twoje wpisy pobudzają mnie do śmiechu,płaczu,wzruszenia i przemyśleń...Często czytam Twoje wpisy mężowi,i to nie dlatego,że się "wirtualnie znamy"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację. Przemyślę to.
      I pozdrowienia dla męża!

      Usuń
  8. A gdyby tak... obraz tajemniczej twarzy...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, na razie przynajmniej zdecydowanie nie. Kiedy zacznę rysować, to, co zwiewne, nieuchwytne, opracowywać i obmyślać po malarsku, moje wyobrażenie się zmieni.

      Usuń
  9. Justynko proszę wydaj swoje felietony. Uwielbiam je czytać, masz doskonałe pióro i jeszcze bardziej doskonały zmysł obserwacyjny. Urszula W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulu - dziękuję, cieszę się, że tak myślisz... staram się robić to, co lubię, najlepiej, najciekawiej, ale przyznam się - jeśli ilość wyświetleń moich wpisów zazwyczaj to około 50ciu, wyjątkowo ze sto... to myślę sobie, że tak samo byłoby z książką.
      To nie jest popularne pisarstwo - inaczej czytelników byłoby więcej, a tak... to trochę sztuka dla sztuki. Wiele lat prowadziłam pamiętniki - i to mnie trzyma przy pisaniu w Brulionie.

      Usuń
  10. Tak jakoś po drodze wpadłem na Twoje szkice . Przeczytałem ......i muszę przetrawić Pierwsze wrażenie wspaniałe . Poważnie !! Poczytam w czasie bardziej sposobnym do ciszy inne wpisy . Nie znam się na malarstwie ale trochę na fotografii. To trochę spokrewnione .
    Tadex
    ps
    jako Petroniusz podpisuję moje wpisy na forach ....

    OdpowiedzUsuń