WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 11 lipca 2014

Krytyczny Piątek - Ohydne Dziurki i gówniany obraz

Zacznę nietypowo - od perfum. Firma Etat Libre*, która każde swoje perfumy opatruje opowiastką, ma ambicje, by uważano jej zapachy za awangardowe, skandalizujące czasem, a w każdym razie służące wyrażaniu wolności - wypuściła na rynek w 2006 roku Secretions Magnifiques - Sekretne Wydzieliny.
Pomknęłam oczywiście co tchu powąchać ów wytwór, nie mając zresztą większych nadziei na to, że zrobią na mnie wrażenie (wiele razy przewiozłam się na niby wyjątkowości perfum).

Ale tym razem stało się inaczej.
Wzdrygnął mną odruch prawdziwego obrzydzenia - i podziwu, że komuś coś takiego się udało. Nie byłam w stanie od razu zbadać, dlaczego? Na kupy, siki i nawet wymiociny (w perfumach - oczywiście rzekome), jestem odporna, głowa od zapachów w zasadzie mnie nie boli, mdłości również nie miewam.
Co najwyżej zapach mnie drażni, ale w sferze emocjonalnej.
Krótko mówiąc - uważam się za twardą zawodniczkę.
Ale tu do testów podchodziłam wielokrotnie - chcąc się dowiedzieć, czemu tak reaguję...?
Już wiem.
Dla mnie ta "sekretna wydzielina" to ropa, nie wnikam nawet, skąd. Nie jestem - jeszcze - w stanie zagłębić się (bleh) w temacie i dostrzec złożoność zapachu...

Znacznie mniej inwazyjny, przynajmniej dla mnie, niż zapach - jest obraz. Nie fotografia, tylko "coś" stworzone ludzką ręką.
I tak, jak szanuję twórcę Secretions Magnifiques (Antoine Lie) za naturalizm, tak szanuję płaskorzeźbę Anny Słonki - Moskwy. Patrzenie na "dziurki" do przyjemnych nie należy...? Mam rację?


 "Dziurki" są na tyle dobrze zrobione, że mnie przkonują.
Gdyby zamiast nich Moskwa umieściła zdjęcia - byłabym na NIE (a niestety wielu "artystów" współczesnych nie widzi tej subtelnej, lecz decydującej granicy).
Zupełnie jak w anegdotce o gościu, który na jarmarku, za pomocą swoich rąk w worku i wydawanych odgłosów imitował świnki - że niby są tam naprawdę. Do kapelusza sypał mu się grosz od ubawionych gapiów.
Zobaczył to "spryciarz" - pomyślał "W czym problem?", schował do takich samych worków prawdziwe prosięta i dziwił się, że nikt mu nie płaci.

Tak więc z obrzydzeniem zapraszam na bliższe spotkanie z otworami :




Intencja autorki to ukazanie dwoistego stosunku, jaki ma się do własnego ciała - z jednej strony swojskość, a z drugiej...te okropne szczegóły...(garmażerka, mówiąc w skrócie).

A teraz - dla porównania - gówniany obraz. Może nie dosłownie, bo nie jest z prawdziwego gówna, tylko udaje, ale ze średnim rezultatem.




I ten motyw w fiolecie, niby służący kontrastowi, a - nie bójmy się tego słowa - słaby jest. I jakiś taki pretensjonalny.
W opisie czytamy, że obraz "powstał jako test (...) do wnioskowania o nieuświadomionych treściach czy zaburzeniach psychicznych. (...) W obrazie tym pobrzmiewają echa taszyzmu - niegeometrycznego abstrakcjonizmu, który przybierał formę agresywnego ataku na płótno."
W tym wypadku płótno zostało agresywnie zaatakowane przez odbyt, moim zdaniem, sztuczny...? (artisan)


Pomyślcie, ile Niewypowiedzianych Traum w Jamce można by zmieścić w miejscu tego czegoś, ech.
I mogłyby one na dodatek zmieścić się w konwencji Duftartu!

* Etat Libre d'Orange - nie wszystkie zapachy - oczywiście w moim przekonaniu - im się udały, ale te, które uważam za dobre, są wręcz powalające.

13 komentarzy:

  1. Mam tylko jedno pytanie -po co to???
    Po co to pokazywać w galerii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Dziurki czy Gówno?
      A serio - mnie nie pytaj, choć sens Dziurek uznaję

      Usuń
  2. Dziurki mi się kojarzą z anatomią śmierci. No ok, są. Ale jak zachwyca, kiedy nie zachwyca???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One nie są od tego... Raz, że zrobione jakby w porcelanie - a i tak wstrętne. Dwa - że żadnej KONKRETNEJ dziurki nie przypominają, a jednak są kwintesencją wszystkich naraz. Są świetnie zrobione - nie spapugowane, tylko wykreowane. I ich wielkość powoduje, że choć budzą obrzydzenie, chciałoby się je pogłaskać - albo co gorsza wsadzić tak palec (nie wierzę, że to piszę)

      Usuń
  3. Tak a propos pokazywania w galeriach. Wg alternatywnej definicji sztuki Tatarkiewicza : "Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać". We współczesnym świecie to "wstrząsać" jest niestety, najłatwiejszą formą wypowiedzi obraną przez artystów, bowiem o wiele łatwiej widać kimś wstrząsnąć niż go zachwycić czy wzruszyć. Saga

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, czy uczucie które wzbudzają we mnie te dzieła można nazwać wstrząsem. Bo nie zachwycają i nie wzruszają - to pewne. Też nie są obojętne. W moim przypadku, podczas oglądania, pojawia się odruch, stricte fizjologiczny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uff, to już wiem, dlaczego nie chciałaś pokazywać dziurek na fb...są obrzydliwe - mimo że faktycznie nie przypominają żadnej konkretnej dziurki. Zastanawiam się - po co to? Żeby pokazać, że człowiek w gruncie rzeczy jest istotą obrzydliwą, tylko to skrzętnie ukrywa - a tu proszę wszystko na widoku, i jest szok?

    Nie razi mnie brzydota w sztuce - ale obrzydliwość chyba tak. Idąc tym tropem można by wyrzeźbić i pomalować na naturalne kolory np ekskrementy albo wymiociny - dla efektu, niech będą wielkości stołu...

    VI4

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeszcze jeden krok, czyli realizacja - i możesz spokojnie ubiegać się o stypendium. Chociaż podejrzewam, że megakupa i megapaw już były - no ale można w środek włożyć coś typu krzyż (np) i się nadaje.

      Usuń
  6. To ja chyba jestem jakaś dziwna, bo dziurki mi się podobają :D kojarzą mi się nawet sympatycznie z dziurkami w pępku, a cielista kolorystyka czy sugestia wydzielin czy włochatość mnie nie odrzuca, bo dlaczego miałaby? Nie widziałam na żywo, ale wyobrażam sobie, że można chcieć wsadzić palec :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie odrzuca - ale palec i tak bym włożyła. Ale dlaczego odrzuca, to akurat wiem. Co innego własna "fizjologia" a co innego czyjaś. Albo intymne szczegóły (ale kiedyś tam przyjdę i włożę palec).
      Na żywo one wyglądają jak trochę psujące się - znaczy ze stanem zapalnym. A to nie kojarzy mi się sympatycznie.
      Ale i tak je lubię.

      Usuń
  7. O fuuuj! :/ (tak, wiem, wielce konstruktywny komentarz...) Co do obrazu - ktoś się chyba testem Rorschacha zainspirował ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.