WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 23 lipca 2012

Przed Sandomierzem

Przygotowania trwają- mamy już zakwaterowanie.
Zdjęłam wszystkie obrazy z pawlacza- jest aż 28 sztuk różnej wielkości.
Z pawlaczami (i walizkami) zawsze ta sama historia- kiedy się je opróżni, wprost nie chce się wierzyć, że to wszystko się mieściło.
Z sentymentem patrzę na te najstarsze, powstałe zanim poznałam Wojtka.

Tygryska malowałam, będąc w rozpaczy po rozstaniu z G. (mężczyzna pomiędzy mężami).
Obrazek - tak, jak i Paw oraz Pudel, świeci w ultrafiolecie. Radocha dla dzieci- i moja też.


Paw powstał metodą batikową- wycieraniem wierzchnich warstw farb, przez co ukazywały się te pod spodem. Poza tym nosi kaloszki i pogwizduje.


Oba są nieduże- 30 na 40cm.
Następny- Pudel. Tu już rozzuchwaliłam się w obróbce pod prysznicem. Ten to dopiero świeci! Rozmiar 40 na 50cm.


Podobną fryzurę miał Wojtek, jak szedł z byłą do ślubu-  nie może spokojnie patrzeć na zdjęcia ślubne. I dobrze.

Ofiara Prysznica, czyli piesek o żałosnym wyrazie twarzy, był zdarty prawie do żywej dykty- potem uzupełniałam kolorami ubytki. Powstał interesujący efekt. Rozmiar 30 na 40cm.


Powiem szczerze, że Ofiarę Prysznica niechętnie bym sprzedała....


Powyższego Kota na Jezdni miała moja Mama- sama sobie zażyczyła. I po dwóch dniach poprosiła mnie, żebym go wzięła, bo wciąż czuje, jakby ktoś na Nią patrzył- jakby nie była sama. Rozmiar 30 na 40cm.

Skąd dziurki w obrazach? Gdyż były ona malowane na dyktach kradzionych wprost z ulicy. Na tylnej stronie są ogłoszenia- najczęściej o wystawie motocykli. Ależ się na tych motocyklach obłowiłam.

I wreszcie- na koniec dzisiejszej porcji- Mucha w Zupie, czyli impresja z Baru Mlecznego. Zupa szczawiowa.



To już cała scenka rodzajowa- po prawej widać pantofle konsumenta- po lewej skrzypce. Obraz oczywiście jesienny- dzięki chryzantemie i postarzającemu przyżółceniu. Rozmiar 50 na 50cm.

Tymczasem ja również się szykuję. Zachęcona efektami diety Raw Food na Wojtku, postanowiłam zrobić tygodniową próbę i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Efektem ubocznym Raw Food jest fakt, że w różnych miejscach mieszkania porozlepiane są małe, zielone nalepeczki z napisem "Gloster" (ulubione jabłka W.). Trudne do oderwania- no szlag może trafić. Mąż zarzeka się, że to nie On.
Nie ma, jak zwalić na Gustawa.


6 komentarzy:

  1. Wszystkie piękne , ale Mucha w Zupie abso-kurna-lutnie genialna :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, tak się cieszę, że Ci się podoba! To obrazek malowany już w czasie aktywności na Forum Perfumowym, w Scent Barze konkretnie.
    Można więc powiedzieć, że barowy pełną gębą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też urzekła. No i ulubione jajko... W ogóle Justyno jak mam chandrę to otwieram Twój Brulion ;)...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wypada mi życzyć częstej chandry, więc życzę, abyś go otwierała również z bardziej radosnych powodów.
    Dziękuję- bardzo się cieszę!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.