WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

wtorek, 8 maja 2012

Obeliski- nierówna walka

Budynek już wygląda w miarę jak budynek, a ja jak upiór- bo zapomniałam o jedzeniu, piciu i śnie. Tylko o perfumach nie zapomniałam.
Obeliski chciały mi zrobić krzywdę- spadły ze sztalug na palce u nóg. Bardziej mnie obchodziło, czy się nie zniszczyły- ale nie.

Przypomina mi się, jak w dawnych czasach malowałam na podłożach z odzysku. Ktoś pod tabliczką "Tu składujemy gabaryty" zostawił wielgachną szafkę kuchenną rozebraną na elementy. Wzięłam drzwiczki, bardzo solidne. A co solidne, to zazwyczaj ciężkie. Ważyły chyba ze 4 kilo.
Miałam pomysł, żeby na nich namalować chichuachuę (nie jestem pewna pisowni) i udało mi się na tyle, że aby uczcić finał, postanowiłam ustawić obraz na półce, dość wysokiej- dostęp był ze stołka.
A że obraz świeżutki, kiedy podnosiłam się na palce na stołku i już miałam go umieścić, chichuachua wyśliznęła mi się z rąk i spadliśmy we dwójkę, przy czym stołek zrobił niewytłumaczalny obrót razem ze mną i obraz, jeszcze zanim upadłam, dźgnął mnie w plecy w miejsce nerek, zostawiając siniak, a poniżej miałam siniak od nogi stołka, na którą spadły moje 4 litery.
Nawet ta Chichuachua gdzieś u mnie stoi, bo była za ciężka, żeby ją ktoś kupił. I z boku wystawały zawiasy.
 Więc teraz obolała stopa to nic.

Właśnie miałam zrobić zdjęcie mojej dzisiejszej roboty, kiedy w aparacie wyświetlił się szyderczy komunikat "wymień baterie". Może będą działać te z depilatora...
Działają!
Oczywiście to nie koniec- wprost przeciwnie, zabawa się zaczyna.


 Proszę nie zwracać uwagi na kolory- to tragiczne przekłamania w sztucznym świetle.

Niestety, cena za poprawianie obrazu jest wysoka- bo zamalowuję powoli coraz większą powierzchnię pod spodem. I nie da się tego odwrócić- bo nawet, jeśli zdecydowałabym się pójść z wieżowcem pod prysznic, ścierając go zetrę wszystko do dykty.

Tymczasem jutro filmowa środa. Jedyna propozycja to Dziewczyna z tatuażem. Nie bardzo mam ochotę- bo raz, że sensacja, w której się zawsze gubię ( za dużo postaci ), a dwa- zniechęca mnie Daniel Craig. Ja wiem, że dobry aktor może zagrać wszystko, ale on wygląda, jakby miał przeciąg między uszami.
Jeżeli krzywdzę człowieka, to przepraszam.
Nooo...jest co prawda drugi film...podobno (tak mówi Wojtek, a ja się zawsze daję nabrać) w streszczeniu piszą, że akcja wygląda tak: Nietsche, złożony obłędem i syfilisem, przytula się do dorożkarskiego konia i wnika w niego, a rodzina, do której ten koń należy, po tym zdarzeniu oczekuje na koniec świata. Podobno reżyser zapowiedział, że już więcej filmów nie nakręci. Część krytyków mówi, że rozumieją go, bo trudno byłoby zrobić równie wielki film, a inna część recenzentów twierdzi, że film, mimo ciekawych elementów, ma taką wadę, że trudno jest przez cały czas utrzymać uwagę, więc też dobrze, że ostatni.

Pachnę Hanami Annayake- jak bukiet kwiatów w mokrym papierze. Całkiem, całkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.