WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 12 listopada 2014

Piesek Żałosny i kino - wpis o średnim poziomie śmieszności

Gucia rano dobudzić - jest nie lada sztuką. Oczywiście w dni szkolne, bo kiedy nadchodzi weekend - wtedy skowroneczek zrywa się o siódmej na nogi.
Dziś, po czterech dniach wolnego, rozespał się potwornie.


Kiedy już naprawdę zrobiło się późno, naszykowałam synkowi na łóżku kompletne ubranie, nakazałam się odziać i znikłam w łazience zrobić bardzo szybki makijaż środkowym palcem (ciemny beż na powieki).
Wchodzę do pokoju, oczekując, że Gucio gotowy - a ten siedzi w samych majtkach na tapczanie, w pozycji buddy, buzią do okna.
"GUSTAW!!!! Co Ty wyprawiasz?"
"Czy widzisz, Mamo, jaki jestem nieruchomy? Wtedy te paseczki się nie ruszają"
"Jakie paseczki???"
"Nooo, na firance" (mam podwójną)
"O, a teraz się ruszają, sama zobacz" - i zaczął się kiwać na boki.
"To są prążki interferencyjne. Powtórz!"
"Ja nie chcę tego mówić..."
"To się szykuj, człowieku!"
"Doobrze, jeśli tak ci na tym zależy..."

Kiedy już odprowadziłam dziecię do szkoły, sukienka w Panience Jazzowej zrobiła się mokra (od farby - tak, tak!) oraz wprowadziłam nowy kolor w Piesku Żałosnym, szybko zebrałam się do kina. Tanie środy.


Choć wiem, że wielu zwolenników mają małe kina (przyznam, że repertuar ambitniejszy), to multiplexy mnie zachwycają. Wkracza się do zupełnie innego świata. Z każdego wejścia do sali dobiega inny odgłos - tu krzyczą,tam się wali coś i wybucha, jeszcze gdzie indziej sentymentalna muzyka do scen wyciskających łzy.
Niemal brak dziennego światła - odmienny wymiar rzeczywistości.



Kotary szczelnie niemal zasłaniające jakieś nieznane wnętrza...


A potem wyjście do bezimiennego tłumu


Kino pozwala mi odpocząć od myśli i pomysłów, które nieustannie mnie atakują i bierze we władanie moją wyobraźnię.

Potem lecę odebrać Gustawa, dla którego największą atrakcją jest przejechanie się tramwajem. Zawsze pyta mnie, czy może wybrać - w praktyce oznacza to, że tkwimy na przystanku, pojazdy przyjeżdżają, a synek stwierdza "Nie, do tego nie wsiadamy. Chcę albo, żeby był krótki, albo żeby mu drzwi otwierały się na boki. Albo staruch z takimi naciskami, jak wczoraj, pamiętasz?"
Z tramwajowego rajdu do domu da się przyjechać tylko autobusem (Gucio wtedy smutnieje), więc zazwyczaj opowiadam Mu jakąś historyjkę zabawną lub osobliwą.
Ostatnio przerabiamy temat snów o lataniu - a mnie przyśniło się (opowiadam), że lecę w dół ulicą Goworka.
"Goworka? Nie dałem się nabrać, nie ma takiej ulicy!"
"Ależ jest, i nawet na niej stoimy"
Przeszliśmy parę kroków
"Mamo, pokażesz mi miejsce, z którego pofrunęłaś w dół?" zapytał nagle Gustaw donośnym głoem.
Parę osób się obejrzało w naszym kierunku z zainteresowaniem. Nie traciłam rezonu
"O, tutaj, dokładnie w tym miejscu"
"To i ja stanę - bądź przy mnie, bo zamknąłem oczy"
Jednak, mimo starań, jeszcze taki sen Gucia nie spotkał.

A na koniec - mokry Piesek po wizycie pod kranem.


I jeszcze poproszę o wysył energii jutro - przyszło awizo, pismo z sądu. Prawdopodobnie odpowiedź w sprawie mojego odwołania się od negatywnej decyzji w sprawie emerytury Wojtka.
Pani z kiosku, do którego od razu popędziłam, odmówiła wydania "Wydajemy do szóstej, już mam zamknięty system"
"Ja bardzo panią proszę, specjalnie z dzieckiem przybiegłam"
"Mówię, że mam zamknięty system!"
"To nie system ma pani zamknięty, tylko życzliwość!" - rzuciłam gniewnie.

No więc jutro się dowiem... (do tego baba miała fatalne okulary, pseudokoty czerwone i przezroczyste).

3 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za pismo Justynko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, kochana, bździągwa z kiosku nie wydała mi go - "bez notarialnego upoważnienia nie mogę wydać listu sądowego nikomu poza adresatem". Dzwoniłam do sądu - jest tak rzeczywiście. Inna sprawa, że po pierwsze takie pismo inna baba w tym samym kiosku pozwoliła mi odebrać i że gdyby je przyniósł kurier, to podpisałabym się "żona" i po kłopocie.

      Usuń
    2. Ja również kilkukrotnie pisma z sądu odbierałem, nie do mnie zaadresowane oczywiście (ale zawsze pytałem, czy podpisać się jako ja, czy jako odbiorca), większych problemów nikt nie robił. Trzymam kciuki! :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.