WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 31 lipca 2012

Łodź-świat alternatywny

Wojtek, kiedy zobaczył, z jakim ogniem szykuję się do wyjazdu tutaj (Łódź) powiedział, że wyglądam, jakbym dostała przepustkę.
Zaczął mnie również nazywać "Justyną", co niesamowicie na mnie podziałało...Odzyskana tożsamość niemalże. "Justysiu"- tak się do mnie zwracają rodzice. Mała zmiana- wielki skutek, kto by pomyślał, że aż taki
.
Spakowałam swoje najstraszniejsze śmierdziele, najdziksze cienie do oczu i kolorowe tusze do rzęs, bluzkę w panterkę i lakierki z kokardką. Miedzy innymi, oczywiście.

Dziś padło na Muzeum Kinematografii, urządzone w zachowanym (włącznie z wnętrzami) pałacem fabrykanta.
Już przy wejściu do przejścia podziemnego - i w nim też- skorzystałam z aparatu.
Schody do nikąd

 A niżej- Dżisas


Samo przejście też niezłe


W środku w Muzeum- inny świat. Przyznam się, że kiedy zrobiłam i zobaczyłam to zdjęcie, trochę mnie przeraziło. A jest to fotografia za plexi, nico pogiętym, w którym odbija się to, co z tyłu.


Projekty scenografii do filmów animowanych wydały mi się bardzo inspirujące. Lata 60te.



A na widok kadru z filmu mojego profesora, Daniela Szczechury, zrobiło mi się ciepło na sercu. To samo myślenie!


Był też fotoplastikon, do ktorego, kiedy byłam dzieckiem, w Warszawie, zabierali mnie rodzice.
Gucio poczuł się bardzo ważny, bo dostał swój bilet i nie wypuszczał go z rączek.



Potem czekała nas uczta perfumeryjno- ubraniowa.
Na ciuchach używanych kupiłam sobie spodnie. Niestety, dopiero w domu okazało się, że mają miejsce na "płeć" bądź po prostu na jaja.

I znowu miałyśmy za mało powierzchni ciała, aby wszystko, co chciałyśmy, przetestować.
Ciągnęłyśmy za sobą długie zapachowe ogony - wybijał się Poeme Lancoma i Red D&G.

Okazało się to zbawienne przy powrocie, gdyż dwa siedzące miejsca niedaleko zajmowali panowie o spuchniętych i sinych twarzach. Mycie od dawna nie było na ich listach czynności, a z manicurem nigdy nie mieli nic wspólnego.
Przebierając się i myjąc po powrocie nie mogłam zdjąć kolczyków (oczywiście dużych i wiszących), bo pod wpływem perfum trochę się roztopiły i przywarły do włosów.
Przypomniało mi się, jak kiedyś Le Parfum Lalique'a rozpuściło mi lakier na paznokciach.
A taki niby miał być miły i przytulny zapach.


8 komentarzy:

  1. Rozpuszczone kolczyki?
    Czytam Twoje opisy z przyjemnością.
    Miłego łodziowania,
    tri

    OdpowiedzUsuń
  2. A dziękuję, dziękuję.
    kolczyki na szczęście były niedrogie

    OdpowiedzUsuń
  3. A myślałem, że nie lubisz, gdy nazywają Cię Justyną ;) Gryx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dobrze myślałeś - teraz już nie pamiętam, to możliwe.
      ale...sytuacja się zmieniła- jestem w wieku dojrzewania

      Usuń
  4. Zdjęcie z plexi niesamowite , jak kadr z horroru :) . A tego człowieka w oknie wagonu skądś doskonale znam , ale skąd - nie mam pojęcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to, to - Ring, to ten horrrorrrr
      A pociąg- mnie kojarzy się z własnymi wizjami

      Usuń
  5. Parabelko, wiesz, że wcześniej nie zwróciłam na to uwagi?
    Kojarzy mi się z niektórymi pracami rene Margitte'a, choć może to być zupełnie nieuzasadnione :)
    tri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ jest uzasadnione! Tylko melonika brak, ale poza tym- Magritte jak nic
      i jeszcze ktoś
      nie wiem, kto

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.