WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 9 sierpnia 2015

Upalny przekładaniec

Taaak... upał nie odpuszcza, a z nim narasta we mnie osobliwa determinacja.
Nie przyznałam się, że zniszczenie dużego obrazu to nie jedyne z moich wczorajszych przestępstw. Wyprodukowałam również pejzaż o wyszukanej kolorystyce, jak mi się wczoraj wydawało.
Dziś, kiedy rzuciłam na niego w miarę świeżym okiem, okazało się, że jego barwy to wypisz wymaluj... gluty z nosa. Przy ciężkim zapaleniu zatok.


Nie pokażę więcej, dopóki nie naprawię bądź nie zniszczę - natomiast Drzewa, ku mojej wielkiej radości, zaczynają się nieźle zapowiadać.



Na razie jeszcze mocno przygnębiające, lecz najważniejsze, że ożyły.
W dużej mierze dzięki temu, że nie zmyślone, ale są wizją Mojej Promenady.


I JUŻ wyglądają znacznie lepiej, niż wymęczony pseudo dekoracyjny wczorajszy pejzaż w kolorze zdechłego łososia i zdechłej brzoskwini (obu spleśniałych).

Gluty również mają potencjał.
Może być ciężko, bo obniżki temperatury nie ma się co spodziewać, a nie jestem przystosowana do oddychania rosołem


Ktoś mógłby zapytać - a co z Panienką? Otóż na ten tydzień przewiduję jej premierę.
Antylopy również.
Również w najbliższych dniach wpis o nie moim malarstwie, które poruszyło mnie do głębi. Sądzę nawet, że zmieniło coś na stałe. Zaczarowało.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza