WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 10 lipca 2012

Czas na Wodę

Być może perspektywa rychłego wyjazdu nad morze przez Łódź pomogły mi stworzyć wyobrażenie kolejnego Żywiołu- Wody.
Chciałam, żeby postać na każdym z obrazków miała inną dynamikę i chyba- jak dotąd- się udaje, co jest łatwiejsze, gdyż wszystkie Żywioły poznałam osobiście.
Chyba bardzo częste i intensywne przebywanie w świecie wyobraźni każe mi wynajdywać konkrety, zeby jednak- od czasu do czasu- na czymś się oprzeć.
Tak więc oto kolejna Długowłosa:


Oczywiście brudne łapki znikną.
Mam też pomysł na buty- jeszcze nie do końca postanowiony. Może będzie je trzymać w ręku?

Zrezygnowałam z początkowego wyobrażenia, żeby postać śpiąc unosiła się na wodzie.
Przyjaciółka zaprotestowała "Kochana, nie możesz tego namalować. Ona się utopi- to znaczy Ty ją utopisz".
Pomyślałam sobie, że niezależnie od wiary w fatum lepiej nie ryzykować. Poza tym już czułam, jak będę mieć potrzebę się tłumaczyć, że to nie jest wypłynięta topielica.
A przecież obraz powinien mówić sam za siebie (powiedziała gaduła).

Tymczasem w mieszkaniu szaleje żywioł zniszczenia. Wojtek wierci dziurę na wylot w ścianie budynku. Po to, żeby w nią wsadzić rurę klimatyzatora. Praca jest trudna, jednorazowo nie dało się z nią uporać.
Przyznam, że miałam wiele obaw- wydawało mi się np, że taki otwór we frontowej ścianie może spowodować, że kamienica runie, jak domek z kart. I że będzie w zimie wiało w tyłek (bo przy tej ścianie mamy łóżko). Ale W. przekonał mnie, że to tylko głupoty.
Dużo jednak  mnie kosztowało samozaparcia, żeby nie zwiać, tylko być i pomagać na bieżąco w odgruzowywaniu. Przypominały mi się filmy o ucieczkach z więzienia przez tajny tunel, a nawet sceny z Powstania Warszawskiego (dom jest z 1938go roku), szczególnie wtedy, gdy bardzo ostry i ciężki pierścień wiercący zrobił Wojtkowi dziurę w nodze.
Jutro finał, jak dobrze pójdzie. To znaczy, że będę musiała zejść na dół, pod okno i pilnować, zeby nikt nie szedł, kiedy walec z cegły i tynku wypadnie na zewnątrz.
Nie bardzo czuję się na siłach...Mam za sobą podobne doświadczenie, kiedy były mąż kijem od mopa zrzucał metrowe sople o grubości męskiego ramienia z wysokości drugiego piętra. Stałam na dole i miałam ostrzegać, jakby co.
 Naprawdę, wydawało mi się, że jest pusto- aż tu nagle, jakby spod ziemi wyszedł, pojawił się sąsiad.
I sopel spadł z łomotem i trzaskiem pół metra od niego.
Facet zaniemówił, a potem nieswoim głosem zwrócił się do mnie "Czy Pani wie, że mogła mnie pani zabić?", a ja, równie blada, odpowiedziałam pokornie "Tak, wiem".
Na dłuższą konwersację żadnego z nas nie było stać.

No więc zobaczymy, co będzie.

Pachnę, jak na Wodę przystało- Pearles Lalique'a. W końcu perły to wytwór wodnego stworzenia.

9 komentarzy:

  1. Woda bardzo fajna - jakby wypływała z głębiny ku górze , ale nie widzę tu butów - nie pasują . W butach nie można pływać . Chyba że Woda dostanie wytworne płetwy od Loubutina ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale buty w ręku! tak można pływać. Przecież i Woda ma prawo posiedzieć w eleganckim obuwiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt , w końcu jest kobietą :)

      Usuń
  3. Buty mogą płynąc w łódeczkach, w końcu jedziesz do Łodzi

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogą być w piankach do nurkowania? Z butlą tlenową.

    OdpowiedzUsuń
  5. Albo mogą, spadłszy z nóg, swobodnie dryfować, jako i Woda.W.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka Woda, która na chwilę wychynęła w powietrze :)
    Śliczna i niejednoznaczna zarazem.
    Udanego pobytu w Łodzi i nad morzem,
    tri

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, czy Woda nie powinna płynąć w dół? ciekawe jakby wyglądał obrazek do góry nogami..?
    kamena

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.