WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 1 września 2012

Zemsta marsowego obrazka

Dziś- nudno.

To znaczy... nie do końca... poniosłam uszczerbek na zdrowiu, bo wychodząc przed południem z psami postanowiłam sięgnąć do skrzynki pocztowej po kopertę z próbkami perfum, a zapomniałam kluczyka. Ponieważ mam drobną dłoń, wydawało mi się, że bez trudu sobie poradzę- już, już, chwytałam rąbek przesyłki, pchałam więc łapę coraz głębiej i co prawda w dwóch paluszkach, jak w obcęgach, miałam róg koperty, ale jednocześnie nie mogłam wyjąć ręki z blaszanej szpary.
Wtedy zobaczyła mnie pani z administracji z sąsiadką, której bardzo nie lubię- nigdy powaznie mnie nie traktuje. Gawędząc schodziły sobie ze schodów, umilkły na mój widok.

Tak więc tkwiłam z ręką w metalowej szczelinie, myśląc gorączkowo, czy mówić dzień dobry, czy może dla niepoznaki pogwizdywać? Ale nie zrobiłam nic poza typowym błędem- czyli przybraniem poważnej miny.
A wszystko dlatego, że nie chciało mi się pójść piętro wyżej po kluczyk.
Jeszcze do niedawna miałam na wierzchu dłoni czerwony ślad- jakby wgłębienie, ale znikło.
Zresztą na lewej- czyli nie malującej, to nic.

Tymczasem mój niby skończony obrazek, okazuje się, wymaga mrówczej pracy w okularach i za pomocą najcieńszego pędzelka.
A wszystko przez palnik do spawania metalu- przenikanie się turkusu z szafirem nie daje mi spokoju.
Jednocześnie powstrzymuję się od rewolucyjnych zmian, bo latarnie całkiem znikną.


Aczkolwiek już jest wiele bardzo interesujących momentów. Ale to jeszcze nie to.
Gdyby jeszcze udało mi się zdążyć przed poniedziałkiem, zanim nadejdzie apokalipsa CO.

Zastanawiam się też, jak wyczyścić jasnoszare spodnie- bo dół nogawek mam w czerwieni z powyższego obrazka. Poprosiłam znajomą, żeby smsowo dała mi kopa do malowania - i w tej samej chwili, zamiast wycisnąć odrobinę farby z tubki, wypuściłam połowę zawartości w postaci wytrysku, jak mi się wydawało, tylko na ceratę na stole. Nawet się cieszyłam, że nic się nie ubrudziło.
Niestety- z niewidocznej krawędzi stołu czerwień niepostrzeżenie skapała mi glutami na brzeg nogawki, a że splatam nogi podczas siedzenia- to od kolan w dół jestem w cynobrowym sosie.
A jeszcze mam wyjść z psami. Nie chce mi się przebierać. Najwyżej, jeśli kogoś spotkam, zrobię minę "ale o co chodzi? nic o tym nie wiem"

Ale obrazek dobrze się zapowiada.

7 komentarzy:

  1. No i mam wyrzuty sumienia ;)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytelnikom należy zdradzić, że Ciebie prosiłam o kopa. Ale- podziałał znakomicie. Co tam spodnie.
      Na pewno będę prosić o następne, niejeden raz- tylko byle bez glanów.

      Usuń
    2. Alez ja byłam na bosaka :P

      Usuń
  2. Ju, cynober pasuje do szarości, a jeśli do tego powstały intrygujące wzory, to może nie czyścić??
    Marsowy pejzaż z prysznicolatarniami zapowiada się ciekawie, z uwagą śledzę jego ewolucję :)
    Całuję, kamena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczyścić się raczej nie da, a ponieważ to są spodnie domowe, więc niech sobie zostaną takie pamiątkowe.
      Mam pomysły na ten obrazek- aż za dużo. dziś niestety przygotowywałam się do jutrzejszych rur i przedszkola

      Usuń

  3. Spodnie Justynko świetnie będą pasowały do Twoich koralowych pantofelków.Obraz bardzo
    mi się podoba w takiej formie.Jest jak Ty ,burza emocji a jednocześnie spokój
    ....nie zapomnij o czewonej pomadce,oczywiście na spacer z psami.
    Do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, jeszcze wiele przy nim roboty. Przeglądałam dziś swoje stare obrazy- niektóre są niesamowite. Przypomniałam sobie wiele "tricków".
    Ale miło mi.
    Nocna stylizacja bardzo konsekwentna.
    Ju

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.