WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

środa, 16 maja 2012

Bezsenność w Warszawie

Od mniej więcej trzech tygodni meczę się z zasypianiem.

Koło pierwszej w nocy (czyli jak zwykle) kładę się "spać". Cisza, ciemność, ale wciąż trwa wewnętrzny dialog.
"Która godzina? Po pierwszej. No dobrze. Zostawiam wszystko za sobą."
"Jak to zostawiasz? A co dalej z obrazkiem? I jeszcze nowy czeka."
"Niech czeka. Pomyślę o tym jutro"
"No ale wprowadzić jeszcze jasnoniebieski, czy nie? A może..."- i tu rozpoczyna się bombardowanie pomysłami.
"Co ty robisz, kobieto? Zbliża się już druga, wyciszaj się czym prędzej. Już wszystko wymyśliłaś przecież"
"Masz rację, już nic nie mam do wymyślenia...ale pamiętasz ten pejzaż dzisiaj na Pradze? Tę kamienicę obrośniętą bluszczem, z małym okienkiem? Znowu zapomniałam wziąć aparatu"
"Nigdy go nie masz, kiedy trzeba. Trudno, już sobie nie chcę przypominać"
"Ale, powiedzmy, to okienko- było bez szybki, może namalować szybkę? z odbijającym się niebem?"- zaczyna się malowanie w myślach nowego obrazu...i następnego...
"O rany, wiesz, która jest godzina??? NIE PATRZ!"
"Nie spojrzę, zresztą już mi się wszystko rozmazuje...chyba zasypiam...zasypiam...zasyyy...piam..."
'Zasypiasz? Wydaje ci się- wczoraj było to samo i co? Wystarczy jedna myśl i się rozbudzisz"
"Jaka myśl?"
"Nooo...zmywarkę na przykład włączyłaś?"
"O nie! Nie włączyłam! Idę włączyć, jestem beznadziejna. Nie, nie spojrzę na zegarek"
Wstaję. Staram się nie patrzeć, która godzina. Nie udaje się. Wpół do trzeciej. Kładę się.
"Boże, już zaraz będzie trzecia. Może jeszcze szybko zasnę?"


"Nie zaśniesz. Przecież zaczyna cię ssać zw żołądku."
"Tylko trochę. Wytrzymam. Cholera, naprawdę jestem głodna..."
"Widzisz, idiotko, wczoraj przysięgałaś sobie, że na parapecie położysz banana na wszelki wypadek. I znowu zapomniałaś. Ciągle zapominasz!"
"To prawda, pójdę po tego banana...byle tylko nie spojrzeć na zegarek..."
"I tak spojrzysz!"
"Nie spojrzę!"
Wstaję- idę- patrzę- trzecia piętnaście.
Zjadam. Kładę się.
Myśli się rozpływają.
"Widzisz to?"
"Co znowu???"
"Zaczyna świtać."
"Nie, tylko nie to! Rzeczywiście... i te ptaki...."
"A mogłaś zasnąć koło drugiej- już zasypiałaś. Gdyby nie ta zmywarka. Sama powiedz, jesteś wściekła. Czujesz, jak serce przyśpiesza?"
"Czuję- tak, jestem wściekła. Za co to wszystko, za co? Jak jutro będę funkcjonować, a przecież jest jeszcze Gucio!'
"Zobacz, jest coraz jaśniej, kretynko, a już zasypiałaś, zmarnowałaś to! Znowu!"
"Zamknij się! Tak, jestem wściekła, zrozpaczona, nie mogę leżeć!"
"No to wstań"
"Wstać też nie mogę. Usiądę sobie i popłaczę"
"I po co? Żeby sobie powiedzieć, jaka jesteś biedna?"
"Jestem biedna!"
"No dobra, połóż się jeszcze. Zasłoń okno"
Zasłaniam. Wpół do piątej.
Prawie zasypiam.
"Czujesz to?"
"Zlituj się, co?"
"Nos!"
"Nos? Trochę swędzi, fakt, ale przestanie'
"Nie przestanie- podrap się!"
"No dobra. Już nie swędzi"
Znów zasypiam. Pozornie.
"Halo! Brew swędzi! Czujesz? Jakby mszyce ci chodziły po twarzy"
"Rany, masz rację. Noga też swędzi."
"No to się podrap wreszcie! "
Drapię się. Na zapas.To mnie rozbudza.
Wstaję. Zasłaniam szlafrokiem zegarek z niebieskim wyświetlaczem.
Nie mam już siły na nic. Nawet na złość. 
Wreszcie odpływam.

Zaparzyłam podwójną melisę.

Jak będzie dzisiaj...?

Nie wspomniałam o przeszkadzaczach:
-gwałtowne chrapnięcia W.
-kiedy Gucio załka w łóżeczku
-psy: bez końca chłeptające wodę, cmoktające łapę, wylizujące sobie uszy
-głośne bąki Azy
-motocyklista testujący prędkość swojej głupiej maszyny
-ekstatyczne okrzyki sąsiadki w łóżku
-rozochoceni imprezowicze, wychodzący przed dom zapalić
-rozsychająca się nóżka od mebelka pod telewizorem
-wrona (rozpoznaję, która)
-źle dobrane perfumy
-sąsiad z góry, wracający po spotkaniu integracyjnym (z siatką pełną puszek z piwem, uderzających o metalową poręcz)
-bezdomny poszukujący łupów, pchający wózeczek ze skrzypiącymi kółeczkami
-pioruny
-sztuczne ognie na koniec koncertów na stadionie Legii

2 komentarze:

  1. Justyno, rozbawiłaś mnie tymi swoimi nocnymi dialogami wewnętrznymi do łez! mam tak samo - schizofreniczne pogawędki z alter ego:D tylko przeszkadzaczy mam mniej, bo znalazłam sposób - od lat pakuję gąbki do uszu, co niestety nie chroni mnie przed poranną galopadą sąsiadów z góry...dziękuję za ten tekst! kriss de valnor;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kris- bardzo się cieszę! Mnie się jednak wydaje, że nie gąbki by mi pomogły, ale skarpetka z piaskiem (wiesz- walnąć się w głowę)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.