WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 6 lipca 2012

Awaria

Nie będę pisać, jaki wpływ na twórczość mają upały w małym mieszkaniu z oknami na południe, powiem tylko, ze czuję się, jakbym leżała na rozpalonej plaży, bez dostępu do wody, na dodatek przykryta w całości futrem i jeszcze w uszatce z nutrii (z daszkiem).
Czy może być coś gorszego?
Może.
Mąż jest na diecie Raw Food i wcina wszystko surowe (jeśli się da), co jakiś czas uracza nas dziwacznymi sokami z sokowirówki. Dziś jednak wykombinował wyjątkowy zajzajer- najpierw zobaczyłam, że płacze, potem Gucio zaczął kwilić "Bolą mnie oczki!" i wszystkim pociekły łzy.
Atmosfera stała się toksyczna na przynajmniej pół godziny, mimo wyciągu i otwartych okien.



To był sok z pora, który jest uciążliwszy dużo bardziej, niż cebula. Aż Gucio z zaczerwienionymi, mokrymi oczkami rozpaczliwie pytał "Tatusiu, dlaczego to zrobiłeś?".

Kiedy pobiegliśmy do łazienki opłukać twarze, okazało się, że bateria nad wanną się zepsuła- nie przestawia się na prysznic. A jedyny w Polsce producent sprężynek (w Krakowie) chwilowo nie ma tego typu.

Zadzwonił listonosz- okazało się, ze tym razem przesyłka jest nie do mnie. Przyszedł bidet- marzenie Wojtka. Właściwie nakładka pod deskę, z wężykiem podłączonym do spłuczki i maleńkim celowniczkiem, z którego za pomocą wajchy można sobie wycelować dokładnie w środek czterech liter.
Teoretycznie.
Bo celownik trzeba było nastawić. Tak więc W. rozebrał się do rosołu i rozpoczął próby, w których a to ochlapany był tył łazienki, a to Jego plecy aż do szyi - i kiedy już wszystko miało być uwieńczone sukcesem, coś upadło i ułamała się drogocenna śrubka, bez której całe urządzenie nie działa.
Przyznam, że przyjęłam to, nielojalnie, z dużą ulgą.

Ale dowiedzieć się o telefon sprzedawcy już się nie dało, gdyż padł internet. W kablówce powiedzieli, że technika najwcześniej mogą przysłać za cztery dni. CZTERY DNI !

Chcąc przerwać awaryjną falę, wzięłam psy na spacer- i tam okazało się, że mój telefon nie wysyła smsów i mmsów.

A kiedy, nieśmiało przebąkując o fatum, postanowiliśmy pojechać na wycieczkę, samochód dostał drgawek- jedynie Guciowi bardzo się podobało i wykrzykiwal "Ale fajnie! Ja trzęsę się! Urywa się głowa!" coraz bardziej rozbawiony.

Potem w przedszkolu, kiedy przebraliśmy synka w buciki na zmianę, ten wyglądał jak Chaplin. Pani sprzątająca zamieniła sandałki na należące do innego chłopczyka, takie same, tylko dwa numery za duże.
Niestety, Jego obuwie się nie znalazło.

Nie wspomnę, że odkryłam, ze oprócz trzech par spodni zginęła mi też kurtka i szal.

Oraz znajoma powiedziała, że mam piękne ciemnorude włosy, podczas gdy ja od tygodnia żyłam w przeświadczeniu, że jestem miodową blondynką (przez południowe światło w mieszkaniu).
No cóż. Takie ciągi się zdarzają.
Tymczasem...

Niebywałe- ale technikowi wpadł dziś rano wolny termin i naprawił komputer, Wojtek znalazł inną sprężynkę do baterii nad wanną, bidet dzięki bezprecedensowemu rozwiązaniu już działa. I po telefonie do operatora mogę wszystko wysyłać.

Nie mogłam tylko przeboleć, że moich ulubionych ubranek nie ma.
"Justysiu, czy nie dziwi Cię, że te wszystkie rzeczy zginęły razem? To jest klucz! Muszą być w jednym miejscu. I w tym mieszkaniu takiego miejsca nie ma"
"To wiem" odrzekłam ponuro "Bo szukam ich od tygodnia"
"Sprawdź bagażnik w samochodzie"
Tak! są! I to nie 3, tylko 5 par spodni, 2 szale, kurtka, szlafrok, kamizelka i podkoszulki- czyli dodatkowa torba na wyjazd nad morze sprzed 3 tygodni. To smutne, ale braku tego wszystkiego nie zauważyłam.
Ale jutro idę na rezonans magnetyczny głowy i może się coś okaże?

Pachnę pięknym Elie Saabem, ktory niestety mężowi wydaje się duszny i upierdliwy.
Jak upał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.