WSZYSTKIE OBRAZY, KTÓRYCH NIE MALUJĘ NA ZAMÓWIENIE, SĄ NA SPRZEDAŻ

piątek, 4 lipca 2014

Krytyczny Piątek - Muzeum Neonów

Neony mojego dzieciństwa...
Widzę je, kiedy zamykam oczy
Chociaż ich nie ma...


Otóż dzisiejszy wpis poświęcam sztuce użytkowej, tworzonej przez najlepszych projektantów, a potem zniszczonej, bo w czasach kryzysu z powodu oszczędności neony wyłączano, a dłuższe nie używanie powodowało nieodwracalne szkody. Potem uruchomić się już ich nie dawało - bez naprawy. A kto by je naprawiał? Skoro wciąż za mało miejsca na reklamę. Na banery, zakrywające całe budynki.
Na tandetę, która jak pasożyt wyniszcza taniością to, co wartościowe.

ALE niektóre zdemontowane neony udało się ocalić.
Pani Ilona Karwińska, współdyrektorka warszawskiego Muzeum Neonów, która z Polski wyjechała jako dziecko, wróciwszy po latach do stolicy zauważyła dramatyczną, jeśli chodzi o tempo, zagładę neonów.
 Czasem w wyniku negocjacji udawało się neon odzyskać.
I tak początkowo przechowywała je w mieszkaniu, na balkonie, na balkonach znajomych...ZAPALEŃCÓW.
Aż wreszcie, na warszawskiej Pradze, w dawnych magazynach żywności z XIXgo wieku,  powstało Muzeum Neonów . Jego działalność obejmuje również wspieranie inicjatyw w rodzaju renowacji, przywracania do życia w "naturalnym środowisku".
Ja czułam się tak, jakbym dotykała wspomnień
(muzyka - press play)


Mieszkałam z rodzicami z dala od Centrum (Sadyba), do miasta jeździłam z Mamą co piątek, gdyż właśnie wtedy chodziła do fryzjera "Hanka", na tyłach Nowego Światu, do pani Ali, która zresztą czesała mnie do pierwszego ślubu.
Działo się to, moi mili, w latach 70tych ubiegłego wieku.
Zamiast nudzić się i przeglądać magazyny z pięknie umalowanymi kobietami, wyskakiwałam na Nowy Świat, najchętniej do sklepu akwarystycznego, w którym trochę przestraszał mnie sprzedawca z niesprawną ręką, o białej cerze i kruczoczarnych włosach (ach, ileż mi gupików wyłowił!).
W księgarni obok pracował starszy, tęgawy pan, chory na serce, który wyglądał tak, jakby lada chwila miał zbladnąć lub poczerwienieć i paść bez tchu.
Niedaleko znajdowała się Księgarnia Radziecka, ze wspaniałymi płytami m.in. z muzyką poważną...
Po fryzjerze chodziłyśmy do Igloo, z lodami, czekoladą i okrągłymi kulami szklanymi, w których ciągle mieszał się sok pomarańczowy w jednej - w drugiej z czarnych porzeczek (nawiasem mówiąc, w kolejce po lody nagle zaniosłam się szlochem i wyznałam zaniepokojonej Mamie, że "ten piękny mężczyzna, stojący przede mną nigdy się nawet nie dowie, że go kocham - musiał być podobny do Alain Delona).

A naokoło aż się skrzyło od neonów...jak w całej Warszawie...

W stanie wojennym odwiedziny w mieście się skończyły, nawet nie miałam świadomości, że neony niszczeją - jak ten w Kielcach


Wracając do Muzeum Neonów - atmosfera jest.




Aż coś we mnie podskoczyło, kiedy zobaczyłam te :





To tak, jakby ktoś przeniosł w inne miejsce dom, przeznaczony do rozbiórki, i go zabezpieczył (a, właśnie - koło dawnego Kina Moskwa (teraz Silver Screen), na prostopadłym budynku do niego, umieszczono neon "PRZEZORNY ZAWSZE UBEZPIECZONY" - w wyniku awarii świeciło się "PRZEZORNY ZAWSZE PIECZONY").

Wojtek powiedział, że neony tutaj spotkane, przypominają Mu przygodę z zapachami - kiedy jeden zapach jest w stanie przenieść nas do czasów dzieciństwa.





Czy uwierzą Państwo, że Warszawa od innych stolic podobno dla cudzoziemców była rozpoznawalna dzięki neonom? Jeden z nich, pół Polak, pół Kanadyjczyk, Eric Bednarski, nakręcił znakomity dokument pt. Neon.
Ten seans filmowy doprowadził nas do Soho Factory, gdzie umiejscowione jest Muzeum.


Czy swiat neonów odszedł na zawsze?
Otóż niekoniecznie. Okazuje się, że ludzie wrażliwsi - przedsiębiorcy, wolą wabić klientów (jak ćmy do lampy) nie szyldami czy "panelami", lecz wykonanym na specjalne zmówienie neonem.

Więc - może pojawi się ich więcej?  Oby.


Jak kiedyś...

7 komentarzy:

  1. Justynko powiem ci... ja co prawda urodziłam się w końcówce lat 80 ale pamiętam jeszcze neony z naszych ulic i to były piękne formy reklamowe. Jako że nienawidzę tego plakatowego rzygu to tęsknię za takimi małymi formami sztuki - cieszy mnie, że jadąc do Wrocławia czy Krakowa gdzieś tam widzę te świecące małe cuda (tak samo jak ręcznie wytwarzane misterne szyldy i - nie wiem jak to się nazywa więc improwizuję - herby przy kawiarniach!).

    A w ogóle to kojarzą mi się z grą Fallout ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niekoniecznie małymi - np Domy Centrum miały neony ciągnące się przez całe budynki - ok. pół km na pewno.
      Szyldy, owszem, bywają piękne.
      A i owszem, mają coś z po - apokaliptycznego świata

      Usuń
  2. Piękne! Masz rację, brzydota zalała ulice, pstrokacizna i bylejakość... czasami to mnie aż boli od patrzenia, serio :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i brak jakiegokolwiek szacunku dla przeszłości, normalne chamstwo, nazwawszy po imieniu...

      Usuń
  3. Ju - dziękuję Ci za ten film z neonami , łzy mi się zakręciły , bo to Warszawa mojego dzieciństwa , miasto już nieistniejące . Może i było to miasto bez nocnego życia , ale płonące od świateł po zmroku . I ileż charakterystycznych punktów , wspominanych do dzisiaj , ile obrazów przenoszących w czasie . Tulipan na rogu Kruczej i Alej był jeszcze ze dwa lata temu - do zlikwidowania kwiaciarni , zamienionej w kolejną aptekę . To była co się zowie sztuka - ileż tych neonów było , a każdy inny , charakterystyczny , nieodwracalnie związany z miejscem , które reklamował . Ech , bylo i se nevrati...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że Ci się ten wpis podoba. Na mnie wizyta w Muzeum zrobiła bardzo, bardzo wielkie wrażenie - taki BERLIN zobaczyć tuż przed nosem... To są jakby znaki, wydawało się oczywiste, ze po prostu są.
    Niestety.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.