WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 17 marca 2013

Łabędź Libellule - tło i zarys

Nie wiem, jak to się stało, ale pochłonęłam dziś paczkę orzechów laskowych i migdałów w mlecznej czekoladzie, a zamiast śniadania - Malinki/Jeżynki Haribo.
Widać nie można bez konsekwencji wyobrażać sobie obrazu złożonego ze słodkości.

Miałam zamiar pokazać pełny szkic - i nawet go zrobiłam. Cóż z tego, kiedy nie widać.
Może ktoś dostrzeże główkę Łabędzia.


Dałam sobie spokój z fotografowaniem w dziennym świetle, głównie z tego powodu, że nie zdążyłam z pracą. On NIE JEST żółty.

I tak się cieszę, że zrobiłam jakiś początek, bo dzień zaczął się fatalnie.
Od sprzątania.

Jak zwykle, kiedy Wojtek wyjdzie, staram się w czasie, kiedy Go nie ma, ogarnąć mieszkanie - zrobić Mu niespodziankę. Również z tego powodu, że mam chorobliwą niechęć, by ktokolwiek patrzył mi na ręce podczas czynności, którą chcę wykonać szybko i ... nie będę się wdawać w szczegóły (przy malowaniu wcale mi widzowie nie przeszkadzają).

Kiedy odkurzałam szafkę wiszącą z książkami, nagle poczułam podmuch powietrza. Mój własny obraz - Sosny (100 na 70), ustawiony na wierzchu mebla, minął o włos skroń, uderzając rogiem o podłogę - bez strat, w objęcia wpadła mi porcelanowa duża żaba.
Najgorsze przytrafiło się kaktusowi. Zrobił salto mortale wprost na łóżko.

A to kaktus nie byle jaki.
Nieżyjąca już Mama Wojtka posadziła go dawno temu i okazało się, że kiedy roślinka marnieje, i Wojtkowi się nie układa.
W związku z tym kaktus został uznany za specyficzne uroślinnienie mojego męża.

Wojtek przywiózł go z rodzinnego domu, a ja z niepokojem obserwowałam, że zielona jest tylko jedna strona - reszta wygląda na martwą.
Nienawidziłam tego kaktus i odrobinę siebie, że troszkę wierzę w tę historię.

No a teraz... co to będzie?



Ze strachem wypatrywałam powrotu męża.
Może ktoś z Szanownych Czytelników wie, co zrobić, żeby uratować Wojtka? Kaktus, chciałam powiedzieć.

Zapomniałam powiedzieć, że do łóżka Gustaw przyniósł mi małą dyktę, żebym namalowała lepszy obraz, niż ostatni.
"Guciu, który masz na mysli?"
"Ten czarno biały. Jest brzydki"
"Dlaczego?"
"Bo przez niego płakałaś"
Kochany chłopczyk.

14 komentarzy:

  1. Przepraszam, ale się nieźle uśmiałem z tego "salto mortale" ;) Co do kaktusa, to pojęcia nie mam, hmmm... ale na pewno nie warto wierzyć w przesądy (a już przede wszystkim w te "negatywne"). Pozdrawiam, będzie dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, najchętniej wywaliłabym tego kaktusa... Ale to wciąż jeszcze żywa pamiątka po Mamie W. (żywa - w przeciwieństwie do Niej)

      Usuń
  2. Wiesz, ten kaktus w ogóle nie wygląda na zbyt żywego. Tzn góra żywa ale to miejsce, gdzie pękł... to sama martwa tkanka. Przynajmniej tak to mi wygląda na zdjęciu. I miał złą ziemię, zbitą i ciężką (=zabójstwo dla korzeni). Najlepiej będzie odciąć zieloną górę (ponad tym martwym rozszerzeniem) i ukorzenić. Pamiętając, że kaktusy ukorzenia się inaczej niż inne rośliny :)

    Łabądka widzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę główkę! :D

    Justyno, ja bym się tak tym kaktusem nie przejmowała. :) Rozumiem, że to pamiątka, ale żadna czarownica chyba na niego uroku nie rzucała? :D Wojtek zapewne będzie cały i zdrowy i nie wyląduje na śmietniku.
    W przeciwieństwie do kaktusa. :) Ze mnie marna kwiaciarka, więc ja bym się go pozbyła. Swoją drogą kaktus-Wojtek wygląda dość osobliwie. :D

    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli...dać mu spokojnie odejść? Dam mu szansę - a jak z niej nie skorzysta - wywalam.
      Mogę zakopać, żeby zachować się delikatnie.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Widzę łabędziową główkę i dziób i narośl na dziobie :)
      Spróbuj zakopać te kawałki kaktusa w ziemi i podlewaj co jakiś czas - powinny się ukorzenić , możesz też ewentualnie posmaroać przed zakopaniem ułamane miejsca preparatem do ukorzeniania nabywanym w sklepie ogrodniczym .
      Tylko skoro to jest kaktusoWojtek , czy Wojtek się nie zmultiplikuje od takiego zabiegu ;)?

      Usuń
    2. Musisz wziąć wyparzony wrzątkiem nóż i równo odciąć tę część martwą, jakbyś kroiła ogórka. Możesz też go lekko "zaotrzyć" jak palik. Potem musisz go zostawić na jakieś dwa tygodnie żeby rana się zabliźniła (zrobi się wklęsła i sucha). Możesz zasypać ukorzeniaczem albo cynamonem albo sproszkowanym węglem drzewnym dla odkażenia. A później przygotować suchą ziemię do kaktusów (może być gotowa ale wzbogacona piaskiem z jakiejś budowy) i takiego kaktusa w nią wetknąć lekko, żeby wypuścił korzonki. I podlać dopiero jak je wypuści a do tego czasu lekko zraszać wodą. Brzmi strasznie ale działa :) Mnie by go było żal bidulka wywalać, no ale ja jestem porąbana na punkcie roślin (że może coś czują itd).

      Usuń
    3. Parabelko - W. mówi, że już się zmultiplikował 4,5 roku temu.

      Brunhildo - zatkało mnie. Liczyłam na odpowiedź, ale nie myślałam, że trafię na osobę z taką wiedzą! Dziękuję, jutro zaczynam działać - trochę martwi mnie, że kaktus jest martwy wzdłuż. Przecież na leżąco się nie ukorzeni? Kiedy zobaczę, co ma w środku, pewnie znajdę rozwiązanie.
      Powaliłaś mnie - jesteś wielka.

      Usuń
    4. Ja tylko kocham kaktusy :) I mam sporo.

      Tu masz przykład tego jak powinnać go uciąć (mam nadzieję, że autor zdjęcia się nie obrazi): http://img809.imageshack.us/img809/5633/kaktusu.jpg. Obcinasz oczywiście dół a nie tę część suchą, która jest wzdłuż. Na leżąco się nie ukorzeni, owszem, dlatego musisz (po zagojeniu rany) wetknąć go w ziemię pionowo. Można też ustawic pionowo bez ziemi, w zacienionym miejscu, i też korzonki puści.

      Usuń
  5. A kto powiedział:" Nie jestem przesądna, to przynosi nieszczęście"...hmmm??? W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Tym samym się odkryłam.
      A na serio - w kaktus średnio wierzę, bo on ma wiele dzieci, a W. tylko Gucia, ale zbitym lustrem poważnie się przejmuję. GDYBY to się stało.

      Usuń
  6. Lektura Twojego bloga Justyno jak zawsze okazała się być pożyteczną i pouczającą.
    Moje kaktusy dozgonnie będą wdzięczne Brunhildzie i Tobie za wiedzę którą własnie nabyłam.
    Bo ja hoduję tylko kaktusy z wielkimi kolcami- wszystkie inne rośliny okazują się być za mało kotooodporne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brunhilda może nawet uratować Wojtka! Intuicja mnie nie zawiodła - wiedziałam, że muszę wspomnieć o kaktusie.Po poradzie Brunhildy aż mnie ucieszyło, ze mogę tego półtrupka przywrócić do życia.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.