WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 18 marca 2013

Łabędź i słońce - Libellule

Mam podstawową zasadę dotyczącą malowania - najpierw robię to, czego jestem pewna.
Z reguły reszta "sama" przychodzi - w sensie pomysłu.

I tak postąpiłam z Łabędziem.
Wiedziałam, że musi być słońce i że koniecznie złote.




Taka byłam niesamowicie pracowita, że krążek wygląda jak złota płyta.
Ma rzeczywiście wrąbki. Obraz leżał na stole, a ja chodziłam w kółko (jak ci goście od kręgów w zbożu), bo tylko w określonym ułożeniu mam naprawdę pewną rękę.

A potem, żeby zrobić przerwę, poszłam na spacer i zupełnie niespodziewanie kupiłam sobie buty.
Zawsze ubolewałam nad tym, że nie ubieram się adekwatnie do zawodu i raczej ciągnie mnie do klasyki. Albo ubiorków w stylu "pani nauczycielka".

Tym razem nadrobiłam zaległości.


Dobrze widzicie - każdy but jest inny. Pofałdowania skóry są na stałe wypracowane - tak już zostanie.
Sprzedawca protestował, kiedy mówiłam o obniżce, używając kretyńskich argumentów "Z tyłu nie widać, nawet z boku też nie rzuca się w oczy", a kiedy nazwał mnie "przeczuloną" wysłałam mu takie spojrzenie (mściwe i zarazem pełne politowania), że mocno zszedł z ceny.
Całą drogę do domu chichotałam.
Bo one NAPRAWDĘ wyglądają na dwa różne.
Zrobię minę, nosząc je, "Tak ma być. Produkcja niszowa".

W doskonałym humorze wróciłam do domu i już wiedziałam następną rzecz - aby ten obraz dobrze mi szedł, muszę polubić tego łabędzia.
Czyli zrobić mu "pysk" - żeby móc patrzeć w oczy.



Proszę mi wierzyć na słowo - ma idiotyczny wyraz twarzy.

A ja nawymyślałam jeszcze przynajmniej 10 obiektów, które mogą się znaleźć obok niego.
W tym palma (kokos w składzie Libellule!).

9 komentarzy:

  1. Ten łabądek ma wyraz jakby nagle, skacowany, został obudzony przez tabun zmilitaryzowanych wiewiórek desantujących jezioro. Albo jakby strzelił minę "Jestę kotę i magistrę a nawet doktorantę".

    Na serio: obawiam się że jego dziurka od nosa i oko są niebezpiecznie do siebie podobne i niebezpieczne jest to, że nos jest wręcz większy od oka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michale, nie obawiaj się - to jest dwoje oczu. Twój opis utwierdza mnie w przekonaniu, że wyraz jego twarzy jest taki, jak chciałam.

      Usuń
  2. Już wię! Głowa bałędzia przypominę flądrę widzianą od górę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Jak u (prawie) każdego mojego zwierzęcia.
      Właśnie, właśnie - przypomniało mi się - kiedy W. po raz pierwszy zobaczył moje Psykoty, powiedział "Ciekawe, jak poradziłabyś sobie z flądrą...?"

      Usuń
  3. Łabądź wygląda zaskakująco - zanim człek się zorientuje że to dwoje oczu , ma się wrażenie , że łabądź ma za okiem ucho zapięte na guzik ewentualnie na guzik przypięty dziób :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wojtek powiedział, że stworzenie wygląda jak flądra przebrana za łabędzia, z przyczepionym dziobem.
    nie powiem, podoba mi się to!

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się ten łabądek podoba - jest po prostu łabądkowaty na wskroś z tą piękną łabądkowatą szyją. W.

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to bardzo się cieszę. I taki piękny zostanie - dodam mu pozłoty trochę na kuprze i dziób też złoty. No i oczy wyraziste, może z błyskiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też lubię kicz i dlatego łabędź pod złotym słońcem bardzo mi się podoba. Gdy pojawi się jeszcze plama (czy w naturze łabędzie współistnieją z palmami w jakiejś bliskości terytorialnej) powstanie obrazek nadający się na kubek "Pamiątka z Wakacji!!!"
    Libellule podoba mi się znacznie mniej- choćby ze względu na ten kokos który z uświęconą tradycją na mnie jełczeje.
    AA od słodyczy tego zapachu dostaję początków stopy cukrzycowej

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.