WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 6 maja 2012

Małe Siekierki skończone!

Właśnie skończyłam swój najbrzydszy, ewentualnie najbardziej "zniszczony" obrazek - Małe Siekierki.
Zaczęłam rano i wciąż wydawały mi się takie...żadne...

Coraz bardziej poddawałam się wrażeniu, ze nie mam nic do stracenia- a więc mogę wszystko (zrobić z tym obrazkiem).
Rozrobiłam brzydko burą farbę i niby od niechcenia pozamalowywałam.


A potem się zaczęło- przecieranie (pod kranem)- domalowywanie. Zmywakiem, szmatką i również moim super narzędziem- pumeksikiem do pięt należącym do W - którego używam w ostateczności, bo wydziera żywe dziury..
Powolutku obrazek zaczął wyglądać, jakby powstał w dniu uruchomienia Elektrociepłowni Siekierki (1961 rok) i zapomniany przeleżał gdzieś w zawilgłej piwnicy. Trochę tam spleśniał, trochę oblazł z farby - podobnie jak cudem zdobyte opakowanie po Soir de Paris (rocznik 1957).


Zresztą ten obrazek przypomina mi zapachy, które najbardziej lubię- czyli stare, brudne, nie starające się przypodobać, ale jednocześnie złożone, wielowarstwowe i emanujące tajemniczym, przykurzonym pięknem.

Małe Siekierki, akryl na dykcie, rozmiar 19 na 29
Teraz tylko brać się za obeliski.
Ale jeszcze trochę się poupajam radością.
W Piątce Chanel, edp.

6 komentarzy:

  1. Już wiem , co to jest pierwsza wersja od góry ! Rive Gauche ! Biało-czarno-niebieskie !
    Pudełko SdP booooskie... A zdjęcie flakona dasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne! A tak mi się znajomy ten obrazek wydawał i nie wiedziałam, czemu aż tak.
      Dam, dam w wolnej chwili- bo obeliski na tapecie.

      Usuń
  2. Zanim go przetarłaś, to obrazek jednoznacznie nasuwał skojarzenie
    z kominami transatlantyku pierwszej połowy XX wieku.W.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, to również miłe skojarzenie- duże obiekty pływające (i podwodne) przede mną. Szczególnie parowce na Missisipi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piknie wyszedł! dzięki krzaczkom zrobił się wesoły bo pierwsza wersja trochę surowa była. Nie żeby nie ładna, bardzo lubię surowe i statyczne obrazy:)
    A przetarcia w tle to chyba do żywej dechy?
    tym.

    OdpowiedzUsuń
  5. A jakże! Do dechy- pumeksikiem, pumeksikiem! Dodatkowo gałązki zrobiły pierwszy plan. I to zderzenie siermiężnego industrialu z delikatnymi japońskimi motywami. Nieskromnie powiem, że udał mi się ten obrazek. Nie to, co następny... :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.