WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

niedziela, 2 sierpnia 2015

Fatum sratum!


Więc chodzi o to, że nareszcie się rozpakowałam, rozpoczęłam malowanie i muszę powiedzieć - szło mi wszystko jak z płatka. Nawet zmywanie, jak mówił mój eks, zatłuczonej kuchenki.

Oczywiście co do obrazka, panienkowego, to dopiero początek, ale już mi się podoba



Przywieźliśmy Pepę od Mamy - chodzi z nosem przy mojej łydce. Mordeczka kochana.


No i poza tym mam szeroki dostęp do muzyki, na jesieni zaczyna się Konkurs Chopinowski, i wydaje mi się, że zaczęłam lubić upały - albo może inaczej, to, co mnie spotkało w Polsce, nie zasługuje na miano upału.

Oraz nareszcie mogę nasycić się szanownym małżonkiem w całej jego okazałości.

Jutro zamierzam gwałtownie wypięknieć, gdyż idę do fryzjera - teoretycznie na "odświeżenie"
 fryzury, w praktyce... kto to wie...?
I malowanie, malowanie, malowanie.
Rozgrzebane 4 obrazy - a że jestem dobra w przywracaniu porządku, to się tylko cieszę.

Telewizja - nie zawiodła, znowu sriller o  rekinach na Siódemce


Zapachowo również się upajam.
Na dodatek po Barcelonie Warszawa wydaje mi się cichym, przestronnym miastem - w lecie zawsze pustoszeje. Ma specyficzny nastrój.


I z taką energią startuję w pierwszy sierpniowy tydzień.

2 komentarze:

  1. U nas też mawia się "zatłuczony" na coś wyjątkowo brudnego ;)

    OdpowiedzUsuń