WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

poniedziałek, 8 września 2014

Podwójna radość - wpis częściowo humorystyczny

Swego czasu, na wiosnę, podjęłam się pewnych starań w ZUSie, i choć powiedziałam sobie, że luzik i spox oraz tym podobne nieuzasadnione okrzyki, to jednak - nie podziałały. Sponiewierało mnie strasznie, do tego stopnia, że przejeżdzając koło siedziby Z., odwracałam głowę w drugą stronę.
Taaak. Ale jednak od nieprzychylnej decyzji się odwołałam, odpowiedź miała/ma przyjść w tym tygodniu.

Nie tylko ona. Nabyłam również (pisownia oryginalna) "pas" do pończoch ze "spódniczką" oraz "gratisem" - po zaskakująco niskiej cenie.
Zdaniem W. sprzedający : a) jest fetyszystą  - bo przyjmuje zwroty b) zarabia na przesyłce
...lub jedno i drugie.
Rzucam dziś okiem do skrzynki - na wierzchu wypchany pakiecik, z fantazyjnie napisanym adresem, a pod spodem - chuda koperta ze złowrogim znakiem ZUS, tonącym w mroku.

Serce mi mocniej zabiło - i wznosząc oczy do nieba, otworzyłam pismo. Tętno 130.
Tymczasem bardzo uprzejmie mnie informują, że odwołanie zostało przesłane do innego oddziału, w celu rozpatrzenia. I zostałam jak ten głupi z całym zdenerwowaniem i dygotem - wydobyłam więc, dla odmiany, coś w rodzaju bielizny.
Wyglądała jak wykonane na zajęciach prakt. tech. w szkole dla inwalidów niewidomych, i to w pośpiechu - szwy niekoniecznie znajdowały się na miejscu. Poza tym tiul przypominał raczej siatkę, jaką się rozpina w oknie dla ochrony przed insektami. Za to gratis - pończoszki - bardzo udane.

Wyczerpana psychicznie (jednak) zajrzałam do kwiatków - a tam - niespodzianka!
Moja tuberoza!



Prawdopodobnie zakwitnie na przyjazd Wojtka. Co za ironia. Chyba właśnie tego zapachu (co prawda znam tylko z perfum) najbardziej nienawidzi.

Tymczasem po sopockim molo, nadszedł wreszcie czas dla czterech obrazów :
1. dyptyk Pies - Dina i 2. coś poniżej
2. Flamenco
3. Konik.

Dina nie jest zwykłym psem. To, że Pani Zleceniodawczyni traktuje ją jako domownika, mnie nie dziwi.
Ale spojrzenie - po prostu ludzkie. Więc wzięłam się.


Flamenco - naszkicowałam falbany! Sprawa pierwszej wagi, bo one mogą podbić dynamikę albo ją położyć. Na razie - roboczo - jest tak.


(oczywiście postać fotografowana od dołu - proszę wziąć to pod uwagę)
Będzie kwiat za uchem i wachlarze.

Jak to mówi Gucio, w "czasie wolnym", uprosił mnie, żebym zafundowała Mu przejazd "kolejką"



Pojazd poruszał się bardzo wolno, wydając fałszywe dźwięki (z powodu być może słabnącej mocy) i Gustaw wyszedł z lokomotywki z wyrazem upokorzenia na twarzy i zaciętymi ustami.
"To była najgorsza rzecz, jaka mnie w życiu spotkała" oznajmił, patrząc z pogardą na polakierowanego potworka

9 komentarzy:

  1. Gustaw poznał smak rozczarowania. Panienka flamenco zaczyna mi się kojarzyć z płomieniem... To chyba dobre skojarzenie przy takim temacie. Dina wygląda jak żywa... A jak zakwitną Ci tuberozy to się chyba wproszę z wizytą :P Jestem ciekawa jak to wygląda i pachnie na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gucio kochany.
      Panienka sfotografowana w dziennym świetle, dla odmiany. skojarzenie właściwe!
      Ogłoszę, kiedy zakwitną - może przyjdzie więcej osób na zbiorowe wąchanie?
      Zaś Dina - dużo jeszcze do zrobienia, ale spojrzenie, o które mi chodziło, uchwyciłam, Justynko. Dziękuję!

      Usuń
  2. "ZPT w szkole dla inwalidów niewidomych", hehe! :D Tuberoza bardzo mnie ciekawi, podobnie jak jelonek pośrodku sztucznej trawy (u moich dziadków wisiał w kuchni jeleń na rykowisku, obawiam się tylko, że po ich śmierci został wyrzucony, a ja mam jakiś sentyment do niego i z chęcią bym ten obraz przygarnął...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za szkoda! Wyobrażam sobie, jak żałośnie musiał wyglądać taki porzucony.
      Powinnam pomyśleć nad odtworzeniem populacji.

      Usuń
  3. Panienka Flamenco rozkwita niczym ta tuberoza, nawet "sylwetki" mają w obecnej fazie podobne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Cieszę się, że uchwyciłam pączki w takiej fazie - bo dziś już jest inaczej.

      Usuń
  4. Jaka ładna tuberoza będzie! Dodatkowo daje do zrozumienia, że podstawową siłą rządzącą wszechświatem jest (jak od dawna podejrzewam) Ironia Losu. ;P Skoro roślinka rozkwitnie akurat na powitanie Twojego Męża...

    Jestem ciekawa rozwoju Panienki Flamenco, bo - właściwie nie wiem, czy się przyznawać ale skoro prosiłaś - do tej pory jakoś mnie nie przekonywała Teraz zaczyna pojawiać się życie i energia - więc moja uwaga rośnie. Przy czym ważne zastrzeżenie: nie chodzi o Twój pomysł czy warsztat (tego by brakowało, żebym na nie narzekała!) ale o mnie, moje prywatne skojarzenia. O ile to wszystko ma jakiś sens (bo bredzę dziś wybitnie).

    wiedźma z innego komputera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ironia losu! Trafiłaś w bolesny punkt - właśnie dopadło mnie choróbsko i tracę węch - a pączki bieleją.
      Zaś co do Panienki - nie musisz się zastrzegać (chociaż miło, że to robisz). Ja życie widziałam - ale oczyma wyobraźni.

      Usuń
  5. Te nogi nie tańczą flamenco!!! raczej walca... :-(

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.