WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

sobota, 26 lipca 2014

Opowiastki wakacyjne

Nie wiem, jak u Państwa wygląda pakowanie na wyjazd - u mnie polegało z grubsza na wrzucaniu różnych przedmiotów do wózeczka (takiego zakupowego), przy pełnym zaufaniu, że o wszystkim pamiętam.
Tym razem działałam w pośpiechu i skutek jest taki, że wzięłam przedziwny zestaw kosmetyków - 5 kremów do stóp, 15 maseczek upiększających w saszetkach, 5 lakierów do paznokci i ani jednego, złamanego cienia do oczu ani kredki ani nic. I chodzę nieumalowana, za to silnie wypielęgnowana.

A perfumy - w odlewkach - zestaw awangardowy : Odeur 71 i 53 Comme des Garcons, Vierges et Torreros Etat Libre, L'Heure Bleue Guerlaina, Night Aoud Micallef, Robaki i Guma Balonowa Demeter, Black Orchid Toma Forda oraz jadący odkażaczem Black Musk Montale.

Co rano z Guciem idziemy na śniadanie na werandę baraczku, ustawionego nad samym jeziorem. Znajduje się tam "stylowy" fotel, bardzo wielki, miękki i potwornie ciężki, chyba z lat 70tych, i stoliczek.
Ów fotel czasem zajmowany jest przez naszego znajomego - starego kota - wojownika. Przykrywamy go kocykiem i nigdy nie spędzamy. Kocisko nietutejsze - wg pani Wiktorii, naszej gospodyni, przychodzi on z odległej o 4 km Nataci.


Gucio wita kota słowami "Czy my się znamy, kotku?" i zjada kanapkę mniej. Ponieważ pan kot, kiedy tylko synek zabiera się za posiłek, powolnie schodzi z tronu i siada sobie obok. I patrzy.
"Mamo, on znowu patrzy!"


Towarzyszy nam, kiedy idziemy na ryby.


Co do ryb - mamy sukcesy. Kiedy złapały się małe rybeczki ("Mamo, jakie one milutkie!") i ustaliliśmy, że nie będziemy odcinać im łbów oraz wypruwać flaków (chociaż Gustaw mówił, że może, jeśli złowilibyśmy "brzydką i niesympatyczną" rybę, to ją zjemy) - ku wielkiej uciesze Gucia wypuszczamy je na wolność, a ja zmieniłam haczyki na bardzo duże, cieszymy się braniami i ciągłą wymianą robali na haczyku.
Oraz brakiem zdobyczy.
Wcześniej, na mały przypon, złapała się rybka, akurat wtedy, kiedy synek chciał iść na siku.
Potem brań nie było - Gustaw zrobił sprytną minę, głośno powiedział "Idę siku, uwaga, odchodzę" - i poszedł w górę podwórka, do domku - i przepadł. Wreszcie wrócił, a kiedy zapytałam Go, co tak długo, powiedział szeptem "Bo ja tylko UDAWAŁEM, że idę na siku, usiadłem na klopie ale naprawdę nie sikałem" - pełny kamuflaż.
(nawiasem mówiąc, część dżdżownic, którym synek ponadawał imiona, również kazał sobie wypuścić - pod róże)

Muszę powiedzieć, że Gustaw na pierwszych wędrówkach nie był dobrym towarzyszem - jęczał, że bolą Go nóżki, że już nie może dalej iść - ale teraz - nie ten sam człowiek. Rowerka nie udało się wypożyczyć, mimo deklarowanej zapłaty. Ludzie nie chcą, bo się boją, że zniszczymy.
Więc ja robię więcej przystanków, zresztą iść szybko z synkiem się nie da, bo co chwila zatrzymuje się, żeby żuków gnojarzy pozdejmować z drogi, przewrócić na brzuch te leżące na plecach, a kiedy widzi np martwego motyla, urządza mu "pogrzeb".
Mrówki, muchówki, ćmy ogląda w skupieniu, nadając imiona i status rodzinny ("to jest jego mama, a to siostra") i o wszystko pyta - cieszę się, że byłam w biol - chemie.


Nie ma już śladu po tamtym narzekającym dziecku (czasem przyznaje pod koniec wycieczki "Ja nie chcę tego mówić, żeby ci nie psuć wyjazdu, ale nogi mnie bolą jak diabeł w piekle").
Z ochotą przystał na całodzienną wyprawę do lasu. Taki dzielny.





W domku oczywiście szybko zinwentaryzował całą elektrykę, o bojlerze i dźwiękach, jakie wydaje, mówi "podwodny dinozaur". Kiedy włączył radio, ukryte za drzwiami i popłynęła piosenka, rzekł "I to jest ta chwila, na którą wszyscy czekaliśmy".
Zdecydowanie.

Na koniec - parę widoków. Na pierwszym zdjęciu Moja Promenada.






Jutro prawdopodobnie druga przejażdżka rowerem wodnym. W swoim czasie zdam relację - może pójdzie nam lepiej, niż za pierwszym razem...

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja jestem bardziej psia, ale są koty, które mają coś w sobie, na pierwszy rzut oka. Ten konkretnie - bardzo kontaktowy, ale też i władczy. Pełen godności. Od wczoraj - znikł.

      Usuń
  2. Jestem przekonana, że Gucio jak dorośnie nie będzie miał "normalnej" pracy - będzie artystą. Nie wiem co będzie robił, ale na pewno będzie to działalność artystyczna - nie mam co prawda do czynienia z dziećmi, ale to, co o nim piszesz, moim zdaniem wskazuje na nieprzeciętne dziecko.

    VI4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jednak [pyta z nadzieją] będzie nieprzeciętnym bankierem? albo dentystą? W każdym razie zainteresowania artystyczne nie dominują u Niego, zdecydowanie na pierwszy plan wychodzą sprawy związane z techniką i wynalazczość w tej dziedzinie.

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o wrażliwość - chyba większą niż u przeciętnego sześciolatka (na podstawie Twoich wpisów). Może będzie aktorem? Wciąż pamiętam "mamo wybacz mi, wybacz!", po tym jak niechcący stłukł szklankę:)))

      Usuń
  3. Gucio coraz bardziej do taty podobny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak? Podobno mój klon - i nawet jest teoria, że młode są podobne na początku do ojców, żeby ich nie zjedli

      Usuń
    2. Młode są na zmianę podobne raz do ojca raz do matki :)

      Usuń
  4. I przepiękne zdjęcia - jak zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ehh szkoda żem taka stara bo Gutek jest do zakochania :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mówi się, biorąc przykład z Madonny i nie tylko "Nie martw się, że nie znalazłaś odpowiedniego mężczyzny - może ON się jeszcze nie urodził"

      Usuń