WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 20 marca 2013

Kicz na serio? Libellule dla Mon Credo

Trudna sprawa z tym kiczem.

Kiedy z zapałem opowiadałam Mamie, jak sobie wyobrażam Łabędzia i co będzie na obrazie (skończyłam na jednorożcu na różowej chmurce), po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.

Dodam, że Mamy opiniom na temat sztuki ufam całkowicie. To właściwie Jej zasługa, że jako architekt wcześnie zauważyła moje zdolności i od początku je wzmacniała, wspierała mnie w wyborze zawodu, jest też najsurowszym, ale sprawiedliwym krytykiem.

"Córko, wiesz, jakie istnieje niebezpieczeństwo? Nie możesz liczyć na to, że ludzie mają poczucie humoru. Wezmą twój obraz na serio. Nie szarżuj".

Racja. Pojawiają się dwa problemy - wzgląd na widza oraz wyczucie, niezbędne w poczuciu humoru.
Nie chcę puszczać oka, podawać wszystkiego na tacy...

Wybrałam wariant najwłaściwszy. Szczerość. Maluję na tym obrazie to, co mi się podoba i ile mi się podoba. Żeby go lubić.
Liczę na swoje doświadczenie i wspomniane wyczucie. Jeśli - zresztą dotyczy to nie tylko Łabędzia - postaram się o to, żeby obraz był jak najbardziej "mój" - to o resztę mogę się nie martwić.
Co za ulga.
Stan na dziś :


Na razie bez wykończenia - stan surowy.
Zrobiłam dokładniejsze zdjęcie głowy Łabędzia,



Uprzedzając pytania Czytelników - tak, będą jeszcze inne elementy na obrazie.
Może żywe.
Teraz drugie tyle wykończeniówki.
Ciekawe, czy mnie coś zaskoczy.
Może wiosna, już by przyszła, do cholery.

A! Co do poczucia humoru - kupiłam sobie dżinsy z dziurami, które od spodu są podszyte prostokątnymi łatami. Ponieważ pięknie leżą, więc przeparadowałam przed Wojtkiem.
"Masz spodnie teatralne?"
Zdziwiłam się:
 "Dlaczego?"
"Widziałem takie w teatrze. W teatrze Guliwer" (Guliwer to warszawski teatr dla dzieci).
A ja dla niepoznaki pójdę w nich do kina.





4 komentarze:

  1. Kolorystycznie łabądek wygląda tak jak smakują Libellule :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to doskonale. Cieszę się, że udało mi się zrobić zdjęcia w dziennym świetle. Teraz nie muszę tłumaczyć, że żarówki przekłamują.

      Usuń
  2. Justynko, ja widzę przyłożoną do jego głowy małą lornetkę :).
    Ciekawe co tam jeszcze dorzucisz, kolorystyka super. Asiula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja widzę okularki. Nie przejmuję się tym. Nawet zabawnie wygląda.
      Co dorzucę...pokażę wkrótce. Mam nadzieję, że już jutro.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.